Maciej Danielewicz: - Rozmowy o pokoju w Ukrainie, perspektywy polityki pieniężnej w USA czy Trump i jego presja na podporządkowanie sobie banku centralnego? Które z tych wydarzeń zdecydują o losach globalnej giełdowej hossy?
Piotr Kuczyński: Te sprawy są faktycznie najważniejsze dla światowych rynków finansowych. Ale ich wpływ na pieniądze inwestorów będzie inny w każdym rejonie świata. Gdyby – co się raczej, moim zdaniem, nie wydarzy – doszło do zawarcia pokoju Rosja-Ukraina, to polski rynek eksplodowałby z zadowolenia, a złoty by się umocnił. Bylibyśmy jednym z największych beneficjentów zawieszenia wojny. Ale na razie chyba ku temu nie idziemy.
Dla globalnych rynków finansowych niewątpliwie wydarzenia w Stanach Zjednoczonych mają większe znaczenie niż to, co się dzieje w Europie. Jeżeli Wall Street dostanie kataru, to cały świat będzie miał grypę. A katar może się przydarzyć w związku z relacjami na linii Donald Trump – Jerome Powell. Wiemy, że niechęć prezydenta USA do szefa banku centralnego jest olbrzymia. Żeby było zabawniej, Jerome Powell został wybrany na szefa Fed właśnie przez Donalda Trumpa podczas jego pierwszej kadencji. No, ale teraz się nie kochają.
Trump chce, żeby stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych spadały, bo chce pomóc gospodarce. I pokazać, że za jego prezydentury to dopiero gospodarka hula! Do tego potrzebne są tańsze kredyty, więc i niższe stopy procentowe. Trump obrzuca Powella niecenzuralnymi słowami, które nie przystoją prezydentowi. Powell na pytania dziennikarzy zawsze odpowiada: „My polityką się w Fed nie zajmujemy. Nie będziemy tego komentować”.
Trump chciał wyrzucić Powella przed upływem kadencji, która kończy się w maju przyszłego roku. Chyba już odszedł od tej narracji, ale za to teraz zapowiada, że wyznaczy następnego szefa Fed już we wrześniu tego roku.
- Czy to osłabi pozycję Powella na rynkach finansowych jako kreatora polityki pieniężnej USA?
Prezydent otwarcie mówi, że chciałby mieć dużo większy wpływ na bieżące decyzje podejmowane przez bank centralny. To absolutne bluźnierstwo. Niezależność banku centralnego by w takiej sytuacji prysła. Prezydent Trump wszedłby w buty prezydenta Recepa Erdogana z Turcji, który zmieniał szefów banków centralnych jak rękawiczki, bo mu się nie podobała ich polityka. A co się działo z lirą turecką przy takim wpływie polityków na bank centralny, to mogliśmy obserwować. Prezydent Erdogan doprowadził do potężnego osłabienia liry.
- Przewodniczącym Fed pozostaje jednak Powell. Czy Pana zdaniem jego wypowiedzi na sympozjum bankierów w Jackson Hole przybliżają nas do dużych cięć stóp procentowych w USA, co zapewne pomogłoby hossie na światowych giełdach?
On stara się zazwyczaj być bardzo ostrożny, a ostatnio jest… ostrożny jeszcze bardziej. Ta ostrożność obecnie jest bardziej wskazana niż kiedykolwiek, bo – tak jak mówiłem – prezydent Trump chce zmienić sposób funkcjonowania Fed. To jest naprawdę niebezpieczne.
Jak słyszę o potencjalnych następcach Jerome’a Powella, o możliwych zmianach prawnych dotyczących Fed, o potencjalnym wpływie, jaki może uzyskać prezydent USA na działanie banku centralnego, to się dziwię, że za euro inwestorzy płacą tylko 1,17 dolara. Sytuacja inwestorów w Stanach Zjednoczonych podczas tej prezydentury jest trudna.
- Czyli Ameryka, dolar, amerykańskie obligacje to nie jest już – jak dotychczas – bezpieczna przestań? W ostatnich tygodniach inwestorzy zdawali się wierzyć, że jednak amerykańskie aktywa wciąż nią są.
Sytuacja wyglądała fatalnie w kwietniu, kiedy prezydent Trump wyszedł z propozycją ceł wzajemnych. Amerykanie uwielbiają akronimy i wówczas taki nowy akronim powstał: TIARA. To ozdoba na włosy, ale inwestorzy rozpisali to słowo jako There is a real alternative. Chodzi o to, że są inne, lepsze opcje inwestycyjne, poza Stanami Zjednoczonymi. Na tym skorzystała również warszawska giełda. Ale również real brazylijski, również inne waluty krajów rozwijających się i polski złoty też na tym korzystał. To była ucieczka części kapitału ze Stanów Zjednoczonych.
