piątek, 25 sierpnia 2023


Zmiany w amerykańskiej strategii potwierdzają, moim zdaniem, to przekonanie. Waszyngton przy okazji konfliktu na Ukrainie testuje możliwości wojny z rywalem strategicznym o ograniczonym zarówno wertykalnie, jak i horyzontalnie charakterze. I to wojny, w której nie bierze się bezpośredniego udziału. To dlatego zarówno Biden, jak i Sullivan podkreślają wagę polityki, której głównym zadaniem jest nieeskalowanie konfliktu, choć zarazem nie ma mowy o rezygnacji z celów strategicznych. Ujmując sprawy w pewnym uproszczeniu, Ukrainy nikt nie zamierza Rosjanom „oddać”, bo równałoby się to poważnej porażce strategicznej. Podobnie jest z Tajwanem czy Koreą Płd. Ale z tego nie należy też wyciągać wniosku, że w Waszyngtonie myślą o bezpośrednim, własnym zaangażowaniu. Nie wykluczają tego, ale scenariuszem z punktu widzenia amerykańskich interesów najlepszym jest taka konstrukcja systemu sojuszniczego, w którym państwa zagrożone będą w stanie samodzielnie przeciwstawić się, ponosząc też tego ciężary, agresorowi.

Jeśli nie wybucha wojna, w którą zaangażowane są Stany Zjednoczone, konflikt globalny, to nie ma też ryzyka lawinowego zrywania więzi handlowych. Nie trzeba herkulesowego wysiłku na rzecz odbudowy własnych zdolności przemysłowych. Handlujemy i walczymy, najlepiej nie wysyłając własnych oddziałów. W takim świecie zmienia się też architektura amerykańskiego systemu sojuszniczego – rośnie w nim rola państw flankowych, narażonych na atak, bo one będą musiały skutecznie powstrzymać ewentualną agresję. Ameryka przesuwa się na wyższe piętro – udziela pomocy, udostępnia zaawansowane technologicznie (też niezwykle ważne na współczesnym polu walki) zdolności, ale niekoniecznie walczy, albo robi to w sposób ograniczony. Aby taki system spełnił swoje zadanie państwa frontowe nie tylko muszą się wzmocnić, ale muszą też ze sobą współpracować. To jest w mojej ocenie głównym powodem, dlaczego administracja Bidena przychylnie patrzy, a nawet postuluje wzrost europejskiego potencjału wojskowego nie bojąc się „europejskiej suwerenności strategicznej” (w wymiarze pełnym jest to zresztą nierealne), jest zainteresowana intensyfikacją kooperacji prozachodnich państw z Azji z NATO, a nawet bez niepokoju postrzega i inicjuje pogłębianie wojskowej współpracy między państwami azjatyckimi. Upraszczając Amerykanie przeprowadziwszy własny rachunek strategiczny świadomie schodzą na drugi plan, nie rezygnując oczywiście z przywództwa, bo doświadczenia wojny na Ukrainie udowadniają, że można, mając odpowiednich sojuszników realizować swe najważniejsze cele unikając globalnej konfrontacji i nie angażując się bezpośrednio. Do wielkiej wojny z blokiem rosyjsko-chińskim Stany Zjednoczone są obecnie nieprzygotowane i dlatego zarówno grają na czas, jak i chcą, aby za podmywanie potencjału państw będących strategicznymi rywalami Ameryki odpowiadali sojusznicy.

wpolityce.pl

Cargrad, publikacja "rosyjskiego prawosławnego oligarchy" Konstantina Małofiejewa, oferuje całe mnóstwo wersji.

Artykuł zatytułowany "Prigożyn zabity przez zdrajców: Kto był wrogiem szefa Grupy Wangera?", stwierdza, że oczywista odpowiedź na to pytanie brzmi: Stany Zjednoczone. Autor uzasadnia swoją wersję podobnie jak Sewostjanow, który obwinił Francję: sprzeciw wobec wzmocnienia Rosji w Afryce. "Poza tym, właśnie dlatego morderstwo zbiegło się w czasie ze szczytem BRICS" — dodaje niespodziewanie autor artykułu Andriej Rewniwcew.

