niedziela, 13 lipca 2025



Od małych gospodarstw rolnych w Kalifornii, przez zakłady przetwórstwa mięsnego w Nebrasce, po wielkie korporacje, takie jak Disney — po ostatnich działaniach Donalda Trumpa firmy desperacko walczą o zastąpienie pracowników. Masowe aresztowania i naloty w całym kraju wyeliminowały z rynku pracy zarówno nieudokumentowanych imigrantów, jak i tych przebywających w USA legalnie.

Pojawiające się doniesienia są oznakami tego, przed czym ostrzegali ekonomiści i eksperci rynku pracy. Polityka Trumpa już odciska potężne piętno na działalności firm w całych Stanach Zjednoczonych.

Odebranie pozwolenia na pracę kilkuset tysiącom osób, którym w ostatnich latach zezwolono na pobyt i pracę bez uzyskania obywatelstwa, właśnie odbija się echem w amerykańskiej gospodarce.

Za prezydentury Joego Bidena kilkaset tysięcy osób otrzymało tymczasowe pozwolenia na pracę. Obecna polityka imigracyjna Białego Domu ma negatywny wpływ nie tylko na rolnictwo.

Pracownicy urodzeni za granicą stali się po prostu nie do zastąpienia w niektórych sektorach rynku pracy.

— Nie wystarczy powiedzieć, że są niezbędni. To właśnie imigranci, może nie pierwszego pokolenia, ale drugiego lub trzeciego, są nie do zastąpienia, jeśli chodzi o wykonywanie tej pracy — powiedział Matt Teagarden, szef Kansas Livestock Association [stowarzyszenie hodowców zwierząt gospodarskich w stanie Kansas].

(...)

Trump powiedział, że pracuje nad rozwiązaniem problemu niedoboru siły roboczej w rolnictwie, mówiąc swoim zwolennikom podczas czwartkowego wiecu w stanie Iowa, że chce "współpracować z rolnikami", nawet jeśli w rezultacie zrazi do siebie "poważnych, radykalnych prawicowców", którzy chcą ograniczyć imigrację.

Sekretarz do spraw rolnictwa Brooke Rollins zasugerowała we wtorek, 8 lipca, że uczestnicy programu [opieki zdrowotnej] Medicaid, którzy nie spełniają jeszcze wymogów dotyczących pracy przyjętych w projekcie ustawy budżetowej Republikanów, mogliby uzupełnić niedobory siły roboczej w rolnictwie.

Administracja podjęła również pewne dodatkowe działania mające na celu rozwiązanie problemów związanych z niedoborem pracowników zagranicznych, w tym utworzenie Biura do spraw Polityki Imigracyjnej w Departamencie Pracy.

Biały Dom chwali się sukcesami swojej polityki imigracyjnej, argumentując, że doprowadziła ona do historycznie niskiej liczby przekroczeń granicy i priorytetowego traktowania pracowników będących obywatelami USA. Departament Bezpieczeństwa Krajowego poinformował, że w czerwcu aresztowano nieco ponad 6 tys. osób nielegalnie przekraczających granicę między Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem, co stanowi jeden z najniższych miesięcznych wskaźników przekroczeń granicy od dziesięcioleci.

"Prezydent Trump jest niestrudzonym orędownikiem amerykańskich rolników — to oni zapewniają naszym rodzinom pożywienie i dobrobyt naszego kraju. Prezydent ufa rolnikom i jest zaangażowany w zapewnienie im siły roboczej niezbędnej do dalszego sukcesu" — stwierdziła w oświadczeniu rzeczniczka Białego Domu Abigail Jackson. "Nie będzie jednak bezpiecznej przystani dla niezliczonych, niesprawdzonych, przestępczych nielegalnych imigrantów, których Joe Biden wpuścił do kraju".

W poniedziałek, 7 lipca, administracja zaostrzyła sytuację, cofając status prawny ok. 76 tys. osób z Hondurasu i Nikaragui oraz odbierając im pozwolenia na pracę. Wcześniej zrobiła to w przypadku Haitańczyków, Afgańczyków, Wenezuelczyków i Kameruńczyków.

Niektóre duże korporacje, które są uzależnione od pracowników zagranicznych, w tym osób posiadających status chroniony przyznany w ramach innych programów, już odczuły skutki tych działań. W maju Disney podobno zaczął zwalniać pracowników z tymczasowym statusem prawnym, a Walmart podjął podobne kroki w zeszłym miesiącu. Zagraniczni pracownicy Amazona zgłosili, że otrzymali podobne zawiadomienia.

Walmart i Amazon odmówiły komentarza. Disney nie odpowiedział na prośby o komentarz.

(...)

