poniedziałek, 22 września 2025



Wywiad Siergieja Ławrowa dla rosyjskiej telewizji. Warto poświęcić godzinę. 🧵 Kilka wniosków:

➡️ Nie pada ani jedno słowo krytyki w stosunku do Donalda Trumpa. Wręcz przeciwnie, Ławrow kilkakrotnie chwali jego wysiłki na rzecz pokoju.

➡️ Za brak postępu w rozmowach pokojowych winny jest oczywiście „reżim Zełenskiego”, lecz przede wszystkim Europa, w której „wzmacniają się nastroje rewanżystowskie”. Ławrow skupia się w tym kontekście na Niemczech i Finlandii.

➡️ Szef rosyjskiego MSZ chwali Marca Rubio za pragmatyzm i podkreśla, że sekretarz stanu USA „rozumie, iż interesy takich państw jak Rosja powinny być respektowane”. Steve Witkoff? Same superlatywy. „Zdaje sobie sprawę z potrzeby zachowania równowagi sił”.

➡️ Ławrow powtarza serię fraz, które często padają z ust samego @POTUS. Że ta wojna nigdy by nie wybuchła, gdyby Trump był prezydentem. Że to „wojna Bidena”. Wyraża nawet współczucie Trumpowi, że w pierwszej kadencji musiał walczyć z „deep state” («глубинное государство»).

➡️ Ławrow powtarza argumenty JD Vance’a i Elona Muska o „braku wolności słowa w Europie”. Wspomina też szczyt na Alasce: „Kiedy Trump usłyszał, że działalność Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej jest na Ukrainie zakazana, był zszokowany”.

➡️ Oraz wisienka na torcie: „W administracji USA jest zrozumienie, że nie można ignorować wyników referendów w czterech obwodach wschodniej Ukrainy i że należy coś z tym zrobić”. Choć musimy, oczywiście, wziąć poprawkę na „prawdomówność” pana ministra.

x.com/mmagierowski


MGŁA WOJNY - "Doktryna Niepewności"

Władimir Putin ponownie sięgnął po retorykę zastraszania, nadając jej szczególną oprawę. Nadzwyczajne, poniedziałkowe posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej zakończyło się pełnym przemówieniem, a nie rutynowym komunikatem. 

Kreml wybrał nietypowy moment, by w przeddzień dyskusji w ONZ i NATO o naruszeniu estońskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie lotnictwo oraz wcześniejszym wtargnięciu 19 dronów nad Polskę, podnieść stawkę i wprowadzić Zachód w stan niepewności.

Putin oskarżył państwa zachodnie o podważanie fundamentów współpracy między mocarstwami nuklearnymi, ostrzegając, że Rosja odpowie „nie słowami, ale środkami wojskowo-technicznymi”. Jako przykład podał wycofanie się z moratorium na rozmieszczanie rakiet średniego i krótkiego zasięgu – decyzję uderzającą bezpośrednio w bezpieczeństwo Europy. 

Jednocześnie podkreślił skuteczność rosyjskich sił odstraszania i deklarował brak zainteresowania wyścigiem zbrojeń. To klasyczna taktyka Kremla: mieszać groźbę z uspokajającym tonem, stwarzać wrażenie odpowiedzialności, a zarazem podnosić poziom napięcia.

Ważnym elementem było również odniesienie do Traktatu o strategicznych zbrojeniach ofensywnych. Putin zadeklarował możliwość przestrzegania ograniczeń przez rok po jego wygaśnięciu w 2026 roku, ale natychmiast zaznaczył, że stanie się to nierealne, jeśli USA będą rozwijać systemy przechwytywania rakiet w kosmosie. 

Moskwa konsekwentnie przedstawia amerykańską obronę przeciwrakietową jako narzędzie destabilizacji i pretekst do własnych działań eskalacyjnych.

Całość wpisuje się w rosyjską doktrynę niepewności – strategię, która opiera się na balansowaniu na granicy otwartego konfliktu i prowokowaniu sytuacji kryzysowych, by utrzymywać Zachód w stanie ciągłego napięcia. Każdy incydent graniczny czy wtargnięcie w przestrzeń powietrzną ma znaczenie nie tyle militarne, co psychologiczne: wywołać strach, podważyć poczucie stabilności i testować jedność sojuszników.

