piątek, 28 sierpnia 2020


A w Białej Podlaskiej jest zupełnie inaczej. To było dla mnie coś wspaniałego. Każdy jakiś taki zadowolony, bez pośpiechu gdzieś idzie, nawet jak cię nie zna, to powie „Cześć!”, uśmiechnie się. Trochę jakby większa kultura. Nie doświadczyłem też tu żadnego rasizmu. A w Warszawie bywało z tym różnie. […] Nieraz musieliśmy się z kimś bić, bo ludzie przychodzili pijani, obrażali, wyzywali na pojedynek. To wychodziliśmy i się tłukliśmy. Nie było wyjścia. Raz nam facet, chyba naćpany, zabrał kasę fiskalną i wyrzucił ją przez zamknięte okno. Mówi: „Mogę wszystko!”. Możesz wszystko? Zobaczymy. Z dwoma kolegami złapaliśmy go, na ziemię i tak trzymaliśmy, aż przyjechała policja.

Jednak najgorsze dni w Warszawie to był zawsze 11 listopada i Marsz Niepodległości. […] Podczas jednego z marszów pracowałem w okienku z kebabem na Marszałkowskiej 83. Najpierw wrzucili nam do środka kilka wielkich petard – jakoś przetrwaliśmy. Ale jak do środka wleciał nam płonący śmietnik, to było już za dużo. Zamknęliśmy lokal byle szybciej, bo baliśmy się o swoje zdrowie i życie.

W Białej Podlaskiej nic choćby zbliżonego do tego nigdy nie miało miejsca. Raz tylko mieliśmy burdę w lokalu. Ludzie zaczęli się bić i rzucać w siebie kebabami. Nie w nas, tylko między sobą. Wezwałem policję, przyjechali, zgarnęli cześć, część została, akurat ich znałem, dałem do ręki szmatę i kazałem posprzątać syf, którego narobili. Umyli ściany, podłogi i grzecznie przeprosili. Nigdy więcej nie rozrabiali.

krytykapolityczna.pl

Podobnie jak w przypadku pornoli i fotografii ślubnej, jesteśmy świadkami godnej pożałowania dewaluacji w obszarze coachingu. Kiedyś doradztwo uprawiali tylko ludzie, którzy zdobyli jakiś rynek, coś wymyślili albo nakłonili większą grupę ludzi do samobójstwa. Zaczynało się od 100 tysięcy dolarów za godzinę, ale stopniowo cena szła w dół, aż doszliśmy do gratisowych e-booków Jak zostać coachem.

Co spowodowało, że knajpiane „dobre rady” zmieniły się w kursy on- i offline? Że coraz więcej ludzi znajdujących się na granicy poczytalności ma potrzebę wyrażać swoje zalecenia za pomocą wykresów?

Podobnie jak sedes w galerii staje się sztuką, tak demokratycznie udostępniane wokół knajpianego stołu pieprzenie o głupotach zmienia się w mądrości o cenie rynkowej tylko dlatego, że wysrywa je z siebie ktoś w wynajętej do tego willi. W połowie szkolenia rozdaje wszystkim ciasteczka, a na koniec certyfikat za to, że patrzyli, jak wyciska z siebie randomowe bzdety.

To, czym kołcze za drobną opłatą dzielą się ze swoją publicznością, to przede wszystkim własna desperacja i wiadomości zaczerpnięte z „wyższej szkoły życia”. Kołcz jest prawdziwą grubą rybą w stawie pełnym przegrywów. Bycie „jeszcze kilka lat temu na kompletnym dnie, zadłużonym na miliony oraz uzależnionym od metamfetaminy i alkoholu” to niepodważalne referencje kołcza, który doradza w kwestii sukcesu, siły i zrównoważenia psychicznego.

Przeżyć upadki, wyłysieć już w zawodówce i nigdy nie nauczyć się składni – to z kolei kwalifikacje do nauczania „Mistrzowskiej komunikacji” i „Myślenia jak milioner”. Swoim drajwem guru oczarował również sprzedawcę gruchotów, który na koniec przyklepał mu ryzykowny leasing na piętnastoletnie audi, żeby mógł się nim pochwalić w motywacyjnym wideo.

Magia coachingu właściwie polega na tym, że ci bardziej wygadani laureaci Nagrody Darwina pouczają tych bardziej zahukanych. To zarazem określa, kto komu na koniec płaci dwa patyki.

Intuicyjne „słuchaj kogoś, kto jest mniejszym durniem od ciebie” w coachingu jest odwrócone do góry nogami. Im ktoś mocniej uderzy się w głowę, tym większe zdobywa uznanie. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę współzałożyciel portalu oferującego kursy byle czego, dlatego chwali się gębą połamaną w trzech miejscach, której dorobił się, próbując przeskoczyć płot na oczach dziewczyn. Od tego czasu „kocha proste życie” oraz prowizję z pośrednictwa na portalu dla desperatów.

(...)

Wygadany desperat jest królem wśród bojaźliwych. Jełop po przeczytaniu jednej książki wśród tych, co nie przeczytali żadnej, staje się mędrcem. Moment „EUREKA!”, następujący po otwarciu jakiejś lektury, jest najczęstszym punktem startu kariery czeskiego kołcza.

Ale są tacy, którzy w swojej praktyce obejdą się bez książki. Na przykład Anička „rozpala nad głowami żarówki oświecenia, podaje klucze do niezbadanych perspektyw i kołczuje sercem”. Radka natomiast „od ponad 20 lat porusza się w obszarze prowadzenia małych firm”. Sercem kołczuje też Natalka, która dzięki niemu dokładnie wyliczyła w procentach, co i jak działa we wszechświecie.

Czy da się w ogóle zdefiniować coaching? Otóż podobnie jak np. „influencer”, czyli człowiek, który na fejsie czy insta miele gówno z wielką częstotliwością, „coach” również nie posiada swojego sedna, zatem nie ma na co szukać słów. Najbliżej do rozwodnionych dyrdymałów, jak w przybliżeniu rozumiemy coaching, ma „zwyrodniałe, idiotyczne, dyletanckie symulowanie psychoterapii”.

krytykapolityczna.pl