poniedziałek, 19 stycznia 2026



Ministerstwo spraw zagranicznych Białorusi poinformowało w poniedziałek, że prezydent USA Donald Trump zaprosił białoruskiego przywódcę Alaksandra Łukaszenkę do udziału w Radzie Pokoju dla Strefy Gazy. Wiadomość przekazaną przez MSZ Białorusi przytoczyła agencja Reutera.

Agencja przekazała słowa rzecznika białoruskiego MSZ Rusłana Warankoua, który powiedział, że Łukaszenka "z zadowoleniem przyjął" zaproszenie.

Także w poniedziałek rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow poinformował, że zaproszenie do Rady otrzymał przywódca Rosji Władimir Putin. Podobne zaproszenie opublikował w niedzielę węgierski premier Viktor Orban, a według agencji AFP otrzymało je około 60 krajów, w tym m.in. Egipt, Turcja i Kanada.

Rada ma przede wszystkim nadzorować realizację planu pokojowego Trumpa dla Strefy Gazy, ale nie wyklucza się, że zajmie się też innymi konfliktami międzynarodowymi, w tym wojną na Ukrainie i sytuacją w Wenezueli. Na czele Rady ma stać Trump, a według części mediów stałe członkostwo w niej ma kosztować ponad 1 mld dolarów w gotówce. 

PAP/Media/Reuters


19.01.2026, Kijów (PAP) - Zbiórka "Ciepło z Polski dla Kijowa" na generatory dla Ukrainy w czasie mrozów i rosyjskiego terroru rakietowego daje Ukraińcom poczucie wsparcia i jest wyrazem prawdziwej solidarności i człowieczeństwa - przekazał w poniedziałek w swoich podziękowaniach minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha.

"Dla nas wszystkich wiadomości o zaangażowaniu naszych sąsiadów i przyjaciół z Polski w zbiórkę na generatory dla Ukrainy "Ciepło z Polski dla Kijowa" mają bardzo ważne znaczenie. Zwłaszcza teraz, w czasie mrozów i nieustającego rosyjskiego terroru rakietowego" - napisał Sybiha na platformie X.

Zdaniem ministra MSZ jest to wyraz prawdziwej solidarności, człowieczeństwa i wsparcia "w czasach, gdy ciepło i światło oznaczają bezpieczeństwo i życie". Sybiha podziękował wszystkim wolontariuszom oraz organizacjom, które zainicjowały zbiórkę i wsparły ją.
"Czujemy, że nie jesteśmy sami. Dziękujemy Polsce za tak ważną pomoc oraz za ciepło, które ogrzewa nas w najciemniejszych chwilach" - podkreślił minister.

W niedzielę ukraiński bloger, wolontariusz i influencer z Dniepru, Ihor Laczenkow, autor popularnego kanału Telegram z 1,5 milionem obserwujących, napisał post na platformie X z podziękowaniami za zbiórkę i wezwał Ukraińców do napisania słów wdzięczności dla Polaków pod jego wpisem. (...)

"Bardzo dziękuję Polakom za tę pomoc - jest ona niezwykle cenna w takiej chwili" - przekazał Laczenkow. Pod jego wpisem zebrało się ponad 700 komentarzy, w których czytamy: "Dziękujemy naszym polskim przyjaciołom, którzy nas wspierali i nadal wspierają", "Dziękujemy bardzo narodowi polskiemu. Jesteśmy z Wami, a Wy jesteście z nami. Bardzo Was szanujemy i doceniamy za okazaną pomoc - każdy Polak, do którego to jest napisane, doskonale to zrozumie", "Jestem szczerze wdzięczny Polakom, aż do łez, bardzo wdzięczny!", "Kiedy tracimy nadzieję, przychodzą tacy ludzie jak Polacy. Dziękujemy, że mimo wszystko nas wspieracie".

W ciągu czterech dni w ramach ogólnopolskiej akcji zbiórki funduszy na generatory dla Ukrainy pod hasłem "Ciepło z Polski dla Kijowa" zebrano już ponad 3 mln złotych, a do akcji dołączyło już ponad 26 tys. osób. Fundacja "Stand with Ukraine" zwiększyła cel zbiórki do 5 milionów złotych.

Z Kijowa Iryna Hirnyk (PAP)


19.01.2026, Berlin (PAP) - Niemcy są zdecydowane odpowiedzieć na nowe amerykańskie cła skutecznymi środkami odwetowymi - powiedział rzecznik niemieckiego rządu. Ostrzegł, że groźby prezydenta USA Donalda Trumpa są nie do zaakceptowania i grożą eskalacją konfliktu handlowego.

