wtorek, 21 kwietnia 2026


Zapasy złota w rezerwach Federacji Rosyjskiej na dzień 1 kwietnia 2026 r. zmniejszyły się o 0,7 mln uncji trojańskich (czyli ok. 22 tony złota) i wyniosły ok. 74 mln uncji trojańskich (ok. 2304 tony), z czego sam marzec przyniósł spadek o 0,2 mln uncji (ponad 6 ton) — poinformował w poniedziałek rosyjski bank centralny.

(...)

Moskiewska Giełda podała, że w marcu 2026 r. wolumen obrotu złotem na rynku metali szlachetnych wzrósł ponad 3,5-krotnie w porównaniu z marcem ubiegłego roku i sięgnął ponad 42 ton (ponad 28 ton w transakcjach swapowych oraz 14 ton w transakcjach spot).

(...)

Sprzedaż złota w celu finansowania deficytu budżetowego może być kontynuowana, biorąc pod uwagę gwałtowny wzrost wydatków państwowych względem poziomów zapisanych w budżecie. Tego rodzaju sprzedaż złota z rezerw przez Bank Rosji jest całkowicie zgodna z praktyką stosowaną przez inne banki centralne, zwłaszcza w krajach rozwijających się — cytuje Reuters główną analityczkę Freedom Finance Global Natalię Milczakową.

Od jesieni 2025 r. Bank Rosji prowadzi operacje kupna i sprzedaży złota na rynku krajowym, którego płynność wyraźnie wzrosła, odzwierciedlając podobne działania Ministerstwa Finansów dotyczące środków Funduszu Dobrobytu Narodowego.

Sprzedaż złota pozwala również bankowi centralnemu utrzymywać pożądany poziom dywersyfikacji walutowej rezerw o łącznej wartości niemal 775 mld dol. (ok. 2 bln 790 mld zł), w których udział złota znacząco wzrósł w ostatnich latach wskutek wzrostu jego ceny.

Rosja budowała swoje rezerwy złota głównie w latach 2002–2025, skupując ponad 1900 ton kruszcu. Największa część tych zakupów przypadła na lata 2008–2012 (nieco ponad 500 ton) oraz 2014–2019 (ponad 1200 ton). Od 2020 r. saldo netto zakupów złota przez Rosję wyniosło 55,4 tony — wskazuje analityk Finamu Nikołaj Dudczenko.

onet.pl\The Moscow Times


Rosja wielokrotnie deklarowała gotowość do przejęcia irańskiego wysoko wzbogaconego uranu (HEU) od czasu, gdy Stany Zjednoczone i Izrael po raz pierwszy rozpoczęły działania zbrojne przeciwko Islamskiej Republice zeszłego lata.

W piątek, gdy czas odliczał ostatnie chwile kruchego zawieszenia broni między USA a Iranem, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że rosyjska propozycja "nie znajduje się obecnie na stole negocjacyjnym". Podkreślił jednak, że Moskwa nadal pozostaje otwarta na takie rozwiązanie, ale — jak stwierdził — Waszyngton "nie jest zainteresowany" tą ofertą.

Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych powiedział w poniedziałek, że Teheran nie omawiał kwestii przekazania swojego uranu podczas wcześniejszych rozmów z Waszyngtonem. Stało się to mimo tego, że prezydent USA Donald Trump stwierdził w piątek, iż Stany Zjednoczone będą współpracować z Iranem, aby odzyskać jego "nuklearny pył" i sprowadzić go z powrotem do USA.

(...)

Aleksiej Lichaczow, szef rosyjskiego państwowego koncernu atomowego Rosatom, powiedział w sobotę, że firma jest gotowa udzielić pomocy, określając Rosję jako "jedyny kraj posiadający pozytywne doświadczenia we współpracy z Iranem".

Zgodnie z propozycją Rosja miałaby przetransportować i przechować irańskie zapasy wzbogaconego uranu. Dmitrij Gorczakow, doradca ds. energetyki jądrowej w ekologicznej organizacji pozarządowej Bellona, powiedział "The Moscow Times", że takie zadanie całkowicie mieści się w możliwościach Moskwy.

Choć transport materiałów jądrowych w warunkach wojennych byłby dużym wyzwaniem, Gorczakow ocenił, że operacja jest wykonalna, zwracając uwagę, że wszystkie zaangażowane strony znają procedury zapobiegania incydentom i konfliktom podczas takich działań.

