wtorek, 28 stycznia 2025



Drugie wytłumaczenie de facto przyspieszonych wyborów kryje się w sytuacji regionalnej i globalnej, z której Łukaszenka musi zdawać sobie sprawę. Za pomocą ściśle kontrolowanego procesu wyborczego ze spodziewanym wynikiem Łukaszenka chce pokazać, że odzyskał ostatecznie pełną polityczną kontrolę w kraju, a poprzez masowe poparcie odnowił swoją społeczną legitymizację. W ten sposób zamierza raz na zawsze zamknąć rozdział wyznaczony wyborami 2020 roku i przystąpić do negocjacji dotyczących zakończenia wojny w Ukrainie, które miesiącami zapowiadali Donald Trump i ludzie z jego otoczenia. Co prawda po inauguracji nowego prezydenta USA z dnia na dzień staje się coraz bardziej wątpliwe, czy te negocjacje w ogóle się rozpoczną i przyniosą realne skutki. Jednak to od ruchów Trumpa dotyczących Ukrainy i Rosji zależy także przyszłość Białorusi, jej miejsce w nowym geopolitycznym układzie, a zarazem osobiste losy Łukaszenki i jego rodziny, dlatego chce on w jakiejkolwiek formie być uczestnikiem tych procesów.

Brzmi to jak mrzonka, bo w końcu nie po to Rosja od trzech lat bombarduje Ukrainę, by białoruskiemu satrapie tworzyć warunki wybijania się na niezależnego gracza międzynarodowego. Głębokie uzależnienie od Rosji, które stało się efektem decyzji Łukaszenki podjętych w 2020 roku (czyli przyjęcia pomocy w tłumieniu protestów, by utrzymać się za wszelką cenę u władzy), to dziś największe obciążenie dla Białorusi. Łukaszenka zapewne dobrze rozumie, że kraj, którym rządzi, może zostać razem z Rosją za nową żelazną kurtyną. Podejście Trumpa, oparte nie na wartościach czy prawie, a na twardym interesie i transakcyjnym stosunku do umów międzynarodowych, może z kolei dawać mu nadzieję – jeśli nie na wywikłanie się z tego układu, to przynajmniej na lepsze możliwości balansowania kremlowskiej presji. Jednak bez znaczącego osłabienia Rosji Białoruś nie ma szans na radykalne zmiany swojego statusu. Zbyt wiele decyzji podjętych w ostatnich latach trwale przywiązuje ten kraj do widzimisię Kremla. Po 2020 roku Łukaszenka uzależnił białoruską gospodarkę od rosyjskiej, w tym także od rosyjskiej machiny wojennej. A to oznacza, że ekonomiczny kryzys, w który wchodzi właśnie Rosja, nieuchronnie odbije się na sytuacji gospodarczej Białorusi. W kraju przyspieszyła rusyfikacja, która przejawia się nie tylko w państwowej polityce kulturalnej, ale i w dominacji rosyjskich podmiotów na białoruskim rynku. Jakby tego było mało, Alaksandr Łukaszenka zabiegał o rozmieszczenie rosyjskiej broni jądrowej na Białorusi – najwyraźniej w przekonaniu, że będzie to dla jego reżimu trwała polisa od wojny, np. ataku ze strony Ukrainy lub nawet NATO. Ale rosyjski arsenał atomowy na Białorusi to także trwała rosyjska kontrola nad krajem. Przede wszystkim zaś dyktator z Mińska pozwolił Rosji na korzystanie z białoruskiego terytorium dla celów agresji na Ukrainę, co uczyniło z Białorusi współagresora. Nawet gdyby reżim wypuścił teraz wszystkich więźniów politycznych, to odbudowanie zaufania w relacjach z zachodnimi partnerami brzmi jak misja niemożliwa.