Zabójstwo Prigożyna jest również na rękę wrogom Putina na szczytach władzy, którzy chcą oczernić prezydenta i sprawić, by wyglądało na to, że to on to zrobił, argumentuje Rewniwcew.

"Zdają sobie sprawę, że wystrzelenie symbolicznej rakiety znacznie podważa zaufanie do Naczelnego Wodza. To także wpycha społeczeństwo w chaos i spory i pojawiają się wątpliwości i przygnębieni" — podsumowuje autor.

Rewniwcew komentuje również wersję, która obarcza odpowiedzialnością rosyjskie władze. Uważa, że po prostu brakuje im motywu. W końcu rosyjskie władze są rozsądne — w niczym nie przypominają latynoamerykańskich karteli narkotykowych.

"Ta wersja rodzi wiele pytań. Po pierwsze, w jakim celu? Po czerwcu Prigożyn został pozbawiony możliwości przeprowadzenia kolejnej lekkomyślnej akcji i narażenia systemu na niebezpieczeństwo. Poza tym, jego praca w Afryce sprawiła, że był bardzo zajęty.

Po drugie, dokonanie osobistej zemsty poprzez wysadzenie samolotu nad Rosją to coś, czego spodziewałbym się po latynoamerykańskim kartelu narkotykowym, a nie rosyjskich służbach specjalnych.

Po trzecie, po co wysadzać samolot nad Rosją? Czy nie ma mniej rzucającego się w oczy sposobu? Czyżby w Afryce nagle zabrakło krokodyli, komarów malarii i bandytów ze stingerami?

A więc bunt Prigożyna nigdy się nie zakończył. Ale zdrajcy postanowili zagrać na dużą skalę i wykorzystali szefa wagnerowców w swojej własnej grze — przeciwko Putinowi".

onet.pl

Według aktualnie dostępnych informacji katastrofa nosi znamiona egzekucji wykonanej w trybie operacji specjalnej (możliwe zestrzelenie, bomba na pokładzie i problemy techniczne jednakowo wpisują się w tę interpretację). Brakuje przesłanek, aby przyjąć pojawiającą się w komentarzach medialnych wersję o zainscenizowaniu własnej śmierci przez Prigożyna. Niezależnie od wybranej ostatecznie przez Kreml kwalifikacji prawnej wydarzenia (na razie nie wiadomo, czy władze będą forsować wersję o sprawstwie ukraińskim) należy zakładać, że zostało ono powszechnie odebrane jako zamach zlecony przez Władimira Putina. Jest to zresztą zgodne z intencjami prezydenta, który w ten sposób wysłał silny sygnał ostrzegawczy potencjalnym naśladowcom szefa Grupy Wagnera. Sygnał ten wzmocniono wymową symboliczną: zginął on równo dwa miesiące po rozpoczęciu nieudanego puczu. W przypadku potwierdzenia, że maszyna została zestrzelona przez obronę powietrzną, można to będzie uznać za karę za zniszczenie 23 czerwca przez wagnerowców kilku śmigłowców i samolotów lotnictwa wojskowego.

Po nieudanym buncie 23–24 czerwca likwidacja Prigożyna przez władze była jedynie kwestią czasu – z uwagi na konieczność odbudowy przez Putina zachwianej pozycji w systemie władzy i wizerunku silnego lidera przed zaplanowanymi na marzec 2024 r. wyborami prezydenckimi. Marsz Grupy Wagnera na Moskwę to najpoważniejszy od dwóch dekad przejaw niestabilności wewnętrznej w Rosji – obnażył on słabości systemu, w tym dezorganizację i niskie morale w armii i służbach, stanowił też bezprecedensowe upokorzenie dla Putina, zmuszonego do niechcianego kompromisu z osobą, którą publicznie nazwał „zdrajcą”. Długotrwała, niezakłócona działalność publiczna Prigożyna byłaby w oczach elity dowodem na nieudolność prezydenta i mogła zaowocować dezintegracją systemu władzy.

W wyniku kompromisu z 24 czerwca Prigożyn zachował kontrolę nad Grupą Wagnera, redyslokowaną na Białoruś, a także swoje struktury biznesowe i część dochodów z zamówień państwowych – utracił jedynie imperium medialne. Planował umocnić się w Afryce, gdzie formacja, poza realizacją zleconych przez Kreml zadań z zakresu polityki zagranicznej, czerpie lukratywne dochody z kontraktów zawieranych z lokalnymi władzami (struktury podległe Prigożynowi, w tym oddziały wagnerowców, pozostają obecne w co najmniej czterech państwach Afryki: Mali, Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej, Libii).