Działania Trumpa w zakresie imigracji powodują kurczenie się rynku pracy, mimo że niektóre ogólne trendy gospodarcze pozostają pozytywne. Prezes Rezerwy Federalnej Jerome Powell wielokrotnie to podkreślał, m.in. podczas czerwcowego przesłuchania przed Kongresem, gdzie stwierdził, że wzrost gospodarczy "zwalnia" z powodu kurczącej się siły roboczej.

(...)

— Niepewność na rynku pracy może przyczynić się do zastoju gospodarczego — powiedział Stuart Anderson, dyrektor wykonawczy w niezależnym think tanku National Foundation for American Policy.

— Jeśli chcesz mieć rosnącą gospodarkę, musisz mieć rosnącą siłę roboczą — powiedział Anderson. "Pomysł, że po prostu stworzysz więcej możliwości, mając mniej pracowników, nie sprawdza się w praktyce, ponieważ tak nie działa biznes".

(...)

— Amerykańscy producenci rolni borykają się z poważnym niedoborem siły roboczej, który powoduje wzrost cen żywności i zagraża produkcji krajowej — powiedziała Sarah Gonzalez, rzeczniczka Międzynarodowego Stowarzyszenia Producentów Świeżych Warzyw i Owoców. "Doceniamy uznanie przez prezydenta Trumpa tego kryzysu i wszelkie wysiłki na rzecz stabilizacji siły roboczej w rolnictwie. Jednak trwałe rozwiązania wymagają ponadpartyjnego ustawodawstwa, które zapewni amerykańskim rolnikom dostęp do legalnej i niezawodnej siły roboczej".

onet.pl\Politico


Politico: - Co sądzisz o staraniach Elona Muska o utworzenie trzeciej partii? Jak myślisz, co pomyślałby o tym Ross Perot?

Russell Verney, główny doradca Rossa Perota podczas kampanii prezydenckich i były przewodniczący Partii Reform: Cóż, uważam, że użycie przez niego terminu "trzecia partia" jest niezwykle niejasne. Nie o to mu chodzi: nie tworzy partii politycznej, tylko komitet polityczny, który będzie zachęcał ludzi do kandydowania i może ponosić niezależne wydatki w ich imieniu.

Partia polityczna ma zasadniczo dużą strukturę, a najważniejszym atutem organu politycznego jest dostęp do kart do głosowania – innymi słowy, prawo do umieszczenia nazwiska swojego kandydata na karcie do głosowania w wyborach powszechnych. Musk tego nie ma. Może pomóc ludziom w tym procesie, ale sami kandydaci będą musieli ten dostęp uzyskać.

Teraz [odpowiadając na pytanie], czy to może być skuteczne — absolutnie, trzecie partie nie muszą wygrywać, aby być skuteczne. W 1992 r. Ross Perot podjął bardzo zagmatwaną kwestię – deficyt budżetowy i narastający dług publiczny – i wyjaśnił ją amerykańskiej opinii publicznej. W 1998 r., po raz pierwszy od czasów administracji Eisenhowera, Bill Clinton zrównoważył budżet na dwa lata i od tego czasu nie udało się tego powtórzyć. Było to wynikiem poparcia, które uzyskał Perot.

Kiedy ktoś zaczyna pokazywać wyborcom, że popiera ich stanowisko, republikanie i demokraci chcą przejąć tych wyborców. Chcą przyciągnąć ich do swojej partii, aby poparli ich reelekcję, ponieważ wszyscy kandydaci naprawdę walczą tylko o wybory. Nie chodzi o postęp. Nie chodzi o uczynienie Ameryki wielką. Chodzi tylko o wybory.

Chcą przyciągnąć każdego, kto głosował na alternatywnego kandydata, aby poparł ich i pomógł im wygrać wybory. Jeśli więc kandydaci Elona Muska zaczną przedstawiać spójny przekaz i zyskają poparcie, będzie to miało duży wpływ zarówno na Partię Republikańską, jak i Demokratyczną.

Utworzenie trzeciej partii politycznej wymaga dużo pracy. Jest to poważne przedsięwzięcie, którego nie da się zrealizować z dnia na dzień, ponieważ nie można oficjalnie utworzyć legalnej partii politycznej przed wyborami. Aby uzyskać i utrzymać dostęp do kart do głosowania, trzeba zdobyć głosy w wielu stanach. Po uzyskaniu dostępu do kart do głosowania w wystarczającej liczbie stanów można złożyć wniosek do Federalnej Komisji Wyborczej o nadanie statusu ogólnokrajowej partii politycznej. Tak postąpiła Partia Reform. Tak postąpiła Partia Libertariańska. Jest wiele innych partii, które próbowały i poniosły porażkę.

