poniedziałek, 9 lutego 2026



Izrael zaostrza prawo okupacyjne na Zachodnim Brzegu Jordanu w sposób niezgodny z porozumieniami pokojowymi z Oslo i prawem międzynarodowym. To kolejny krok w kierunku przejęcia własności nad terytoriami okupowanymi bez otwartej aneksji.

👉 Anulowanie zakazu sprzedaży/zakupu gruntów palestyńskich przez osoby, które nie są lokalnymi mieszkańcami (zgodnie z prawem międzynarodowym osadnicy takimi nie są). To prawo sprzed 1967, które miało chronić terytoria palestyńskie. Teoretycznie nic w tym niezwykłego, gdyby nie kompletna dominacja osadników. Usunięcie prawa można tłumaczyć równouprawnieniem, ale w praktyce sprowadza się do przyspieszenia przejmowania ziem przez osadników.

👉 Upublicznienie niejawnych ksiąg wieczystych. To się wiąże z punktem poprzednim pozwalając na zidentyfikowanie palestyńskich właścicieli i wywarcie na nich presji, w celu nakłonienia do zakupu. Również Izrael usuwa mechanizmy chroniące te księgi wieczyste przed fałszerstwem, co z kolei pomoże nielegalnie pozbawiać Palestyńczyków ziemi. 

👉 Uproszczenie procedur zakupu gruntów na terytoriach okupowanych poprzez ograniczenie procedur biurokratycznych i kontroli chroniących przed fałszerstwami.

👉 Reaktywacja Komitetu ds. Nabywania Gruntów, czyli organu rządowego aktywnie wykupującego grunty na potrzeby osadnictwa.

👉 Rozszerzenie izraelskiego nadzoru nad infrastrukturą w strefach A (pełna autonomia) i B (autonomia administracyjna), co w praktyce oznacza odrzucenie fundamentalnych zapisów traktatów izraelsko-palestyńskich. 

👉 Przeniesienie kompetencji dot. zagospodarowania przestrzennego w Hebronie z administracji palestyńskiej do izraelskiej (okupacyjnej), co także jest sprzeczne z porozumieniami. 

👉Wzmocnienie kontroli izraelskiej nad miejscami świętymi,  w tym nad Grotą Patriarchów w Hebronie i Grobem Racheli w Betlejem, co także jest sprzeczne z porozumieniami. 

🗣️ To bezprecedensowe kroki nie tylko umacniające izraelską okupację Zachodniego Brzegu Jordanu, ale stwarzające mechanizmy rozbudowy osadnictwa i  wysiedlania ludności Palestyńskiej. W ostatnich miesiącach, na skutek pogromów, Palestyńczycy zostali wysiedleni z kilku wsi i osad przez osadników żydowskich wspieranych przez siły bezpieczeństwa. Teraz staje się to oficjalną polityką rządu Izraela. Działania te potępiły kraje arabskie i państwa Unii Europejskiej, co w praktyce nie będzie miało żadnego znaczenia na rozwój wypadków na terytoriach okupowanych.

x.com/JarekKociszewsk


Sąd w Hongkongu skazał w poniedziałek 78-letniego magnata prasowy Jimmy'ego Laia na 20 lat więzienia na mocy ustawy o bezpieczeństwie narodowym. Organizacje praw człowieka alarmują, że biorąc pod uwagę wiek i stan zdrowia skazanego, jest to w praktyce wyrok śmierci dla symbolu ruchu demokratycznego, skazanego za zmowę z obcymi siłami.

Sąd, złożony z sędziów wyznaczonych bezpośrednio przez władze, w uzasadnieniu wyroku uznał, że czyny Laia były "zaplanowane z premedytacją" i należały do "najcięższej kategorii" przestępstw. Podkreślono, że oskarżony był "siłą napędową" spisku mającego na celu skłonienie USA i innych państw do nałożenia sankcji na Chiny oraz blokady Hongkongu. Lai miał wykorzystywać swoją gazetę "Apple Daily" jako narzędzie politycznego lobbingu i podżegania do nienawiści wobec rządu, dążąc - zdaniem sądu - do "upadku" Komunistycznej Partii Chin. Sąd odrzucił wniosek obrony o zmniejszenie wyroku w związku ze stanem zdrowia Laia, uznając czyny oskarżonego za "szczególnie poważne".

78-latek nie przyznał się do winy, określając się mianem "więźnia politycznego".

Międzynarodowe organizacje nie kryją oburzenia, mówiąc jednym głosem o "sądowej farsie". "Ten werdykt to ostatni gwóźdź do trumny wolności prasy w Hongkongu" - oceniła Jodie Ginsberg z Committee to Protect Journalists (CPJ). Wtórował jej Human Rights Watch, nazywając karę "okrutną i niesprawiedliwą", która w efekcie stanowi "wyrok śmierci". Thibaut Bruttin z organizacji Reporterzy bez Granic (RSF) przywołał tragiczną historię noblisty Liu Xiaobo, który zmarł w chińskim więzieniu. - Nie możemy pozwolić, by Laia spotkał podobny los. Kurtyna opada, to całkowity upadek niezależnego dziennikarstwa - podkreślił w oświadczeniu Bruttin.

Również władze Tajwanu skrytykowały "prześladowanie polityczne" Laia, wzywając do jego natychmiastowego uwolnienia. "Surowy wyrok wydany wobec Jimmy'ego Lai na mocy hongkońskiej ustawy o bezpieczeństwie narodowym nie tylko pozbawia go wolności osobistej i narusza wolność słowa oraz wolność prasy, ale także odmawia obywatelom podstawowego prawa do pociągania rządzących do odpowiedzialności" - oświadczyła tajwańska Rada ds. Chin Kontynentalnych (MAC).

Ogłoszeniu wyroku towarzyszyły nadzwyczajne środki ostrożności i silna obecność policji, która kordonem odgrodziła gmach sądu. Na sali rozpraw, oprócz rodziny skazanego i przedstawicieli zagranicznych konsulatów, pojawił się m.in. 94-letni kardynał Joseph Zen, emerytowany biskup Hongkongu i symbol oporu wobec Pekinu. Przed budynek sądu przybyli także byli pracownicy zamkniętego przez władze "Apple Daily", by okazać solidarność z dawnym szefem.

Lai, który posiada także brytyjskie obywatelstwo, został wcześniej skazany na kary pozbawienia wolności w innych postępowaniach i przebywa w więzieniu od 2020 r. Jest przetrzymywany w izolatce, a rodzina i prawnicy wielokrotnie alarmowali o znacznym pogorszeniu jego stanu zdrowia.

Jest najgłośniejszą ofiarą przepisów o bezpieczeństwie narodowym, wprowadzonych przez Pekin w odpowiedzi na masowe protesty z 2019 roku. Krytycy wskazują, że prawo to, kryminalizujące secesję i zmowę z zagranicą, posłużyło do całkowitego stłumienia opozycji demokratycznej i niezależnych mediów w byłej brytyjskiej kolonii.

PAP