Przez dwa miesiące od puczu – najpewniej w obawie przed głębszą destabilizacją wewnętrzną – Kreml nie podjął zdecydowanych kroków w celu ukarania winnych i rozliczenia osób uznanych za niedostatecznie lojalne. Przyczyną takiego stanu rzeczy mogły być m.in. przychylne Prigożynowi nastroje części armii i służb specjalnych (cieszył się on poparciem części kadry dowódczej w armii, dostrzegającej nieudolność szefa Sztabu Generalnego FR Walerija Gierasimowa w dowodzeniu działaniami bojowymi na Ukrainie) oraz obawy o reakcję elity rządzącej na pokazowe czystki kadrowe. Przez ostatnie dwa miesiące władze ustalały najpewniej dokładny zasięg nastrojów antykremlowskich w armii, służbach i elicie „cywilnej” oraz oceniały ryzyko związane z odwetem na Prigożynie. Priorytetem pozostawało w tym czasie kreowanie wizerunku politycznej jedności i odporności reżimu.

Represje wobec przedstawicieli struktur siłowych (zwłaszcza Sił Zbrojnych) były utajnione i najprawdopodobniej miały jak dotąd charakter punktowy. Istnieją silne poszlaki, że usunięto oficerów podejrzewanych o bliskie związki z szefem Grupy Wagnera i podzielających jego negatywną opinię o najwyższym dowództwie wojskowym. Stanowisko miał stracić m.in. zastępca dowódcy wojsk rosyjskich na Ukrainie i dowódca Sił Powietrzno-Kosmicznych (SPK) generał armii Siergiej Surowikin, według dostępnych danych zdymisjonowany 18 sierpnia. Zgodnie z nieoficjalnymi informacjami jego następcą mianowano generała Wiktora Afzałowa, dotychczasowego szefa sztabu SPK.

Władze podjęły też ograniczone działania neutralizujące wybranych reprezentantów środowisk nacjonalistyczno-imperialnych krytycznych wobec Kremla (tzw. turbopatriotów). Po buncie Prigożyna zaczęli oni być postrzegani jako zagrożenie z uwagi na szerzenie postulatów podobnych do tych głoszonych przez lidera Grupy Wagnera (zmiana strategii prowadzenia wojny, dymisje wśród najwyższych dowódców, krytyka skorumpowanego systemu, w tym samego Putina, za nieudolność i klęski na froncie). 21 lipca aresztowano byłego pułkownika specnazu FSB Igora Girkina (Striełkowa) – jednego z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli środowisk turbopatriotycznych, skłóconego z Prigożynem, lecz bezpardonowo atakującego politykę władz i samego prezydenta. Brak zdecydowanej reakcji zwolenników Girkina na aresztowanie mógł ośmielić Kreml do podjęcia decyzji o ostatecznej rozprawie z Prigożynem.

W wyniku buntu najpewniej znacząco wzrosły podejrzliwość i nieufność Putina do członków establishmentu. Nie można wykluczyć, że w związku z tym dojdzie do roszad kadrowych i pokazowych represji (m.in. pod zarzutami korupcyjnymi), mających zastraszyć elity i odbudować jego wizerunek jako twardego przywódcy. Z uwagi na kalendarz wyborczy (wybory regionalne i lokalne we wrześniu br., prezydenckie w marcu 2024 r.) czystki zostaną zapewne odłożone na okres późniejszy. Podtrzymywanie niepewności i strachu w elicie co do zasięgu możliwych represji ma dodatkowo zmobilizować aparat państwa do zapewnienia pożądanego przez Kreml wyniku głosowania.

