poniedziałek, 4 sierpnia 2025



Whitaker odpowiedział w ten sposób podczas wywiadu w telewizji Newsmax na pytanie, co myśli rosyjski przywódca w obliczu możliwości nałożenia nowych sankcji i wymian gróźb nuklearnych z USA.

- Nie sposób pojąć, co jest w umyśle Putina, bo jest chory, pokręcony i prawdopodobnie nielogiczny. Ale wiesz, zgaduję, że on raczej nie chce zmierzyć się z najpotężniejszym wojskiem na świecie - powiedział ambasador. Jak dodał, Putin wie, że jedynym dużym źródłem dochodów jest obecnie eksport gazu i ropy naftowej m.in. do Chin, Indii i Brazylii, a jeśli Trump nałoży na ten eksport sankcje i cła, to "mogłoby to naprawdę podważyć jego zdolność do finansowania tej wojny".

Słowa Whitakera stoją w niejakim kontraście z tym, co mówił dotąd Trump. Prezydent USA potwierdził w niedzielę, że nałoży nowe sankcje, i twierdził wcześniej, że Indie już zdecydowały odejść od rosyjskiej ropy - lecz dodał, że nie wie, na ile ruch ten wpłynie na Rosję.

Pytany o misję prezydenckiego wysłannika Steve'a Witkoffa, który ma udać się na rozmowy z Putinem do Moskwy w środę lub w czwartek, Whitaker powiedział, że doradca Trumpa złoży Putinowi ultimatum.

- To ultimatum będzie polegało na tym, że trzeba wprowadzić zawieszenie broni. Czas teraz powstrzymać zabijanie. Tego właśnie naprawdę chce prezydent Trump. Koniec z zabijaniem 1000 żołnierzy niemal każdego dnia - oznajmił. Dodał, że Trump uważa, że ostatecznie wojnę zakończyć można tylko poprzez dyplomację.

Whitaker powiedział, że sam również odgrywa rolę w próbie doprowadzenia konfliktu do końca poprzez koordynowanie zakupów broni dla Ukrainy przez państwa NATO.

- Właśnie byłem w Polsce i pracowałem nad tą kwestią z ludźmi, którzy rzeczywiście transportują towary do i ze strefy konfliktu. Myślę więc, że oczekujemy, że ta ważna, zaawansowana, najwyższej klasy, najnowocześniejsza broń, którą będziemy sprzedawać naszym europejskim sojusznikom i która będzie używana na froncie wojny na Ukrainie, będzie miała decydujące znaczenie - mówił ambasador. - Ale ostatecznie, powtórzę, musimy powstrzymać zabijanie - zaznaczył.

PAP


Według dokumentów największych chińskich spółek z branży fotowoltaicznej, w ubiegłym roku zwolniły one około 1/3 swoich pracowników. Jak wskazuje agencja Reutera, był to jeden z sektorów przemysłowych wybranych przez Pekin do napędzania wzrostu gospodarczego. Pieniądze płynęły obficie do fotowoltaicznych spółek, a ich produkcja rosła, eliminując większość zachodniej konkurencji.

Gdy popyt się ochładzał, a moce produkcyjne cały czas rosły, chińskie firmy obniżały ceny, żeby utrzymać sprzedaż. Tak dotarliśmy do momentu, w którym świat produkuje dwa razy więcej paneli słonecznych rocznie niż zużywa, a większość z nich opuszcza fabryki zlokalizowane w Chinach. Wojna cenowa nie traci natomiast na intensywności i zmusza spółki z branży do zdecydowanego cięcia kosztów.

Największe chińskie spółki z fotowoltaiczne, do których zaliczają się Longi Green Energy, Trina Solar, Jinko Solar, JA Solar i Tongwei, w ubiegłym roku łącznie zmniejszyły swoje załogi o około 87 000 pracowników, co stanowiło średnio 31% ich zatrudnienia - ustaliła agencja Reutera na podstawie analizy danych o zatrudnieniu zawartych w publicznych dokumentach wymienionych firm.

Jak uważają analitycy, na redukcję etatów złożyły się zwolnienia oraz odejścia spowodowane cięciami płac i godzin pracy, ponieważ firmy starały się w ten sposób ograniczać straty. Pekin postrzega zatrudnienie jako klucz do politycznej stabilności. Zwolnienia są więc drażliwym tematem i być może dlatego informację o redukcji etatów podała do publicznej wiadomości tylko jedna z wymienionych wcześniej spółek.

(...)

Fabryki paneli słonecznych wyrastały w Chinach jak grzyby po deszczu w latach 2020-23, gdy Pekin wskazał fotowoltaikę jako jedną z trzech branż (obok samochodów elektrycznych i akumulatorów), które miały wesprzeć rozwój gospodarki i do których przekierowano zasoby z pogrążonego w kryzysie sektora nieruchomości. 