new.org.pl


Rosyjskie Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało materiał filmowy w ciągu dnia 26 stycznia, który rzekomo przedstawiał rosyjskie siły przeprowadzające termobaryczne ataki artyleryjskie na siły ukraińskie w Velyki Novosilki i twierdził, że rosyjskie grupy szturmowe oczyszczały pozycje ukraińskie. Rosyjskie MON później twierdziło, że elementy rosyjskiej 5. Brygady Pancernej (36. Połączona Armia [CAA], Wschodni Okręg Wojskowy [EMD]) i 40. Brygady Piechoty Morskiej (Flota Pacyfiku, EMD) zajęły całą Velykę Novosilkę, a rosyjski minister obrony Andriej Biełousow pogratulował dowództwu i personelowi obu brygad zajęcia. Rosyjskie MON opublikowało następnie materiał filmowy rzekomo przedstawiający rosyjskie flagi w wielu obszarach osady. Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że w domniemanym zajęciu Velyki Novosilki uczestniczyły również elementy rosyjskiej 37. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych (36. CAA), i nie jest jasne, dlaczego rosyjskie Ministerstwo Obrony nie wymieniło 37. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych w swoich ogłoszeniach. Rosyjskie Ministerstwo Obrony nie ogłaszało ostatnio domniemanych zajęć osiedli z takim rozgłosem i tak szybko, jak zrobiło to 26 stycznia. Rosja prawdopodobnie próbuje wykorzystać domniemane zajęcie Velyki Novosilki, aby wpłynąć na zachodnie postrzeganie sytuacji na polu bitwy w obwodzie donieckim, aby promować narracje, że rosyjskie zyski na polu bitwy są nieuniknione, a pozycje Ukrainy szybko się pogarszają. Rosyjskie zyski w zachodnim obwodzie donieckim nadal są stopniowe i znacznie poniżej tempa, które jest normalne dla współczesnej zmechanizowanej wojny. Ponadto nie jest jasne, czy siły rosyjskie będą w stanie szybko posunąć się dalej niż Velyka Novosilka, ponieważ nie jest jasne, ile siły bojowej EMD nadal zachowują po kilku miesiącach ciągłych działań ofensywnych. Velyka Novosilka znajduje się obok kilku rzek, co prawdopodobnie skomplikuje i utrudni dalsze rosyjskie taktyczne postępy w tym obszarze. Siły rosyjskie od zawsze zmagały się z przeprawami przez rzeki, a taktyczne cechy terenu, takie jak rzeki, prawdopodobnie skomplikują zdolność sił rosyjskich do wykorzystania zajęcia Velyka Novosilka do poczynienia operacyjnie znaczących postępów w zachodnim obwodzie donieckim.

(...)

Siły rosyjskie są gotowe do zajęcia Torecka w nadchodzących dniach, a ponowne rozmieszczenie elementów EMD w celu wzmocnienia rosyjskiej grupy sił w kierunku Torecka wskazywałoby na nowy priorytet Rosji, jakim jest wznowienie ataków w kierunku Kostyantynówki.

understandingwar.org


„Wybory” miały charakter specjalnej operacji, typowej dla ustrojów totalitarnych. Zarówno kampania, jak i głosowanie odbyły się w warunkach zupełnie odmiennych niż w 2020 r., gdy doszło do masowych demonstracji. Stosowane od tego czasu konsekwentne i brutalne represje sprawiły, że obywatele nie zdecydowali się wyrazić sprzeciwu. Testem szóstej już reelekcji Łukaszenki były zorganizowane 25 lutego 2024 r. połączone wybory do parlamentu i rad lokalnych. Wówczas po raz pierwszy zabrakło realnych kontrkandydatów ze środowisk demokratycznych oraz niezależnych obserwatorów (zob. Głosowanie bez alternatywy. „Wybory” do parlamentu i rad lokalnych Białorusi). Tym razem jednak – ze względu na wyższy status wyborów – zmasowanej państwowej propagandzie towarzyszyła fala wzmożonych represji, uderzająca prewencyjnie nawet w nieaktywnych społecznie uczestników protestów w 2020 r.

Wszyscy „kontrkandydaci” Łukaszenki byli kontrolowani przez władze. Nie starali się nawet pozorować debaty politycznej, demonstrowali lojalność i lansowali tezę o niepodważalnych zasługach dotychczasowego przywódcy. Zaproszeni obserwatorzy, delegowani z ramienia takich organizacji jak WNP czy Szanghajska Organizacja Współpracy, nie dostrzegli żadnych naruszeń zarówno przed głosowaniem, jak i w jego trakcie. Z kolei do OBWE zaproszenie do wysłania misji obserwacyjnej trafiło na 10 dni przed zakończeniem głosowania, co było jawną prowokacją, a nie gestem dobrej woli ze strony Mińska.