Jeśli dojdzie do tej umowy, MAEA na pewno będzie w nią zaangażowana. Leży to w interesie wszystkich stron: Iranu, Rosji i oczywiście Stanów Zjednoczonych — powiedział.

Gorczakow dodał, że sama ilość uranu nie stanowiłaby większego problemu logistycznego, pod warunkiem że materiał zachowałby właściwości umożliwiające jego dalsze wykorzystanie.

Stan irańskiego wysoko wzbogaconego uranu pozostaje niejasny.

Międzynarodowi obserwatorzy nie mieli dostępu do części obiektów w kraju od dziesięciu miesięcy, a zniszczenia spowodowane zeszłorocznymi atakami USA i Izraela mogą znacząco utrudnić ewentualną operację jego wywiezienia.

W praktyce oznaczałoby to prawdopodobnie konieczność przeprowadzenia zakrojonej na szeroką skalę akcji oczyszczania terenu.

To byłaby zapewne najbardziej skomplikowana operacja usuwania uranu w historii — powiedział "The Wall Street Journal" Andrew Weber, starszy ekspert Council on Strategic Risks i były urzędnik Pentagonu, który brał udział w podobnych operacjach w przeszłości.

Istnieje mnóstwo niewiadomych związanych z czerwcowymi atakami USA, wymaganiami logistycznymi, zagrożeniami bezpieczeństwa oraz napięciami w polityce zagranicznej — dodał.

Gorczakow ocenił, że zebranie materiału byłoby "trudnym zadaniem", podobnie jak ustalenie, jaka jego część została zniszczona podczas nalotów.
Jednocześnie zaznaczył, że problem nie jest nie do pokonania i można byłoby sobie z nim poradzić przy wsparciu MAEA oraz innych państw trzecich.

Główne pytanie brzmi, jak to zebrać i jak dokładnie ustalić ilość zniszczonego materiału — i to wszystko. To, co zrobić z nim później, nie jest już najważniejsze. Rozwiązania da się znaleźć — powiedział.

(...) amerykańscy urzędnicy wykluczyli możliwość wysłania irańskiego uranu do Rosji (...)

onet.pl\The Moscow Times


15 kwietnia Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak powietrzny za dnia, który łącznie z dwoma atakami nocnymi trwał 37 godzin. Celami były infrastruktura energetyczna, przemysłowa i transportowa. Uszkodzono m.in. obiekty dwóch technicznych uczelni wyższych oraz zakłady Dniepropress w Dnieprze (odpowiednio 15 i 16 kwietnia), zakłady Motor Sicz w Zaporożu (nocą z 14 na 15 kwietnia), zakłady chemiczne i podstację 330 kV w Sumach (15 kwietnia), a także zakłady Kwazar i Majak w Kijowie oraz zakłady Mikron, infrastrukturę portową i kontenerowiec pod banderą Nauru w Odessie (16 kwietnia). Według ukraińskiego MSW zginęło 15 osób, a ponad 100 zostało rannych, jednak ze szczątkowych informacji z najbardziej poszkodowanych miast – Dniepru, Odessy i Kijowa – wynika, że tylko w nich zabitych zostało 20 osób. O zniszczeniach infrastruktury donoszono też z Białej Cerkwi, Charkowa, Czerkas, Czernihowa, Izmaiłu, Sum oraz obwodów mikołajowskiego i połtawskiego. W regionach tych doszło do uszkodzeń przede wszystkim infrastruktury energetycznej. Zgodnie z komunikatem ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP) w ciągu wspomnianych 37 godzin agresor wykorzystał prawie 1000 dronów i 50 rakiet. Rzecznik ukraińskiej Marynarki Wojennej Dmytro Płetenczuk ocenił liczbę bezzałogowców użytych nocą z 15 na 16 kwietnia w ataku na Odessę jako rekordową. Obrońcy mieli ich unieszkodliwić 87.