W ubiegłym roku chińska branża fotowoltaiczna straciła 60 mld dolarów. Według analityka Jefferies, Alana Lau, straty na poziomie poszczególnych producentów paneli słonecznych są już w tej chwili porównywalne ze stratami firm z sektora nieruchomości (branża fotowoltaiczna to 1/10 jego wielkości).

Po masowej rozbudowie, nastąpiła bratobójcza wojna cenowa, którą zaostrzyły amerykańskie cła na panele słoneczne z Chin. Spółki zaczęły przenosić produkcję do państw Azji Południowo-Wschodniej w nadziei na ich ominięcie. W kwietniu Departament Handlu USA poinformował jednak, że nałoży na panele słoneczne z tych krajów dodatkowe cła (...).

bankier.pl


Gazeta podała, że międzynarodowe ceny kakao wzrosły w ostatnich miesiącach o ponad 10 tys. dol. za tonę, co oznacza ponad trzykrotny wzrost od początku 2023 r. Jako powód wskazuje zmiany klimatu oraz choroby niszczące plantacje. Przemyt dotyka głównie ziaren z Wybrzeża Kości Słoniowej oraz Ghany, które łącznie odpowiadają za dwie trzecie światowego kakao.

Jak ustalił „FT” /„Financial Times”/, rolnicy sprzedają ziarno pośrednikom, którzy następnie przemycają je do sąsiednich krajów, w tym do Burkina Faso, Togo i Sierra Leone, gdzie sprzedawane jest po cenach rynkowych. Państwa te odnotowują wzrost eksportu, mimo że nie ma tam prawie żadnych plantacji. Następnie nielegalne ziarno trafia do dużych przedsiębiorstw przetwórczych, m.in. w Belgii i Holandii, skąd następnie jest sprzedawane producentom czekolady i wyrobów cukierniczych na całym świecie.

- To sprawdzona i przetestowana trasa przemytu – powiedział w rozmowie z brytyjską gazetą były handlarz kakao Nicko Debenham. W jego opinii, te same szlaki przemytnicze były wykorzystywane wcześniej do finansowania broni i rebeliantów podczas wojen domowych na Wybrzeżu Kości Słoniowej.

Według danych rządowych, w latach 2023-2024 z Ghany przemycono ok. 150 tys. ton ziaren kakaowca, co według niektórych szacunków stanowi nawet 25 proc. krajowej produkcji, a kolejne 200 tys. ton zostało przemyconych z Wybrzeża Kości Słoniowej. W tym ostatnim kraju eksport kakao stanowi ok. 15-20 proc. PKB.

money.pl


Protestujący domagali się wypuszczenia mężczyzn, którzy zostali poddani mobilizacji. Wiadomo, że po pobycie w Winnicy przyszli żołnierze mają zostać skierowani do ośrodka szkoleniowego. Ukraińskie służby podają, że w demonstracji brało udział ok. 80 osób (według agencji Ukrinform mogło być ich kilkaset). "Część z obecnych uszkodziła bramę i weszła na teren instytucji. Aby odepchnąć ludzi i zapobiec dalszym naruszeniom porządku publicznego, funkcjonariusze organów ścigania zastosowali środki specjalne. Śledczy prowadzą postępowanie karne z art. 341 (zajęcie budynków lub budowli państwowych lub publicznych) Kodeksu karnego Ukrainy. Pięciu mężczyzn w wieku od 21 do 33 lat zamieszanych w przestępstwo zostało zatrzymanych w trybie proceduralnym" - podała policja.

- Jestem tutaj, ponieważ mój brat od trzech lat walczy za Ukrainę na kontrakcie i nie chcę, żeby wszyscy przechodzili przez to samo, co mój brat teraz w okopach. Zaczęli ich łapać na moście centralnym, przyprowadzili tutaj i zamknęli za bramą. Przybiegliśmy, bo kilku moich znajomych poprosiło o pomoc. Kiedy tam dotarliśmy, policja zaczęła "gasić" ludzi gazem łzawiącym - mówiła w rozmowie z Suspilne.media jedna z mieszkanek miasta. - Z okien słychać było krzyki ludzi wołających o pomoc. Wezwaliśmy policję. Ludzie zebrali się, zmobilizowali i wyważyli bramę. Policja rozproszyła ludzi, zaczęła bić i stosować gaz - twierdził inny z mieszkańców. 

"W miarę jak Ukraina zintensyfikowała działania mobilizacyjne, biura poborowe są często oskarżane, czasem słusznie, o przymusowy pobór do wojska bez poszanowania podstawowych praw obywatelskich i o złe traktowanie poborowych" - podaje Kyivindependent.com. "Doniesienia o mobilizacji na Ukrainie są często wykorzystywane przez rosyjską propagandę w celu eskalacji napięć społecznych w tym kraju i dalszego utrudniania działań rekrutacyjnych na Ukrainie" - zaznacza jednocześnie anglojęzyczny ukraiński portal. 

gazeta.pl