poniedziałek, 1 listopada 2021


W najogólniejszym rozumieniu "spontaniczność rozwoju" odnosi się do pojawienia się pewnych właściwości, zjawisk i porządku w wyniku indywidualnych interakcji osób, a nie jako działanie jakichkolwiek centralnych instytucji lub zamierzonych, zaplanowanych działań dużych społeczności.

Idea ta ma długą historię i oczywiście tradycyjnie można byłoby powiedzieć, że „już starożytni Grecy …”, sam jednak wolę odwoływać się do rozwoju tej idei w czasach nowożytnych, od czasów Oświecenia. Dlatego nazywam to tradycją „Mandeville-Hume-Galiani-Smith-Ferguson-Menger-Leoni-Polanyi-Hayek”. Tradycja ta zaczyna się od „Prywatnych wad i korzyści społecznych” Bernarda Mandeville’a (1714), po czym wymienić należy koncepcję „nadrzędnej ręki” (Suprema Mano) Ferdinanda Galianiego (1751) i „niewidzialnej ręki” Adama Smitha (1759, 1776); w tradycję tę wpisują się też David Hume (1740), twierdząc, że „reguły moralne nie są konkluzjami wysnutymi przez nasz rozum” oraz Adam Ferguson (1767): „Każdy krok i każdy ruch społeczności  … są dokonywane z równą nieznajomością przyszłości; a narody tworzą instytucje, które są rzeczywiście wynikiem ludzkiego działania, ale nie realizacją jakiegokolwiek ludzkiego zamysłu”.

Dwóch mniej znanych naukowców zaangażowanych w badania nad ideą spontanicznego porządku to Bruno Leoni i Michael Polanyi. Leoni (1961), rozważając ograniczenia planowanego ładu społecznego, wskazał, że systemy oparte na istnieniu centralnego organu decyzyjnego nie posiadają wiedzy niezbędnej do zarządzania tym systemem. Jako prawnik skupił swoją uwagę na kwestii kształtowania się norm prawnych. Krytykował współczesną mu instytucję prawa jako przykład centralnej kontroli instytucji, której złożoność wykracza poza ludzkie możliwości poznawcze. Zwrócił uwagę, że prawo powinno być nie tyle konstruowane co odkrywane w policentrycznym systemie społecznym.

Michael Polanyi (1940) rozwinął ideę struktur samoorganizujących się. Dokonał rozróżnienia między porządkiem korporacyjnym a porządkiem dynamicznym. Pierwszy był egzogeniczny, co oznaczało, że relacje między jego elementami były determinowane czynnikami zewnętrznymi. W endogenicznych porządkach dynamicznych zachowanie danego elementu zależy od zachowania innych elementów. W konsekwencji prawidłowość danego porządku jest wynikiem procesu, w którym elementy systemu wzajemnie dostosowują swoje zachowanie.

obserwatorfinansowy.pl

W 1987 roku z Chin został wysłany pierwszy e-mail, w którym Chiny triumfalnie ogłosiły, że zza Wielkiego Chińskiego Muru są wstanie dotrzeć do każdego zakątka świata (...). Kilka lat później, w 1994 roku, w Chinach zaczęła na stałe funkcjonować sieć internetowa. Państwo Środka oficjalnie stało się siedemdziesiątym siódmym krajem na świecie podłączonym do sieci. Już rok później usługi internetowe zaczęły być udostępnianie zwykłym obywatelom, a w Pekinie powstała pierwsza firma, zajmująca się dostarczaniem internetu, Infohighway Information & Technology Co. LTD. Internet w Chinach rozrastał się w niewyobrażalnym wręcz tempie (ChinaDaily).