- Jesteśmy zdecydowani odpowiedzieć skutecznymi środkami odwetowymi, w tym cłami odwetowymi. Przygotujemy również dalsze działania w ramach polityki gospodarczej, jeśli zajdzie taka potrzeba, w razie konieczności już od lutego - oświadczył rzecznik.

W jego ocenie w sprawie panuje "szeroki konsensus wśród państw członkowskich Unii Europejskiej".

(...)

W Niemczech groźby Trumpa spotkały się z oburzeniem. Największe tytuły prasowe wezwały rząd w Berlinie i UE do postawienia się Amerykanom. Wicekanclerz i minister finansów Lars Klingbeil zapowiedział, że Niemcy nie poddadzą się szantażowi prezydenta USA i zapowiedział europejską odpowiedź. 

PAP


Prezydent Donald Trump, prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew i premier Armenii Nikol Paszynian podpisali 8 sierpnia ub.r. w Białym Domu umowy pokojowe i gospodarcze. Pół roku później, we wtorek 13 stycznia br. sekretarz stanu USA Marco Rubio i minister spraw zagranicznych Armenii Ararat Mirzojan ujawnili ramy wdrożeniowe dla Trump Route for International Peace and Prosperity [TRIPP].

Ten obszerny, ale znaczący dokument przekłada sierpniowe zobowiązania Białego Domu dotyczące pokoju na coś znacznie bardziej namacalnego: kolej, drogi, źródła dochodów i wspieraną przez USA arterię tranzytową przecinającą terytorium Armenii. A to już Moskwę niepokoi najbardziej.

Ramy te wprowadzają w życie wspólną deklarację Armenii, Azerbejdżanu i Stanów Zjednoczonych z 8 sierpnia 2025 r., określającą, w jaki sposób nieograniczony, multimodalny tranzyt [oznaczający przewóz osób lub towarów, przy użyciu co najmniej dwóch rodzajów transportu] połączyłby Azerbejdżan z jego eksklawą Nachiczewan, przy pełnym zachowaniu suwerenności, jurysdykcji i kontroli granicznej Armenii.

Podstawę projektu stanowi kontrolowana przez Stany Zjednoczone spółka deweloperska, armeński organ regulacyjny oraz wyraźne gwarancje integralności terytorialnej.

(...)

Richard Kauzlarich, były ambasador USA w Azerbejdżanie, nazywa te ramy "dobrą wiadomością dla wszystkich zainteresowanych pokojem na Kaukazie Południowym", właśnie dlatego, że wykraczają one poza aspiracje i zmierzają w kierunku wdrożenia.

W rozmowie z Kyiv Post zauważa, że chociaż porozumienie jest formalnie dwustronne między Waszyngtonem a Erywaniem, to tworzy też połączenie transportowe między Nachiczewanem a resztą Azerbejdżanu, co sugeruje zakulisowe zaangażowanie Baku.

Równie uderzające, zdaniem Kauzlaricha, jest to, kto nie pojawia się w dokumencie.

— Nie ma w nim wzmianki ani o Rosji, ani o Iranie — zauważa — co jest godnym uwagi pominięciem, biorąc pod uwagę niestabilność Teheranu i eskalację napięć między Stanami Zjednoczonymi a Rosją.

W opinii Kauzlaricha TRIPP sygnalizuje długoterminową rolę Stanów Zjednoczonych w regionie, poprawia perspektywy normalizacji stosunków między Turcją a Armenią i po cichu zmienia równowagę regionalną.

(...)

Dla Andrew D'Anieri z Centrum Eurazji amerykańskiego think tanku Atlantic Council znaczenie tych ram jest trudne do przecenienia — zwłaszcza teraz.

W rozmowie z Kyiv Post opisuje TRIPP jako "prawdopodobnie najbardziej jednoznacznie pozytywne osiągnięcie polityki zagranicznej drugiej administracji Trumpa", właśnie dlatego, że godzi konkurencyjne imperatywy: połączenie Azerbejdżanu z Nachiczewanem przy jednoczesnym wyraźnym zabezpieczeniu suwerenności Armenii, wzmocnieniu Środkowego Korytarza i zapewnieniu amerykańskim firmom i rządowi udziału finansowego w sukcesie.