Prowadzone przez Rosjan od początku 2026 r. ataki na infrastrukturę portową doprowadziły do dalszego zmniejszenia przeładunku towarów, o czym 20 kwietnia poinformowała Administracja Portów Morskich Ukrainy. W pierwszym kwartale 2026 r. wyniósł on 21 mln ton, podczas gdy w analogicznym okresie 2025 r. sięgnął 23 mln ton, a w 2024 r. – 27,8 mln ton. Od początku br. poszczególne porty mają być atakowane średnio co pięć dni. Uszkodzone zostały 193 instalacje portowe oraz 25 statków. Oprócz zmasowanego ataku w dniach 15–16 kwietnia infrastruktura portowa w rejonie Odessy zaatakowana została również w dwóch kolejnych dobach (poza wyżej wymienionymi celem był port Piwdennyj). Z kolei okres od 19 do 21 kwietnia był jedną z niewielu dłuższych pauz od początku 2026 r., gdy nie odnotowano nowych uderzeń.

(...)

18 kwietnia celem zmasowanego ataku był Krym, a w Sewastopolu trafione zostały rosyjskie okręty desantowe. W dniu ataku Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) powiadomiła o trafieniu jednostek „Azow” i „Jamał” (projektu 775) oraz trzeciej niezidentyfikowanej, najprawdopodobniej kutra przeciwdywersyjnego „Graczonok”, a dzień później ukraiński wywiad wojskowy (HUR) o uszkodzeniu okrętów desantowych „Jamał” i „Nikołaj Filczenkow” (projektu 1171). Obie ukraińskie służby przypisały sukces podległym sobie jednostkom, odpowiednio Centrum Operacji Specjalnych „Alfa” i pododdziałowi specjalnemu „Prymary”. Z dostępnych informacji wynika, że okręty nie ucierpiały poważnie, niemniej atak był pierwszym od prawie dwóch lat, w którym doszło do trafienia dużego rosyjskiego okrętu w rejonie Krymu. Potwierdza on też, że baza w Sewastopolu wciąż jest wykorzystywana przez rosyjską flotę (okręty przechodzą tam głównie przeglądy i remonty). Najpoważniejszym skutkiem ataku na półwysep był pożar bazy paliwowej w Sewastopolu. SBU i HUR donosiły także o uszkodzeniu na półwyspie stacji radiolokacyjnych, a 20 kwietnia Sztab Generalny powiadomił o trafieniu bazy paliwowej w Hwardijśkem.

16 i 20 kwietnia ukraińskie drony uderzyły w rafinerię Rosniefti w Tuapse w Kraju Krasnodarskim, wywołując pożar zbiorników z paliwem (ponowny atak nastąpił po ugaszeniu pierwszego). 16 kwietnia doszło również do trafień w porcie, a część jednostek oczekujących na załadunek paliwa została przebazowana do Noworosyjska. 18 kwietnia zaatakowane zostały rafinerie w Nowokujbyszewsku i Syzraniu w obwodzie samarskim, baza paliwowa w Tichoriecku w Kraju Krasnodarskim oraz port Wysock w obwodzie leningradzkim (według ukraińskiego Sztabu Generalnego trafiony został tamtejszy terminal Łukoilu), a dzień później port Jejsk w Kraju Krasnodarskim. Na ich terenie wybuchły pożary, nie potwierdzono jednak znaczących zniszczeń, podobnie jak w przypadku ataku na zakłady chemiczne w Sterlitamaku w Baszkortostanie 15 kwietnia. Do pożaru i uszkodzenia hal fabrycznych doszło w produkujących bezzałogowce zakładach Atłant Aero w Taganrogu, w które ukraińskie drony uderzyły 19 kwietnia. 18 kwietnia w ataku na cele w Rosji i na terenach okupowanych Ukraińcy znów wykorzystali znaczną liczbę bezzałogowców – co najmniej 568 (taką liczbę zneutralizowanych podał resort obrony FR).

(...)

16 kwietnia Ministerstwo Obrony FR zagroziło „nieprzewidywalnymi konsekwencjami” państwom europejskim uczestniczącym w produkcji dronów dla Ukrainy. Oświadczenie odnosiło się do podpisanych w ostatnich tygodniach porozumień dotyczących współpracy europejskich i ukraińskich producentów bezzałogowców. Stwierdzono, że działania te prowadzą do „eskalacji sytuacji wojskowo-politycznej” i przekształcania tych państw w „strategiczne zaplecze Ukrainy”. Ministerstwo opublikowało również adresy i nazwy firm w 11 państwach europejskich, w tym w Polsce, a także w Turcji i Izraelu, które miały być zaangażowane w produkcję dronów lub ich komponentów dla Ukrainy. Oświadczenie, podparte pogróżkami ze strony wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa FR Dmitrija Miedwiediewa, należy intepretować jako rosyjską operację informacyjną mającą powstrzymać państwa partnerskie Ukrainy przed kontynowaniem kooperacji przemysłów zbrojeniowych.

