W nocy z poniedziałku na wtorek Izrael otrzymał od informatorów wiadomość, że Golamreza Solejmani — dowódca milicji Basidż działającej w ramach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), znanej z brutalnego tłumienia protestów — ukrywa się wraz ze swoimi zastępcami w namiocie w leśnym parku w Teheranie.
Jak podaje dziennik "Wall Street Journal", powołując się na listę celów i raporty operacyjne, właśnie na takie sytuacje liczył Izrael, systematycznie bombardując siedziby i punkty dowodzenia Basidżu. Solejmani oraz jego zastępca zginęli w wyniku uderzenia na ten teren.
Tej same nocy został zlikwidowany także sekretarz Rady Bezpieczeństwa Iranu, Ali Laridżani, który po śmierci ajatollaha Aliego Chameneia w pierwszym dniu wojny był uznawany za faktycznego przywódcę kraju.
Zabicie Laridżaniego było możliwe dzięki cennym informacjom wywiadowczym przekazanym izraelskim służbom przez mieszkańców Teheranu — powiedział przedstawiciel władz Izraela w rozmowie z opozycyjnym medium Iran International. Izrael rozszerzył swoją kampanię wojskową — z ataków na centra dowodzenia IRGC, Basidżu i innych służb — także na punkty kontrolne i blokady drogowe, wykorzystując m.in. drony kamikadze. Często opiera się przy tym na informacjach przekazywanych przez lokalnych mieszkańców.
(...)
W środę 18 marca minister obrony Israel Katz poinformował o "wyeliminowaniu" ministra wywiadu Iranu, Ismaila Hatiba. Jak dodał, on sam oraz premier Netanjahu upoważnili wojsko do likwidowania każdego wysoko postawionego irańskiego urzędnika znajdującego się na liście celów — bez konieczności uzyskiwania dodatkowej zgody.
(...)
Podpułkownik Szahar Kojfman, który do 2022 r. kierował irańskim wydziałem izraelskiego wywiadu wojskowego, sceptycznie ocenia szanse na wybuch powstania. - Basidż to bardzo liczna formacja, dobrze uzbrojona — i nie podda się. Od tego zależy życie ich i ich rodzin — powiedział w rozmowie z "The New York Times".
Z kolei analityk Reza Salehi uważa, że eliminowanie liderów nie jest skuteczną metodą — jego zdaniem śmierć Chameneia pokazała, że "nie ma w tym kraju jednej osoby, której odejście naprawdę zmieniłoby przebieg wojny".
Były wysoki rangą oficer izraelski, generał brygady Eran Ortal, dostrzega jednak logikę w strategii Netanjahu: rozpad systemu od środka, który już się rozpoczął, może przyspieszyć wraz z osłabieniem aparatu represji. Zwykli członkowie Basidżu — których liczebność szacuje się na od 600 tys. do nawet miliona — są mało samodzielni i silnie zależni od rozkazów dowódców, dlatego ich eliminacja może poważnie obniżyć skuteczność tej formacji.
Lista celów izraelskich bombardowań rozszerzyła się z siedzib i punktów dowodzenia na inne miejsca, w których zaczęli gromadzić się funkcjonariusze i kadra kierownicza służb bezpieczeństwa. Wśród nich znalazły się m.in. obiekty sportowe (na stadionie piłkarskim Azadi zginęły setki funkcjonariuszy i żołnierzy), a także inne lokalizacje — jak park leśny, gdzie zabito Solejmaniego, czy komendy policji.
onet.pl\The Moscow Times