Według "Financial Times" wszystko zależy od wyników drugiej tury wyborów, która została zaplanowana na 7 lipca. Wówczas Zjednoczenie Narodowe może nie zdobyć wystarczającej liczby mandatów, by powołać rząd. "Ale lekcja z pierwszej tury jest taka, że centrum we Francji nie utrzymało się pomimo żarliwych apeli Macrona o poparcie. Być może dzieje się tak dlatego, że dla milionów wyborców to sam Macron jest w dużej mierze problemem" - podkreślił brytyjski dziennik.
Podobnego zdania jest "The Guardian", który zwrócił uwagę, że dla obecnego prezydenta Francji nie ma dobrego scenariusza. Jeżeli w przyszłym tygodniu partia Le Pen zwycięży i utworzy rząd, Macron "będzie musiał podzielić się władzą". Z kolei jeżeli tej większości nie uzyska, będzie miał "zawieszony" parlament niezdolny do stworzenia jakiejkolwiek większości, a co za tym idzie do rządzenia.
"Sueddeutsche Zeitung" ocenił, że wynik wyborów parlamentarnych we Francji jest "gorzką porażką dla Macrona". "Miał on nadzieję na powiększenie względnej większości swoich centrowych sił w izbie niższej dzięki przedterminowym wyborom. Teraz wydaje się to niezwykle mało prawdopodobne" - napisał niemiecki dziennik i podkreślił, że "jeżeli żaden z obozów nie zdobędzie w drugiej turze wyborów bezwzględnej większości, Francję czekają trudne negocjacje w celu utworzenia koalicji".
"Zagranie Macrona polegające na zarządzeniu przedterminowego głosowania po dotkliwej porażce z partią Le Pen w wyborach europejskich przyniosło spektakularne odwrotne skutki" - ocenił "The Daily Telegraph". Niedzielny wynik opisał jako "polityczne trzęsienie ziemi", które "po raz pierwszy od czasu współpracy reżimu Vichy z nazistowskimi Niemcami postawiło Francję na krawędzi przywództwa skrajnej prawicy".
(...)
Najwięcej do powiedzenia w kwestii wyborów miał jednak francuski dziennik "Le Figaro". "Emmanuel Macron miał wszystko lub prawie wszystko: Pałac Elizejski i trzy lata przed sobą. Większość, z pewnością względna, ale mimo wszystko większość. Wąską, ale zaskakująco solidną bazę wyborczą. Nadszarpnięty wizerunek osobisty, ale niepodważalny autorytet. W Pałacu Elizejskim traci wszystko" - napisano w tekście przedstawiającym "aspekty kryzysu reżimu". Dziennik zarzucił Macronowi lekkomyślność, a jego strategię, która polegała na podzieleniu lewicy i odizolowaniu prawicy ocenił jako "szaloną".
Macron "chciał oddać głos narodowi". A więc "naród przemówił i to masowo - nigdy wcześniej nie było tak dużej frekwencji" - podkreślił "Le Figaro". Jak przyznał dziennik, we Francji zaczyna malować się "zupełnie nowy pejzaż polityczny", który przekłada się na swoistego rodzaju dylemat moralny nie tylko dla rządzących, ale także wyborców. Zdaniem francuskiego medium niektóre elementy programu prawicowej partii Le Pen mogą "budzić niepokój", jednak po przeciwnej stronie (skrajna prawica LFI) znajduje się: "islamo-lewica" oraz "klasowa nienawiść" i "antysemityzm". "To, co się odbywa, to nie dramat - co oznaczałoby walkę dobra ze złem. To jest w ścisłym sensie tego słowa - tragedia, gdy przeznaczenie, które każe wam wybierać, oferuje wam same złe wybory" - podkreślił "Le Figaro".
gazeta.pl