GRU, czyli rosyjski wywiad wojskowy, to elita armii i służb Federacji Rosyjskiej. Nie bez powodu jego dewiza brzmi: "Выше нас - только звёзды", co można przetłumaczyć: "Nad nami są tylko gwiazdy". Aleksiejew od lat znajdował w podobnym miejscu - czyli niemal na samym szczycie tej struktury. Od 2011 r. pełnił funkcję szefa sztabu i pierwszego zastępcy dowódcy GRU. Odpowiadał za planowanie i nadzór nad operacjami specjalnymi, a częścią z nich kierował osobiście.
Lista operacji, które planował i koordynował, jest bardzo długa. Obejmuje m.in. działania tzw. zielonych ludzików podczas aneksji Krymu, kierowanie rosyjskimi siłami specjalnymi oraz prywatnymi armiami w Syrii i Afryce, nadzór nad Grupą Wagnera, a także planowanie rosyjskiego uderzenia na Kijów w 2022 r. Według nieoficjalnych źródeł podlegać miała mu również komórka odpowiedzialna za eliminowanie osób uznanych przez Kreml za niewygodne. To z jej działalnością łączona jest m.in. próba otrucia Siergieja Skripala przy użyciu nowiczoka.
Najprawdopodobniej to Aleksiejew odpowiadał również za przetransportowanie w 2014 r. systemu rakietowego 9K37 Buk dla prorosyjskich separatystów - systemu, z którego później zestrzelono samolot MH17 linii Malaysia Airlines.
W 2017 r. za swoją służbę został odznaczony tytułem Bohatera Federacji Rosyjskiej. Złotą Gwiazdę wręczył mu osobiście Władimir Putin.
Nic więc dziwnego, że w piątkowy poranek generał Aleksiejew czuł się bezpiecznie. Mimo trzech zamachów na rosyjskich generałów, do których doszło w Moskwie w ciągu ostatniego roku, nie miał ochrony. Po wyjściu z mieszkania ruszył w stronę windy.
Nie dotarł.
Padły trzy strzały. Rosyjskie media do dziś nie są zgodne co do przebiegu wydarzeń. Część z nich twierdzi, że generał został trafiony w plecy i była to próba egzekucji rodem z "Ojca chrzestnego". Inne, w tym dziennik "Kommiersant", informują, że został postrzelony w nogę, rękę i klatkę piersiową, a tylko jego opór i walka z napastnikiem pozwoliły mu przeżyć. Jak było naprawdę - nie wiadomo.
Pewne jest natomiast, że sąsiedzi szybko zaalarmowali służby. Wezwano pogotowie, a sprawna akcja ratunkowa zakończyła się powodzeniem. Wiceszef GRU przeżył. Rosyjskie media podały nawet wczoraj, że po operacji odzyskał przytomność.
Pozostaje pytanie: co robił w mieszkaniu przy ulicy Wołokołamskiej bez ochrony?
Ze względu na osobiste bezpieczeństwo tymczasowo mieszkał w lokalu należącym do GRU - tak brzmi wersja oficjalna.
Według nieoficjalnych informacji, sąsiedzi z bloku, w którym doszło do zamachu, poinformowali służby, że generał nocował u znacznie młodszej od siebie kochanki, z którą ma małe dziecko. Oficjalnie Aleksiejew ma 63-letnią żonę i dorosłe dzieci, a także wille w prestiżowej części Moskwy oraz apartament w centrum miasta.
Ulica Wołokołamskaja znajduje się niemal na obrzeżach Moskwy. Mieszkanie, z którego wychodził generał, mieści się na 24. piętrze. Piętro wyżej czekał zamachowiec. Miał wejść do budynku podczas nocnej zmiany ochrony. Otworzył domofon własnym kluczem. Ubrany był w za dużą kurtkę, kapelusz i maseczkę, która całkowicie zasłaniała twarz, co znacznie utrudniało jego identyfikację.