Nie wystarczy opublikować na X, że ma się partię polityczną. To wymaga znacznie więcej pracy. [Elon Musk] wyraził więc pewną ideę. Zaczyna od bardzo podstawowej pozycji i minie dużo czasu, zanim stworzy konkurencyjną partię polityczną. Może zawrzeć sojusze z innymi grupami i wpływać na niektóre kwestie, konkretne wybory, ale nie będzie w stanie konkurować na szczeblu krajowym. Nie oznacza to jednak, że nie będzie miał wpływu.

- Perot był najbardziej skutecznym kandydatem trzeciej partii w historii współczesnej. Pomagałeś mu w prowadzeniu kampanii i tworzeniu Partii Reform. Jaką radę masz dla Muska, jeśli chodzi o tworzenie nowej partii?

Moja podstawowa rada brzmi: idź na odwyk, a potem skup się na stworzeniu nowej partii politycznej z pozycji poważnego gracza, a nie z gniewu, zemsty czy chęci odwetu. To bardzo ważna misja. Będziesz prosił miliony ludzi, aby zgłosili się jako wolontariusze, pomogli ci to osiągnąć i wspierali twoje działania, a oni potrzebują poważnego lidera, a nie kogoś ekscentrycznego.

- Na jakich kwestiach powinna skupić się obecnie trzecia partia? Gdzie widzisz szansę dla niej szansę pod względem jej programu?

W 1992 r., kiedy Ross Perot po raz pierwszy startował w wyborach, istniała potrzeba zmiany dotychczasowego stanu rzeczy i od tamtej pory tylko się ona nasiliła. W wyborach w 2016 r. ludzie, którzy zaryzykowali i zagłosowali na Donalda Trumpa, szukali zmiany dotychczasowego stanu rzeczy. Nie sądzę, aby przewidzieli skalę zmian, które nastąpiły, i być może są z nich zadowoleni. Nie wiem. Nie przeprowadzam sondaży. Nie wiem, kim oni są, ale wydaje mi się, że system się pogorszył, a nie poprawił.

W wyniku wprowadzenia ceł prawdopodobnie nastąpi inflacja. W gminach takich jak Los Angeles panuje chaos spowodowany absurdalną misją deportacji ludzi, którzy mieszkają tu od lat. Mogliśmy rozwiązać problem imigracji nie tylko dzięki ustawie, która była przedmiotem ostatniej sesji Kongresu, ale w dowolnym momencie w ciągu ostatnich kilku dekad. Nie zrobiliśmy tego, ponieważ Demokraci lubią tworzyć przyszłych wyborców, a Republikanie lubią tanią siłę roboczą. Prezydent Trump podjął zdecydowane działania i zwolnił z opłat tanią siłę roboczą. Nie chciał, aby dotknęły ją zmiany w przetwórstwie mięsa i drobiu oraz w rolnictwie. Chciał zachować tanią siłę roboczą. Więc []mówiąc] "pozbywajmy się ich [imigrantów]" – czego tak naprawdę chcemy? Chcemy pozbyć się przestępców? Chcemy pozbyć się wszystkich o ciemniejszym kolorze skóry i wszystkich pomiędzy? Myślę, że to dezorientuje społeczeństwo i wraz ze zbliżaniem się kolejnych wyborów będzie rosło niezadowolenie.

Atmosfera sprzyjająca powstaniu trzeciej partii nadal się umacnia, ale musi to być rozsądne, skoncentrowane i odpowiedzialne przedsięwzięcie, aby stworzyć partię polityczną.

- Jak wyglądała baza zwolenników Partii Reform? Czy uważasz, że partia Elona Muska przyciągnie podobną grupę osób?

Partia Reform zasadniczo stwierdziła, że chcemy odpowiedzialności fiskalnej i reformy rządu, a nie zagłębiania się w kwestie społeczne i kulturowe. Wyznaczyliśmy 10 bardzo jasnych i łatwych do zrozumienia zasad i skupiliśmy się wyłącznie na nich.

Właśnie na tym należy się skupić w przyszłości. Z pewnością kwestie fiskalne, ponieważ właśnie uchwalona ustawa budżetowa zwiększy dług publiczny o 4 bln dol. [14 bln 592 mld zł], co z kolei podwyższy koszty obsługi zadłużenia, a są to pieniądze, które nie zapewniają ani minuty edukacji, ani kilometra autostrady, ani jednego żołnierza do obrony kraju. To zmarnowane pieniądze. Musimy to opanować. Będzie to ważna kwestia, a reformy rządowe nadal mogą mieć duże znaczenie. Myślę, że po niektórych zniszczeniach, jakie widzieliśmy w agencjach rządowych w pierwszych sześciu miesiącach tego roku, jest wiele do odbudowania.