Groźby Putina zbiegają się z nieformalnymi rozmowami o ewentualnym „zamrożeniu” frontu na Ukrainie. Rosja sugerowała gotowość do kompromisu pod warunkiem uzyskania pełnej kontroli nad Donbasem, ale propozycja została odrzucona przez Kijów i jego europejskich sojuszników. 

To właśnie w tym kontekście „doktryna niepewności” nabiera szczególnego znaczenia. Kreml próbuje wymusić ustępstwa nie poprzez siłę kinetyczną, lecz poprzez grę psychologiczną, w której każdy ruch obliczony jest na zasianie strachu i wątpliwości.

Oceniam, że Rosja boi się prowadzić otwartą wojnę z NATO. Prowadzi wojnę nerwów – wojnę w ramach doktryny niepewności.

Pozdrawiam i dziękuję.

x.com/Maciej_Korowaj


W trakcie nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ Rosję reprezentował Dmitrij Polański, pierwszy zastępca stałego przedstawiciela. Odpowiadając na zarzuty Estonii, zarzucił krajom europejskim rusofobię i kłamstwa oraz powtarzał kremlowską propagandę. - Ta paranoja osiąga nowe, niewyobrażalne rozmiary - stwierdził. Odwołał się również do poprzedniego posiedzenia, które zwołała - także w sprawie Rosji - Polska. Polański zarzucił Warszawie szerzenie "bezpodstawnych oskarżeń" i stwierdził, że "nie było żadnego dowodu na to, że drony (które wtargnęły do Polski w ubiegłym tygodniu - red.) pochodziły z Rosji". Następnie stwierdził, że Moskwa zaproponowała stronie polskiej dwustronne konsultacje w tej sprawie, ale nie uzyskała odpowiedzi. - To pokazuje, że ani Warszawa, ani Bruksela nie chcą prawdy. Potrzebują jedynie pretekstu dla nowej fali swojej rusofobicznej kampanii - kontynuował. 

Następnie wrócił do tematu Estonii, co nazwał "drugą częścią spektaklu pt. 'To wszystko wina Rosji'". - Nasi sąsiedzi ubzdurali sobie, że Rosja naruszyła estońską przestrzeń powietrzną. Nie ma na to żadnego dowodu poza rusofobiczną histerią Tallina. Na ten temat nasz estoński kolega będzie się pewnie wypłakiwał później - zaczął. Zaprzeczył, jakoby rosyjskie myśliwce miały wejść w estońską przestrzeń powietrzną. - Celem Tallina jest przeczenie zdrowemu rozsądkowi i faktom, aby dalej napędzać histerię i oskarżać Rosję o prowokację - drwił. Następnie stwierdził, że oskarżenia Polski i Estonii mają być próbą "zwrócenia administracji amerykańskiej i Donalda Trumpa na kurs antyrosyjski". 

Podczas Rady Bezpieczeństwa głos zabrał także szef polskiej dyplomacji, który zaczął od przypomnienia ostatnich incydentów z udziałem Rosji w Polsce i w Estonii. - Jeśli to były przypadki, to dlaczego nie przyznać się do nich od razu i nie przeprosić? Daliśmy Rosji w przeszłości możliwość, by to zrobić, ale takie przeprosiny nie padły. Słyszeliśmy tylko kłamstwa - powiedział Radosław Sikorski. Zaapelował też o to, aby Rada Bezpieczeństwa potępiła te działania Moskwy i dała "jasną deklarację, że takie ataki nie będą tolerowane". - Do przedstawicieli Rosji powiem tylko tyle: wiemy, że nie obchodzi was międzynarodowe prawo i jesteście niezdolni do życia w pokoju z sąsiadami. Wasz obłąkany nacjonalizm zawiera w sobie żądzę dominacji, która nie ustąpi, dopóki nie uświadomicie sobie, że wiek imperium minął, a wasze imperium nie zostanie nigdy odbudowane - dodał. - Mam jedną prośbę do rosyjskiego rządu: Jeśli kolejna rakieta lub samolot znajdą się bez pozwolenia w naszej przestrzeni powietrznej i zostaną zestrzelone, a jego szczątki spadną na terytorium NATO, proszę nie przychodzić potem tutaj, aby skamleć. Ostrzegaliśmy - (...) - zakończył. 

gazeta.pl


- W normalnych szpitalach agregat uruchamiany jest w sytuacjach awaryjnych. Tutaj to jedyne źródło prądu, które działa, gdy uda się zdobyć trochę paliwa. Krytyczna jest też sytuacja z wodą, mamy do dyspozycji kilka litrów dziennie.

