piątek, 6 marca 2026



Od siedmiu dni Izrael i USA prowadzą wojnę z reżimem mułłów w Iranie. Amerykanie i Izraelczycy przekonują, że ataki przebiegają niezwykle pomyślnie i przekraczają oczekiwania przywódców politycznych. Połączone siły miały zniszczyć aż 75 proc. irańskich zdolności rakietowych. Chodzi o stałe wyrzutnie i mobilne urządzenia. Poza tym Teheran podobno stracił 73 proc. swoich rakiet średniego zasięgu i ponad połowę rakiet krótkiego zasięgu.

Choć statystyki są nieubłagane dla reżimu mułłów, irańska armia pozostaje niezwykle niebezpieczna. Donald Trump grozi, że "nie będzie żadnego porozumienia z Iranem poza bezwarunkową kapitulacją".

Tyle że Teheran nic sobie z tego nie robi i sieje spustoszenie w krajach regionu. Na celowniku znalazły się m.in. Turcja, Azerbejdżan, a nawet Cypr. I to ponoć nie jest koniec. Zapowiedzi Iranu są ambitne. Władze stawiają wszystko na jedną kartę, bo wiedzą, że mogą ryzykować. Mogą, bo właśnie znalazły sposób na Zachód. Jeśli ten w porę się nie zorganizuje, Waszyngton może być w tarapatach.

onet.pl

czwartek, 5 marca 2026



Dr Aleksander Olech: Czy Polska – biorąc pod uwagę stan wiedzy, doświadczenie, potencjał gospodarczy oraz kapitał ludzki – dysponuje realnymi zdolnościami do opracowania własnej broni jądrowej?

Arture Kacprzyk (Polski Instytut Spraw Międzynarodowy): Polska nie ma teraz takich zdolności. Ma potencjał do tego, by je rozwinąć, choć byłoby to trudne, czasochłonne i pociągałoby za sobą istotne koszty.

Broń jądrową udało się zdobyć państwom od Polski mniejszym lub słabiej rozwiniętym gospodarczo, ale trzeba od razu zaznaczyć, że borykalibyśmy się z innymi trudnościami niż one. Obecnie nie możemy liczyć na podobną pomoc czy pobłażliwość. Korea Północna korzystała z ochrony i pomocy Chin, co pomagało w odstraszaniu interwencji USA i łagodzeniu skutków sankcji. Również Chiny przekazały istotne komponenty i technologie Pakistanowi, a Izraelowi na początku mocno pomogła Francja. USA podtrzymywały pomoc gospodarczą i wojskową dla Pakistanu i Izraela, bo miały wówczas w relacjach z tymi krajami ważniejsze interesy niż nieproliferacja. Izrael był (i jest) istotny dla wpływów USA na Bliskim Wschodzie, a Pakistan dla zaopatrzenia Afgańczyków walczących z ZSRR. Ponadto ani Izrael ani Pakistan nie były i nie są formalnymi sojusznikami USA – Amerykanie nie byli zobowiązani do ich obrony, więc nie musieli obawiać się wciągnięcia w wojnę w związku z proliferacją. Zresztą żadnemu z tych państw nie zagrażał bezpośrednio przeciwnik zdolny do dokonania ataku nuklearnego na USA. Amerykanie nie naciskali też za mocno na RPA, bo była postrzegana jako partner przydatny w powstrzymywaniu komunizmu w Afryce.

Jeśli chodzi o koszty dla Polski, trudno o dokładne prognozy, nawet pomijając wpływ możliwej reakcji międzynarodowej. Prawdopodobnie musielibyśmy wydać dziesiątki miliardów złotych na opracowanie pierwszych ładunków nuklearnych. Szacunkowo i w przełożeniu na dzisiejsze ceny, USA kosztowało to ponad 100 mld zł, a Francję nieco mniej niż 100 mld zł. Ułatwieniem dla naszych badań byłoby to, że wiedza na ten temat jest współcześnie większa i bardziej powszechna. Niemniej wciąż konieczne byłyby inwestycje w odpowiednią infrastrukturę, materiały i personel. A dodatkowe środki byłyby potrzebne na budowę kolejnych głowic, systemów ich przenoszenia, a następnie utrzymanie oraz modernizację arsenału. Posiadająca ok. 300 głowic Francja wydaje teraz co roku na siły nuklearne 20-25 mld zł. W świetle wynoszących ok. 200 mld zł rocznie wydatków obronnych Polski nie mówimy więc o kwotach niewyobrażalnych, ale wciąż dużych, zwłaszcza że budżet ten już jest napięty. Jeszcze inna sprawa, że takie wydatki bardzo ciężko byłoby ukryć.

Jeszcze ciężej oszacować, ile z technicznego punktu widzenia czasu zająłby nam program nuklearny. Zaryzykuję ocenę, że Polska mogłaby wyprodukować pierwsze ładunki w ciągu 5-10 lat. Ale więcej czasu potrzebowalibyśmy na dopracowanie i rozbudowanie tego arsenału, tak by wiarygodnie móc zagrozić użyciem go przeciw Rosji. Prawdopodobnie co najmniej kilkunastu lat. W momencie wykrycia irańskiego programu nuklearnego w 2002 r. trwał on już 13 lat i Irańczycy najwyraźniej byli blisko skonstruowania prymitywnego ładunku do próbnej eksplozji. Ale wciąż pracowali nad wyprodukowaniem materiałów dla znacznie większej ilości głowic i zminiaturyzowaniu tych ładunków do montażu na pociskach, mimo że wcześniej uzyskali od Pakistanu pomoc w tych kwestiach. Z kolei Francja i RPA zbudowały pierwsze ładunki w ok. 10 lat od rozpoczęcia prac nad materiałem rozszczepialnym, aczkolwiek nie musiały się z nimi kryć. Dysponujące o wiele większymi środkami USA i ZSRR zbudowały pierwsze, choć bardzo duże rozmiarami, bomby w odpowiednio 3 i 4 lata.

AO: Jakie przygotowania musiałby poczynić nasz kraj pod względem technicznym, infrastrukturalnym i wojskowym, aby w ogóle myśleć o budowie własnego arsenału nuklearnego?

AK: Jest szereg kroków, których wykonanie ułatwiłoby pozyskanie broni jądrowej. Zaczynając od gruntownego planowania – nie tylko procesu budowy głowic i pozyskania niezbędnych do tego materiałów, ale też struktury sił nuklearnych i strategii ich użycia.

Najtrudniejsze byłoby dla nas ustanowienie produkcji materiałów rozszczepialnych do wykorzystania w paliwie do cywilnych reaktorów. Posiadanie takiej infrastruktury dawałoby możliwość wykorzystania jej do budowy broni jądrowej w razie podjęcia takiej decyzji. Nie eliminowałoby to zagrożenia atakiem prewencyjnym, ale skracałoby okres tego podwyższonego zagrożenia. Chodzi albo o wzbogacanie uranu, albo odzyskiwanie plutonu z wypalonego paliwa z reaktorów. Pierwsze robią Niemcy, a Japonia zarówno odzyskuje, jak i wzbogaca. Czyni to od dawna te kraje tzw. państwami progowymi.

Jednak państwa są współcześnie znacznie ostrożniejsze w sprzedaży najbardziej wrażliwych technologii i materiałów nuklearnych, zwłaszcza że powszechnie dostępne są bezpieczniejsze rozwiązania. Np. Polska kupuje za granicą nisko wzbogacone paliwo nuklearne do reaktora badawczego w Świerku i ma kupować je do naszych przyszłych elektrowni. Takiego paliwa nie można bezpośrednio użyć do budowy głowicy nuklearnej, jak również mocno ograniczone są możliwości odzyskiwania z niego plutonu. Lepszym rozwiązaniem byłoby więc najprawdopodobniej wznowienie wydobycia uranu w Polsce (choć Sowieci wyeksploatowali najlepsze złoża) i jego wzbogacanie w kraju. Ale biorąc pod uwagę koszty wzbogacania (lub odzyskiwania) oraz planowane rozmiary naszego sektora energetyki nuklearnej prawdopodobnie ciężko byłoby uzasadnić to ekonomicznie. Można zaś argumentować, że produkcja materiałów do paliwa nuklearnego w kraju dawałaby większą stabilność jego dostaw, pomimo potencjalnych zakłóceń jak niedawne wyrzucenie francuskich firm z kopalń uranu w Nigrze. 