Główny cel reżimu stanowiło upozorowanie masowego poparcia dla Łukaszenki. Istotne było wykazanie konsolidacji społeczeństwa, które po 2020 r. rzekomo przemyślało błędy i na nowo skupiło się wokół lidera. Stąd też już od 17 września 2024 r. (w tym dniu od 2021 r. obchodzony jest Dzień Jedności Narodowej) do 24 stycznia br. trwał „Maraton Jedności” – długa seria organizowanych w całym kraju wydarzeń kulturalnych i edukacyjnych prezentujących osiągnięcia władz. Dla wzmocnienia narracji o „zgodzie narodowej” od lipca ub.r. Łukaszenka dziewięciokrotnie ułaskawiał niewielkie grupy więźniów politycznych (w sumie niemal 300 osób), uzasadniając to względami humanitarnymi. Zarazem przedstawiciele organów porządkowych zapewniali o pełnej gotowości do przeciwdziałania jakimkolwiek prowokacjom, spodziewanym rzekomo zarówno ze strony opozycji, jak i wrogów zewnętrznych, w tym Polski. W tym kontekście „wybory” należy rozpatrywać jako demonstrację zdolności reżimu do pełnej kontroli sytuacji w kraju.

Reżim propagandowo wykorzystuje „wybory” wobec Zachodu. Niewykluczone, że w celu zamarkowania nowego otwarcia Mińsk będzie rozgrywał argument o rzekomo spokojnym, a tak naprawdę wymuszonym przez represje przebiegu procesu wyborczego. Niezmiennie konfrontacyjna retoryka reżimu oraz kontynuacja represji (w więzieniach nadal przebywa ponad 1200 więźniów politycznych) wskazują jednak na brak realnego zainteresowania Łukaszenki poprawą relacji z UE czy USA. Zamiarem władz są jedynie dezinformacja i propaganda, tak aby obciążyć Zachód odpowiedzialnością za fatalny stan stosunków.

Reelekcja Łukaszenki domyka trwającą od 2020 r. przebudowę modelu ustrojowego. Siódmą kadencję dyktator rozpoczyna również jako przewodniczący Prezydium Ogólnobiałoruskiego Zgromadzenia Ludowego (OZL), czyli nowego organu władzy wprowadzonego do konstytucji na mocy referendum z lutego 2022 r., które miało pozorować reformę systemu politycznego (zob. Propagandowy wiec zwolenników Łukaszenki – formalne domykanie nowego systemu). W rezultacie Łukaszenka jeszcze bardziej podporządkował sobie elity oraz społeczeństwo, regularnie zastraszane i inwigilowane przez organy bezpieczeństwa.

osw.waw.pl


Według Human Rights Watch każdego roku w Rosji co najmniej 12 tysięcy kobiet zostaje zamordowanych przez swych domowych oprawców, choć jak zaznaczają autorzy badania, rzeczywista liczba jest prawdopodobnie wyższa, może nawet 15 tysięcy. Nawet Tatiana Moskalkowa, mianowana przez Putina komisarz do spraw praw człowieka, w 2021 roku publicznie oświadczyła, że podczas pandemii liczba przypadków przemocy domowej wzrosła ponad dwukrotnie, z 6 do 13 tysięcy miesięcznie, a według dziennikarskich śledztw „Mediazony” i „Nowoj Gaziety” 79 procent Rosjanek skazanych za morderstwo z premedytacją broniło się przed przemocą w rodzinie. W raporcie włoskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych z 2022 roku, który jako jeden z niewielu stworzył kompleksową i pogłębioną analizę sytuacji kobiet w putinowskiej Rosji, można przeczytać, że 56 procent Rosjanek choć raz padło ofiarą fizycznej lub psychicznej agresji ze strony mężczyzn, a 20 procent było ofiarą napaści.

(...)

W badaniu opinii publicznej Centrum Lewady jedna trzecia Rosjan stwierdziła, że jeśli kobieta jest bita, to musiała sobie czymś zasłużyć. Takie przekonania powodują, że 40 procent Rosjanek nie zgłasza doznanej przemocy na policję, ponieważ policjanci w pierwszej kolejności obwiniają ofiarę, zarzucając jej prowokowanie sprawcy. Bicie kobiet zawsze było słabo skryminalizowane. Policja i sądy rzadko traktowały przemoc domową jako przestępstwo, a od 2016 roku bicie kobiet całkowicie zdekryminalizowano. Rosyjska policja rzadko przyjmuje skargi dotyczące przemocy domowej. Nawet jeśli przyjmie i dokona interwencji, to najczęściej stosuje zasadę „wszystko zostaje w rodzinie”, a jeśli już jednak aresztuje sprawcę, ten szybko wraca na wolność i staje się jeszcze bardziej brutalny niż wcześniej. Jak napisali autorzy wspomnianego raportu włoskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, „to wszystko powoduje, że mąż czy partner faktycznie czuje, że stoi poza prawem”.

