wtorek, 28 lutego 2023


Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy autorzy "W pierwszej osobie" wydawali swoją książkę, pojawił się inny ambitny pisarz, który był żywo zainteresowany biografią nowego prezydenta. Był to Oleg Błocki, emerytowany oficer, potem dziennikarz wojskowy.

Pojechał do rodzinnej wsi Putinów, Paminowa, w obwodzie twerskim, i poszperał w miejscowych archiwach. Informacje, do których dotarł, nie wydawały się wystarczające i biograf postanowił zabiegać o spotkanie z samym prezydentem. Błocki podzielił się pomysłem z asystentem prezydenta Siergiejem Jastrzembskim, z którym wcześniej pracował w Czeczenii. Jastrzembskiemu spodobał się ten pomysł i zorganizował spotkanie autora z samym Putinem i jego żoną Ludmiłą.

Błocki spędził kilka nocy w Nowo-Ogariewie (podmiejskiej rezydencji prezydenta Rosji), gdzie rozmawiał z Putinem i jego żoną często aż do północy.

Pierwsza książka Błockiego, "Władimir Putin: Historia życia", wydana pod koniec 2001 r., wyprzedała się bardzo szybko. Ale już przy drugiej książce, zatytułowanej "Władimir Putin: Droga do władzy", zaistniały trudności nie do pokonania.

Wydawca Błockiego, Andriej Antipow wspomina, że książka została niespodziewanie odrzucona przez głównych dystrybutorów: "Książka była poszukiwana, sprzedawaliśmy ją na wystawach i targach, ale sieci handlowe odmawiały jej przyjęcia".

W rzadkim wywiadzie udzielonym przez Błockiego w tamtym czasie pisarz zasugerował, że w problemy z jego książką zamieszany jest ówczesny sekretarz prasowy Putina, Aleksiej Gromow. Miał on, jak twierdził Błocki, zakazać kanałom TV mówienia o książce. Kiedy Projekt skontaktował się teraz z Błockim, przekazał on, że książka została usunięta z przestrzeni publicznej przez zastępcę szefa Rospieczati (federalnej agencji zajmującej się mediami) Władimira Grigoriewa.

Grigoriew to bliski przyjaciel Gromowa. Panowie często grali razem w karty. Grigoriew to także człowiek, który faktycznie kontroluje rosyjski rynek książki od lat 90. XX w., kiedy to był szefem wydawnictwa Wagrius. Dziś kieruje departamentem prasowym w Ministerstwie Rozwoju Cyfrowego.

— Po drugiej książce Błockiego stało się jasne, że prawda wychodzi na jaw. Ale nie ta prawda, która była potrzebna. I projekt został szybko zamknięty — mówi były urzędnik administracji prezydenckiej.

Błocki, który był szczerze oddany Putinowi i darzył go szacunkiem, nie zdawał sobie sprawy, że grozi mu cenzura i postanowił spróbować szczęścia po raz trzeci. W 2003 r. książka została ponownie wydana przez Związek Ormian w Rosji w nakładzie 200 tys. egzemplarzy. Jednak od tego czasu nie sposób znaleźć tego wydania. Ara Abramjan, szef Związku Ormian, mówi, że to Błocki zajmował się jej dystrybucją i tylko on wie, gdzie zniknęło tyle książek o Putinie.

Teraz książki Błockiego można znaleźć tylko u prywatnych kolekcjonerów i nie ma elektronicznych wersji tych wydań. Sam biograf, który nie dorobił się na swojej pracy ani nazwiska, ani pieniędzy, pracował przez pewien czas w rządowej agencji prasowej RIA Nowosti, ale potem został zwolniony.

Dlaczego ta niezwykle pochlebna książka została zakazana? Były kremlowski urzędnik odpowiada wprost: — Do takich osobistych biografii postanowiono więcej nie dopuszczać.

Rzeczywiście, książka Błockiego malowała obraz Putina jako zwykłego człowieka, ale najgroźniejsza w niej była duża liczba opowieści Ludmiły Putiny o jej mężu.

Wiadomo, że w tym czasie Putin zapoczątkował związek ze swoją tajemniczą kochanką, Swietłaną Kriwonogich, która w 2003 r. urodziła mu córkę, Jelizawietę. Dzięki tej wiedzy wiele fragmentów książki czytało się w nowy sposób.

Ludmiła Putina w książce "Władimir Putin. Historia życia":

Randki to szczególna historia. Ja nigdy się na nie nie spóźniałam. Wołodia robił to zawsze. Półtorej godziny było na porządku dziennym. (...) Pamiętam, jak stałam w metrze. Pierwsze 15 min spóźnienia było OK, pół godziny też. Ale gdy mija godzina, a jego wciąż nie ma, to po prostu płaczesz. A po półtorej godziny nie masz już żadnych emocji. Dzień po dniu było tak samo.

I dalej Ludmiła Putina:

Sam Władimir Władimirowicz nigdy nie powiedział mi, że był oficerem KGB [...] Szkoda, że Wołodia nie powiedział mi o swoim prawdziwym zajęciu. Gdyby to zrobił, wszystko wyglądałoby normalnie. Ale ponieważ minęło półtora roku, a ja wciąż miałem nadzieję na zacieśnienie naszej relacji, to był dla mnie sygnał, że wciąż nie jestem w pełni godna zaufania.

I jeszcze jeden cytat z Ludmiły Putiny:

Brak męża, który pomaga mi w czasie ciąży, nie był dla mnie problemem, ponieważ od dzieciństwa byłam dość samodzielna [...]. Wyobraźcie sobie taką sytuację: ja, w siódmym miesiącu ciąży z Katią, Masza w jednej ręce, torba z zakupami w drugiej i spacer na szóste piętro. Właśnie wtedy sąsiedzi wchodzą na klatkę schodową i widzą, że ja się szamocę. Mężczyzna zrobił tylko wielkie oczy. Następnie chwycił Maszę i tę torbę i zabrał je na szóste piętro. Ale to był jeden raz. A ja mam w ciągu dnia co najmniej trzy takie wyjścia na dół i później na górę. Potem, wiem, sąsiadka kilkakrotnie mówiła mojemu mężowi: "Wołodia, musisz pomóc. Trzeba pomóc, Wołodia!". Ale nie miało to większego wpływu, bo Władimir Władimirowicz miał zasadę: kobieta w domu powinna wszystko robić sama.

Kolejna wypowiedź Ludmiły Putiny:

Wołodia przychodzi, powiedzmy, na obiad. Naturalnie, nakryłam do stołu. Mój mąż je. Czekam z zapartym tchem na reakcję. Ale nie ma żadnej. "Jak mięso?" — pytam. "Trochę suche" — słyszę w odpowiedzi. To jest jak nóż w moje serce. Tak się starałam, że poszłam po mięso, potem je ugotowałam. Można powiedzieć, że wylałam swoje serce. I było "trochę suche!".

Oprócz wspomnień samej Putiny, przez które obraz jej męża nie był idealny, książki Błockiego miały swoje własne, dość ciekawe archiwum fotografii. Dziś z tego archiwum można odtworzyć twarze współpracowników Putina, jego kolegów i licznych krewnych, na których zarejestrowano ogromny majątek.

onet.pl/Project