Cywilne uzasadnienie dla wzbogacania uranu (lub odzyskiwania plutonu) byłoby ważne, by nie wzbudzać podejrzeń o prace nad bronią nuklearną oraz presji międzynarodowej. I być może udałoby się pozyskać gotową i zaawansowaną technologię z zagranicy. No i nawet gdybyśmy opracowali ją sami, to prawdopodobnie przy produkcji paliwa i tak potrzebna byłaby jakaś współpraca z zagranicznymi producentami reaktorów. W każdym razie budowa odpowiedniej infrastruktury dla celów cywilnych może być uzasadniona dopiero wraz z rozwojem polskiej energetyki jądrowej – a pierwsze reaktory mają zacząć działać w połowie lat 30. Inną opcją jest potajemne prowadzenie badań laboratoryjnych nad pozyskaniem materiałów rozszczepialnych, co robiła Korea Południowa. Byłoby to cięższe do wykrycia i być może nie aż tak alarmujące dla innych państw, jak skryte lub nieuzasadnione cywilnie prace na skalę przemysłową. Eksperymenty mogą ułatwić zbudowanie większej infrastruktury w razie próby proliferacji, ale wciąż będzie to wymagało dodatkowego czasu.

Znacznie bardziej osiągalne, choć wcale niełatwe, będzie pozyskanie pocisków do potencjalnego przenoszenia głowic nuklearnych. Polska i tak planuje zakup pocisków o zasięgu 1-3 tys. km i z głowicami konwencjonalnymi, zdolnych do rażenia celów w głębi Rosji. Przy czym by móc zintegrować z takimi pociskami głowice nuklearne, musielibyśmy albo takie pociski produkować sami, albo przynajmniej we współpracy z partnerem wspierającym nasze nuklearne ambicje. Warto też podkreślić, że choć ewentualność uderzenia choćby jednej głowicy nuklearnej w Moskwę czy Petersburg może istotnie wzmocnić odstraszanie, to jego wysoka wiarygodność wymagałaby o wiele większych sił. Na tyle dużych, żeby Rosja nie mogła liczyć na zniszczenie ich wszystkich na ziemi lub w locie.

Głębokiego przemyślenia wymagałoby także wiele innych problematycznych kwestii. Np. zaprojektowanie odpornego na duży i szybki atak jądrowy systemu kontroli i dowodzenia nad siłami nuklearnymi, a także określenie miejsca, w którym Polska mogłaby dokonać próbnej eksplozji jądrowej.

AO: Czy kraje nordyckie faktycznie mają (lub mogą rozwinąć) własne zdolności nuklearne? Jeśli tak – na jakim poziomie i w jakim horyzoncie czasowym?

AK: Szwecja mogłaby pozyskać broń nuklearną znacznie szybciej niż my, jednak nie tak szybko, jak czasem się komentuje. Szwedzi pracowali kiedyś nad nią, a w połowie lat 60. oceniano, że byli 2 lata, czy nawet pół roku, od zbudowania pierwszych ładunków. Nie zrobili tego z różnych powodów: od silnych nastrojów pacyfistycznych w społeczeństwie, przez duże koszty i preferencje wojska do inwestycji w siły konwencjonalne, po sygnały od Amerykanów, że wsparliby Szwecję w razie radzieckiego ataku, mimo że nie była członkiem NATO.

W każdym razie dziś Szwecja nie posiada już tej samej infrastruktury i zasobów, więc nie może po prostu wznowić programu nuklearnego od stanu sprzed 50-60 lat. Pluton wywieziono z kraju, a nowe elektrownie nuklearne słabo się nadają do jego produkcji. Szwedzi pewnie musieliby zacząć wzbogacać uran, którego wznowienie wydobycia akurat planują. Dużym ułatwieniem byłoby natomiast to, że dawniej przeprowadzili szereg badań nie tylko nad budową ładunku wybuchowego, ale i zmniejszeniem jego rozmiarów do użycia w pocisku. No i szwedzki przemysł ma spore kompetencje w produkcji pocisków manewrujących, zwłaszcza jako współproducent Taurusów.

Można więc spekulować, że Szwedzi byliby w stanie stworzyć pierwsze pociski nuklearne z głowicami jądrowymi w kilka lat. Zwłaszcza gdyby pozostałe państwa nordyckie wsparły taki program finansowo i zaangażowały swoich naukowców. Ponadto Norwegia i Finlandia też mają na swoim terytorium złoża uranu (z kolei Dania ma je wyłącznie na Grenlandii, gdzie trudno o ich eksploatację). Być może państwa nordyckie byłyby też otwarte na współpracę z innymi, w tym nami czy Ukrainą, która ma duży cywilny program jądrowy i rozwija coraz lepsze pociski.

Jednak obecnie wygląda na to, że odpowiedzią państw nordyckich na wątpliwości co do wiarygodności USA będzie większe poleganie na Francji i Wielkiej Brytanii oraz ich odstraszaniu nuklearnym. Tak wskazują ostatnie wypowiedzi rządzących, np. premiera Szwecji czy ekspertów z tych krajów. Nawet dla Szwecji czy grupy państw nordyckich, pozyskanie broni nuklearnej wciąż byłoby niebezpiecznym i trudnym procesem.

defence24.pl


Prezydent USA Donald Trump ogłosił w czwartek dymisję szefowej Ministerstwa Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) Kristi Noem i nominował na jej stanowisko senatora Markwayne'a Mullina z Oklahomy. Noem ma zostać specjalną wysłanniczką ds. "tarczy Ameryk", nowej inicjatywy prezydenta.

"Z przyjemnością ogłaszam, że szanowny Senator Stanów Zjednoczonych z Oklahomy, Markwayne Mullin, obejmie stanowisko Ministra Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych (DHS) z dniem 31 marca 2026 r." - ogłosił Trump we wpisie na Truth Social.

"Kristi Noem, która dobrze nam służyła i osiągnęła liczne i spektakularne wyniki (szczególnie na granicy!), obejmie stanowisko Specjalnego Wysłannika ds. Tarczy Ameryk, naszej nowej Inicjatywy Bezpieczeństwa na Półkuli Zachodniej którą ogłaszamy w sobotę w Doral na Florydzie" - dodał prezydent. 

PAP

środa, 4 marca 2026



3 marca IDF uderzyło w Najwyższą Radę Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC), Biuro Prezydenta i budynek Zgromadzenia Ekspertów w Teheranie. Izraelskie media podały, że około 100 myśliwców zrzuciło ponad 250 bomb na irański "ompleks przywódczy", który zawiera powyższe miejsca. SNSC jest najwyższym organem decyzyjnym Iranu w zakresie bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej. Atak na SNSC jest następstwem wcześniejszych ataków amerykańsko-izraelskich, w wyniku których zginęli wyżsi urzędnicy będący członkami rady, w tym były dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), generał dywizji Mohammad Pakpour i były szef sztabu generalnego sił zbrojnych (AFGS) generał dywizji Abdol Rahim Mousavi. Zgromadzenie Ekspertów jest 88-osobowym organem duchownym odpowiedzialnym za mianowanie i nadzorowanie Najwyższego Przywódcy, zgodnie z irańską konstytucją. Strajki, które zakłócają lub uniemożliwiają Zgromadzeniu Ekspertów wypełnienie konstytucyjnego obowiązku wyboru kolejnego Najwyższego Przywódcy, podważyłyby legitymację reżimu, ponieważ reżim opiera się na zasadzie Velayat-e Faqih, w której prawnik, Najwyższy Przywódca, kontroluje Iran.

(...)

Przywódcy irańscy przekazali uprawnienia urzędnikom niższego szczebla w odpowiedzi na strajki połączonych sił wymierzone w urzędników wyższego szczebla i centralne instytucje decyzyjne. Prezydent Masoud Pezeshkian oświadczył 3 marca, że rząd centralny przekazał władze wojewodom, aby mogli podejmować szybsze decyzje w oparciu o lokalne warunki. Organy te prawdopodobnie obejmują administracyjne i gospodarcze uprawnienia decyzyjne oraz szerszą władzę wykonawczą, aby zapewnić dalsze funkcje państwa pomimo zakłóceń w centralnym kierownictwie Iranu.