Równie ważne, jak twierdzi D’Anieri, jest to, co TRIPP robi w wymiarze geopolitycznym.

Rozbudowując infrastrukturę i możliwości gospodarcze zarówno Armenii, jak i Azerbejdżanu, zmniejsza on ich podatność na presję ze strony Moskwy i Teheranu. I Rosja, i Iran od dawna bowiem wywierają wpływ na oba kraje.

Zmiana ta następuje w delikatnym momencie dla Armenii. Zbliżają się wybory parlamentarne, a Rosja nie waha się stosować ingerencji politycznej, aby chronić swoje wpływy w przestrzeni postsowieckiej.

D'Anieri spodziewa się, że Moskwa będzie próbowała osłabić TRIPP, potencjalnie poprzez wywieranie wpływu na głosowanie w Armenii.

Według niego porozumienie to również przeciwwaga — głębsze zaangażowanie Stanów Zjednoczonych, realne korzyści gospodarcze i widoczne korzyści w zakresie łączności mogą wzmocnić pozycję premiera Nikola Paszyniana w wyborach.

Kolejne kroki będą miały kluczowe znaczenie. D'Anieri wskazuje na przyspieszenie normalizacji stosunków między Turcją a Armenią, w koordynacji z Waszyngtonem, jako najszybszy sposób na uwolnienie pełnego potencjału handlowego TRIPP. W dalszej kolejności chodzi też o nadanie impetu wciąż nieukończonemu porozumieniu pokojowemu między Armenią a Azerbejdżanem.

Jest to jednak coś rzadkiego w rejonie Kaukazu Południowego. Nagle szczegółowy, sfinansowany, uwzględniający suwerenność plan, który wiąże pokój z zyskiem i bezpośrednio włącza Stany Zjednoczone w gospodarczą przyszłość regionu.

W części świata, gdzie wpływ wywiera się zazwyczaj za pomocą wojska, rurociągów lub ultimatum, administracja Trumpa stawia na coś zupełnie innego — stalowe szyny, oprogramowanie celne i szlak handlowy, który po cichu zmienia mapę regionu.

To, czy plan ten przetrwa, może zależeć mniej od stali i oprogramowania, a bardziej od polityki — zwłaszcza w roku wyborczym w Erywaniu i w Moskwie, gdzie cicha ekspansja Waszyngtonu na Kaukazie Południowym raczej nie pozostanie niezauważona.

/поживём – увидим - red./

onet.pl\Kyiv Post


Pod koniec grudnia i na początku stycznia cena rosyjskiej ropy naftowej spadła do najniższego poziomu od wielu lat — ostatni raz surowiec był tak tani w pandemicznym 2020 r. Gwałtowny spadek zaczął się tuż po tym, jak w październiku Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na Rosnieft i Łukoil.

Jeśli w listopadzie za baryłkę ropy Urals załadowaną na tankowiec w porcie bałtyckim lub czarnomorskim handlowcy płacili średnio 45 dol. (163,5 zł), to w grudniu już tylko 40 dol. (145 zł). Pod koniec grudnia i na początku stycznia cena spadła do 34–36 dol. (123,5-130,8 zł) za baryłkę. W połowie stycznia wzrosła wprawdzie do 40–43 dol. (145-156 zł), ale to nadal bardzo mało dla budżetu. 

(...)

Siły Zbrojne Ukrainy coraz częściej atakują porty i tankowce na Morzu Czarnym. Ostatni raz 13 stycznia zaatakowały jednostki w pobliżu Noworosyjska, które miały załadować surowce nie z Rosji, ale z Kazachstanu.

Chociaż ataki na infrastrukturę naftową, a także niestabilność w regionach wydobywczych (obecnie widać ją w Iranie i Wenezueli) zwykle prowadzą do wzrostu cen, ataki na Morzu Czarnym obniżają wartość ropy Urals.

Należy jeszcze dodać, że z 35–45 dol. (127-163 zł), które producenci ropy otrzymują za załadunek surowca na tankowiec, muszą zapłacić podatek od wydobycia kopalin. W 2025 r. jego pełna stawka wynosiła średnio 37 dol. (134 zł) za baryłkę — ale tyle płaci tylko około jedna czwarta wszystkich rosyjskich producentów ropy. Pozostali przekazują do budżetu 60 proc. tej stawki lub mniej, a niektórzy w ogóle korzystają z zerowego podateku od wydobycia kopalin. Wszystko zależy od złożoności złóż.

