wtorek, 2 grudnia 2025



Dymisja Jermaka nastąpiła wbrew intencjom Zełenskiego, który długo opierał się rosnącej presji społecznej i politycznej. Odejścia szefa BP, skupiającego w swoich rękach bezprecedensową władzę (zob. Zełenski, Jermak i wojenny mechanizm władzy na Ukrainie) i będącego najdłużej urzędującym kierownikiem administracji prezydenckiej po 1991 r., domagali się aktywiści społeczni i znaczna część sceny politycznej, w tym deputowani proprezydenckiej frakcji Sługa Narodu (na czele z Dawydem Arachamiją) – grozili oni odejściem i zerwaniem większości w parlamencie. 20 listopada na spotkaniu z przedstawicielami ugrupowania Zełenski stanął jednoznacznie po stronie Jermaka, dając do zrozumienia, że nie chce jego rezygnacji. Co więcej, ten drugi został mianowany szefem delegacji na rozmowy pokojowe w Waszyngtonie w dniach 29–30 listopada.

(...)

Wiele wskazuje na to, że przeszukania u szefa BP mogły stanowić uderzenie wyprzedzające NABU i SAP. Zgodnie z doniesieniami medialnymi z inicjatywy Jermaka Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) zbierała materiały mające skompromitować i doprowadzić do dymisji m.in. szefa SAP Ołeksandra Kłymenkę. Od lipca w areszcie przebywa także jeden z detektywów badających aferę, Rusłan Mahamedrasułow, któremu SBU zarzuciła rzekome związki z Rosją. Jego zatrzymanie było elementem walki służb o kontrolę nad procesem antykorupcyjnym w kraju (zob. Służby kontra służby: walka o kontrolę nad zwalczaniem korupcji na Ukrainie). Podjęcie działań operacyjnych wobec Jermaka miało stanowić dla prezydenta przekonujący wyraźny sygnał o determinacji organów antykorupcyjnych w bronieniu swojej niezależności.

osw.waw.pl


1 grudnia Rosjanie ogłosili zajęcie Pokrowska w obwodzie donieckim i Wołczańska w obwodzie charkowskim. Oficjalny meldunek o tym miał przyjąć Władimir Putin dzień wcześniej na jednym ze stanowisk dowodzenia Połączonej Grupy Wojsk, tzn. zgrupowania Sił Zbrojnych FR i tzw. innych wojsk (głównie Rosgwardii) działających na Ukrainie. W odróżnieniu od wcześniejszych deklaracji Moskwy o zdobyciu Kupiańska w obwodzie charkowskim informacja o opanowaniu przez agresora Pokrowska i Wołczańska znajduje przynajmniej częściowe potwierdzenie w doniesieniach z frontu. Ukraińskie dowództwo zaprzecza utracie obu miast, ale siły obrońców operują już tylko na północnych obrzeżach pierwszego z nich i południowo-wschodnich drugiego, poza obszarem zwartej zabudowy miejskiej. Zgodnie ze źródłami ukraińskimi w północnej części Pokrowska wciąż mają trwać walki, a południowy wschód Wołczańska (przeważnie zalesiony) nadal może pozostawać de facto w szarej strefie (pod koniec listopada najeźdźcy mieli realnie kontrolować około połowy obszaru miasta).

Siły ukraińskie utrzymują się w północnej części Myrnohradu, lecz nadzorowany przez nie obszar uległ zmniejszeniu. Według niektórych źródeł ciągle możliwe jest ich zaopatrywanie (zgodnie z deklaracjami dowództwa zorganizowano połączenia alternatywne), a w obu kierunkach – z miasta i do niego – przemieszczają się pieszo nieduże grupy ukraińskich żołnierzy, permanentnie zagrożone wrogim ostrzałem i atakami dronów.