(...)

Reuters opublikował zestawienie statystyk kilku ministerstw obrony /państw/ Zatoki Perskiej na temat dronów i rakiet, które Iran wystrzelił w ich stronę od 28 lutego.

Ministerstwo Obrony Emiratów oświadczyło:
  • Wykryto 186 irańskich rakiet balistycznych, przechwycono 172 rakiety balistyczne, 13 spadło do morza, a jedena wylądowała w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ministerstwo Obrony oświadczyło również, że wykryło i przechwyciło 8 irańskich rakiet manewrujących.
  • Wykryto 812 irańskich dronów, przechwycono 755 dronów, a 57 dronów uderzyło w terytorium Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Ministerstwo Obrony Kataru oświadczyło:
  • Wykryto 101 rakiet balistycznych i przechwycono 98 rakiet balistycznych, co sugeruje, że w Katarze wylądowały 3 rakiety. Ministerstwo Obrony oświadczyło również, że wykryło i przechwyciło 3 irańskie rakiety manewrujące.
  • Wykryto 39 dronów i przechwycono 24 drony, co sugeruje, że 15 dronów uderzyło w Katar.
Ministerstwo Obrony Bahrajnu oświadczyło:
  • Przechwycono 73 irańskie rakiety i 91 dronów, ale nie podano liczby uderzeń w Bahrajnie. Od początku konfliktu ISW obserwowało wiele irańskich dronów uderzających w pozycje wojskowe USA i infrastrukturę cywilną w Bahrajnie.
Ministerstwo Obrony Kuwejtu oświadczyło:
  • Wykryto i przechwycono 178 irańskich rakiet balistycznych.
  • Wykryto i przechwycono 384 irańskie drony. Ministerstwo Obrony Kuwejtu nie podało liczby irańskich uderzeń rakietowych ani dronów na swoim terytorium, ale od początku konfliktu ISW zaobserwowało wiele irańskich ataków w Kuwejcie.
/Arabia Saudyjska - odpalono w jej kierunku 5 rakiet, 12 dronów; Irak - ? rakiet, >12 dronów, Oman - 2 drony, Cypr - 2 rakiety, 1 dron - red./

(...)

Huti potępili operacje Izraela w Libanie 3 marca, ale nie przeprowadzili jeszcze żadnych ataków odwetowych na Stany Zjednoczone ani Izrael. Ciągła bierność Hutich jest godna uwagi, biorąc pod uwagę, że Houthi byli jedynymi członkami Osi Oporu, którzy brali udział w wojnie izraelsko-irańskiej w czerwcu 2025 r.

understandingwar.org


W poniedziałek (23 lutego) do Donalda Trumpa zadzwonił premier Izraela i przekazał informacje o sobotnim (28 lutego) spotkaniu ajatollaha Alego Chameneiego ze swoimi wysokimi rangą doradcami - podaje Axios, powołując się na trzy źródła. Benjamin Netanjahu miał podczas tej rozmowy przekazać prezydentowi USA: wszyscy oni mogą być zabici w jednym niszczycielskim nalocie. Jak podkreśla portal, była to rozmowa, która "uruchomiła wojnę" i zmieniła Bliski Wschód. 

(...)

Prezydent USA już wcześniej skłaniał się ku uderzeniu na Iran, lecz wahał się w sprawie terminu. Zmieniło się to po telefonie od Netanjahu - podał Axios. Jak zaznaczają przedstawiciele władz USA i Izraela, rozmowa telefoniczna z 23 lutego to część wielomiesięcznej intensywnej koordynacji między oboma przywódcami. W ciągu dwóch miesięcy poprzedzających atak na Iran liderzy spotkali się dwukrotnie i rozmawiali telefonicznie 15 razy.

(...)

Na polecenie Trumpa po poniedziałkowej rozmowie CIA potwierdziła wstępnie dane wywiadowcze Izraela w sprawie Chameneiego. Przygotowania nabrały tempa, gdy Trump powiedział Netanjahu, że rozważy podjęcie dalszych działań. Najpierw jednak prezydent miał wygłosić przed Kongresem orędzie o stanie państwa we wtorek wieczorem.

Przedstawiciele amerykańskich władz przekazali, że Trump podjął decyzję, że nie będzie koncentrować się nadmiernie na Iranie, aby nie wystraszyć ajatollaha, który mógłby ukryć się przed atakiem. Do czwartku CIA "w pełni potwierdziła, że wszyscy ci ludzie będą razem i że musimy to wykorzystać" - podało źródło Axios. Tego dnia wysłannicy Trumpa Steve Witkoff i Jared Kushner zadzwonili do prezydenta z Genewy, gdzie rozmawiali ze stroną irańską, i przyznali, że negocjacje zmierzają donikąd.

- Jeśli zdecydujesz się na dyplomację, będziemy naciskać i walczyć o porozumienie. Ale ci ludzie pokazali, że nie są skłonni do zawarcia umowy, która cię zadowoli - miał usłyszeć Trump. W tym momencie Trump był już przekonany, że dane wywiadowcze są wiarygodne, a dyplomacja nie zadziała. W piątek o godz. 15.38 czasu wschodnioamerykańskiego wydał ostateczny rozkaz. 11 godzin później bomby spadły na Teheran, Chamenei zginął i rozpoczęła się wojna - podkreślił Axios. 

gazeta.pl

wtorek, 3 marca 2026



Wojskowi, z którymi rozmawiała Verstka, odnoszą się do „zerowania” nie tylko jako do bezpośrednich zamachów. Popularnym sposobem pozbycia się niechcianego żołnierza jest wysłanie go na szturm, gdzie przeżycie jest praktycznie niemożliwe, często bez kamizelki kuloodpornej i broni.

Ten rodzaj „zerowania” jest powszechny w wielu jednostkach Ministerstwa Obrony. Na przykład w 114. Samodzielnej Brygadzie Strzelców Zmotoryzowanych – nowej jednostce armii rosyjskiej, której historia sięga donieckiego batalionu separatystów „Wostok”. Od początku wojny na pełną skalę brygada brała udział między innymi w walkach o Awdijiwkę i Awdijiwską Koksownię. (...)

Jednym z dowódców brygady jest pułkownik Igor Istratij, Bohater Rosji i Bohater „DRL”, zwany „Saidem”. Wojskowi opisują tego niesławnego dowódcę jako osobiście wydającego rozkazy egzekucji i zachęcającego do tortur. „Said” najłatwiej eliminuje tych, którzy popadli w niełaskę, atakując. Jurij, który służył w 114. Brygadzie, opowiada, jak zostali wysłani do szturmu bez broni i sprzętu, a „Said” nalegał, aby żołnierze „zdobyli wszystko, czego potrzebują w walce”. „Żebyście zrozumieli, walczyliśmy z dwoma lub trzema plutonami z czterema magazynkami po 120 naboi każdy” – wspomina źródło w Wierstce. „A oni przywitali nas czołgami, Gradami, Tszmelami i granatnikami przeciwpancernymi”. „Pierwsza bitwa miała miejsce zimą 2023 roku, kiedy właśnie wkraczaliśmy do Krasnogorowki. Było nas 47. Pięciu z nich dotarło do samej wioski. Trzy minuty walki”.

„Wiesz, tam jest taki bałagan, że... Nigdy nie wiesz, kto cię zastrzeli: twoi ludzie czy herby” – mówi żołnierz Dmitrij z tej samej brygady.

(...)