Początkowo niektóre rosyjskie media informowały nawet, że za zamachem stała kobieta sprzątająca klatkę schodową. Później jednak pojawiły się informacje, że służby pokazują mieszkańcom zdjęcia zamaskowanego mężczyzny. Co ciekawe, w budynku nie ma nagrań z monitoringu, a atak nastąpił dokładnie w momencie zmiany dyżuru ochrony wieżowca. Ochroniarze pracujący w nocy odebrali telefon od sąsiadów, którzy słyszeli strzały, przekazali zgłoszenie swoim zmiennikom i poszli do domów. Ochrona dzienna wjechała windą na 24. piętro z opóźnieniem, jednak zamachowca już tam nie było. Najprawdopodobniej w tym samym czasie zszedł po schodach i opuścił budynek.
W sobotę rosyjskie media poinformowały o zatrzymaniu dwóch osób, które miały stać za zamachem. Nie wiadomo jednak, czy są to faktyczni sprawcy ani - co najważniejsze - na czyje zlecenie został przeprowadzony atak.
Kreml szybko wskazał winnych. Kilka godzin po ataku minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oskarżył Ukrainę o próbę sabotowania rozmów pokojowych. - To prowokacja mająca na celu destabilizację procesu pokojowego - oświadczył.
Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji poinformowała w niedzielę o zatrzymaniu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i deportacji do Rosji podejrzanego o próbę zamachu. Według komunikatu FSB jest nim 66-letni Lubomir Korba - obywatel Rosji, urodzony w obwodzie tarnopolskim ówczesnej ZSRR. Rosyjskie służby podkreślają, że Korba jest ukraińskiego pochodzenia.
W tym samym oświadczeniu rosyjski kontrwywiad wymienił również nazwiska dwóch innych osób posiadających rosyjskie obywatelstwo, określanych jako "wspólnicy" zamachowca. To 66-letni Wiktor Wasin oraz 55-letnia Zinaida Serebricka, która - jak twierdzi FSB - zbiegła na Ukrainę. Rosyjscy blogerzy i komentatorzy powiązani z władzami już przekonują, że Kijów nie będzie w stanie wyprzeć się związku z tym zamachem i że będzie musiał tłumaczyć się z tej sprawy przed prezydentem USA Donaldem Trumpem.
Zupełnie inaczej sytuację oceniają jednak zachodnie służby specjalne. Według źródeł "The Washington Post", nie wierzą one w zaangażowanie Ukrainy w próbę zamachu na Aleksiejewa.
- Ukraińskie służby przeprowadzały podobne operacje w przeszłości, ale byłoby prawdziwym szaleństwem robić to właśnie teraz - powiedział dziennikowi były wysokiej rangi funkcjonariusz amerykańskiego wywiadu.
Ukraińcy mają powody, by nienawidzić Aleksiejewa. Dla nich jest zdrajcą - pochodzi z Ukrainy, urodził się niedaleko Winnicy. Był również odpowiedzialny za los obrońców Mariupola wziętych do niewoli. To on był głównym negocjatorem Kremla podczas rozmów o wyjściu ukraińskich wojsk z kombinatu Azowstal w maju 2022 r. Miał wówczas obiecywać przestrzeganie konwencji genewskich i godne traktowanie jeńców. Zamiast tego były tortury i głodzenie więźniów.
(...)
Z drugiej strony modus operandi nie pasuje do ukraińskich służb. Poprzedni rosyjscy generałowie ginęli w eksplozjach ładunków wybuchowych. W 2024 r. zginął generał Igor Kiriłłow - bomba została ukryta w rowerze elektrycznym przy wejściu do jego mieszkania. W zamachach na generała Jarosława Moskalika w kwietniu 2025 r. oraz Faniła Sarwarowa w grudniu ubiegłego roku użyto samochodów-pułapek. Do tego termin - w trakcie rozmów w Abu Zabi - wydaje się bardzo ryzykowny dla Ukrainy.
wp.pl