Społeczeństwo bardzo pozytywnie przyjmuje zmiany w stosunku do dotychczasowego stanu rzeczy, niezależnie od tego, czy chodzi o demokratów, czy republikanów. Ludzie chcą czegoś bardziej merytorycznego i mniej performatywnego. Myślę, że jest to bardzo podatny grunt.

- Wspomniałeś wyraźnie, że Partia Reform próbowała unikać kwestii społecznych i kulturowych. Czy uważasz, że jest to możliwe dla trzeciej partii w obecnej sytuacji politycznej?

Oczywiście. Zasadniczo kwestie kulturowe dotyczą zbierania funduszy, a nie sprawowania rządów. Chodzi w nich o zbieranie funduszy dla osób po obu stronach sporu kulturowego, a nie o sprawowanie rządów.

Ile lat obowiązywał wyrok w sprawie Roe kontra Wade [dotyczący prawa do aborcji]? Każdego roku obie strony zbierały na to ogromne sumy pieniędzy, ale nikt nigdy nie podjął poważnej próby uregulowania tej kwestii w prawie. Być może teraz podejmą poważne wysiłki, ale ponownie stanie się to kwestią społeczną, która zasadniczo będzie służyć zbieraniu funduszy, niezależnie od tego, czy kiedykolwiek dojdzie do zmiany.

onet.pl\Politico


Już w maju Bulwark /portal thebulwark.com - red./ ocenił, że rząd stał się zakładnikiem zwolenników teorii spiskowych, bo jeśli nie dostarczy im wystraczająco atrakcyjnych „informacji”, to narazi się na ich bunt.

We wtorek portal poinformował, że teraz domagają się oni głów Pam Bondi, prokurator generalnej USA i Johna Ratcliffe'a, dyrektora CIA, których oskarżają o wielką operację ukrywania faktów dotyczących Epsteina.

Miliarder Jeffrey Epstein, skazany za wykorzystywanie seksualne nieletnich dziewcząt i handel kobietami w celu wykorzystywania seksualnego, popełnił samobójstwo w areszcie w 2019 roku.

Administracja Trumpa zapowiedziała odtajnienie dokumentów w jego sprawie, a Bondi obiecała opublikowanie listy klientów Epsteina.

W niedzielę wieczorem resort sprawiedliwości nagle przekazał portalowi Axios notatkę, w której napisano, że lista nie będzie opublikowana, ponieważ nigdy nie istniała, a Epstein popełnił samobójstwo, więc żadne dodatkowe dokumenty w tej sprawie nie zostaną upublicznione.

Wszystko to stało się kamieniem obrazy dla najbardziej zagorzałych zwolenników Trumpa, bo podważało jeden z głównych artykułów ich wiary - że Epstein prowadził jakąś operację CIA lub Mosadu i został zamordowany - komentuje Bulwark.

W prawicowych mediach zawrzało. Alex Jones, słynny, skazany skądinąd za kłamstwa dziennikarz i zwolennik teorii spiskowych napisał na platformie X, że następną rzeczą jaka ogłosi resort sprawiedliwości będzie to, że Epstein nigdy nie istniał. Rogan O’Handley obiecał, że nadal będzie walczył o sprawiedliwość dla ofiar pedofilskich elit.

Inni prawicowi blogerzy, dziennikarze i influencerzy uznali, że jest coś na rzeczy w insynuacjach Elona Muska, a „prawda” o Epsteinie nie jest ujawniana, bo w dokumentach na jego temat ważną rolę odgrywa sam Trump. W poniedziałek w mediach społecznościowych hasłem zwolenników takiej teorii stało się „Elon miał rację”.

Już w maju dyrektor FBI Kash Patel i jego zastępca Dan Bongino musieli się tłumaczyć w wywiadzie dla ulubionej telewizji prezydenta, Fox News, że nie należy oczekiwać, iż aresztują Hillary Clinton za zabicie Epsteina, bo Epstein zabił się sam.

Wiceszef FBI jest sam sobie winien - przypomina portal - bo to on propagował popularne wśród zwolenników ruchu MAGA mity, jak ten o podziemnych pizzeriach w Waszyngtonie (Pizzagate), poprzez które związana z Hillary Clinton siatka handlowała dziećmi na potrzeby pedofilów.

Teraz niektórzy zwolennicy teorii o Pizzagate uznali, że prezydent Trump jest po prostu za słaby, by skutecznie walczyć z gigantycznym spiskiem elit, pedofilów i klientów Epsteina.

„Na tej planecie jest łańcuch dowodzenia a pedofilskie elity są na samej górze. Nawet nad Trumpem. Wysoko nad Trumpem" - napisał prawicowy dziennikarz internetowy Mike Cernovich. 

PAP