Tak było również podczas szturmu na wieś Oriechowoje w obwodzie donieckim na Ukrainie, którego zdobycie zajęło kilka miesięcy. Wojsko określa walkę o nią mianem samobójczej. Żołnierz szturmowy o pseudonimie „Fix” z 80. Pułku Pancernego 90. Dywizji Pancernej Grupy Centrum w czerwcu 2025 roku odmówił wykonania misji „ujawnienia pozycji ogniowych” Sił Zbrojnych Ukrainy bez kamizelki kuloodpornej i broni. W wojsku tę rolę nazywa się „latarnią” – żołnierz jest wykorzystywany jako przynęta, wysyłany do przodu, aby sprowokować wroga do otwarcia ognia i w ten sposób poznać jego dokładne położenie. „Biegniesz tylko w jedną stronę, a za tobą blokuje cię oddział, który uniemożliwia ci powrót. Jedyną szansą na przeżycie jest zranienie i schwytanie przez Ukraińców” – wyjaśnia jeden z żołnierzy.

Po usłyszeniu, że „Fix” odmówił pełnienia funkcji „latarni”, dowódca kompanii szturmowej „B” „Kemer” nakazał go pobić. Dwóch jego towarzyszy broni z 80. pułku powiedziało o tym Wierstce. Tortury zostały sfilmowane: bili go rękami, kijami i paralizatorem. „Tak, to „Fix” na nagraniu. To ludzie „Kemera” pobili go prawie na śmierć, a potem on go zastrzelił. Pochowali go w pasie lasu” – powiedział Wierstce jego towarzysz broni o pseudonimie „Kurgan”. Jego rodzinie powiedziano, że mężczyzna rzekomo opuścił swoją jednostkę bez pozwolenia.

(...)

Wojsko również uważa tortury w dołach i piwnicach za formę „zerowania” – ponieważ najczęściej kończą się śmiercią ofiary. Zmobilizowany żołnierz Aleksiej wspomina, jak koledzy żołnierze, którzy upili się po powrocie na tyły po trzech, czterech miesiącach służby, byli wysyłani do dołów. „Nazywaliśmy to banią: myli się tam, przygotowywali się cały dzień. I oczywiście w ciągu dnia mężczyzna znajdował alkohol, upijał się do nieprzytomności, a następnego dnia musiał wracać i był kompletnie bezużyteczny. Więc był wysyłany do dołu w kajdankach”.

Dół miał dwa metry głębokości i szerokości, a na nim umieszczano kratę. Następnie przyjeżdżał samochód ciężarowy Kamaz z beczką wody, którą dostarczano żołnierzom, i dół napełniano aż do rusztu. „Więc mężczyzna po prostu, jak ryba, próbował łykać powietrze przez kratę. Tak go torturowali dowódcy”. Ci ukarani żołnierze umierali stopniowo: wyciągano ich żywych, ale po kilku godzinach w zimnej wodzie „naturalnie nabawisz się zapalenia płuc, obrzęku nerek i wszystkiego, co się z tym wiąże”. „Jeśli będzie miał szczęście, trafi do szpitala. To zależało od dowódcy, w jakim był nastroju. Jeśli będzie miał pecha, wróci na swoje pozycje. Jaka więc jest opieka medyczna na pozycjach? Poza bandażami i promedolem nie ma nic. Więc po prostu umrze tam z powodu obrzęku płuc lub niewydolności nerek”.

Ludzie nie tylko siedzą w dołach, ale także zabijają się nawzajem. Mówi o tym były żołnierz Jurij ze 114. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych.

„Kiedy ktoś zaczyna pytać, na przykład o pensję, albo narzekać, zamykają go w dole z kratą” – wyjaśnia Jurij, żołnierz brygady. „Nie dają im nic do picia, nic do jedzenia, biją ich dwa, trzy, cztery razy dziennie, każdego dnia, wyprowadzają ich i biją. I takich ludzi jest tam mnóstwo. Ktoś ginie w tym dole”.

Aby ukryć to „wyzerowanie”, mówi żołnierz, „po prostu rzucają zwłoki na linię frontu i rozstrzeliwują je gdzieś”, jakby padły w bitwie. Kiedy w dole zostają dwie lub trzy osoby, mówi się im: „Chłopaki, jeśli chcecie wyjść, to walczcie. Ktokolwiek zostanie, wyjdzie”.

„Wyobraź sobie, oto towarzysz, który osłania mnie swoją piersią, a ja muszę z nim walczyć, muszę go pobić”. „Więc wolałbym sam umrzeć. Rozumiesz tam sytuację?” – pyta Jurij.

verstka.media


Siły rosyjskie kontynuują natarcie na zachód od Hulajpola, próbując przełamać ukraińską obronę Werchniej Tersy. Celem operacyjnym jest próba zamknięcia sił ukraińskich w worku wokół Orichiwa, czemu towarzyszy natarcie wojsk rosyjskich od strony Stepnohirśka i Prymorśkego, gdzie postęp Rosjan został w ostatnich dniach zahamowany. Powodzeniu tego zamysłu Rosjan ma przeszkodzić realizowana od początku lutego ukraińska operacja zaczepna na granicy obwodów dniepropetrowskiego i zaporoskiego. Ukraińcy próbują wbić się klinem w stronę Nowohryhoriwki, dążąc do objęcia trasy łączącej Hulajpole z Wełyką Nowosiłką zasięgiem rażenia dronów w celu odcięcia wojsk najeźdźczych od zaplecza logistycznego. Według źródeł ukraińskich obrońcy poczynili postęp w tym rejonie, przejmując kontrolę nad pobliskimi Werbowem i Berezowem.

Wojska okupanta kontynuują natarcie od południa na przedmieściach Konstantynówki. Niewielkim grupom wroga udaje się przenikać do miasta od południa i drogi Bachmut–Pokrowsk. Od strony północnej agresor wysadził 25 lutego tamę w rejonie wsi Osykowe. W konsekwencji doszło do częściowego zalania trasy z Drużkiwki do Konstantynówki, a co za tym idzie – przynajmniej chwilowego przerwania szlaku logistycznego i utrudnienia zaopatrzenia oraz przemieszczania się wojsk ukraińskich. Atak stanowi zapowiedź skoncentrowania wysiłków na próbie operacyjnej izolacji Konstantynówki, czemu towarzyszy postęp agresora na zachód od Czasiw Jaru w kierunku Drużkiwki.

Według analitycznego portalu DeepState w lutym siły rosyjskie poczyniły najmniejsze postępy od lipca 2024 r., zajmując zaledwie 126 km² terytorium państwa ukraińskiego (dla porównania w styczniu 2026 r. opanowały 245 km², a w grudniu 2025 r. – 445 km²). Jak zauważono, najwięcej sukcesów Rosjanie odnieśli na kierunkach słowiańsko-kramatorskim (49 km²), pokrowskim (40 km²) i konstantynowskim (26 km²). Twórcy portalu podkreślają, że spadkowi tempa przejmowania obszarów nie towarzyszyło zmniejszenie częstotliwości ataków – ta utrzymuje się na niemal tym samym poziomie co w styczniu. Zwolnienie tempa potwierdzają także źródła rosyjskie, wskazujące, że w styczniu przejęto 560 km², podczas gdy w lutym jedynie 255 km². Wpływ na to miały niesprzyjające warunki pogodowe oraz kontrataki wojsk ukraińskich w obwodzie dniepropetrowskim.

osw.waw.pl


Amerykańsko-izraelski atak na Iran i jego regionalne reperkusje w znaczący sposób wpływają na światowe rynki surowców energetycznych, w tym najmocniej na rynek gazu. 2 marca Katar, trzeci eksporter gazu skroplonego na świecie, ogłosił tymczasowe wstrzymanie produkcji LNG, a dzień później części produktów pochodnych (w tym mocznika, polimerów, metanolu i aluminium). QatarEnergy LNG, największy globalny podmiot produkujący gaz skroplony, powołując się na siłę wyższą, przestał wysyłać surowiec do swoich odbiorców. Bezpośrednią przyczyną były irańskie ataki dronowe na instalacje energetyczne w będących centrami produkcji LNG miastach przemysłowych Musajid i Ras Laffan. Do ogłoszenia force majeur przyczyniło się de facto ustanie od 1 marca ruchu tankowców przez cieśninę Ormuz.

