poniedziałek, 18 sierpnia 2025



Rosnąca liczna tematów uznanych przez władze Chin za "drażliwe" oraz nieprzewidywalne wyznaczanie przez nie granic cenzury znacząco ograniczają przepływ informacji i tworzą coraz większe przeszkody w pracy dziennikarzy - wynika z raportu Klubu Korespondentów Zagranicznych w Chinach (FCCC).

"W przeciwieństwie do umiarkowanej poprawy sytuacji po pandemii COVID-19 w 2023 r., tegoroczne wyniki badań pokazują, że w obliczu presji gospodarczej i nasilonych napięć geopolitycznych państwo (Chiny - PAP) wprowadza instytucjonalną kontrolę nad niezależnymi mediami" - oceniają autorzy opublikowanego w poniedziałek raportu pod tytułem "Nowe czerwone linie. Rosnące przeszkody dla zagranicznych dziennikarzy w Chinach".

Połowa ankietowanych w lutym i marcu członków FCCC zgłosiła, że w zeszłym roku do tematów tradycyjnie uznawanych przez Pekin za drażliwe, takich jak Sinciang, Tybet, Hongkong i odniesienia do przywódcy Chin Xi Jinpinga, dołączyły inne. Są to m.in.: chińska gospodarka, cła, pojazdy elektryczne, polityka technologiczna, bezrobocie, warunki pracy, demografia, a nawet obchody Halloween.

W ankiecie FCCC 60 proc. respondentów przyznało, że unikało tych tematów z obawy przed utratą wizy lub innymi represjami. To "utrudnia rzetelne relacjonowanie rzeczywistości" - podkreślono w raporcie.

Niemal 90 proc. ankietowanych dziennikarzy podało, że odmówiono im możliwości przeprowadzenia wywiadu lub został on odwołany, a 38 proc. anulowało podróż służbową lub wywiad z powodu presji wywieranej na nich przez urzędników. Blisko 40 proc. zgłosiło, że ich chińscy współpracownicy byli nękani lub zastraszani, a prawie co dziesiąty reporter padł ofiarą przemocy fizycznej.

Niektóre wskaźniki uległy poprawie, np. do 42 proc. spadła w 2024 roku (z 54 proc. rok wcześniej) liczba zgłoszeń o utrudnianiu pracy przez policję, a tylko 2 proc. ankietowanych spotkało się z atakami na portalach społecznościowych. Aż 98 proc. respondentów oceniło jednak swoje warunki pracy jako "rzadko spełniające międzynarodowe standardy" lub "nigdy niespełniające międzynarodowych standardów".

W najnowszym rankingu wolności prasy organizacji Reporterzy Bez Granic (RSF) Chiny znalazły się na 178. miejscu ze 180 państw i zostały określone jako "największe na świecie więzienie dla dziennikarzy".

PAP


"Zakończyłem 6 wojen w ciągu 6 miesięcy, jedna z nich groziła możliwą katastrofą nuklearną, a i tak muszę czytać i słuchać "Wall Street Journal" i wielu innych, którzy naprawdę nie mają pojęcia, jak mówią mi wszystko, co robię źle w sprawie BAŁAGANU wokół Rosji/Ukrainy, czyli wojny śpiącego Joe Bidena, a nie mojej" - napisał Trump w swoim serwisie Truth Social.

"Jestem tu tylko po to, by to zakończyć, nie by ciągnąć to dalej. To by się NIGDY nie wydarzyło, gdybym to ja był prezydentem. Wiem dokładnie, co robię i nie potrzebuję rady od ludzi, którzy pracują nad tymi wszystkimi konfliktami od lat i nigdy nie byli w stanie zrobić nic, by je powstrzymać. To są "GŁUPI" ludzie, bez zdrowego rozsądku, inteligencji, zrozumienia i sprawiają, że obecna R/U (rosyjsko-ukraińska) katastrofa jest tylko coraz trudniejsza do NAPRAWIENIA" - dodał.

"Pomimo moich wszystkich słabych i bardzo zazdrosnych krytyków, dokonam tego - zawsze to robię!!!" - oświadczył prezydent USA.

