- Dla tych, którzy nie wiedzą czym jest tradycjonalizm Genona — o czym należy wspomnieć i jaki ma to związek z Duginem?
Jest to ezoteryczna filozofia pochodzenia francuskiego, rozwinięta przede wszystkim przez Rene Genona na początku XX w. Opiera się na przekonaniu o istnieniu czegoś, co Genon nazywał "tradycją pierwotną". Miało być to coś uniwersalnego, co istniało w najwcześniejszych kulturach. Według tradycjonalizmu to coś jest wspólną podstawą dla wszystkich religii i cywilizacji. Dlatego mówi się o "tradycji" — nie w rozumieniu zwykłego konserwatyzmu, ale jako pierwotnego rdzenia, który należy odtworzyć.
Idea ta istnieje od dawna, lecz tradycjonalizm łączy ją z głęboką krytyką współczesności. Skąd ta krytyka? Bo według tradycjonalistów, w okresie między początkami renesansu a Wielką Rewolucją Francuską [lata 1789–1799] z "tradycją" utracono kontakt. W efekcie ludzie coraz bardziej skupili się na sprawach — z punktu widzenia tradycjonalizmu — wtórnych: technologicznym rozwoju, rzekomym ideałom takim jak równość ludzi (co dla tradycjonalistów jest iluzją), demokracja (która w ich oczach nie istnieje w ogóle).
- A Dugin proponuje wersję tradycjonalizmu, w której prawosławie — a konkretnie prawosławie rosyjskie, a nie np. greckie — jest kulturą najbliższą tej "tradycji"?
Dokładnie. To jest kluczowa zmiana, którą wprowadził do teorii tradycjonalizmu. U Genona tradycja mogła być odnaleziona na Wschodzie ("Orient") — dziś nazywanym Bliskim i Dalekim Wschodem — lub w hinduizmie czy islamie. Dugin natomiast, mówiąc o "Wschodzie", ma na myśli cywilizację rosyjską. W jednej ze swoich prac stwierdził, że prawosławie rosyjskie ucieleśnia "tradycję".
(...)
- A skąd bierze się tak wielka rozbieżność w ocenach wpływu Dugina między rosyjskimi a zachodnimi obserwatorami?
To cecha ludzka: jeśli ktoś nas krytykuje, często w pierwszej kolejności szukamy winy w nim, a nie w sobie. Dlatego zachodni dziennikarze często szukają wyjaśnienia, które nie zakłada, że to Zachód popełnił błąd — mówią wtedy: winny jest rosyjski filozof. Choć uważam, że do tanga trzeba dwojga: konflikt wymaga zaangażowania obu stron.
Natomiast rosyjscy dziennikarze nie potrzebują Dugina. Czasem przytaczają jego myśli, by interpretować stanowisko Zachodu. W każdym razie dziś jego idee są tak rozpowszechnione, że trudno stwierdzić, czy ludzie czerpią je bezpośrednio od niego.
- Jeśli chodzi o te "idee", to ma pan na myśli krytykę liberalizmu?
Tak, ale przede wszystkim krytykę nowoczesności, współczesności, a co za tym idzie całej cywilizacji zachodniej. Dugin robi coś takiego: najpierw adaptuje definicję Wschodu i ezoteryki do realiów rosyjskich, a potem włącza perspektywę geopolityczną. Mówi: nowoczesność to Zachód, tradycja to Wschód. To generuje konflikt cywilizacyjny — apokaliptyczny spór między Wschodem i Zachodem.
Jedna z jego najważniejszych idei polega na twierdzeniu, że po rozpadzie Związku Radzieckiego wszyscy myśleli, że będą żyli w zgodzie. Tak się jednak nie stało, bo między Wschodem a Zachodem istnieje nieunikniony konflikt cywilizacyjny.
(...)
- Czego rosyjskie państwo potrzebuje od Dugina i co on sam z tego ma?
Zacznę od niego. Ma z tego platformę i wsparcie. Chwilowo utracił je w 2014 r. po słowach "Ukraińców trzeba zabijać, zabijać i zabijać, mówię to jako profesor". Teraz wrócił do łask i prawdopodobnie ktoś go finansuje. Konferencja Forum Przyszłości 2050 bez wątpienia kosztowała niemało, a zapłacił za nią sam.
A co rosyjskie państwo zdobywa dzięki Duginowi? Przez lata był kontaktem z europejską skrajną prawicą — pomagał finansowo np. [szefowej frakcji parlamentarnej francuskiego skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine] Le Pen. Wpływy Dugina za granicą świetnie wpisują się w tę strategię. Uważam, że nadal tak jest. Dugin to też skuteczny mówca i wygląda na to, że cenią go sobie także ludzie z otoczenia Donalda Trumpa.
(...)
- A nie uważa pan, że Dugin to po prostu wygodny eksport soft power ("miękkiej", kulturowej siły wpływu) — fasada "rosyjskiej cywilizacji" dla europejskiej i amerykańskiej skrajnej prawicy — podczas gdy ważniejsi dla tej koncepcji myśliciele pozostają na Zachodzie mniej znani?
Bez wątpienia eurazjatyzm [czyli ideologia rosyjskiej jedności kontynentalnej] istnieje od dawna i nie sprowadza się tylko do Dugina. Ale jego zasługą jest to, że tchnął nowe życie w tę starą część rosyjskiej myśli, dodając do niej elementy Genona. Oprócz tego Dugin, w odróżnieniu od reszty myślicieli mówi po francusku, hiszpańsku, angielsku i portugalsku. W wywiadach prezentuje się świetnie.
- Dlaczego zachodni ultrakonserwatyści popierają Dugina, skoro jego wizja "rosyjskiej" lub "eurazjatyckiej cywilizacji" uznaje za wroga właśnie cywilizację zachodnią?
Jest to ważny paradoks, szczególnie dziś, gdy konflikt między Rosją a Zachodem narasta. Logika ultrakonserwatywnych środowisk zachodnich jest taka: trzeba wrócić do podstaw ich wspólnej ideologii, czyli tradycjonalistycznej krytyki współczesności. Prawicowiec w Stanach Zjednoczonych nie mówi: "Jestem patriotą amerykańskim, więc kocham Putina". Mówi: "Jestem patriotą, cenię tradycję i gardzę nowoczesnością. Kto dziś broni tradycji? Putin!"
- Na początku lat 2000., pisząc o tradycjonalizmie, mówił pan, że tradycjonaliści z perspektywy większości Amerykanów czy Europejczyków wyglądali jak szaleńcy. Myślę, że niewiele się zmieniło.
Rzeczywiście, niewiele.
onet.pl\Meduza