Dlatego dekryminalizacja przemocy domowej, choć bulwersująca, była „tylko” postawieniem kropki nad „i”. Jesienią roku 2016 deputowana Jednej Rosji Jelena Mizulina, znana ze swojej ultrakonserwatywnej agendy, przedstawiła propozycję dekryminalizacji przemocy domowej, co Duma Państwowa niemal jednogłośnie przegłosowała w lutym 2017 roku. Według nowej ustawy przemoc wobec członków rodziny, która nie skutkuje złamaniem kości i nie zdarza się częściej niż raz w roku, nie podlega karze więzienia. Najgorsze sankcje, jakie grożą obecnie sprawcom przemocy, to grzywna w wysokości do około dwóch tysięcy złotych, kara aresztu od 10 do 15 dni lub praca społeczna.

Nawet tak łagodna kara zdarza się tylko wtedy, gdy sąd stanie po stronie ofiary, co także dzieje się rzadko, gdyż oczekiwanie władz jest takie, by w zdrowym, konserwatywnym społeczeństwie małżonkowie załatwiali sprawy między sobą. A sądy w Rosji od dawna istnieją po to, aby spełniać oczekiwania władz. Pozostawia to ofiarę samą sobie i skazuje ją na dalszą przemoc.

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję


Podczas dzisiejszej konferencji prasowej szefa białoruskiego reżimu został on zapytany przez dziennikarza francuskiej AFP, czy jako polityk, który deklaruje, że opowiada się za pokojem, nie żałuje tego, że udostępnił terytorium swojego kraju Rosji na początku pełnowymiarowej agresji na Ukrainę.

- Znowu pan to wszystko przekłamał. Przesadził, że podjąłem decyzję, że razem ruszyliśmy na Ukrainę. Ale nie ma pan faktów. Dlaczego pan to wszystko pomieszał? Odnośnie żałowania - niczego nie żałuję. Niczego. Nie walczę, nie wciągnąłem się w wojnę i nie wciągnąłem swojego kraju. Ale pomagamy Rosji. I gdy “zachodniacy” i pan coś mi zarzucacie, mówię, że macie 57 krajów, które pomagają Ukrainie, a ja jestem jeden. Jeden kraj. Jaka tam pomoc w ogóle - no, na ile mogę... Szczerze, otwarcie powiedziałem, nie wypieram się, nie zaprzeczam. (...) Jeśli chodzi o moje wkroczenie na Ukrainę, Ukraińcy wiedzą, że to nie tak - powiedział Alaksandr Łukaszenka.

Przekonywał, że w lutym 2022 roku Rosja wyprowadziła z terytorium Białorusi wojska “z zachodnio-syberyjskiego jakiegoś tam okręgu, zza Uralu, Sybiracy tam byli, wschodni okręg”.

- I od razu pod Homlem skręcili i poszli na południe, na Ukrainę. Dlaczego Rosjanie tak postąpili? Poszukajcie, kto sprowokował tę wojnę. Niech Putin wam powie, jak to było. Wyprowadzili już niemało tysięcy wojsk, zgrupowanie było duże, wyprowadzone było z Syberii. Ale pozostała część tam na pewno. Ile? 20-30 tysięcy, które nie były wyprowadzone, zakręciły koło Homla, poszły prosto na Kijów, faktycznie weszły. A potem razem z papieżem i Żydami z Izraela zaczęliście mówić Putinowi: słuchaj, no trzeba wycofać się spod Kijowa. I koniec, i wojna się zakończy, więcej nie będziemy, nie chcemy tak dalej. Znowu oszukaliście Rosję - mówił Łukaszenka zwracając się a to do francuskiego dziennikarza, a to do całego Zachodu. - Z Kijowa wyprowadzili wojska. W tym czasie jeszcze dwa tygodnie i Kijowa by nie było. I kto by potem walczył?

Dlatego, jak stwierdził Łukaszenka,  nie wolno mu zarzucać, że wprowadził tam wojska.

- To nie było wojsko białoruskie. Odpowiadam za białoruskie. I jeśli pan myśli, że ja, niezależnie od naszych bliskich relacji z Władimirem Władimirowiczem Putinem, siedzę w Sztabie Generalnym Rosji i na mapie rysuję ruchy rosyjskich sił zbrojnych… No, niech pan posłucha, w takim razie jest pan dyletantem. To takie rzeczy, które robi się w ciszy, robi się minimalną liczbą ludzi bez zagranicznej ingerencji i obcokrajowców.

belsat.eu