osw.waw.pl


Największą rolę w ograniczaniu generacji energii elektrycznej z węgla ma fotowoltaika. W 2025 r. nastąpił rekordowy wzrost produkcji energii ze słońca – o 636 TWh, czyli o 30 proc. w porównaniu z 2024 r. Według obliczeń analityków Ember to „najszybszy wzrost procentowy od ośmiu lat”. Oznacza to, że wykładnicze tempo wzrostu się utrzymuje. Od 2015 r., gdy ze słońca pochodziło 256 TWh energii elektrycznej, produkcja prądu ze słońca wzrosła ponad dziesięciokrotnie, podwajając się co około trzy lata. Ubiegłoroczny przyrost energii ze słońca (636 TWh) wystarczyłby, aby zastąpić energię elektryczną z gazu odpowiadającą całemu eksportowi LNG przez Cieśninę Ormuz w 2024 roku (550 TWh).

Zgodnie z szacunkami organizacji globalna produkcja energii ze źródeł słonecznych jest obecnie równa całkowitemu zapotrzebowaniu na energię elektryczną w 27 państwach członkowskich Unii Europejskiej. Głobalnym liderem w instalacji nowych mocy w energetyce słonecznej – a także wiatrowej – są Chiny. Pekin odpowiadał w ubiegłym roku za ponad połowę wzrostu zarówno mocy, jak i produkcji energii słonecznej.

W zeszłym roku po raz pierwszy w historii energetyka słoneczna wyprzedziła energetykę wiatrową na świecie i zbliżyła się do poziomu produkcji z atomu. Według prognoz w 2026 r. zarówno energetyka słoneczna, jak i wiatrowa wyprzedzą energetykę jądrową.

(...)

Wiatr i słońce wygrywają z paliwami kopalnymi również w Unii Europejskiej. Zgodnie z raportem Ember European Electricity Review w 2025 r. źródła wiatrowe i słoneczne po raz pierwszy w historii wytworzyły więcej energii elektrycznej niż paliwa kopalne w Unii Europejskiej. OZE dostarczają już niemal połowę energii w UE, a w większości państw członkowskich udział węgla w miksie energetycznym spadł poniżej 5 proc. – i wcale nie jest zastępowany gazem. Od 2020 r. średni udział paliw kopalnych w produkcji energii w państwach UE spadł z 37 proc. do 29 proc., podczas gdy udział słońca i wiatru wzrósł z 20 proc. do 30 proc.

Największy udział w tym sukcesie – podobnie jak na świecie – ma fotowoltaika. Udział źródeł słonecznych w produkcji energii elektrycznej w UE w 2025 r. wzrósł o ponad 20 proc. w porównaniu z rokiem 2024. W roku 2025 fotowoltaika osiągnęła rekordowy, 13 proc. udział w miksie energetycznym UE. W ten sposób tylko to jedno źródło energii odnawialnej przewyższyło produkcję z węgla na poziomie Unii Europejskiej. Był to trend widoczny w całej Unii Europejskiej – wszystkie państwa członkowskie odnotowały wzrost produkcji ze źródeł słonecznych w porównaniu z rokiem 2024 i we wszystkich wystąpił boom na fotowoltaikę.

W Polsce także maleje udział węgla w miksie elektroenergetycznym – w 2025 r. jego udział w produkcji energii elektrycznej spadł do historycznie niskiego poziomu 51 proc.