W niedzielę w artykule redakcyjnym konserwatywny "Wall Street Journal" napisał m.in., że "Trump prowadzi politykę zagraniczną, kierując się osobistym instynktem i taktycznym impulsem, a jego nagły piątkowy zwrot w sprawie Rosji i Ukrainy jest tego klasycznym przykładem". "Nie sposób przewidzieć, czy to początek drogi do pokoju, czy do ustępstw. Nie jesteśmy pewni, czy sam Trump to wie" - podkreśliła redakcja. Dziennik ocenił też, że obietnice dawane przez Władimira Putina są "mniej niż bezwartościowe".

"Trump uczynił rolę rozjemcy głównym tematem swojej drugiej kadencji, co jest ambicją godną podziwu. Pytanie jednak, jak zawsze, brzmi: za jaką cenę? Sprytni przeciwnicy, tacy jak Putin i chiński przywódca Xi Jinping, potrafią wyczuć, kiedy pragnienie Pokojowej Nagrody Nobla można wykorzystać do osiągnięcia znacznie ważniejszych korzyści strategicznych" - oceniła gazeta.

PAP


W dniu 8 sierpnia 2025 roku w Waszyngtonie doszło do spotkania liderów USA, Armenii i Azerbejdżanu – Prezydenta Donalda Trumpa, Premiera Nikola Paszynajana i Prezydenta Ilhama Alijewa.

W mediach okrzyknięto to spotkanie jako „historyczne” i „przełomowe”, mające, poprzez podpisanie „umowy pokojowej” zagwarantować pokój na Kaukazie.

Sprecyzujmy więc, co rzeczywiście miało miejsce w Waszyngtonie, ponieważ „umowy pokojowej”, jako takiej, w stolicy Stanów Zjednoczonych nie zawarto. Generalnie, podpisana deklaracja zawiera kilka elementów wynikająca z tego i innych parafowanych dokumentów:
  • potwierdzenie, że strony dążyć będą do pokoju, wzajemnego zrozumienia, budowania stosunków dobrosąsiedzkich pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem, z zagwarantowaniem nienaruszalności integralności terytorialnej i wzajemnym wyrzeczeniu się wszelkich prób rewanżyzmu
  • apel USA, Armenii i Azerbejdżanu do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) o zakończenie działalności Grupy Mińskiej ukierunkowanej na rozwiązanie konfliktu w Górskim Karabachu. Tu od razu wyjaśnienie – Grupa Mińska powołana została w 1992 roku z trzema wiceprzewodniczącymi – USA, Rosja i Francja. W skład GM wchodzą Azerbejdżan, Armenia, Białoruś, Niemcy, Włochy, Turcja, Finlandia i Szwecja. Na likwidację grupy naciskał Azerbejdżan (i był to jeden z warunków podpisania umowy zawieszenia ognia w 2022 roku). PO zajęciu całego Górskiego Karabachu przez Azerbejdżan i ucieczkę z niego Ormian w 2023 roku funkcjonowanie Grupy straciło de facto rację bytu.
  • potwierdzenie konieczności utworzenia na terytorium Armenii korytarza transportowo-energetycznego łączącego terytorium Azerbejdżanu z Autonomiczną Republiką Nachiczewanu pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity” (TRIPP)
  • Zagwarantowanie Armenii pełnej suwerenności na terytorium planowanego korytarza nazywanego w mediach „korytarza zangezurskiego”.
Kilka uwag i komentarzy:

