Wyrok, jaki pod koniec marca zapadł w sądzie w Los Angeles, obserwatorzy już dziś oceniają jako początek lawiny, a wręcz "przełom tytoniowy", bo platformy społecznościowe mogą podzielić los firm tytoniowych, zasypanych pozwami i zmuszonych do ugód i odszkodowań idących w dziesiątki miliardów dolarów. W kolejce czeka kilka tysięcy podobnych pozwów indywidualnych, nie licząc pozwów ze strony prokuratorów stanowych, którym znacznie łatwiej będzie udowodnić, że big techy dla zysku wprowadziły na rynek produkty mogące szkodzić zdrowiu i życiu użytkowników.
Użytkowniczka przedstawiana w aktach sądowych jako K.G.M. albo Kaley pozwała w 2023 r. platformy społecznościowe, z których korzystała: Metę (Facebook i Instagram), TikTok, YouTube i Snapchat. Miała wtedy 17 lat i — jak twierdziła potem w zeznaniach — bywały dni, że ze smartfona i apek społecznościowych korzystała nawet po 16 godzin dziennie. Kaley zaczęła wcześnie — jako sześciolatka używała YouTube’a, trzy lata później założyła konto na Instagramie (choć formalnie platforma stawia barierę 13 lat), potem doszły TikTok i Snapchat.
Nadmiar czasu w apkach społecznościowych zaowocował problemami psychicznymi: nastolatka była uzależniona od smartfona ("krzyczałam, płakałam i robiłam sceny, kiedy mama próbowała mi go odebrać"), wpadała w stany depresyjne, kiedy znajomi w sieci nie reagowali na jej wpisy ("czułam się zagrożona"), w wypaczony sposób postrzegała swoje ciało ("byłam przekonana, że wyglądam brzydko").
Reprezentujący Kaley prawnik Mark Lanier przekonywał sąd, że przyczyną problemów zdrowotnych jego klientki są platformy społecznościowe. Udało mu się zablokować wnioski o odrzucenie pozwu, bo zamiast zajmować się tym, co platformy wyświetlają użytkownikom, skupił się na tym, jak są one zaprojektowane.
Pozwy dla big techów to niemal codzienność. Do tej pory jednak wiele procesów udawało im się zdusić w zarodku. Najpotężniejszą bronią była sekcja 230, czyli fragment Ustawy o ochronie przyzwoitości w komunikacji z 1996 r., który zdejmował z operatorów platform odpowiedzialność za to, co zamieszczają na nich użytkownicy. Sekcja 230 czyni tylko trzy wyjątki: prawo autorskie, handel ludźmi i wykorzystywanie seksualne. To dlatego narzędzia do tropienia chronionej prawem muzyki czy filmów na platformach społecznościowych działają świetnie, w przeciwieństwie do zwykłej moderacji treści. Kolejny as w rękawie big techów to pierwsza poprawka do konstytucji, czyli ochrona wolności słowa. Tę wolność słowa udawało się rozciągać nawet na pracę algorytmów platform decydujących, co ma zobaczyć użytkownik. Prawnikom big techów udawało się przekonywać sądy, że ingerencję w algorytm można by uznać za próbę cenzury.
Lanier poszedł więc inną drogą: w odpowiedzi na wniosek o odrzucenie pozwu postarał się udowodnić, że operatorzy platform z premedytacją projektują je tak, by wywołać efekt uzależnienia. Ta argumentacja przekonała sąd i proces mógł toczyć się dalej, a potem — ławę przysięgłych (z wyjątkiem dwóch z 12 jej członków), która uznała winę firm.
"Jak sprawić, żeby dziecko nie mogło odłożyć telefonu? Trzeba sięgnąć po inżynierię uzależnienia" — tłumaczył Lanier i powoływani przez niego świadkowie. Liczne dowody na skuteczność tych praktyk można było znaleźć w wewnętrznej korespondencji big techów: "Instagram jest jak narkotyk... W zasadzie jesteśmy dealerami" — to z jeden z chatów w Mecie. W Snapchacie przyznawano: "Ci, którzy uzależnili się od Snapchata, nie mają miejsca na nic innego. Snap dominuje ich życie". Z kolei w YouTubie pracownicy mieli świadomość "rosnących obaw, że zbyt długi czas przed ekranem szkodzi fizycznemu, emocjonalnemu i społecznemu rozwojowi nastolatków".
Jak przykuwano nastolatki do ekranów? Ekipa Laniera wymienia kilka cech wspólnych dla wszystkich serwisów: niekończące się przewijanie treści, funkcja autoplay i zapętlanie treści, system nagród premiujących długi czas przed ekranem, spersonalizowane treści, filtry upiększające i idealizujące wygląd ciała, znikające wiadomości (w Snapchacie), system powiadomień o nowych treściach, lajkach czy komentarzach oraz krótkie formy wideo (rolki na Instagramie czy shorty na TikToku). Każdy z tych mechanizmów sprawia, że nawet gdy użytkownik na chwilę oderwie się od strumienia treści, to i tak wróci, kiedy tylko dostanie powiadomienie, że pojawiło się coś nowego. Każda z takich aktywności to dopaminowy bodziec dla mózgu. I większa widoczność naszych treści w aplikacji. Zasięgi w sieci są dziś bożkiem, a nawet sposobem na życie, bo duże zasięgi da się "zmonetyzować". Brak zasięgów oraz brak reakcji na to, co robi użytkownik, może prowadzić do niepokoju, depresji, zaburzeń w postrzeganiu samego siebie, a wręcz do myśli samobójczych.