Konsekwencją decyzji Kataru są znaczne wzrosty cen gazu u kluczowych odbiorców surowca w Azji i Europie. Na holenderskiej giełdzie TTF notowania 3 marca oscylują w okolicach 55 euro/MWh, tj. o 77% więcej od poziomów z piątku 27 lutego, sprzed ataku na Iran. Tempo wzrostów cen jest najwyższe od czasu kryzysu gazowego z lat 2022–2023 (wówczas sięgały one nawet 200 euro/MWh). Rosną także ceny na giełdach i w powiązanych z koszykiem produktów naftowych (które również drożeją w konsekwencji wojny w Iranie) kontraktach na LNG dla odbiorców azjatyckich.

Katar eksportuje rocznie ok. 112–115 mld m3 LNG, co stanowi ok. 20% całości sprzedawanego na świecie gazu skroplonego. 

(...)

Komentarz

Doraźnie dwu–trzydniowe wstrzymanie dostaw LNG z Kataru nie powinno mieć większego wpływu na ilość gazu dostępnego na świecie. Spore ilości surowca wciąż znajdują się na tankowcach poza cieśniną Ormuz, w drodze do odbiorców. Dodatkowo czynnikiem łagodzącym negatywne efekty rynkowe jest to, że kończy się zima i rosną temperatury, a wraz z nimi spada zapotrzebowanie na gaz do celów grzewczych. (...)

Najbardziej negatywne skutki ustania transportu przez cieśninę Ormuz dotkną państwa Azji, które są odbiorcami 80% LNG z Kataru. (...)

W ostatnich latach zależność Europy od dostaw katarskiego LNG malała wraz ze wzrostem importu z USA. W 2025 r. dostawy z Kataru stanowiły tylko ok. 8% importu gazu skroplonego do UE (i mniej niż 4% całego importu gazu). Najwięcej gazu sprowadzają stamtąd Włochy (32% w ich koszyku LNG), Polska (25%) i Belgia (17%). UE, w związku z minimalizacją importu z Rosji, jest mocno zależna od światowego rynku LNG – zarówno od dostępnych ilości surowca, jak i jego cen. Dodatkowo, po rekordowo mroźnej zimie, unijne magazyny gazu są w przeważającej części opróżnione, co zmniejsza możliwość wykorzystania składowanego w nich surowca do łagodzenia wzrostów cen czy – w dłuższej perspektywie – do uzupełniania ewentualnych niedoborów na rynku.

(...)

Pomimo pewnej zależności od importu z Kataru Polska znajduje się obecnie w relatywnie dobrym położeniu. Import katarskiego gazu odbywa się na podstawie kontraktu długoterminowego (do 2034 r.) w wolumenach 2,2–2,7 mld m3 rocznie (z pewną elastycznością), co stanowi ok. 10–12% całości surowca zużywanego w kraju. Zaplanowane na marzec dwie pierwsze dostawy są już w drodze. LNG zabezpiecza niecałe 40% polskiego zapotrzebowania na gaz. Oprócz Kataru gaz skroplony sprowadzamy przede wszystkim z USA, głównie na podstawie kilku kontraktów długoterminowych podpisanych jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny na Ukrainie, z cenami powiązanymi z notowaniami na amerykańskiej giełdzie Henry Hub, mniej narażonej na skutki kryzysu. Dodatkowo ponad 40% potrzebnego surowca Polska importuje przez gazociąg Baltic Pipe (głównie z Norwegii), a reszta pochodzi z własnego wydobycia bądź sprowadzana jest przez połączenia z sąsiadami (z Czechami, Litwą i Niemcami). Wreszcie polskie magazyny są dziś wypełnione w większym stopniu (51%) niż średnio w UE (30%). Wszystko to powinno łagodzić wpływ aktualnych zakłóceń w dostawach z Kataru na rynek krajowy. Zarazem na sytuację w Polsce i na polskich giełdach rzutować będą wzrosty na giełdach europejskich i światowych, a dłuższy zastój w dostawach katarskich wolumenów przełoży się z pewnością na zwiększenie kosztów importu (w tym zapełniania magazynów) i wyższe ceny surowca.

osw.waw.pl


Nasze zapasy amunicji "klasy średniej i średnio wysokiej" nigdy nie były tak duże - zapewnił we wtorkowym wpisie na platformie Truth Social prezydent USA Donald Trump. Zarzucił byłemu prezydentowi Joe Bidenowi, że oddał zaawansowaną broń Ukrainie.

"Zapasy amunicji Stanów Zjednoczonych, klasy średniej i średnio wysokiej, nigdy nie były wyższe czy lepsze - jak mi dzisiaj powiedziano; mamy praktycznie nieograniczone jej zapasy" - napisał Trump. Dodał, że w związku z tym "wojny mogą "trwać bez końca" i z sukcesami, przy korzystaniu jedynie z tych zapasów".

Prezydent ocenił jednak, że w przypadku najwyższej klasy pocisków zapasy są na dobrym poziomie, ale "nie na takim na jakim byśmy chcieli, aby były". Zaznaczył, że "znaczna część zaawansowanej broni jest zmagazynowana dla nas w krajach oddalonych".

"Śpiący Joe Biden poświęcił cały swój czas i pieniądze naszego kraju, DAJĄC wszystko P.T. Barnum (Zełenski!) Ukrainy - warte Setki Miliardów Dolarów - i chociaż oddał tak wiele z tego, co miało najwyższą wartość (ZA DARMO!) i nie zadał sobie trudu, aby to zastąpić" - napisał Trump.

P.T. Barnum był XIX-wiecznym amerykańskim przedsiębiorcą, który jest uważany za jednego z prekursorów nowoczesnego przemysłu rozrywkowego. Był m.in. twórcą cyrku Barnum & Bailey Circus.

Trump zakończył swój wpis, podkreślając, że podczas swojej pierwszej kadencji (2017-2021) odbudował siły zbrojne i dalej to robi. "Stany Zjednoczone są gotowe do wielkiego zwycięstwa!!! Dziękuję za uwagę" - zakończył.

Dziennik "Washington Post" napisał w niedziele, że wysocy rangą amerykańscy wojskowi są zaniepokojeni kurczącymi się zasobami systemów obrony powietrznej i obawiają się, że wojna na Bliskim Wschodzie może wymknąć się spod kontroli. O panujących w Waszyngtonie obawach dotyczących zasobów rakiet przechwytujących pisał w niedzielę także "Wall Street Journal", oceniając że "kurczące się zapasy mogą ograniczyć opcje" prezydenta Trumpa. 

PAP

poniedziałek, 2 marca 2026



Poniżej kilka luźnych uwag:

1. Delikatnie mówiąc relacje chińsko-irańskie widziały lepsze okresy. Wpłynęło na to kilka czynników. Zacznijmy od chińskiego końca.

1a. Pekin nie był specjalnie zadowolony ze wsparcia Teheranu dla Huti w Jemenie. Zwłaszcza ataki na statki handlowe na Morzu Czerwonym zagroziły handlowi międzynarodowemu, na którym teraz „wisi” chińska gospodarka. Nawet ogłoszenie przez Huti, że nie będą atakowali statków z ChRL, było niedźwiedzią przysługą. Nie tylko dlatego, że tylko część chińskich towarów jest przewożona na chińskich statkach, ale przede wszystkim politycznie mogło wskazywać, że Pekin stoi nie tylko za Teheranem, ale też za Huti. W szerszym kontekście przywódcy ChRL uważają, że ajatollahowie byli zbyt ambitni i przecenili swoje możliwości próbując zdominować Bliski Wschód wykorzystując „szyicki półksiężyc.” Ostatecznie, nie tylko „przepalili” na to spore zasoby, ale zagrozili też interesom państw Zatoki Perskiej, z którymi Chiny zaczęły wchodzić w coraz bardziej złożone interakcje finansowe. Co gorsza, teraz je bombardują, mimo że odmówiły one Amerykanom udzielenia swojej przestrzeni powietrznej czy baz do ataku na Iran.