Pokazowa rozprawa z Prigożynem najprawdopodobniej na jakiś czas skutecznie zastraszy niezadowolonych z polityki Kremla członków elity. Ich postawa może się jednak zmienić w razie dalszych niepowodzeń Sił Zbrojnych FR na Ukrainie i/lub wzrostu niezadowolenia społecznego, zwłaszcza na tle problemów gospodarczych. Kolejna próba sił, o skali podobnej do czerwcowego „puczu”, może w tej sytuacji doprowadzić do przetasowań na szczytach władzy, które mogą – choć nie muszą – spowodować głębszą zmianę systemową i rewizję polityki zagranicznej Rosji. W przypadku wybuchu następnego buntu nie należy się spodziewać prób negocjowania z Putinem, gdyż udzielane przez niego ewentualne gwarancje będą miały po śmierci szefa Grupy Wagnera zerową wartość.

W najbliższych tygodniach zostaną najpewniej podjęte decyzje o redystrybucji gospodarczych i wojskowych aktywów Prigożyna wśród zaufanych członków elity. Konsekwencją jego śmierci będzie dezorganizacja obecnego kształtu Grupy Wagnera. Pojawiają się informacje, że najemnicy przebywający na Białorusi zamierzają powrócić do Rosji. Reżim w Mińsku najprawdopodobniej nie jest zainteresowany ponoszeniem kosztów dalszego stacjonowania wagnerowców, choć nie można wykluczyć, że część z nich pozostanie na żołdzie tamtejszych sił zbrojnych i będzie wypełniać zadania szkoleniowe związane z prowadzeniem działań hybrydowych.

osw.waw.pl

Rosja, kontynuując wojnę z Ukrainą, liczy na jej wyczerpanie i słabnięcie determinacji Zachodu. Rosyjska armia boryka się jednak z rosnącymi brakami w zakresie amunicji, wozów bojowych, pocisków rakietowych i różnego typu dronów. Część luk zapełniają rozpoczęte latem 2022 r. dostawy z Białorusi, Iranu, KRLD, a w 2023 r. – z Mjanmy. Media sugerują, że USA udaremniły starania Rosji o podobną pomoc z Egiptu i RPA. Rosną też braki w zakresie łączności i indywidualnego wyposażenia żołnierzy. Do niedawna i niezależnie od resortu obrony Rosji Grupa Wagnera testowała własne źródła zaopatrzenia w broń lekką w Syrii, Turcji, KRLD i Białorusi.

(...)

Chiny są kluczowym producentem sowieckiej amunicji kal. 122 i 152 mm oraz rakiet Grad i Smiercz, których najbardziej brakuje Rosji. Ich nowszy sprzęt pancerny odbiega od technologii i standardów ZSRR i Rosji, ale w rezerwie są tysiące czołgów pochodnych T-54/55 i kopii wozów BMP-1. Dawałoby to Rosji duży potencjał części zamiennych. Chiny produkują też brakującą jej amunicję czołgową kal. 100 i 125 mm oraz do działek kal. 23 i 30 mm. Koncerny CAIC i CASC oferują obecnie kilka modeli dronów wielozadaniowych – dostarczano je już krajom Bliskiego Wschodu i Afryki. Nie są jednak znane przypadki eksportu amunicji krążącej z Chin, np. CH-901 wzorowanej na dronie Switchblade. Nie potwierdziły się też doniesienia mediów o dostarczeniu Rosji 100 podobnych dronów z prywatnej firmy Xian Biao. W sierpniu br. ofertę amunicji krążącej przedstawiła na targach w Moskwie pekińska firma CoBTec. Korzystając z jawnych źródeł trudno określić jej relacje z władzami, jest to jednak producent operujący na rynkach sprzętu policyjnego i poza Chinami.

Choć USA i UE udało się powstrzymać opcje bezpośredniej pomocy wojskowej, kalkulacje Chin są trudne do przewidzenia. Dyskusje we władzach Chin mogą być wypadkową nieformalnego sojuszu tego państwa z Rosją oraz obaw przed kolejnymi napięciami w relacjach z USA i Europą. Trudno też teraz przesądzić, czy nawet pełna klęska Rosji uruchomiłaby szerszą lub otwartą pomoc Chin. Można jednak przypuszczać, że zmiana ich postawy byłaby procesem stopniowym i skrytym. Każda opcja wojskowego wsparcia Rosji przez Chiny na większą skalę byłaby przy tym obarczona ryzkiem jej wykrycia i potwierdzenia przez Ukrainę i jej partnerów.

pism.pl