Wojska rosyjskie uchwyciły przyczółki w południowo-wschodniej części Konstantynówki i w Siewiersku. Według niektórych doniesień walki dotarły do centrum drugiego z tych miast (jest ono stosunkowo nieduże – przed wojną liczyło 12 tys. mieszkańców). Agresor poszerzył również obszar kontrolowany na południe od Konstantynówki oraz na północ i południe od Siewierska. Obrońcy odparli natomiast próby uchwycenia przezeń przyczółku w Łymanie. Oskrzydlenie tego miasta pogłębiło się – najeźdźcy operują na południe od głównej drogi łączącej go z Siewierskiem (w kierunku wschodnim) i obwodem charkowskim (w zachodnim).

Rosjanie wyprowadzili natarcie na południe od Wołczańska, gdzie dotarli do wsi Łyman (według części źródeł już ją zajęli) i Wilcza. Zaktywizowali się także w południowo-wschodniej części obwodu charkowskiego, gdzie nacierają w kierunku Borowej – drugiego po Kupiańsku ważnego węzła komunikacyjnego nad rzeką Oskoł. Zgodnie z niektórymi źródłami osiągnęli miejscowość Boriwśka Andrijiwka, niespełna 5 km na północny wschód od Borowej. Nie uległa natomiast znaczącym zmianom sytuacja w rejonie Kupiańska, gdzie agresorowi wciąż nie udało się opanować południowo-wschodniej części miasta, a utrzymanie stabilnej kontroli nad zachodnią utrudnia Oskoł.

Najeźdźcy wkroczyli do Hulajpola, na którego północy trwają walki. Od centrum miasta oddziela Rosjan rzeka Hajczur, na której siły ukraińskie oprą najpewniej jego zasadniczą obronę. Pod kontrolę agresora przeszły kolejne tereny na północ od Hulajpola i na wschód od Hajczuru. Obrońcy utrzymują się tam w Warwariwce i Dobropilli (według części źródeł druga z wymienionych miejscowości została już zdobyta przez najeźdźców).

Po opanowaniu przez Rosjan dalszych miejscowości na drodze z Hulajpola do Pokrowśkego w obwodzie dniepropetrowskim sytuacja z zaopatrzeniem obrońców w pierwszym z wymienionych miast skomplikowała się. Obecnie muszą oni korzystać z dróg lokalnych (trasa na zachód znajduje się w zasięgu stałego oddziaływania wrogich dronów). Wojskom ukraińskim udało się natomiast przywrócić kontrolę nad miejscowością Iwaniwka w obwodzie dniepropetrowskim.

Ukraińcy stanęli w obliczu utraty do końca roku kilku miast znaczących pod względem militarnym i jako symbol długotrwałej obrony. Do końca 2024 r. Pokrowsk odgrywał rolę głównego hubu logistycznego obrońców w Donbasie. Zdobycie go otwiera Rosjanom możliwość natarcia na północ (w kierunku Kramatorska i Słowiańska) i/lub na zachód (w kierunku Pawłohradu i Dniepru) w zdecydowanie dogodniejszych dla atakujących warunkach terenowych niż dotąd. Walki o Wołczańsk toczyły się od maja 2024 r., a miasto to stanowiło symbol powstrzymania wrogiego natarcia w kierunku Charkowa. Zajęcie tego miasta, wraz z wysoce prawdopodobnym opanowaniem Kupiańska, bardzo utrudni siłom ukraińskim utrzymanie północno-wschodniej części obwodu charkowskiego.

Symboliczne znaczenie ma Siewiersk – zgrupowanie obrońców wokół tego miasta utrzymywało pozycje nieprzerwanie od upadku Bachmutu w połowie 2023 r., a obrona załamała się dopiero w ostatnich miesiącach. Realny upadek w najbliższych tygodniach Hulajpola potwierdzi natomiast utratę przez Ukraińców północno-wschodniej części obwodu zaporoskiego i ułatwi agresorowi natarcie w kierunku Dniepru.