1b. Teheran od kilku lat przyglądał się z niepokojem rosnącej współpracy gospodarczej Pekin z państwami Zatoki Perskiej, z Arabią Saudyjską na czele. Zjednoczone Emiraty Arabskie włączyły technologię Huawei do swojej kluczowej infrastruktury technologicznej. Chińskie firmy budują porty, linie kolejowe, sieci 5G i inteligentne miasta w całym regionie Zatoki Perskiej. Iran ze swej strony był również rozczarowany wsparciem gospodarczym Chin, czego wyraz otwarcie dał irański prezydent Masoud Pezeshkian 18 lutego, publicznie skarżąc się, że Chiny nie dostarczają obiecanych środków finansowych. „Ulało mu się,” ale był to jednak przede wszystkim jasny sygnał, że Pekin zostawił Teheran na lodzie.

2. Na papierze relacje chińsko-irańskie wyglądają dobrze. W czasie wizyty państwowej Xi Jinping w Iranie w styczniu 2016 roku obie strony publicznie określiły swoje stosunki jako długoterminowe i wielosektorowe. Faktycznie, Chiny pozostały najważniejszym odbiorcą irańskiej ropy, a pomimo amerykańskich sankcji nadal utrzymuje się znaczny przepływ tego surowca do Chin. W marcu 2021 roku Iran i Chiny podpisały 25-letnią umowę o współpracy (szczegóły nie zostały w pełni upublicznione), powszechnie postrzeganą jako połączenie Iranu z inicjatywą „Pasa i Szlaku” oraz rozszerzenie współpracy. W lipcu 2023 roku Iran stał się też pełnoprawnym członkiem Szanghajskiej Organizacji Współpracy, a irańskie komunikaty dyplomatyczne wyraźnie podkreślają wsparcie państw członkowskich, w tym Chin. Sęk w tym, że z tego wszystkiego niewiele wynikło. Irańska gospodarka, dotknięta kolejnymi sankcjami, nie jest partnerem gospodarczym, który dla Chin byłby niezbędny.

3. To prawda, że Chiny kupują około 90% irańskiego eksportu ropy naftowej z dużymi rabatami. Transport odbywa się za pomocą floty tankowców, które wyłączają swoje transpondery i zmieniają oznaczenia ładunku na ropę malezyjską lub indonezyjską, aby ominąć amerykańskie sankcje. Od 2021 roku łączna wartość tych zakupów przekroczyła 140 mld dolarów. To sprawia, że Chiny są głównym powodem, dla którego Islamska Republika nie zbankrutowała. Jednak Reuters, powołując się na dane firmy Kpler, zajmującej się śledzeniem tankowców, podaj, że Chiny importowały średnio 1,38 mln baryłek irańskiej ropy dziennie, co stanowiło około 13,4% całkowitego importu ropy naftowej drogą morską do Chin, wynoszącego 10,27 mln baryłek dziennie. Najbardziej wiarygodne szacunki mówią, że około 9% chińskiego zużycia ropy naftowej w 2025 roku mogło być pokryte przez irańską ropę. To dużo, więcej niż Wenezuela, ale wciąż myślę, że różnicę Rosja i Arabia Saudyjska z chęcią wypełnią. Sama Arabia Saudyjska odpowiada za 13% importu morskiego ropy do Chin i około 10% konsumpcji. Krótko mówiąc wciąż to nie jest ilość ropy, która zmusiłaby sama w sobie Pekin do ryzykownego działania.

4. Na poziomie praktycznym Chiny nie mogą wiele zrobić. Nie mają zdolności wojskowych do interwencji. Teoretycznie mogłyby spróbować wysłać dostawy broni, ale ona trafiłaby od razu pod bomby. W ogóle chińskie wpływy w regionie są przeszacowane. Nie tylko Pekin nie mógł pomóc Teheranowi w zeszłym roku, w czasie nalotów izraelsko-amerykańskich, ale też jego obecność jest mniejsza niż by wynikało z propagandy. Udział Chin w normalizacji stosunków między Arabią Saudyjską a Iranem w marca 2023 roku był tylko symboliczny. Wieść gminna niesie, że to był pomysł MBS, który chciał w ten sposób pokazać środkowy palec Bidenowi. W efekcie strony pozwoliły Pekinowi odegrać rolę ważnego gracza w regionie. Teheran mógł w ten sposób dać Pekinowi konkretny zysk (kto wie, czy nie na własną zgubę?), a Rijad zmusić Amerykanów do powrotu do stołu negocjacyjnego.

5. Pekin teraz będzie się przyglądał sytuacji i wykorzystywał ją propagandowo na Globalnym Południu. Tutaj mają najwięcej do wygrania. Paradoksalnie, w tym aspekcie upadek reżimu wręcz byłby im na rękę, ponieważ wzbudziłby falę strachu wśród wszystkich innych satrapów, których część mogłaby chcieć szukać ochrony w Chinach, mimo że Pekin nie jest wstanie dzisiaj pomóc Teheranowi.

(...)

zawielkimmurem.net


28 lutego siły zbrojne USA i Izraela rozpoczęły zmasowaną kampanię ataków powietrznych na Iran (operacje – odpowiednio – Epic Fury i Lion’s Roar). Jej deklarowanym celem jest likwidacja infrastruktury irańskiego programu nuklearnego, arsenału rakietowego i potencjału wojskowego, a ostatecznie – doprowadzenie do załamania reżimu politycznego w Iranie. Do tej pory uderzenia skoncentrowane były na niszczeniu potencjału militarnego Iranu oraz likwidacji kierownictwa państwa i sił zbrojnych (m.in. przywódcy Iranu Alego Chamenei oraz szeregu czołowych dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej).

Iran odpowiedział atakami rakietowymi i dronowymi na bazy amerykańskie w regionie oraz cele militarne i cywilne w Izraelu i państwach Zatoki Perskiej. Na obecnym etapie przewaga militarna USA i Izraela nad Iranem jest miażdżąca, ale nie doprowadziła do zniszczenia całości potencjału obronnego Iranu. Nie spowodowała też całkowitego osłabienia i dezintegracji aparatu państwowego na poziomie kadrowym – formalny proces przejmowania stanowisk w strukturach siłowych przebiega sprawnie, uruchomiono także przyspieszony proces sukcesji na stanowisku przywódcy państwa. Nie doszło również do masowych protestów społecznych.

Szanse na polityczne rozwiązanie konfliktu są na razie minimalne. Władze irańskie nie są skłonne do ustępstw politycznych i podjęcia dialogu, a atak traktują jako zagrożenie egzystencjalne. Iran będzie przedłużał konflikt, podnosząc jego koszta dla Waszyngtonu i państw Zatoki Perskiej, oraz dążył do wymuszenia wywarcia presji międzynarodowej na wstrzymanie działań wojennych. USA liczą na rozłam w irańskich elitach i protesty społeczne, a sam prezydent chce, aby konflikt okazał się krótkotrwały i zakończył się jego wizerunkowym sukcesem. Z kolei Izrael gra na całkowite obalenie irańskiego reżimu oraz maksymalne zdegradowanie jego potencjału wojskowego i technologicznego. Należy spodziewać się kontynuacji amerykańsko-izraelskich ataków, podsycania dezintegracji i podziałów w elicie irańskiej oraz aktywizacji ruchów protestu w Iranie.

USA na wojnie z Iranem: likwidacja problemu

Zasadniczym formalnym celem ataku USA jest likwidacja irańskiego programu nuklearnego, arsenału rakietowego oraz systemu wspierania organizacji zbrojnych i terrorystycznych jako zagrażających interesom i sojusznikom USA w regionie. Dla administracji Donalda Trumpa operacja wojskowa stanowi próbę rozwiązania liczącego pięć dekad problemu absorbującego uwagę i środki, czego ostatnim przykładem była konieczność zaangażowania się po stronie Izraela w wojnę dwunastodniową z czerwca 2025 r. Podejmowane próby dialogu z Iranem (m.in. w okresie kwiecień–czerwiec 2025 r. oraz w lutym br.) uznane zostały za jałowe i niepozwalające na całościowe rozwiązanie problemu. Atak na Iran ma więc w zamyśle przynieść docelowe ograniczenie amerykańskiego zaangażowania na Bliskim Wschodzie.