"Zdecydowanie wkroczyliśmy w erę czystego wzrostu. Czysta energia rozwija się dziś w takim tempie, że jest w stanie zaspokoić rosnące globalne zapotrzebowanie na elektryczność, utrzymując produkcję energii ze źródeł kopalnych na stałym poziomie poprzedzającym jej nieuchronny spadek. Rozmach, który obserwujemy, nie jest już tylko ambitnym celem – staje się namacalną rzeczywistością. (...) Czysta energia na nowo definiuje dziś pojęcie bezpieczeństwa energetycznego w niestabilnym świecie. Już teraz pomaga krajom ograniczać zależność od importu i kosztów paliw kopalnych, jednocześnie zaspokajając rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną. Kolejnym krokiem jest modernizacja sieci i ram regulacyjnych, tak by systemy energetyczne były gotowe na nową rzeczywistość." - Aditya Lolla, Dyrektor zarządzający, Ember, Raport „Globalny przegląd rynku energii elektrycznej 2026"

energetyka24.com


Izabela Albrycht, pełnomocniczka rektora AGH do spraw programu DIANA, zwraca z kolei uwagę, że "przewagę buduje się nie najsilniejszą armią, ale najszybszym systemem innowacji".

Innymi słowy, nowoczesne konflikty wygrywa się szybkością wdrażania technologii – powiedziała.

(...)

– Bardzo istotnym czynnikiem jest fakt, że współczesne pole walki obejmuje również infrastrukturę cywilną – powiedziała Albrycht. Transport wojskowy przykładowo zależy od cywilnych portów, lotnisk, dróg i kolei, a powodzenie operacji militarnych także od sieci energetycznych czy światłowodów. – To wszystko sprawia, że pole walki tak naprawdę rozciąga się na całe państwo, a zatem potrzebna jest budowa odporności państwa i społeczeństwa – podkreśliła.

Taka charakterystyka współczesnych konfliktów zdaniem Albrycht sprawia, że "trzeba inaczej podejść do tworzenia zdolności, które pozwalają nam osiągnąć zwycięstwo". Rozwiązaniem może być nowy model pozyskiwania technologii wojskowych, tym razem oparty na rozwiązaniach podwójnego, cywilnego i wojskowego zastosowania, czyli dual-use.

Według Albrycht mamy do czynienia z systemową zmianą dotyczącą rozwiązań dual-use. Do tej pory to technologie wojskowe zasilały rynek cywilny, czego przykładem jest nawigacja satelitarna – powstała na potrzeby wojska, dziś jest powszechnie wykorzystywana poza nim. – Teraz kierunek dyfuzji technologii się odwraca, czyli w dużej mierze to technologie komercyjne są adaptowane do celów obrony i bezpieczeństwa. Warto też zwrócić uwagę, że takie technologie mogą wrócić z powrotem do zastosowań cywilnych – podkreśliła. Na przykład w Ukrainie drony są coraz częściej wykorzystywane w rolnictwie czy transporcie.

Ekspertka zwraca uwagę, że takie procesy potrafią obniżyć koszt pozyskiwania innowacji przez wojsko. 

(...)

Przykładów firm, które zaczynały w cywilu, a potem trafiły do wojska, jest niemało. Palantir Technologie, który dostarcza analitykę armii Izraela i jesienią 2025 r. podpisał list intencyjny z polskim MON, zaczynał od rozwiązań dla sektora bankowego. ICEYE, polsko-fiński producent satelitów, również dla Wojska Polskiego, startował od rozwiązań, które monitorowałyby pokrywę lodową w Arktyce (ślad tego pozostał w nazwie firmy). Do wojska trafiła też firma Revobeam z Gdańska, która otrzymała wsparcie z programu DIANA i dziś oferuje kierunkowe anteny dla łączności, dzięki którym przeciwnikowi trudniej zatrudnić komunikację. Wcześniej miała na swoim koncie rozwiązania, które lokalizowały wózki na szpitalnym oddziale ratunkowym albo optymalizowały procesy logistyczne w porcie w Gdańsku. Z kolei duńska spółka Robotto, zanim zaczęła pracować dla sił zbrojnych, robiła oprogramowanie dla dronów, które dzięki sygnaturom cieplnym liczyły populację koali. – Dziś też liczą populację, ale nie powiem kogo i gdzie – śmieje się pułkownik Szymański.

Izabela Albrycht z AGH przypomina, że w pierwszych miesiącach po rosyjskiej inwazji to Ukraina miała przewagę wynikającą z szybkości adaptacji nowych technologii na potrzeby wojskowe. Z czasem jednak Rosja także się uczyła i dostosowywała do zmian.

Coraz częściej będziemy widzieć nowoczesne rozwiązania, które w sposób zwinny są wykorzystywane na polu walki. Musimy nasz system innowacji dostosować, żeby każdorazowo na te zmiany odpowiadać – powiedziała.

wnp.pl