29 listopada najeźdźcy przeprowadzili kolejne zmasowane uderzenie powietrzne na Ukrainę, a jego głównym celem była infrastruktura energetyczna w Kijowie i obwodzie kijowskim. Trafiona została m.in. stołeczna podstacja wysokiego napięcia (750 kV), będąca kluczowym elementem infrastruktury przesyłu energii elektrycznej z Chmielnickiej Elektrowni Jądrowej, a poza Kijowszczyzną – także obiekty w obwodach charkowskim, czernihowskim, połtawskim i sumskim. Od dostaw prądu odciętych zostało ok. 720 tys. abonentów w Kijowie i obwodzie kijowskim. Sytuuje to atak z 29 listopada wśród najbardziej dotkliwych dla stolicy i okolicznych miejscowości, zwłaszcza że uszkodzono również szereg innych obiektów cywilnych. W Kijowie zginęły dwie osoby, a 38 zostało rannych (w tym dziecko). Z kolei w obwodzie kijowskim śmierć poniosła jedna osoba, a osiem zostało rannych. Wieczorem 29 listopada wrogie drony uderzyły w Wyszogród w obwodzie kijowskim, raniąc 19 osób (w tym czworo dzieci).

Według ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych w ataku 29 listopada agresor użył 596 dronów uderzeniowych i ich imitatorów (w tym 350 uzbrojonych „szahedów”) oraz 36 rakiet. Obrońcy mieli zneutralizować 558 bezzałogowców i 19 rakiet, w tym po raz drugi z rzędu zniszczone miały zostać wszystkie atakujące stolicę pociski balistyczne Iskander-M, co świadczy o prawdopodobnym wypracowaniu metody przeciwdziałania rosyjskiej taktyce wykorzystywania tych pocisków (jej stosowanie od wiosny br. znacząco utrudniło systemom Patriot niszczenie iskanderów). Zgłosili natomiast zestrzelenie zaledwie jednego z pięciu pocisków hipersonicznych Kindżał.

Najeźdźcy kontynuowali niszczenie infrastruktury energetycznej w regionach tworzących bezpośrednie zaplecze frontu. Nie licząc zmasowanego ataku z 29 listopada, Ministerstwo Energetyki Ukrainy i władze lokalne donosiły o uszkodzeniu obiektów oraz spowodowanych nim przerwach w dostawie prądu, wody i ogrzewania w obwodach charkowskim (26 listopada oraz 1 i 2 grudnia), donieckim (26 listopada i 2 grudnia), odeskim (27 listopada i 2 grudnia), chersońskim (28 listopada i 1 grudnia), sumskim (28 i 30 listopada), dniepropetrowskim (1 i 2 grudnia) oraz czernihowskim (2 grudnia).

Największe problemy wywołało uszkodzenie elektrowni cieplnej TES-5 w Charkowie 26 listopada, w rezultacie czego odcięto ogrzewanie dla 100 tys. abonentów. Ofiary w ludziach przyniosły ataki na Zaporoże wieczorem 25 listopada (rannych zostało 18 osób) i Dniepr 1 grudnia (cztery osoby zginęły, a 45 zostało rannych). Zgodnie z danymi ukraińskimi od wieczora 25 listopada do rana 2 grudnia agresor wykorzystał do ataków łącznie 1173 drony uderzeniowe i ich imitatory (w tym 710 „szahedów”) oraz 44 pociski balistyczne i manewrujące. Obrońcy zadeklarowali zneutralizowanie 991 bezzałogowców i zestrzelenie 19 rakiet.

(...)