Politycznym celem USA jest wymuszenie na irańskich władzach wiarygodnego utrwalenia sukcesu, zaś optymalnie – transformacja irańskiego systemu politycznego. Ta miałaby się jednak dokonać dzięki działaniom samych Irańczyków, bez amerykańskiej obecności wojskowej i z ograniczoną ingerencją w proces polityczny. To właśnie zasugerował prezydent w swoim krótkim wystąpieniu opublikowanym tuż po rozpoczęciu operacji militarnej. Administracja w Białym Domu chce w ten sposób uniknąć długotrwałego uwikłania w konflikt, a także stworzyć sobie drogę wyjścia na wypadek, gdyby reżimu nie udało się obalić.

Z perspektywy wewnątrzpolitycznej USA kluczowe jest to, aby konflikt okazał się krótkotrwały (prezydent mówi obecnie o czterech tygodniach) i zakończył się wizerunkowym sukcesem administracji Trumpa. Sama interwencja w Iranie nie cieszy się popularnością w amerykańskim społeczeństwie (poparcie dla niej wyraziło 27% ankietowanych przez Reutersa/Ipsos), stoi też w sprzeczności z obietnicami wyborczymi prezydenta. Sukces mógłby wszakże znacząco zmienić tę ocenę (tak się stało w przypadku interwencji w Wenezueli na początku br.). Demokraci już rozpoczęli przygotowania, by wykorzystać ewentualne komplikacje w przebiegu operacji irańskiej – Kongres USA ma głosować nad rezolucją mającą zablokować dalsze działania militarne niezatwierdzone przez władzę ustawodawczą. Nie ograniczy to wprawdzie działań prezydenta, ponieważ ten będzie mógł zawetować rezolucję, niemniej zmusi polityków republikańskich do zajęcia stanowiska w sprawie Iranu.

Izrael: realizacja celu strategicznego

Przystąpienie USA do wojny przeciw Iranowi u boku Izraela to realizacja celu, do którego Binjamin Netanjahu dążył od 30 lat. Teheran miał stanowić dla państwa żydowskiego zagrożenie „egzystencjalne”, zaś jedyną drogą do jego wyeliminowania miała być interwencja zbrojna. Przekonaniu do tego amerykańskiej klasy politycznej Netanjahu poświęcił znaczną część kariery, wykorzystując przy tym wszystkie dostępne swojemu państwu instrumenty. Perspektywa uzyskania przez Iran broni jądrowej wydaje się jedynie pretekstem do izraelskich działań. Obecnie jedynym państwem atomowym na Bliskim Wschodzie (i to z arsenałem szacowanym nawet na kilkaset głowic) jest sam Izrael.

Rzeczywistymi przyczynami działań Izraela wydają się raczej: wroga mu polityka regionalna Iranu (wspieranie takich organizacji jak Hezbollah czy Hamas); zaniepokojenie jego rosnącymi zdolnościami wojskowymi (rozwój programu balistycznego); izraelska doktryna nakazującą niedopuszczenie, aby jakiekolwiek państwo w regionie mogło wejść w posiadanie nie tylko broni nuklearnej, lecz nawet zdolności jej pozyskania; dążenie do hegemonii regionalnej, a co za tym idzie konieczność osłabienia (a optymalnie rozbicia) graczy o zbyt dużych potencjałach. Zagrożenie irańskie było dla Netanjahu przez dwie dekady skutecznym paliwem wyborczym, a potencjalny sukces obecnej operacji da mu szansę zwycięstwa w tegorocznych wyborach parlamentarnych.

Celem wojny jest więc dla Izraela obalenie irańskiego reżimu oraz maksymalne zdegradowanie jego potencjału wojskowego i technologicznego. Wydaje się również, że Izrael nie jest zainteresowany udaną transformacją polityczną Iranu, lecz przeciwnie – jego głęboką zapaścią, a nawet dezintegracją (np. po liniach etnicznych). Posiadający największą w regionie (dobrze wykształconą) ludność, zasoby naturalne, atrakcyjną kulturę oraz daleko idące ambicje polityczne Iran byłby bowiem dla Izraela wyzwaniem – niezależnie od tego, jaki reżim polityczny rządziłby w Teheranie. Stąd też należy się spodziewać, że nawet w scenariuszu zmiany władzy w Iranie Izrael nie uzna „misji za zakończoną”.  

Cele wojskowe operacji amerykańskiej i izraelskiej

Siły amerykańsko-izraelskie od 28 lutego w mniej niż 12 godzin dokonały łącznie więcej uderzeń na Iran niż podczas całej wojny dwunastodniowej w czerwcu 2025 r. (ok. 1100), utrzymując skalę i tempo operacji w kolejnych 36 godzinach. Tym samym jest to globalnie najintensywniejsza kampania powietrzna od 2003 r. Ataki są przeprowadzane z dwóch głównych kierunków: od strony Iraku (przez Izrael ze wsparciem USA) oraz od Zatoki Perskiej i Morza Arabskiego (przez Stany Zjednoczone).

Głównymi celami uderzeń były destabilizacja systemu zarządzania państwem poprzez dekapitację przywódców polityczno-religijnych i wojskowych oraz pozbawienie Iranu możliwości odpowiedzi wojskowej, a w dłuższej perspektywie – anihilacja programu nuklearnego. Ataki izraelskie skupiły się na celach personalnych w Teheranie oraz na masowym niszczeniu irańskich systemów balistycznych i obrony powietrznej w zachodniej części kraju. Uderzenia amerykańskie skoncentrowały się wzdłuż wybrzeża Iranu, niszcząc wyrzutnie pocisków balistycznych, jednostki marynarki wojennej, morskie systemy rozpoznawcze i uderzeniowe. USA przeprowadziły również ataki w głębi kraju na cele osobowe oraz infrastrukturę związaną z produkcją pocisków balistycznych. Wydaje się, że załamaniu uległ irański system dowodzenia i kontroli, jednak poszczególne zgrupowania wojsk funkcjonują, co najmniej w części niezależnie, prowadząc nieskoordynowane działania na własną rękę.

Odpowiedź Teheranu, choć jest masowa i bezprecedensowa w skali, należy uznać za mało efektywną wojskowo. Siły Zbrojne Iranu nie są w stanie stawiać skutecznego oporu i przeciwdziałać amerykańskim i izraelskim atakom lotniczym. Irańskie uderzenia na cele na terytorium 11 państw (Arabia Saudyjska, Bahrajn, Cypr, Irak, Izrael, Jordania, Katar, Kuwejt, Oman, Syria, Zjednoczone Emiraty Arabskie) nie przyniosły ani masowych ofiar (łącznie 20 zabitych, w tym 3 amerykańskich żołnierzy i 12 izraelskich cywili), ani zniszczeń. Głównymi celami odwetu są Izrael i amerykańskie instalacje wojskowe w regionie, a w mniejszym stopniu – czułe i symboliczne punkty dla turystyki i biznesu państw Zatoki Perskiej. Uderzenia rakietowe Iranu utrzymały swoją intensywność w drugiej dobie wojny, jednak były one mniej skoordynowane. W pierwszym dniu wojny państwa Zatoki Perskiej i Izrael przechwyciły prawie wszystkie irańskie ataki rakietowe, jednak drugiego dnia skuteczność systemów obronnych spadła.

Iran – walka o przetrwanie

Skonfrontowany z amerykańskimi i izraelskimi atakami Iran jest w stanie głębokiego kryzysu na poziomie politycznym, społecznym, gospodarczym i polityki bezpieczeństwa, który pogłębił się wraz masowymi i brutalnie stłumionymi protestami w styczniu br. Obecne uderzenia reżim irański traktuje jako zagrożenie egzystencjalne i dla suwerenności państwa. Odpowiedzią są – oprócz ostrej retoryki – ostrzały dostępnych celów wojskowych USA i Izraela, a także ataki na cele (m.in. cywilne) w państwach Zatoki Perskiej, które mają podnieść koszty konfliktu i wymusić presję międzynarodową na wstrzymanie działań wojennych. Mogą one jednak przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast wytworzyć presję w celu deeskalacji konfliktu, mogą skłonić państwa arabskie do rozpoczęcia ataków na cele na terytorium Iranu, choć na razie ten scenariusz wydaje się mało prawdopodobny.