  • W deklaracji Azerbejdżan i Armenia stwierdzają, że uzgadniają treść umowy pokojowej. Faktycznie – uzgadniają już 3 lata. I pomiędzy tymi państwami jest na tyle dużo nieporozumień, że aby uzgodnić treść porozumienia pokojowego kolejne są następne spotkania, negocjacje i szczyty. Na razie jest zbyt wiele rozbieżności, aby strony (przede wszystkim Armenia) zgodziły się na podpisanie porozumienia pokojowego. Wymieńmy kilka z nich:
    • Azerbejdżan żąda zmiany Konstytucji Armenii, w której są odwołania do Deklaracji Niepodległości, a ta jednoznacznie stwierdza przynależność Górskiego Karabachu do Armenii. Spornym jest również odwołanie w Deklaracji do ludobójstwa Ormian w Imperium Osmańskim na początku XX wieku – Azerbejdżan nie uznaje tego za ludobójstwo, sam ma roszczenia do Armenii, oskarżając Ormian o systemowe zabójstwa Azerbejdżan.
    • Armenia żąda, aby do Ojczyzny wrócili wszyscy żołnierze ormiańscy pozostający od 2022 roku w azerbejdżańskiej niewoli
    • Azerbejdżan lekceważy również żądania Ormian wypuszczenia na wolność wszystkich przywódców i funkcjonariuszy Republiki Górskiego Karabachu (przebywają w areszcie w Azerbejdżanie od 2023 roku, wszczęto przeciwko nim procesy karne, grożą im wieloletnie wyroku pozbawienia wolności)
    • Azerbejdżan nie reaguje na żądania Armenii w kwestii możliwości powrotu do Górskiego Karabachu wszystkich Ormian, którzy opuścili lub zostali wygnani w 2023 roku.
    • Azerbejdżan nie odpowiada również na żądania dotyczące zwrotu pozostawionego w Górskim Karabachu przez Ormian majątku ruchomego i nieruchomego.
  • Biorąc powyższe pod uwagę, należy stwierdzić już teraz, że wygranymi w tej rozgrywce dyplomatycznej są – Donald Trump (Prezydent USA w 7-punktowej deklaracji, wymieniony w dwóch punktach! Wymieniony z podziękowaniem dla niego za zorganizowanie spotkania i doprowadzenia do podpisania deklaracji) oraz Azerbejdżan. Azerbejdżan nie jest zobowiązany w deklaracji do niczego. Jedynym państwem, które jest do czegoś zobowiązane jest Armenia.
  • Deklaracja zakłada utworzenie na terytorium Armenii korytarza transportowo-energetycznego łączącego terytorium Azerbejdżanu z Autonomiczną Republiką Nachiczewanu pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity”. Przypomnę, że taka eksterytorialna droga przewidziana była już w trójstronnym porozumieniu Putin-Alijew-Paszynjan z 2022 roku (przy czym bezpieczeństwa tej drogi mieli pilnować żołnierze rosyjscy). Jest to dla Azerbejdżanu jedna z ważniejszych kwestii – przez ten korytarz zwany „korytarzem zangezurskim” Baku planuje cały transport do Europy, w tym transport, gazociągami oraz liniami energetycznymi, gazu, ropy i energii elektrycznej. Również Turcja jest zainteresowana otwarciem tego korytarza, widząc możliwość swojej ekspansji handlowej (i politycznej) tym korytarzem do państw Azji Centralnej.
W sposób naturalny, przeciwko korytarzowi jest Iran, gdyż może spowodować blokadę magistrali transportowo-energetycznej Północ-Południe (z Iranu, poprzez Armenię, do Rosji i dalej do Europy i Azji Centralnej). Z punktu widzenia samej Armenii, „korytarz zangezurski” może zablokować barter z Iranem – prąd (Ormiański) za gaz (Irański).

Stany Zjednoczone, oprócz kwestii prestiżowych związanych z zamknięciem jednego z pól konfliktu na świecie (Prezydent Trump podobno marzy o Pokojowej Nagrodzie Nobla), widzi tu też właśnie możliwość zablokowania od północy Iranu. Jak nie trudno się domyśleć, aktywnie w tym zakresie oddziaływuje na Donalda Trumpa dyplomacja Izraela.

Zgodnie z porozumieniem, na terytorium Armenii utworzony zostanie 42-kilometrowy korytarz transportowy pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity” – linie kolejowe, drogi, linie energetyczne, światłowodowe, gazociągi i rurociągi z Azerbejdżanu do Nachiczewanu.

Wg „przecieków”, wymieniona infrastruktura miałaby być oddana w długoterminowy zarząd amerykańskiej firmie prywatnej (mówi się o 49, ale i o 99 latach). Bezpieczeństwa infrastruktury ma pilnować amerykańska prywatna organizacja militarna (USA nie wprowadzałaby swoich sił zbrojnych na te terytoria).