Ukraińskie bezzałogowce zaatakowały kolejne wrogie rafinerie: Nowokujbyszewską w obwodzie samarskim (27 listopada), Saratowską (28 listopada) oraz zlokalizowane w Kraju Krasnodarskim zakłady w Afipsku (29 listopada), Sławiańsku nad Kubaniem (30 listopada) i Tuapse (2 grudnia). Ukraiński Sztab Generalny powiadomił o trafieniu rafinerii Saratowskiej i Afipskiej, na których terenie doszło do pożarów. W listopadzie odnotowano rekordową liczbę ukraińskich uderzeń na rosyjską infrastrukturę paliwową, o czym 2 grudnia poinformowała agencja Bloomberg, powołując się na źródła w Rosji i na Ukrainie. W rezultacie przerób ropy w FR zmniejszył się do 5 mln baryłek dziennie, podczas gdy „pod koniec jesieni” wynosił zazwyczaj 5,3–5,5 mln baryłek. Obiekty znajdujące się w zasięgu ukraińskich dronów odpowiadały wcześniej za 20% krajowego przetwórstwa ropy.

osw.waw.pl


„Koncepcję niszczenia celów przybrzeżnych za pomocą fal przypominających tsunami analizowano w Związku Radzieckim. Każde badanie kończyło się tym samym wnioskiem: to nie działa. W jednym z raportów cały pomysł określono wręcz jako „absurdalny” – przypomniał Podwig, ekspert pracujący przy ONZ, we wpisie w serwisie X.

Nawet Andriej Sacharow, znany jako ojciec radzieckiej bomby atomowej, interesował się kiedyś takim rozwiązaniem, szukając potencjalnych zastosowań dla ładunków o ogromnej mocy. Jak podkreśla Podwig, sam Sacharow nie przeprowadził jednak żadnych obliczeń. Zrobili to dopiero naukowcy w instytutach marynarki wojennej. I stwierdzili, że fala powstała po eksplozji szybko opada i nie jest w stanie osiągnąć zamierzonego efektu.

Z kolei analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Marcin Andrzej Piotrowski zwrócił uwagą na brak niezależnego od władz Rosji potwierdzenia podwodnego testu torpedy nuklearnej Posejdon.

Zarówno Posejdon, jak i Burewiestnik należą do tzw. „cudownych broni” Putina, systemów, które rosyjski przywódca po raz pierwszy zaprezentował w przemówieniu w 2018 roku. Kremlowska propaganda przedstawia je jako element rosyjskiej strategii „drugiego uderzenia” w ewentualnej wojnie nuklearnej i jako odpowiedź na zachodnie, zwłaszcza amerykańskie, systemy obrony przeciwrakietowej.

Jak zauważa Piotrowski oficjalnie Buriewiestnik miał na testach pokonać 14 tys. km, a lot trwać 15 godzin. Jednak Norwegia nie odnotowała wyższego promieniowania, jakie powinno towarzyszyć próbie silnika-reaktora w locie. Nie ma też żadnego oświadczenia w tej sprawie ze strony USA, których samoloty do rozpoznania skażeń nuklearnych były obecne w sąsiedztwie poligonów na Nowej Ziemi.

Analityk PISM /podaje - red./, że testy obu systemów zgrano z dorocznymi ćwiczeniami sił strategicznych Rosji, które m.in. sprawdziły sprawność pocisków Buława, Jars i Ch-102. Termin tegorocznej edycji został zsynchronizowany z niedawnymi ćwiczeniami taktycznych sił nuklearnych NATO.

Testy Rosji świadczą o jej postępach w miniaturyzacji napędu obu systemów, jednak pokazują też, że są to konstrukcje kosztowne i technologicznie niedojrzałe. Ich rozwój cieszy się natomiast osobistym poparciem Władimira Putina - wskazuje analityk PISM.

Zdaniem wielu ekspertów, coraz bardziej agresywna retoryka nuklearna Moskwy świadczy przede wszystkim o słabości rosyjskich sił konwencjonalnych i ich słabych wynikach na Ukrainie. W historii Kreml wielokrotnie sięgał po groźby atomowe właśnie wtedy, gdy jego pozycja wojskowa wydawała się chwiejna.

strefaobrony.pl


Do zdarzenia doszło w pobliżu Dakaru, stolicy Senegalu, u zachodnich wybrzeży Afryki. To już trzeci tego typu incydent z udziałem tankowców przewożących rosyjskie produkty naftowe w ciągu tygodnia. Na należącym do Besiktas Shipping tankowcu Mersin doszło do czterech eksplozji zewnętrznych - przekazał agencji Bloomberg przedstawiciel firmy obsługującej statek. Według analityków Kpler statek przewoził olej napędowy i zawijał do rosyjskich portów w tym roku już kilkukrotnie.