- Ta TIARA to chyba głos rozpaczy inwestorów. Jak można wyjść z rynku, który skupia największe i najbardziej innowacyjne spółki świata, połowę kapitalizacji światowych rynków kapitałowych, na którym handluje się najpopularniejszymi obligacjami świata i walutą, która ma 60-procentowy udział w światowym handlu?
Teraz to się trochę uspokoiło. Ale jeżeli prezydent Trump zacznie rzeczywiście mieć widoczny wpływ na działanie Fed, to… może być różnie. Wtedy naprawdę nie chciałbym być blisko dolara. Trzeba się będzie również zmierzyć z kwestią wiarygodności danych makro nadchodzących z USA. Dotąd czasem marudziliśmy, że dane z rynku pracy są weryfikowane po miesiącu, dwóch. BLS, czyli Bureau of Labor Statistics, podawało ostatnio dane z rynku pracy i zrobiło weryfikację wcześniejszych odczytów. Na tyle dużą, że to doprowadziło Trumpa do furii. W związku z tym wyrzucił szefową tego biura.
- Sądzi Pan, że rynki finansowe będą teraz ostrożniej patrzyły na dane z USA?
Ja już to widzę, i w serwisie Bloomberga, i w Reutersie. A trzeba brać pod uwagę, że BLS podaje również dane o inflacji. W związku z tym, gdy ostatnio BLS podawał całkiem niezłe dane o inflacji w USA, to ja już nie wiedziałem – wierzyć w nie czy nie wierzyć? Coraz więcej poważnych agencji mówi, że będą się pojawiały prywatne biura, prywatne ośrodki naukowe, które będą podawały dane inne niż te oficjalne, rządowe. Bo rządowe nie będą już uznawane za wiarygodne.
- Do jakiego poziomu mogą spaść stopy procentowe w USA?
Najwięksi optymiści mówią o trzech obniżkach, w sumie o 75 pkt bazowych. Wtedy stopy spadłyby do poziomu 3,5–3,75%. To wydaje się prawdopodobne, ale jeżeli rzeczywiście inflacja będzie rosła, to członkowie Fed mogą zmienić zdanie w sprawie obniżek.
Powell powiedział na ostatniej konferencji prasowej wyraźnie, że jeżeli chodzi o wpływ polityki celnej Stanów Zjednoczonych na inflację, to jesteśmy dopiero na początkowym etapie tego wpływu. Inaczej mówiąc, jego zdaniem tym, co w tej chwili widzimy, nie należy się przejmować. Mamy niewielkie zmiany inflacji, ale zobaczymy dużo, dużo większe. Trump twierdzi co prawda, że cła spowodują tylko jednorazowe zmiany cen, a już za rok będziemy mieli wyższą bazę i inflacja spadnie.
Ale Powell nie wyklucza, że poza tym jednorazowym wpływem, cła będą miały jednak wpływ bardziej długofalowy na amerykańską gospodarkę i na inflację. Dla mnie jest to oczywiste, bo jeśli bardzo wiele rzeczy zdrożeje, to zdrożeją również usługi. Jak zdrożeją usługi, to będzie presja na rynek pracy, na wynagrodzenia, i mamy jak w banku efekt drugiej rundy, czyli kolejne wzrosty cen.
- Jak ta perspektywa wpłynie na dolara? Czy ten docelowy wpływ ceł na inflację i stopy procentowe już jest zawarty w cenie dolara?
Nie, według mnie dolar tego jeszcze nie wycenił. I – jak mówiłem – dolar nie wycenił wielu rzeczy negatywnych dla tej waluty. Ani obniżek stóp, ani wpływu administracji na Fed, czyli sytuacji, kiedy istnieje ryzyko, że bank centralny traci niezależność. Poza tym – Donald Trump chce mieć słabszego dolara. Dlatego, że słabszy dolar to większa konkurencyjność gospodarki. Słaby dolar ma pomoc gospodarce amerykańskiej. W związku z tym, jeżeli oni sami chcą mieć słabego dolara, to będą go mieli. Tak zakładam.
Słaby dolar może być korzystny dla eksportu. Konkurencyjność gospodarki amerykańskiej rośnie. Jest jedna rzecz, o której ciągle mówię: bardzo łatwo jest rozpocząć taki proces, trudniej zakończyć. Pamiętamy porozumienie Plaza Accord z 1985 r., kiedy najważniejsze postaci zarządzające pięcioma największymi wówczas gospodarkami świata zdecydowali o osłabieniu dolara. Po dwóch latach trzeba było zawierać kolejne porozumienie – Louvre Accord, bo dolar był… za słaby. Żebyśmy przypadkiem nie poszli w tym kierunku.
subiektywnieofinansach.pl