Reżim chce zademonstrować siłę i spójność państwa, które mają zniechęcić – przede wszystkim USA – do forsowania maksymalistycznych celów konfliktu. W pierwszych dwóch dniach działania podejmowane przez Teheran można uznać za względnie skuteczne, szczególnie w odniesieniu do manifestowanej spójności elity, sprawnego zastępowania zlikwidowanych kadr (w tym zainicjowanego szybkiego procesu sukcesji po Alim Chameneim) i braku protestów społecznych. Z uwagi na naturę systemu i wieloletnie przygotowania można zakładać, że siły zbrojne i ośrodki polityczne mogą funkcjonować w pewnej izolacji, jednak przy utrzymaniu obecnego charakteru działań (m.in. rozmiarów penetracji i likwidacji kadr) i ich skali należy się liczyć z postępującą dezintegracją systemu państwa i jego obrony, ryzykiem zaostrzenia podziałów na poziomie strategicznym oraz konfliktów o charakterze instytucjonalnym i personalnym.

Dla funkcjonowania systemu kluczowe znaczenie będzie miało utrzymanie (bądź wzmocnienie lub załamanie) obecnej, dominującej pozycji Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (KSRI) i zachowanie jego spójności oraz ewentualne pojawienie się (wzmocnienie) alternatywnych ośrodków politycznych (przede wszystkim w elicie politycznej lub w regularnej armii). Otwartymi kwestiami pozostają gotowość społeczeństwa Iranu do aktywnych działań politycznych (protestów, strajków), ryzyko przejścia sił antyrządowych do działań zbrojnych (lokalnie obecne m.in. na terenach kurdyjskich i beludżyjskich) oraz postawa sił porządkowych wobec protestów. Należy zakładać, że w najbliższych dniach prawdopodobieństwo eskalacji podziałów oraz napięć politycznych i społecznych będzie gwałtownie wzrastać.

Konsekwencje dla Moskwy

Rosja ostro potępiła amerykańsko-izraelskie naloty na Iran. MSZ w oświadczeniu określiło je jako „wcześniej zaplanowany i niesprowokowany akt agresji” naruszający podstawowe normy prawa międzynarodowego, dokonany „pod przykrywką procesu negocjacyjnego”. Oskarżyło przy tym Izrael i USA o „wywołanie niebezpiecznej awantury przybliżającej region do katastrofy humanitarnej, gospodarczej i być może radiologicznej”, mogącej prowadzić do niekontrolowanej eskalacji i zagrozić reżimowi nieproliferacji broni jądrowej. Zażądało uregulowania konfliktu środkami politycznymi i zadeklarowało wsparcie w tym procesie Rosji. Minister Siergiej Ławrow rozmawiał telefonicznie ze swoimi odpowiednikami z Iranu, Chin i wybranych państw Zatoki Perskiej. 1 marca Władimir Putin wystosował emocjonalną depeszę kondolencyjną do prezydenta Iranu Masuda Pezeszkiana, w której nazwał śmierć Chameneiego w nalocie „zabójstwem dokonanym z cynicznym naruszeniem wszelkich norm ludzkiej moralności i prawa międzynarodowego”.

Ostra retorycznie reakcja Moskwy wyraźnie odbiega od jej postawy wobec wcześniejszych działań siłowych USA (w tym względem Wenezueli). Zmasowany atak na państwo będące istotnym i bliskim partnerem Rosji (w styczniu 2025 r. obydwa państwa podpisały nowy traktat o kompleksowym partnerstwie strategicznym, zob. Nowy traktat rosyjsko-irański: zwarcie szeregów w obliczu prezydentury Trumpa), likwidacja jego lidera i zagrożenie zmianą reżimu stanowią duże wyzwanie dla Moskwy. Demonstrują po raz kolejny bezsilność Rosji, uderzając w jej mocarstwowy wizerunek. Potencjalnie neutralizują kolejnego antyzachodniego sojusznika Kremla w jego próbach zasadniczej rewizji ładu globalnego. Komplikują rosyjskie kalkulacje stworzenia nowego korytarza transportowo-handlowego Północ–Południe. Nie rekompensują tego doraźne korzyści Moskwy wynikające ze zwyżki cen ropy ani wzrost nastrojów antyamerykańskich w wielu państwach (zwłaszcza Globalnego Południa).

Kreml staje tym samym przed dylematem, czy nadal traktować Trumpa bardziej jako szansę na rozkład zachodnich sojuszy i demontaż systemu presji sankcyjnej na Rosję, czy zacząć postrzegać go jako zagrożenie wynikające z siłowej polityki amerykańskiej administracji, prowadzącej do niekorzystnych dla Moskwy zmian geopolitycznych, potencjalnie destabilizujących sam reżim putinowski. Brak w rosyjskiej retoryce pogróżek sugeruje, że Moskwa nie chce konfrontacji z Waszyngtonem. Kreml może jednak szukać innych metod zademonstrowania swojej siły, w tym np. uderzając „hybrydowo” w któregoś z sojuszników Stanów Zjednoczonych. Tym bardziej, jeśli USA uwikłają się w dłuższy konflikt na Bliskim Wschodzie, na co liczy Moskwa. Dojdzie także do zacieśnienia faktycznego sojuszu Rosji z Chinami.

Konsekwencje gospodarcze

Od 1 marca de facto ustał ruch statków przez cieśninę Ormuz. Dzieje się tak przede wszystkim ze względu na skokowy wzrost ryzyk i niepewności, które przełożyły się m.in. na znaczące zwiększenie kosztów ubezpieczeń (lub brak możliwości ubezpieczenia transportu) tym szlakiem. Dodatkowo pojawiają się informacje o zakłóceniach sygnału GPS i możliwości nawigacji satelitarnej w okolicach cieśniny. Cieśnina Ormuz jest głównym szlakiem handlowym łączącym państwa Zatoki, w tym Iran, z otwartym oceanem. W warunkach pokoju umożliwia transport z regionu wolumenów odpowiadających za ok. 25% globalnego morskiego handlu ropą (i produktami naftowymi) i 20% LNG, w tym całości eksportu gazu skroplonego z Kataru.

Na wojnę w Iranie zareagowały światowe giełdy. W poniedziałek po ich otwarciu cena ropy Brent wzrosła o 8% i kosztowała ok. 82 dolarów za baryłkę, jednak kilka godzin później spadła już do 76 dolarów za baryłkę. Wzrost był znacznie mniejszy niż w czasie kryzysów naftowych, kiedy cena ropy rosła kilkukrotnie. Ceny LNG podniosły się mocniej niż te surowej ropy – na europejskiej giełdzie TTF na otwarciu o prawie 22%, do 39 euro/MWh, a w perspektywie są dalsze zwyżki – m.in. ze względu na brak znaczących rezerw gazu (w odróżnieniu od strategicznych zapasów ropy). Znaczenie mają przy tym mocno opróżnione magazyny w UE, rola Kataru na rynku LNG (trzeci eksporter na świecie) i zredukowanie do minimum importu z Rosji do Europy.

Wojna w Iranie wywołuje też szybkie dostosowania szlaków transportowych, jednak nie powinno dojść do poważniejszego załamania w branży. Najwięksi światowi armatorzy, tacy jak Maersk, CMA CGM i Hapag-Lloyd, w obawie o bezpieczeństwo w cieśninie Ormuz, ale też wznowienie ataków Huti na kontenerowce na Morzu Czerwonym, przekierowują swoje statki na bezpieczniejsze korytarze transportowe, zwłaszcza że towarzystwa ubezpieczeniowe mogą odmawiać odszkodowań za ewentualne straty poniesione w wyniku działań wojennych. Tym samym w dalszym ciągu anulowane pozostaną plany wznowienia ruchu towarowego na większą skalę przez Kanał Sueski.

Irańskie uderzenie odwetowe wymierzone w państwa arabskie Zatoki Perskiej (w tym w lotnisko w Dubaju) doprowadziło do czasowego zamknięcia szeregu regionalnych portów lotniczych, m.in. w Dubaju i w Dosze (Katar), a w konsekwencji do zamrożenia operacji m.in. linii Emirates (ZEA) oraz Qatar Airways, należących do 10 największych linii lotniczych świata.

osw.waw.pl