Dla tych, którzy płacą podatek od wydobycia surowców bez ulg, wydobycie ropy naftowej po obecnych cenach jest nieopłacalne. Oprócz podatków koncerny naftowe muszą jeszcze zapłacić Transnieftowi za transport surowca do portu (około 5 dol., 18 zł). Muszą też zwrócić im się koszty wydobycia (średni koszt produkcji jednej baryłki wynosi około 10 dol., 36 zł).

To sprawia, że zarabiają tylko ci producenci surowców, którzy korzystają z preferencyjnego systemu opodatkowania wydobycia kopalin. Można zatem założyć, że w 2026 r. koncerny naftowe rozpoczną nową walkę z rządem w ramach niekończącej się batalii o ulgi podatkowe.

Biorąc jednak pod uwagę fakt, że w Rosji zaczyna się recesja, nie będą jedynymi, którzy będą prosić ministerstwo finansów o preferencyjne traktowanie.

To nie ma jednak możliwości przyznawania ulg — ustawa budżetowa nakłada nań obowiązek zebrania w 2026 r. 8,9 bln rubli (32,3 bln zł) dochodów z ropy i gazu. Aby to osiągnąć, cena ropy Urals musiałaby wynosić 59 dol. (214 zł) za baryłkę — taką jej wysokość rosyjski rząd uwzględnił w budżecie. Na razie jednak wydaje się to nierealnym marzeniem.

Owszem, ze względu na zawirowania w Iranie i obawy dotyczące potencjalnego ataku USA na ten kraj do połowy stycznia cena ropy Brent wzrosła do 66 dol. (239,7 zł). Niemniej jednak globalna prognoza ceny jest znacznie niższa. 34 ekonomistów szacuje, że uplasuje się ona na poziomie 61 dol. (221,6 zł). Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej ma jednak bardziej ponurą diagnozę — zgodnie z nią cena ropy w 2026 r. wyniesie 56 dol. (203 zł), a w 2027 r. spadnie jeszcze o dwa dolary (do 54 dol., 196 zł).

Przy takich notowaniach i utrzymujących się działaniach wojennych na Morzu Czarnym nie ma żadnych podstaw, by liczyć na zmniejszenie różnicy w cenie między ropą rosyjską a ropą Brent, która to różnica obecnie wynosi 20–25 dol. (72,7-90,8 zł) za baryłkę. Oznacza to, że w najlepszym przypadku surowiec z Rosji będzie kosztował te same 45 dol. (163 zł), a w najgorszym — jeszcze mniej.

Dlatego rosyjskie ministerstwo finansów powinno już zacząć przygotowywać się na deficyt w wysokości 1,5 do 3 bln rubli (od 70,2 do 140 mld zł), w zależności od ceny ropy i kursu walutowego. Straty będą nieznaczne, gdy rubel straci na wartości, a dolar osiągnie poziom 92,2 rubla (4,3 zł), jak zakładano w tym samym budżecie. Wówczas skarb państwa straci około 1,5–2 bln rubli (od 70,2 do 90,4 mld zł). Jeśli jednak rubel pozostanie tak silny jak obecnie — około 80 rubli (3,7 zł) za dolara lub więcej — budżet straci już 3 bln rubli (140 mld zł), czyli 34 proc. planowanych dochodów z ropy i gazu — obliczył dla Nowej Gaziety ekonomista zagranicznego banku.

Oczywiście nie oznacza to, że z tego powodu Kreml zakończy wojnę w Ukrainie. Z powodu brakujących w budżecie kilku bilionów rubli władze nie zrezygnują też z ogromnych wydatków na obronę sięgających obecnie 12 bln rubli (561 mld zł) — co stanowi 27 proc. wydatków skarbu państwa. Jeśli trzeba będzie ciąć wydatki, będą one cięte — ale te niewojskowe. Niemniej jednak ministerstwo finansów będzie musiało szukać sposobów na załatanie dziury. A problem polega na tym, że w 2026 r., "z powodu złych priorytetów politycznych", nie ma już do tego dobrych narzędzi — powiedział anonimowo ekonomista w wywiadzie dla Nowej Gaziety.