Jak wyjaśniło Besiktas Shipping, eksplozje i pęknięcie kadłuba spowodowały przedostanie się wody do maszynowni Mersina. Firma poinformowała, że nie doszło do zanieczyszczenia środowiska. Załoga statku jest bezpieczna. Sama jednostka została ustabilizowana po "znacznym zalaniu" i odholowana do portu. Specjaliści naprawiają obecnie pęknięcia w kadłubie.

W piątek 28 listopada media poinformowały o eksplozjach na tankowcach w okolicy Bosforu w Turcji. Obie jednostki należą do rosyjskiej "floty cieni". Miały to być statki o nazwach Kairo i Virat. Następnego dnia źródła w Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowały RBC Ukraina, że oba statki zostały trafione przez drony morskie. Po ataku tankowce, które wcześniej zawinęły do rosyjskich portów, zostały unieruchomione - podała SBU.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan potępił w poniedziałek 1 grudnia ataki dronów, do których przyznała się Ukraina. - Nie możemy pod żadnym pozorem zaakceptować tych ataków, które zagrażają bezpieczeństwu żeglugi, środowisku i życiu w naszej wyłącznej strefie ekonomicznej - powiedział Erdogan. Lider Turcji ocenił, że jest to "niepokojąca eskalacja".  

gazeta.pl


Na stole zostaje tylko Sarmat. To ta rakieta ma być bezpośrednim następcą Wojewody/Satana. Prace nad pociskiem rozpoczęto na początku minionej dekady. Poważnym wyzwaniem dla Rosjan jest fakt, że większość doświadczenia z zakresu projektowania i produkowania ciężkich rakiet lądowych na paliwo ciekłe pozostało w Ukrainie, w zakładach Piwdenmasz w Dnipro (długo nazywały się Jużmasz i pod tą nazwą są lepiej znane). Prace nad Sarmatem prowadzi rosyjskie biuro konstrukcyjne Makajewa, które w czasach ZSRR specjalizowało się w rakietach balistycznych, odpalanych z okrętów podwodnych (głównie na paliwa płynne). Ciężki pocisk lądowy jest więc czymś nowym. Brak doświadczenia może być jednym z głównych powodów, dla których prace nad Sarmatem idą jak po grudzie.

(...)

Liczne poszlaki wskazują na kolejną porażkę nowej rakiety Rosjan. Tak przypuszcza między innymi wspomniany Plodwig. Oznaczałoby to, że do tej pory Sarmat wykonał udany lot testowy tylko raz, ten pierwszy w 2022 roku. Potem wybuchł w 2024 roku i prawdopodobnie teraz. Delikatnie rzecz ujmując, nie wskazuje to na dopracowanie pocisku i jego gotowość do przyjęcia do służby. Sytuacja zaczyna przypominać tę z pociskiem Buława dla okrętów podwodnych. On też notorycznie Rosjanom wybuchał podczas testów, które w efekcie przeciągnęły się na prawie dwie dekady. Od pierwszego odpalenia w 2004 roku do oficjalnego przyjęcia do normalnej służby trzeba było czekać do roku 2025. Opóźnienie poważnie zaburzyło plany modernizacji morskiego elementu triady jądrowej. 

