Minister energii Arabii Saudyjskiej, książę Abdulaziz bin Salman, ogłosił, że od 2027 r. kwoty wydobycia w ramach OPEC+ będą ustalane na podstawie corocznie aktualizowanego wskaźnika MSC (Maximum Sustainable Capacity), czyli "maksymalnej zdolności produkcyjnej". Ani historyczne znaczenie przemysłu naftowego w każdym konkretnym kraju, ani bezwzględna wielkość bieżącej produkcji, ani żadne względy polityczne nie będą miały znaczenia.
Wskaźnik MSC będzie równy maksymalnej liczbie baryłek, które dany kraj jest w stanie wydobyć w ciągu roku.
Innymi słowy, w OPEC+ prawo do kierowania i wyznaczania kursu sojuszu przysługuje tym uczestnikom, którzy faktycznie inwestują w utrzymanie i zwiększenie swojego potencjału wydobywczego. Kraje, które nie inwestują w ten cel, tracą prawo głosu. Co najważniejsze, oficjalnie umacnia się władza tych, którzy dysponują gotowym, ale niewykorzystanym potencjałem wydobywczym, czyli realną możliwością manipulowania wydobyciem.
Kto więc od 2027 r. będzie kierował stowarzyszeniem państw wydobywających ropę? Kto dysponuje takimi środkami w postaci gotowego do wykorzystania potencjału?
Po pierwsze, Arabia Saudyjska, która posiada co najmniej 60 proc. rezerwowych mocy OPEC+. Wydobywa ona 9,95 baryłek dziennie i dysponuje rezerwowymi mocami gotowych do eksploatacji pól naftowych o wielkości jeszcze 2,2 mln baryłek. W rankingu wpływów za nią plasują się Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdzie przy średniej dziennej wydajności wynoszącej 3,65 mln baryłek rezerwy wynoszą ok. 0,8 mln. Następny jest Kuwejt z wydajnością 2,65 mln baryłek dziennie i rezerwami wynoszącymi ok. 0,5 mln.
Widzimy, że uczestnicy OPEC+, tacy jak Rosja, Irak, Nigeria, Wenezuela i Libia, nie mogą pochwalić się żadnymi niewykorzystanymi rezerwami zwiększenia wydobycia. Udział w manipulowaniu podażą na światowym rynku ropy naftowej jest dla nich obecnie całkowicie nierealny.
(...)
Saudyjczycy w każdy możliwy sposób podkreślali rolę Rosjan w tym procesie, chociaż nie wniosła ona rzeczywistego wkładu w manipulowanie. Rosyjscy producenci ropy naftowej z obiektywnych powodów nie są w stanie szybko zwiększać lub zmniejszać wydobycia, a Rosja w rzeczywistości wydobywa tyle ropy, ile może, nie przestrzegając zbyt dokładnie kwot OPEC+. Moskwa pozostawała w tym sojuszu jedynie dekoracją, ponieważ pod względem fizycznej produkcji należy do wielkiej "trójki" wraz z Arabią Saudyjską i Stanami Zjednoczonymi.
Teraz Moskwa nie będzie mogła nawet pretendować do pozoru przywództwa w OPEC+. Strategię będą określać Arabowie z Zatoki Perskiej, którzy mają realne możliwości wywierania wpływu na rynek.
W świetle takiego rozwoju sytuacji na rynku ropy naftowej można przypuszczać, że demonstracyjne kroki Arabii Saudyjskiej w kierunku rozszerzenia współpracy z Rosją — takie jak wprowadzenie ruchu bezwizowego — należy uznać za osłodzenie gorzkiej pigułki, którą OPEC+ podała Moskwie.
onet.pl\The Moscow Times