Właściwie istnieją tylko trzy opcje: pożyczyć, wziąć z Funduszu Narodowego Dobrobytu Federacji Rosyjskiej i podnieść podatki. Wszystkie trzy są złe dla budżetu i gospodarki. Rosja może zaciągać pożyczki krajowe, ale to tylko pogorszy problem. Sprawi, że pytanie "skąd wziąć pieniądze?" w kolejnych latach stanie się jeszcze bardziej palące. W przyszłości za nowe pożyczki budżetowe trzeba będzie zapłacić więcej niż za stare — zwiększenie programu pożyczek w drugiej połowie 2025 r. już doprowadziło do wzrostu oprocentowania obligacji federalnych.

Dlatego, jak powiedział Nowej Gaziecie szef centrum badań ekonomicznych z Rosji, pozostają podwyżki podatków i środki Funduszu Dobrobytu Narodowego. W porównaniu z potrzebami budżetu w funduszu pozostały jednak grosze — nieco ponad 4 bln rubli (18,7 mld zł) środków płynnych.

Pozostają więc podatki. Ankietowani przez Nową Gazietę ekonomiści twierdzą, że władze mogą pójść dwiema drogami. Mogą nadal pobierać podatki od obywateli, zwiększając podatek od konsumpcji — VAT. Podwyższenie jego stawki od 1 stycznia 2026 r. do 22 proc. z poprzednich 20 proc. pozwoliło już uzyskać 1,2 bln rubli (5,6 mld zł), a dzięki reformie podatkowej władze zgromadziły łącznie 1,7 bln (7,9 mld zł).

onet.pl\Nowa Gazieta


Zaledwie rok temu Putin podpisał 20-letnią umowę o partnerstwie strategicznym z Teheranem. Teraz nad reżimem, który dostarczał Rosji zabójcze drony Szahed do walk w Ukrainie, zawisła groźba obalenia przez protestujących, wobec których Trump zasygnalizował, że może ich bronić militarnie.

Rosjanie to zauważyli.

"Kończy się cała epoka" — napisał w niedzielę prowojenny bloger wojskowy [działający] pod pseudonimem Maxim Kałasznikow, odzwierciedlając rosnącą krytykę Kremla.

Stwierdził, że rosyjskie władze poświęciły zbyt wiele czasu na tworzenie wizerunku kraju jako wielkiej potęgi, zamiast podjąć kroki, aby zapewnić, że taką potęgą się stanie. Obietnica, że "możemy to zrobić znowu" zawiodła — podsumował Kałasznikow.

Dziennikarze przychylni irańskiemu reżimowi donoszą, że w ostatnich tygodniach Moskwa dostarczyła Iranowi rosyjskie pojazdy opancerzone Spartak i śmigłowce bojowe, prawdopodobnie w celu pomocy w odparciu protestujących — mówi Nikita Smagin, ekspert ds. stosunków rosyjsko-irańskich i współpracownik Carnegie Endowment for International Peace.

— Oczywiście Irańczycy nie mają złudzeń, że gdyby sytuacja stała się naprawdę krytyczna, Rosja po prostu się wycofa, tak jak to miało miejsce w przypadku Baszszara al-Asada — dodaje, odnosząc się do upadku reżimu syryjskiego dyktatora w 2024 r. i jego późniejszego wygnania do Rosji.

W rzeczywistości sojusz zainspirowany przez Moskwę zawsze był w dużej mierze fikcją — ocenia były rosyjski dyplomata Boris Bondariew.

— Ani Wenezuela, ani Iran nie są częścią żadnego rosyjskiego imperium — podkreślił. Po inwazji na Ukrainę "[dla Rosji] ważne było, aby pokazać, że nie jest sama, ale to tylko propaganda", dodaje.

Smagin zwraca uwagę, że umowa partnerska między Iranem a Rosją celowo pomija klauzulę o wzajemnej obronie, opisując ich relacje jako "stabilne" z nutką "poważnej nieufności".

— Te dwa kraje nie są tak naprawdę sojusznikami, są strategicznymi partnerami z konieczności, ponieważ obie strony mają niewiele innych opcji — mówi.

Rzecznicy Kremla starali się przedstawić sprawę w pozytywnym świetle, argumentując, że widoczny brak poszanowania prawa międzynarodowego przez Waszyngton pokazuje, że Rosja miała rację, najeżdżając Ukrainę.

Inni komentatorzy starali się bagatelizować relacje między Rosją a jej sojusznikami lub podkreślali różnice między II wojną światową a wojną w Ukrainie, aby uzasadnić brak postępów. Twierdzą oni, że nie chodzi o to, że ich armia jest słaba, tylko że Rosjanie są po prostu mniej zaangażowani niż wtedy.

