sobota, 13 grudnia 2025



Frey w swojej książce bierze pod lupę paradoks niezwykle interesujący i irytujący zarazem. Innowacje technologiczne napędzają wzrost gospodarczy, ale tak rozumiany postęp nie jest przecież ani stały, ani nieuchronny – to wiemy z historii, bowiem to stagnacja jest normą, a nie dynamiczny rozwój. Niektóre cywilizacje gwałtownie się rozwijają przez pewien czas, podczas gdy inne w tym samym momencie dziejowym wpadają w stagnację lub upadają. A te, które niegdyś gwałtownie się rozwijały, nagle z jakichś przyczyn zatrzymują się na wiele wieków. Dlaczego tak się dzieje? W jaki sposób kończy się postęp?

Frey stara się odpowiedzieć na te pytania. Przygląda się przede wszystkim interakcjom między instytucjami politycznymi a gospodarczymi – tam rodzi się napięcie i swoista walka między centralizacją a decentralizacją. „Scentralizowane zarządzanie biurokratyczne jest najbardziej korzystne dla wykorzystania nisko wiszących owoców technologicznych i przyspieszania nadrabiania zaległości technologicznych. Systemy zdecentralizowane są lepsze do eksploracji nowych ścieżek technologicznych” – napisał. W ramach walki między centralizacją a decentralizacją wyłania się na pewien czas „zwycięzca”, przy czym Frey podkreśla nieprzewidywalne wyniki końcowe tej „walki” dla społeczeństw i biznesów.

Niezmiernie interesujące jest to, że Frey przedstawia rozwój technologiczny jako proces cykliczny. Scentralizowane systemy społeczne w dość szybkim tempie skalują technologie, a systemy zdecentralizowane są lepiej przystosowane do eksperymentowania. Wyzwaniem dla społeczeństw jest płynne przechodzenie z jednej fazy do drugiej. Brak płynnego przejścia między innowacją a jej implementacją prowadzi do stagnacji. Stąd bierze się cykliczność rozwoju technologicznego – z niedoskonałości systemów społecznych w zakresie adaptacji innowacji.

A co z ludźmi? W końcu za każdą innowacją ktoś stoi, każda ma jakąś personifikację. Owszem, genialni wynalazcy są ważnym ogniwem postępu, ale najważniejszym jest sieć relacji społecznych, po której krąży wiedza, o czym przekonuje autor książki. Podkreśla też, że bez wiedzy nie ma innowacji. To ona jest bowiem jej niezbędnym elementem, a nie geniusze.

Przykład? Początkowo może on zaszokować, wydać się błahy lub zbyt wydumany, jednak dopiero po czasie można dojść do wniosku, że jest trafiony. Oto Frey przekonuje, że niezwykle ważnym momentem dla Starego Kontynentu było przybycie nań… kawy. Pojawienie się jej – nie tylko pod postacią ziaren, ale głównie jako gorącego naparu – spowodowało nie tylko wytworzenie się w masach upodobania do nowego rodzaju napoju, lecz również do zaistnienia zaczątków nowego stylu życia w nowym rodzaju przestrzeni, jakim były kawiarnie. Dość szybko stały się one punktem spotkań, a więc i wymiany informacji. To właśnie tam kupcy spotykali naukowców oraz urzędników i wszyscy mieszali się w atmosferze sprzyjającej fermentowi intelektualnemu. Ekonomista zwraca również uwagę na to, że w Ameryce rozwinęła się nie kultura kawiarniana, lecz kultura saloonu (karczmy), co nie sprzyjało środowisku przyjaznemu innowacjom, a to w XVIII w. i na początku XIX w. dawało technologiczną przewagę Staremu Kontynentowi.

(...)