W 1994 roku, tuż po wprowadzeniu w Chinach internetu, korzystała z niego zaledwie garstka osób (w skali populacji wynosząca praktycznie 0%), podczas gdy na początku 2009 roku z sieci korzystało ok. 300 milionów ludzi, a pod koniec 2020 prawie 990 mln. Chińczyków (Statista, 2020). Wprowadzenie sieci oraz udzielenie obywatelom dostępu do niej, w krótkim tempie sprawiło, że zaczęły pojawiać się liczne serwisy internetowe. W tym okresie powstały wielkie firmy działające obecnie w obszarze nowoczesnych technologii i e-commerce, takie jak Alibaba (założona w Hangzhou w 1999 roku) i Tencent (założony w 1998 roku). W 1999 Tencent wydał pierwszą wersję komunikatora internetowego QQ, która do niedawna stanowiła najpopularniejszą platformę komunikacyjną w Chinach, z której na co dzień jeszcze w 2018 roku korzystało prawie 700 milionów ludzi. Obecnie najpopularniejszą platformą komunikacyjną jest WeChat (weixin). W 2020 roku na świecie założonych było ponad miliard dwieście milionów aktywnych kont w tej aplikacji (Statista, 2020). Założona w 1999 roku Alibaba z wykorzystaniem internetu zaczęła tworzyć jeden z największych serwisów e-commerce na świecie, konkurujący dzisiaj z Amazonem portal Aliexpress. W 2000 roku powstał chiński odpowiednik wyszukiwarki Google – Baidu. Jednocześnie władze dostrzegły w globalnej sieci zarówno wielką szansę na budowanie potęgi Chin, jak i wielkie zagrożenie. Niczym nieograniczony dostęp do sieci dla zwykłych ludzi stanowił poważne ryzyko dla utrzymania zastanego porządku politycznego oraz podtrzymania pożądanej przez partię ideologii. Rozpoczęto więc prace nad projektem Złotej Tarczy. Złota Tarcza (jindun gongchéng) to projekt, który miał zapewnić bezpieczeństwo w chińskiej sieci. Za jej wprowadzenie odpowiadało Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Narzędzie ma przede wszystkim służyć zapewnieniu bezpieczeństwa wewnętrznego oraz zewnętrznego kraju, zapobiegać szerzeniu treści szkodliwych, takich jak podjudzanie do popełnienia czynów zabronionych czy nawoływania do podjęcia prób dokonania przewrotu politycznego w państwie czy zmiany ustroju. Najwięcej kontrowersji narasta jednak wokół podprojektu Złotej Tarczy czyli tzw. Great Firewall of China (Fánghuo Chángchéng). Narzędzie służy do cenzurowania internetu w Chinach. Wykorzystywane jest także do blokowania zagranicznych portali internetowych takich jak Facebook czy YouTube (...).

instytutboyma.org

Warto przy tym przypomnieć, że każdy sprzęt dostarczany przez polski przemysł przechodzi wieloletnie badania państwowe, gdzie robi się wszystko aby potencjalnemu oferentowi pokazać, że nic nie znaczy i polska armia robi mu łaskę, że w ogóle z nim rozmawia. Oczywiście mamy wyjątek w postaci karabinka MSBS Grot, którego zakup 50 tysięcy sztuk podpisano na etapie wersji A0, która została całkowicie wycofana z WOT, wersja A1 uznawana przez jako niezbyt udana i dopiero wersja A3 ma spełnić oczekiwania użytkowników. W tym przypadku oczekiwania polityczne nie przeszkodziły podpisaniu wiążącej umowy przez MON na zakup sprzętu daleko odbiegającego od deklaracji producenta i produktów dostępnych na rynku za porównywalną cenę. Po drugiej stronie toru przeszkód dla polskich produktów, jest badanie wieży bezzałogowej ZSSW30. Mijają już 4 lata, a komisja nie podpisała protokołu z pozytywnego zakończenia badań, nie mówiąc już o podpisaniu umowy na zakup choćby pierwszych kilkudziesięciu egzemplarzy na Rosomaki, które od kilku lat stoją na placach w Siemianowicach i Gliwicach w oczekiwaniu na polskie wieże od konsorcjum HSW, które jest odpowiedzialne za cały projekt B+R. W odróżnieniu od tego sprzęt kupowany z zagranicy jak systemy rakietowe, samoloty, drony czy czołgi nie przechodzą żadnych badań, nie sprawdza się sprzętu pod kątem oczekiwań armii. Wszystko kupuje się „z półki”, płaci każdą cenę, której żąda producent i nie zawraca sobie głowy offsetem czy polonizacją.

Brak offsetu jest drugim grzechem ciężkim zakupu amerykańskich czołgów. 

(...)

Na koniec pozostaje kwestia rozmieszczenia nowo zakupionych czołgów. Przypominam, że od 2018 r. w ramach tworzenia 18 Dywizji Zmechanizowanej zlokalizowanej na wschód od Wisły zaczęto przesuwać z zachodniej Polski część czołgów Leopard A5 i A4, które miały być wzmocnieniem dla dotychczasowego parku czołgów z rodziny T-72. Przecież wraz z przesunięciem tego sprzętu trzeba było zbudować nowe zaplecze logistyczne i szkoleniowe w innej części kraju. Nie wyobrażam sobie, żeby w ramach oszczędności czołgiści z Wesołej mieli szkolić się w Żaganiu. Jednocześnie część czołgów T-72 została przesunięta do 11 Dywizji Kawalerii Pancernej, co oznacza również zapewnienie zaplecza logistycznego do tej starej generacji czołgów tam gdzie były już tylko Leopardy! Teraz dowiadujemy się, że 18 Dywizja Zmechanizowana otrzyma trzeci typ czołgów! Przecież to oznacza, że trzeba będzie tworzyć kolejne zasoby osobowe dedykowane amerykańskiemu sprzętowi. To są kolejne koszty powielające obecne zasoby. Nic nie słychać o tym aby konkretne Dywizje czy Brygady miały być wyposażone w jednakowe czołgi. To może oznaczać, że po raz kolejny, że wśród polityków w MON, słowo wyprzedza myśl, albo chodzi jedynie o efekt marketingowy, ….a potem „się zobaczy” i „jakoś to będzie”. Istnieje jeszcze możliwość, że po raz kolejny Leopardy zostaną cofnięte do 11 DKPanc., a stamtąd wrócą postsowieckie czołgi, ale to jeszcze bardziej obnaży bezsens wcześniejszych decyzji MON. Takie roszady nie mają zbyt wiele wspólnego z planowaniem i dostosowaniem zasobów do możliwości. Jak ma walczyć dywizja dysponując tak różnymi typami czołgów wymagającymi odrębnego zaplecza części zamiennych i kadry technicznej do utrzymania sprzętu w gotowości w trakcie pokoju jak i w czasie konflikt?. Nikt z oficjeli politycznych i wojskowych nie zająknął się słowem jak będzie zorganizowana dywizja z trzema typami czołgów. Ile czołgów mogłaby mieć Polska za te pieniądze, które zostały zmarnowane na dotychczasowych chaotycznych działaniach wewnątrz armii z tytułu relokacji sprzętu pancernego?