"W pierwszym przypadku cały kraj walczył [z nazistami], teraz zainteresowanych jest tylko około pięciu proc." — pisze autor kanału na Telegramie o nazwie "Don't Stop War" (ang. Nie zatrzymuj wojny).

Sam Putin nie chciał komentować wydarzeń w Wenezueli ani Iranie, zgodnie ze swoim zwyczajem pozostawiania podwładnym [przekazywanie] złych wiadomości — mówi dyplomata Bondariew.

Zaznacza jednak, że Kreml prawdopodobnie postrzega działania USA w Wenezueli i przeciwko tankowcowi jako próby zepchnięcia Rosji do narożnika.

Aby pokazać, że nie ulega presji, Rosja będzie szukać sposobów na wykazanie swojej dominacji, przede wszystkim w Ukrainie — twierdzi Bondariew, wskazując na wystrzelenie przez Moskwę w zeszłym tygodniu hipersonicznej rakiety Oriesznik w kierunku Ukrainy.

Niezależnie od tego, czy Rosja poczuła się upokorzona, czy nie, Bondariew ostrzega przed oczekiwaniem "złagodzenia" stanowiska Rosji. "Nawet jeśli jest słaby, Kreml będzie starał się pokazać, że jest silny" — mówi.

onet.pl\Politico


W zdumiewającym liście do premiera Norwegii Jonasa Gahra Støre, Donald Trump (...). /pisze: - red./

„Drogi Jonasie: Biorąc pod uwagę, że Twój kraj postanowił nie przyznać mi Pokojowej Nagrody Nobla za powstrzymanie ośmiu wojen PLUS, nie czuję już obowiązku myślenia wyłącznie o pokoju, chociaż zawsze będzie on dominował, ale mogę teraz myśleć o tym, co jest dobre i właściwe dla Stanów Zjednoczonych Ameryki. Dania nie może chronić tej ziemi przed Rosją lub Chinami, a poza tym, dlaczego w ogóle ma „prawo własności”? Nie ma żadnych dokumentów, po prostu setki lat temu przybiła tam łódź, ale my też mieliśmy łodzie, które tam przybijały. Zrobiłem więcej dla NATO niż ktokolwiek inny od momentu jego powstania, a teraz NATO powinno zrobić coś dla Stanów Zjednoczonych. Świat nie będzie bezpieczny, dopóki nie będziemy mieli całkowitej i pełnej kontroli nad Grenlandią. Dziękuję! Prezydent DJT”.

x.com/Marekwalkuski


Gdy wczesne duże modele językowe (LLM) i modele dyfuzji obrazu przyspieszyły tworzenie tekstu i obrazów o dużej objętości, ale niskiej jakości, wśród dziennikarzy i na platformach społecznościowych rozpoczęła się dyskusja na temat odpowiedniego terminu dla napływu materiałów. Proponowane terminy obejmowały „śmieci AI”, „zanieczyszczenie AI” i „żużel generowany przez AI”. Wczesne użycie terminu „slop” jako deskryptora dla materiałów AI niskiej jakości nastąpiło najwyraźniej w reakcji na wydanie generatorów obrazów AI w 2022 roku. Jego wczesne użycie odnotowano wśród komentatorów 4chan, Hacker News i YouTube jako formę slangu wewnątrzgrupowego. 

(...)

Slopper, pejoratywne określenie slangowe pochodzące od „AI slop”, zostało wymyślone w 2025 r. w celu opisania osoby nadmiernie polegającej na generatywnych narzędziach AI, takich jak ChatGPT.

(...)

W sierpniu 2024 r. The Atlantic zauważył, że sztuczna inteligencja zaczęła być kojarzona z prawicą polityczną w Stanach Zjednoczonych, która wykorzystywała ją do zamieszczania bzdur /shitposting/ i pozyskiwania zaangażowania w mediach społecznościowych, a technologia oferuje „tanie, szybkie i dostępne na żądanie materiały do ​​treści".

(...)

W 2025 roku, w ciągu pierwszych pięciu miesięcy drugiej kadencji Donalda Trumpa jako prezydenta USA, Trump opublikował na oficjalnych kontach rządowych mediów społecznościowych kilka wygenerowanych przez sztuczną inteligencję obrazów siebie, takich jak zdjęcia przedstawiające go jako papieża lub umięśnionego mężczyznę wymachującego mieczem świetlnym.


en.wikipedia.org/wiki/AI_slop