Matyja przywołuje koncepcję Lakoffowskich „ram myślenia”, które warunkują nasze tożsamości i stanowiska w politycznych sporach. Jak pamiętamy z głośnej książki Nie myśl o słoniu, amerykańskiej prawicy udało się skutecznie odwołać do figury „surowego ojca” (prezydenta), dyscyplinującego dzieci (surowe prawo karne, brak pomocy dla tych, którym się nie udaje), aby mogły sobie radzić samodzielnie w życiu (zarabiać na siebie na wolnym rynku i przestrzegać prawa). Rama ta jest korzystna tylko dla jednej strony sporu, a polityczne zwycięstwo wymaga narzucenia własnej ramy myślenia, a nie odpieraniu konkretnych tez przeciwnika na jego gruncie. W Polsce, zdaniem Matyi, owe ramy dające przewagę prawicy, to stosunek do historii, a konkretnie do „sprawy polskiej” na przestrzeni dziejów. Współczesna polityka i bieżące problemy interpretowane są właśnie w odniesieniu do tej ramy, w której po jednej stronie są obrońcy niepodległości, a z drugiej – zdrajcy wspólnoty.
W dominującej narracji historycznej, w której każda „kilkuosobowa konspira” ważniejsza jest od położenia na drodze asfaltu, doprowadzenia do miasta elektryczności czy nadania ludziom ziemi, „sprawa polska” zawsze gra na korzyść prawicy, która np. dziś w stosunkach z UE „broni suwerenności” i „chroni tradycyjną tożsamość” (a zatem jej przeciwnicy z definicji oddają Polskę pod okupację i szargają cenne dla Polaków wartości). Liberałowie, zdaniem Matyi, próbowali wyjść z tej pułapki w ogóle uciekając w narrację o „końcu historii”, ewentualnie licząc na to, że będąc w UE po prostu przyswoimy wartości i idee Zachodu.
W czasach dziejowego optymizmu (a więc w czasach przedakcesyjnych i krótko potem, do kryzysu UE) taka strategia od biedy mogła się sprawdzać. Okazało się jednak, że gdy dołączamy do wspólnoty zachodnioeuropejskiej, z wszystkimi jej bolączkami i sprzecznościami, nie mamy intelektualnych narzędzi, by się z nimi mierzyć. Świadomości zbiorowa Zachodu, obok kwestii narodowej ma bowiem przepracowane (a przynajmniej uświadomione) setki lat zmagań z kapitalizmem, sekularyzacją, emancypacją kolejnych grup, masowymi migracjami i urbanizacją, a więc tym wszystkim, co kojarzymy z pojęciem nowoczesność.
Czy zatem Polacy przez ostatnie dwieście lat tylko konspirowali – i dlatego teraz przepisują tematy uchodźców, pracowników delegowanych i gender na walkę o honor i niepodległość? Oczywiście nie, ale dominująca narracja o historii jako zmaganiach o „sprawę polską” w takie właśnie ramy wtłacza każdy problem, jaki napotkamy. W dobrych czasach Polacy byli zdemobilizowani politycznie, gonili za celami prywatnymi. Gdy nadeszły czasy trudne, z braku innej – poza radosnym końcem historii – ramy myślowej, łatwo podchwycili hasła o zagrożeniu naszego bezpieczeństwa i kultury, a także zaakceptowali infantylną narrację, w której „wstawanie z kolan” wyprowadzi nas z roli zależnej.
krytykapolityczna.pl