Ostatnie rozdziały „How Progress Ends” zwracają się ku „konikowi” Freya, czyli sztucznej inteligencji. Również i w tym temacie unika on narracji deterministycznych. Według niego to nie jest tak, że AI będzie doskonałą odpowiedzią na problemy instytucjonalne czy to USA, czy Chin, czy też na Wielkie Spłaszczenie. Sprawna adaptacja społeczeństw i biznesu do sztucznej inteligencji – jak sugeruje naukowiec – zależy głównie od dwóch czynników: elastyczności instytucjonalnej i dyspozycji (gotowości) kulturowej. Przekonuje też, że niektóre społeczeństwa zintegrują AI dość szybko, podczas gdy inne zrobią to bardziej nieśmiało, a rezultaty przyjęcia tych postaw będą się odpowiednio różnić.

Frey przekonuje, że jeśli zatem w przyszłości ludzkość chce iść naprzód, a nie stać w miejscu, to powinna postawić na otwartość, decentralizację i konkurencję — nawet kosztem krótkoterminowej nieefektywności gospodarczej. I nie ma jednej uniwersalnej drogi prowadzącej do innowacyjnej gospodarki, konieczna jest równowaga między zdecentralizowaną innowacją a scentralizowaną implementacją oraz ciągła adaptacja części składowych organizmu społeczno-gospodarczego do nowych rozwiązań.

obserwatorfinansowy.pl


Okiem 🇷🇺 przeciwnika

Poniżej macie tłumaczenie dosyć ciekawego wpisu 🇷🇺 mil-blogera "Zapiski Weterena", na temat sytuacji na foncie z ich perspektywy 👇

"O priorytetowych celach na polu walki

Jakkolwiek może to brzmieć paradoksalnie, dziś głównym zagrożeniem dla naszych związków ofensywnych nie jest ani sprzęt, ani umocnione rejony przeciwnika, lecz uderzeniowe i rozpoznawcze zespoły BSP (dronów) oraz operacyjna żywa siła przeciwnika. Front stał się technologiczny, a kluczowe straty powoduje właśnie „wojna dronowa”.

Zagrożenie nr 1 – operatorzy BSP.

Drony zapewniły „przezroczystość” pola walki i stały się głównym środkiem rażenia. Według niektórych szacunków odpowiadają dziś za ponad 70% strat. Dwa zespoły FPV, pozostając niewykryte, są w stanie zatrzymać natarcie całej BTG i zniszczyć cały jej sprzęt. Priorytetowym zadaniem jest obecnie ich wykrywanie i neutralizacja. Wielu dowódców na poziomie taktycznym już to rozumie.
Niestety na poziomie operacyjnym świadomość ta wciąż nie jest pełna.

Zagrożenie nr 2 – żywa siła w pobliżu linii styczności.

Skupiska piechoty przeciwnika to kluczowy zasób do kontrataków, obrony i rotacji. Bez nich linia się załamie. Uderzenia na nie muszą być precyzyjne i systematyczne. Przykładowo, należy przekierować zespoły uderzeniowych BSP na ciągłą pracę właśnie przeciw żywej sile i punktom ogniowym. Celem jest pozbawienie przeciwnika możliwości operacyjnego podciągania rezerw na pierwszą linię.

Dlaczego to ważniejsze niż samo niszczenie sprzętu?

Zniszczony czołg to strata. Zniszczony zespół BSP albo przygotowana grupa szturmowa to utrata zdolności bojowych na konkretnym odcinku. Przeciwnik produkuje drony już w milionach, natomiast wyszkolenie nowego, wykwalifikowanego operatora lub zmotywowanej piechoty jest trudniejsze i bardziej czasochłonne.

Współczesna taktyka wymaga przesunięcia priorytetu rażenia ogniowego na dwa cele:
  1. systemy zapewniające rozpoznanie i precyzyjne uderzenia (operatorzy BSP);
  2. żywą siłę, która te uderzenia realizuje w terenie.
Bez tego każde natarcie będzie dla nas nadmiernie kosztowne."

Źródło wpisu: https://t.co/caFGO56OIz

x.com/War_Gang_