Stany Zjednoczone gwarantują, że Armenia będzie miała pełnię władz i suwerenność nad całym przedsięwzięciem (dodatkowo ma osiągać 30% zysków z funkcjonowania korytarza; 40% zysku otrzyma amerykańska firma zarządzająca, a pozostałe 30% – ochrona).

Jak wspomniałem, wygranym jest Donald Trumn i Stany Zjednoczone. Kto jednak może być zagrożony?

Bez wątpienia wspomniany już przeze mnie Iran, ale przede wszystkim Rosja, która utraciła pozycję „rozgrywającego” w konflikcie azerbejdżańsko-armeńskim. Moim zdaniem, gdyby nie decyzje Trumpa, Rosja nadal, przez wiele lat przeciągałaby jakiekolwiek rozwiązania w zakresie możliwości podpisania porozumienia pokojowego. 

Rosja od wieków stosuje na Kaukazie zasadę devide et impera – dziel i rządź – i gdyby nie to porozumienie w Waszyngtonie, nadal starałaby się wygrywać (geo)politycznie na konflikcie Baku i Erywania. Teraz to się zmniejszyło, ale nigdy nie zostanie zlikwidowane.

Bo np. warto zauważyć bardzo duży wpływ Rosji na gospodarkę Armenii. I, paradoksalnie, realizacja korytarza w wersji amerykańskiej może uzależnienie Armenii od Rosji zwiększyć! Erywań od lat starał się dywersyfikować dostawy nośników energetycznych, zwiększając ich import z Iranu, kosztem Rosji. Zablokowanie „korytarzem zangezurskim” rozwoju współpracy z Iranem może doprowadzić do zwiększenia się uzależnienia Erywania od dostaw z Rosji. Ale należy liczyć, że realizacja TRIPP może spowodować wzrost amerykańskich inwestycji w innych obszarach, aniżeli tylko w ramach korytarza Zangezur.

Na razie pytań jest zbyt wiele. 

/Pisownia oryginalna - red./

centrumrosja.com

Sekretarz stanu USA Marco Rubio stwierdził w wywiadzie dla „Face the Nation” 17 sierpnia, że zarówno Rosja, jak i Ukraina muszą pójść na ustępstwa, aby osiągnąć porozumienie pokojowe. Rubio zauważył, że każde porozumienie, w którym ustępstwa dotyczą tylko jednej strony, będzie kapitulacją, a nie porozumieniem pokojowym. Rubio stwierdził, że prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował „kilka” nieokreślonych ustępstw podczas szczytu na Alasce 15 sierpnia, ale nie wystarczająco dużo, aby natychmiast osiągnąć sprawiedliwe porozumienie pokojowe. Rubio powtórzył oświadczenie Trumpa z 13 sierpnia, że Stany Zjednoczone nie są w stanie zaakceptować ani odrzucić porozumienia w imieniu Ukrainy i że Ukraina musi sama zdecydować, jakie warunki zaakceptuje w zamian za porozumienie pokojowe. Rubio stwierdził, że administracja Trumpa chce porozumienia, które pozwoli Ukrainie odbudować kraj i „mieć pewność”, że inwazja Rosji „nigdy się nie powtórzy”. Rubio oświadczył, że ostrzejsze sankcje USA wobec Rosji położą kres rozmowom pokojowym i przedłużą wojnę o co najmniej kolejny rok, a nawet półtora. 

Rosja nie będzie w stanie szybko zająć pozostałej części obwodu donieckiego siłą, czego nie udało się jej zrobić od ponad dekady. Rosja mogłaby szybko zająć cały obwód doniecki tylko wtedy, gdyby Ukraina uległa żądaniu Putina i wycofała się z pozostałej części obwodu. 16 sierpnia agencja Axios, powołując się na źródło posiadające bezpośrednią wiedzę o rozmowie telefonicznej Trumpa z Zełenskim i europejskimi przywódcami z 16 sierpnia, doniosła, że Trump oświadczył, iż Putin powiedział mu, iż Rosja może zająć cały obwód doniecki, jeśli Putin tego zapragnie.

(...)