Problem w tym, że wymiana starszych RS-36M jest bardzo pilna i ma ogromne znaczenie. Rosjanie mają tych ciężkich rakiet w gotowości prawdopodobnie czterdzieści parę w silosach wspomnianej 13. Dywizji oraz 32. Dywizji w pobliżu Użur na Syberii. Każda z tych ciężkich rakiet może przenieść do 10 silnych głowic i po tyle najpewniej mają zamontowanych. Oznacza to, że razem odpowiadają one za 30 - 40 procent całego lądowego arsenału jądrowego Rosjan. Biorąc pod uwagę łączną moc niszczącą to nawet za około połowę (brak oficjalnych i szczegółowy danych pozwala jedynie na szacunki). Wszystko to na starych rakietach, pochodzących z końcowego okresu ZSRR, którym wydłużano okres służby z pomocą Ukraińców w pierwszej dekadzie tego wieku. Założenie było takie, że dzięki temu posłużą do około 2020 roku. Problemy Sarmata wskazują, że będzie to raczej 2030 lub nawet później. Oznacza to spadek wiarygodności rosyjskiego arsenału jądrowego. Nie dlatego, że można zakładać, iż RS-36M to złom, który nie zadziała, ale prawdopodobieństwo usterek, awarii i niesprawności będzie większe, niż w planowo modernizowanym arsenale.

gazeta.pl


Profesor nie ma wątpliwości, że Rosja nie popełniła żadnego błędu negocjacyjnego. - Przez cały tydzień dystansowała się od tego, co świat zachodni uzgadniał. Obawy w Europie powinny zatem wrosnąć. Pierwsza rzecz, która się Rosjanom udała, to rozbicie jedności świata zachodniego. Nie ma jedności, a jeśli widzimy taki efekt, to - moim zdaniem - jest w znaczącym stopniu pozorowany. W ramach braku tej jedności Amerykanie prą do przodu po to, by zawrzeć "jakiś pokój". Amerykanie wycofają swoją pomoc dla Ukrainy, bo chcą naciskać, żeby Ukraina odstąpiła od swoich warunków fundamentalnych, konstytucyjnych. Jednocześnie Europa będzie się starała im pomóc, co spowoduje jeszcze dalszy rozdźwięk w świecie zachodnim - wyjaśnia prof. Nowak-Far i powtarza, że to jest coś, co, już na tym etapie, Rosja wygrała. 

Jednocześnie prawnik i ekonomista z SGH twierdzi jednak, że w Ukrainie Rosja przegrała grę o swoją globalną rolę. - Nie jest i nie będzie mocarstwem. Rosja jest elementem destabilizującym. W tej chwili jest zwasalizowana przez Chiny. Myślę, że prawdziwy układ proponowany przez USA polega na tym, żeby zaproponować Rosji "słodki deal" z jakimiś kosztami dla Ukrainy, żeby przeciągnąć Rosjan na swoją stronę, przeciwko Chinom. To jest tok myślenia Trumpa, który już nieco ugrał w tej kwestii - dodaje Nowak-Far. Tu pada nazwa Wenezueli i tego, że Kreml nie ma w jej sprawie nic istotnego do powiedzenia. 

- Powtórzę: zasadniczy deal to jest taki, żeby przygotować sobie przedpole w jakiejkolwiek konfrontacji z Chinami lub żeby mieć narzędzie nacisku na Pekin. To jest sensowna i racjonalna gra. Trzeba jednak zauważyć, że Rosja już nie jest żadnym pierwszorzędnym mocarstwem, bo ona w każdym wypadku jest tylko i wyłącznie pionkiem w grze innych państw - USA i Chin - mówi profesor. 

Rozmówca Gazeta.pl ocenia, że Pekinowi w ogóle nie zależy na zakończeniu wojny w Ukrainie z kilku powodów: Rosja ciągle się osłabia, a to dla Chin dobrze. - Po drugie: Rosjanie są gotowi do ustępstw właśnie z powodu tego swojego osłabienia. Trzecia rzecz fundamentalna: Chińczycy wykorzystali okazję, żeby Rosjanie na własny koszt budowali rurociągi gazowe i naftowe i dostarczali te surowce do Chin po bardzo niskich cenach - uzupełnia. 

gazeta.pl