poniedziałek, 11 marca 2019


Gwoli sprawiedliwości, sektor technologii był w ostatnich dziesięcioleciach dumą i radością gospodarki Stanów Zjednoczonych oraz pozornie nieskończonym źródłem innowacji. Szybkość i moc wyszukiwarki Google zapiera dech w piersiach, dając nam dostęp do nieograniczonej wiedzy na wyciągnięcie ręki. Telefonia internetowa, przy bardzo niskich kosztach, pozwala przyjaciołom, krewnym i współpracownikom na kontakt twarzą w twarz z drugiego końca świata.

Pomimo wszystkich tych innowacji, tempo wzrostu produktywności w szerzej pojętej gospodarce pozostaje jednak słabe. Wielu ekonomistów opisuje obecną sytuację jako „drugi moment Solowa”, nawiązując do słynnej uwagi Roberta Solowa, legendarnego ekonomisty z MIT, z 1987 roku: „Erę komputerów można zobaczyć wszędzie, za wyjątkiem statystyk produktywności”.

Istnieje wiele powodów powolnego wzrostu produktywności, w tym przede wszystkim dekada niskiego poziomu inwestycji w związku z globalnym kryzysem finansowym z 2008 roku. Mimo tego są podstawy do obaw, że piątka największych firm technologicznych stała się tak dominująca, tak dochodowa i tak wszechogarniająca, że obecnie start-upom bardzo trudno jest rzucić im wyzwanie, co prowadzi do zahamowania innowacyjności. Oczywiście, kiedyś początkujące firmy takie jak Facebook i Google zmiażdżyły Myspace i Yahoo. Ale stało się to zanim wyceny firm technologicznych wystrzeliły do kosmicznych poziomów, dając zakorzenionym na rynku graczom ogromną przewagę finansową.

Dzięki swojemu bogactwu, wielkie firmy technologiczne (tzw. Big Tech) mogą przejąć lub zablokować działania każdej nowej firmy, która – choćby tylko pośrednio – zagraża ich podstawowym źródłom zysków. Oczywiście nieustraszony młody przedsiębiorca wciąż może odrzucić ofertę wykupu, ale jest to łatwiejsze w teorii niż w praktyce. Niewiele osób jest wystarczająco odważnych (lub na tyle głupich), aby dzisiaj odrzucić ofertę miliarda dolarów, w nadziei na znacznie większe zyski w przyszłości. Ponadto istnieje ryzyko, że technologiczni giganci wykorzystają swoje ogromne armie programistów do opracowania prawie identycznego produktu oraz swoje ogromne zasoby prawne do jego obrony.

(...)

To prawda, że są pewne sukcesy. Niezwykła brytyjska firma z sektora sztucznej inteligencji DeepMind, wykupiona przez Google w 2014 roku za 400 milionów dolarów, wydaje się szybko rozwijać. DeepMind słynie z opracowania pierwszego na świecie programu, który pokonał mistrza świata w grze Go. Wydarzenie to podobno skłoniło chińską armię do rozpoczęcia wszechstronnych wysiłków na rzecz uzyskania dominacji w obszarze sztucznej inteligencji. Ale ogólnie rzecz biorąc DeepMind wydaje się być wyjątkiem.

Problemem organów regulacyjnych jest to, że standardowe ramy antymonopolowe nie mają zastosowania w świecie, w którym koszty ponoszone przez konsumentów (głównie w postaci danych i prywatności) są całkowicie nieprzejrzyste. Jest to jednak słaba wymówka dla braku interwencji w przypadku stosunkowo oczywistych działań ograniczających konkurencję, jak na przykład wtedy, gdy Facebook wykupił Instagram (wraz z jego szybko rozwijającą się siecią społecznościową) lub gdy Google wykupił Waze, swojego konkurenta w obszarze map internetowych.

obserwatorfinansowy.pl