defence24.pl

Czy mogliśmy zrobić coś inaczej? Lepiej? - Moim zdaniem miarą polityki zagranicznej jest jej skuteczność. Co osiągnęliśmy na Białorusi, jakie cele zrealizowaliśmy? Śmiem twierdzić, że żadne. Przegraliśmy wszystko, co można było przegrać - uważa Witold Jurasz, były chargé d’affaires (szef misji dyplomatycznej niższej rangi niż ambasador) na Białorusi, obecnie dziennikarz portalu Onet. Od lat krytykuje on polską politykę zagraniczną na kierunku wschodnim, zwłaszcza białoruskim. Jego zdaniem nie jest ona dość realistyczna, a osoby za nią odpowiadające nie dość kompetentne, żyjące za bardzo w sferze pragnień, a nie faktów.

Według Jurasza kardynalnym błędem naszej polityki było od lat ignorowanie kontaktów z łukaszenkowską nomenklaturą. Tymi ludźmi, od których poparcia dyktator naprawdę jest zależny. - Ignorujemy fakt, że Łukaszenka to zwieńczenie systemu liczącego dziesiątki tysięcy ludzi, którym trwanie reżimu jest na rękę - uważa. - Przez ostatnie 20 lat trzeba było próbować ich kaptować, budować wpływy - dodaje były dyplomata. Sugeruje na przykład oferowanie wyjazdów na wartościowe kursy i szkolenia na Zachodzie, takie jak choćby MBA.

Zdaniem Jurasza w Polsce przyjęto błędne założenie, że ulica i protesty są w stanie doprowadzić do obalenia reżimu Łukaszenki. - To chyba efekt naszego mitologizowania Solidarności. Przeceniania jej realnego wpływu na obalenie rządów komunistycznych w Polsce. Tak jakby nie było bankructwa sowieckiej gospodarki, Ronalda Reagana, papieża, Michaiła Gorbaczowa, i wielkiego dealu na koniec - uważa były dyplomata.

- Teraz to wszystko jednak historia i zbędne dywagacje. Jest po sprawie. Straciliśmy Białoruś. Reżim zaszedł tak daleko, że nie ma szans na realny dialog. Nie ma do tego warunków. Możemy tylko czekać do jakiegoś kolejnego dużego przesilenia na arenie międzynarodowej. Przetasowania, które pozwoli wyrwać Białoruś z orbity Rosji. Może za kilkanaście albo kilkadziesiąt lat wrócimy do gry. Na razie i tak nie jest źle, bo chociaż my znaleźliśmy się po właściwej stronie w nowej zimnej wojnie - uważa Jurasz.

- Nie podzielam poglądu, że polska polityka zagraniczna wobec Białorusi to jakaś całkowita katastrofa. Nie jest tak źle. Tego, co się stało na przestrzeni ostatniego roku, nikt nie przewidział. Nawet sam reżim czegoś takiego się nie spodziewał. Trudno więc oczekiwać innego efektu - mówi natomiast w rozmowie z Gazeta.pl Anatol Kotow, członek Narodowego Zarządu Antykryzysowego, jednego z głównych ciał białoruskiej opozycji. Odpowiada za sprawy zagraniczne i handel. Do 2020 roku pracował w białoruskiej administracji, ale w obliczu represji rzucił służbę cywilną. - Wasz podstawowy problem jest taki, że musicie grać zgodnie z prawem, zgodnie z zasadami, a gracie z reżimem, który żadnego prawa i zasad nie uznaje - dodaje.

Zdaniem Kotowa działania w rodzaju stworzenia BiełsatTV i fundowania stypendiów dla białoruskich studentów w Polsce, których celem było wspomaganie budowy społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi, to nie był błąd. - Jednak na większą skalę nie ma tym zainteresowania wśród Białorusinów. To nie docierało do szerokiego grona. Więc ta inwestycja nie stała się w pełni skuteczna - stwierdza Kotow. - Teraz cała ta polityka budowania społeczeństwa obywatelskiego już niezbyt ma sens. To mogło działać w miękkim autorytaryzmie, a na Białorusi zapanowało całkowite bezprawie. Jest już za późno - mówi opozycjonista.

gazeta.pl