Podczas zeznań w sądzie szef Instagrama Adam Mosseri przekonywał, że w jego apce nie ma nic, co by uzależniało, choć przyznał: "To kwestia osobista, ale dopuszczam myśl, że można przesadzić z używaniem Instagrama".
O tym, że mechanizmy wbudowane w Instagram są szkodliwe dla nastolatków, w Mecie wiedziano od dawna. W 2021 r. przed senacką komisją ds. ochrony konsumentów zeznawała sygnalistka Frances Haugen, była menedżerka w Facebooku. "Wybory, jakich dokonuje się w Facebooku, są katastrofalne dla naszych dzieci, dla prywatności i dla naszej demokracji" — mówiła, a potem cytowała wewnętrzne badania firmy, z których wynikało na przykład, że u 13,5 proc. brytyjskich nastolatek korzystanie z Instagrama zwiększa napływ myśli samobójczych, a u 17 proc. aplikacja zwiększyła zaburzenia konsumpcji.
Zarzuty stawiane przez prawników Kaley idą dalej: Meta i inne platformy, mając świadomość, że rozprowadzają szkodliwe produkty, nie zrobiły nic, by ostrzec przed nimi władze oświatowe oraz rodziców i opiekunów dzieci: "Zamiast tego pozwani z premedytacją podsycali kompulsywne korzystanie z ich platform". Z sądowych dokumentów wynika, że jednym z celów Mety było "nasycenie szkolnych sieci", a w YouTubie — "skupienie się na tym, by korzystanie z YouTube’a stało się codziennym nawykiem". Jeden z byłych projektantów interfejsu w Mecie zeznał w czasie procesu: "Kiedy tam pracowałem, odnosiłem wrażenie, że Meta próbuje zwiększyć zaangażowanie, stara się zwiększyć czas, jaki ludzie poświęcają na korzystanie z ich apki, po to, by zwiększyć liczbę oczu wpatrzonych w ekran oraz czas, jaki poświęcają temu użytkownicy, co dałoby im wzrost wpływów reklamowych".
Podczas procesu Lanier zaprezentował wewnętrzny dokument Facebooka, w którym przekonywano: "Jeśli chcemy odnieść sukces wśród nastolatków, musimy łapać ich w młodszym wieku". W innej notatce cytowano badania, z których wynikało, że 11-latki cztery razy chętniej wracają na Instagram niż na konkurencyjne apki. Jak dowodzili prawnicy Kaley, weryfikacja wieku na platformach to fikcja, podobnie jak skuteczność narzędzi do kontroli rodzicielskiej. W trakcie procesu przedstawiono nawet wewnętrzny dokument Mety, z którego wynikało, że rodzice nastolatków nie powinni wiedzieć, jakie treści oglądają ich dzieci, bo "to by z miejsca uziemiło nasz produkt".
(...)
18 lutego w procesie Kaley zeznawał Mark Zuckerberg, występując w tej roli po raz pierwszy. Mark Lanier przygotował na ten dzień 10-metrowy kolaż złożony z setek selfie, jakie Kaley wrzuciła na Instagram. Wiele z nich było podkręcanych filtrami upiększającymi, które udostępnia platforma.
Podczas przesłuchania Lanier pytał, dlaczego serwisy Mety wpuszczają osoby poniżej regulaminowego wieku, choć w styczniu 2024 r., zeznając pod przysięgą w Kongresie, Zuckerberg twierdził, że z Instagrama korzystają tylko osoby powyżej 13 lat. Na dowód zaprezentowano wewnętrzne dane Mety: już w 2015 r. w firmie wiedziano, że 4 mln użytkowników Instagrama ma mniej niż 13 lat. Z aplikacji korzystało wtedy 30 proc. amerykańskich 10-12-latków. "Nie sądzę, byśmy wyłapali wszystkich, którzy próbowali obejść te ograniczenia, ale pan sugeruje, że nie próbowaliśmy nad tym pracować, a to nieprawda" — odpowiadał szef Mety. Lanier wyciągnął na to jeden z e-maili Nicka Clegga, byłego szefa polityki publicznej w Mecie: "Nie do obrony jest to, że mówimy, iż nie wpuszczamy na naszą platformę osób poniżej 13 lat, choć nie mamy żadnego sposobu, by to wymusić".
Lanier argumentował, że głównym celem Mety jest zwiększanie czasu, jaki użytkownicy spędzają w serwisie, bo to przekłada się na wzrost wpływów reklamowych. Zuckerberg zaprzeczał, by ktokolwiek w firmie dostawał tego rodzaju polecenia, na co Lanier przedstawił e-mail samego Zuckerberga z 2015 r., gdzie taki cel wymieniony był na pierwszym miejscu.
(...)
Być może jednak poszkodowane dzieci i ich rodziny doczekają się odszkodowań. Proces w sprawie Kaley zakończył się porażką Mety i YouTube’a — w sumie mają zapłacić dziewczynie 6 mln dol. Snapchat i TikTok postanowiły zawrzeć ugodę poza sądem. Meta i YouTube będą się odwoływać, ale wyrok, który zapadł, postrzegany jest jako zwiastun kolejnych orzeczeń. Co więcej, w tym samym tygodniu sąd w Nowym Meksyku uznał, że Meta naruszyła prawa konsumenckie użytkowników, i nałożył na firmę 375 mln dol. kary.
onet.pl\Newsweek