Siły rosyjskie podjęły cztery znaczące kampanie we wschodniej Ukrainie w latach 2024-2025, które ilustrują, jak trudne prawdopodobnie będzie dla nich przejęcie pozostałej części obwodu donieckiego siłą. Siły rosyjskie po raz pierwszy rozpoczęły wysiłki mające na celu odbicie Kupjańska w obwodzie charkowskim w październiku 2023 r. i przeprowadziły wiele oddzielnych kampanii mających na celu zajęcie miasta w ciągu prawie dwóch lat od tego czasu. Siły rosyjskie obecnie zmagają się z ukończeniem okrążenia Kupjańska od północnego zachodu i nie zdobyły jeszcze osady pomimo 22 miesięcy działań ofensywnych. Siły rosyjskie rozpoczęły ukierunkowany wysiłek, aby zająć Toreck w obwodzie donieckim w połowie czerwca 2024 r. Siły rosyjskie rozpoczęły tę akcję niedaleko pozycji, które zajmowały przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji w 2022 roku. Siły rosyjskie zdobyły Toreck do 1 sierpnia 2025 roku, a pokonanie dystansu około 6,4 mili z południowo-wschodnich obrzeży Torecka na północno-zachodnie obrzeża zajęło im 14 miesięcy.

Rosyjska kampania na rzecz Chasiw Jar w obwodzie donieckim rozpoczęła się w maju 2023 roku po zajęciu przez siły rosyjskie Bachmutu (na wschód od Chasiw Jaru), a siły rosyjskie zintensyfikowały wysiłki mające na celu zajęcie Chasiw Jaru w kwietniu 2024 roku. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) twierdzi, że siły rosyjskie zakończyły zajęcie Chasiw Jaru 31 lipca 2025 roku, chociaż ISW nie zaobserwowało jeszcze dowodów na to, że siły rosyjskie zajęły całą osadę. Siły rosyjskie potrzebowały 26 miesięcy, aby przejść około 6,8 mil (około 11 kilometrów) z zachodniego Bachmutu do zachodniego krańca Chasiw Jaru.

Siły rosyjskie rozpoczęły wysiłki mające na celu zajęcie Pokrowska w obwodzie donieckim w lutym 2024 r. po zajęciu Awdijiwki i podjęły wiele prób zdobycia Pokrowska poprzez ataki frontalne, okrążanie lub okrążanie – wszystkie z nich jak dotąd, po ponad 18 miesiącach, zakończyły się niepowodzeniem.

Ostatnie rosyjskie postępy na północny wschód od Pokrowska nie wskazują, że Rosja może szybko przejąć ufortyfikowane lub miejskie obszary. Siły rosyjskie zajęły otwarte obszary bez żadnych znacząco ufortyfikowanych osiedli podczas niedawnej penetracji na północny wschód od Pokrowska w pobliżu Dobropola. Siły rosyjskie nadal nie wykazały żadnej zdolności do szybkiego przejęcia dużych, ufortyfikowanych pozycji, jak pokazały kampanie w Kupjansku, Czasiw Jarze, Torecku i Pokrowsku. Siły rosyjskie mają problemy z zaopatrzeniem i wzmocnieniem swojej taktycznej penetracji w pobliżu Dobropola i obroną przed ukraińskimi kontratakami na flankach — co sugeruje, że siły rosyjskie mogą nie być w stanie skonsolidować swoich pozycji i wykorzystać tej penetracji. 

(...)

Żadna z tych wielomiesięcznych prób zdobycia Kupjańska, Czasiw Jaru, Torecka i Pokrowska nie osiągnęła skali niezbędnej do przejęcia całego pasa twierdz Ukrainy – silnie ufortyfikowanej, głównej linii obronnej Ukrainy w obwodzie donieckim, składającej się z miast znacznie większych pod względem wielkości i liczby ludności.[15] Rosyjskie wysiłki mające na celu zdobycie siłą pozostałej części obwodu donieckiego zajęłyby kilka lat, biorąc pod uwagę liczbę ufortyfikowanych obszarów miejskich, które wojska rosyjskie muszą pokonać, aby dotrzeć do granic administracyjnych obwodu donieckiego.

understandingwar.org