Czasem nie ma nawet jak umyć rąk przed operacją - opowiada lekarz. 

W niewielkim szpitalu, zaprojektowanym na 150 łóżek, obecnie przebywa 300-400 pacjentów. Brakuje leków, instrumentów, a utrzymanie nie tyle sterylnych, ile nawet względnie higienicznych warunków jest praktycznie niemożliwe. A to niesie ze sobą potworne konsekwencje, o których opowiada lekarz.

Teraz medycy spodziewają się, że sytuacja stanie się jeszcze gorsza. W mieście Gaza trwa nowa izraelska ofensywa, a to oznacza intensywny ostrzał i wysiedlenie tysięcy ludzi uciekających przed walkami i bombardowaniem. Szpital al-Aksa jest pierwszym na południe od miasta Gaza, więc do niego może trafić duża część ofiar ofensywy.

Lekarze zajmują się w dużej mierze udzielaniem pomocy rannym. - Większość to urazy związane z wybuchami, powodowane przez odłamki. Ci, którzy są w środku eksplozji, nie przeżywają. My leczymy osoby, które były wokół. Trafiają do nas z ranami twarzy, oczu, brzucha, nóg. To osoby w każdym wieku, kobiety, mężczyźni, dzieci - opowiada dr al-Adżluni.

Szokujące jest to, co mówi o ranach postrzałowych: widzimy wzorce obrażeń, które mogą zależeć od zmiany warty snajperów. Jednego dnia wszystkie rany są w twarz, innego dnia w genitalia, kolejnego - w nerki. 

Jordańczyk opowiada, jak w szpitalu przeprowadza się liczne amputacje. - Gdybyśmy mieli sprzęt, to te kończyny dałoby się uratować. Ale my go nie mamy, więc amputujemy, żeby ratować życie - powiedział, dodając: W Gazie jest bardzo dużo dzieci bez rąk i nóg.

Dr al-Adżluni zwrócił też uwagę na to, że gdy lekarze i szpitale są zajęci ratowaniem życia rannych, praktycznie nie ma czasu i zasobów dla "zwykłych" pacjentów. Osoby z infekcjami, nowotworami, chorobami przewlekłymi często nie mogą liczyć na żadną pomoc.

Sytuację Palestyńczyków jeszcze pogarsza panujący w Gazie głód. Przypadku śmierci głodowej, do których dochodzi tam już codziennie, są tego najbardziej ekstremalnym obliczem. Ale nawet niedożywienie pogarsza stan osób cierpiących na inne choroby, jest też szczególnie dotkliwe dla dzieci. - Zdarzały się przypadki niewydolności serca u 9-letnich dzieci, z powodu niedoboru potasu, sodu i innych składników odżywczych - punktuje lekarz. 

Lekarze, których prace w Gazie finansuje Polska Misja Medyczna, dostają się tam drogą lądową z Jordanii. 

- Informację o tym, czy władze izraelskie wydały zgodę na wjazd, dostaje się 6-7 godzin przed wyjazdem. Nie ma czasu się przygotować. Nie wolno zabrać nawet sprzętu medycznego, większej ilości jedzenia, w gotówce można mieć równowartość 250 euro - opisuje realia. 

Dotarcie z Ammanu, stolicy Jordanii, do Strefy Gazy zabrało cały dzień, chociaż dzieli je około 200 km. W Strefie Gazy lekarze mieszkają we wspólnym pokoju sypialnym w szpitalu i praktycznie nie mogą opuszczać placówki przez cały swój pobyt.

(...)

Biuro ONZ ds. Praw Człowieka wydało oświadczenie, w którym wezwało izraelskie siły zbrojne do natychmiastowego "zaprzestania bezsensownego niszczenia miasta Gaza", które "wygląda na mające doprowadzić trwałej zmiany demograficznej, co jest równoznaczne z czystką etniczną". Biuro stwierdziło, że "trwające bombardowania budynków mieszkalnych w mieście Gaza niszczą ostatni funkcjonujący element infrastruktury cywilnej w Strefie Gazy, niwecząc wszelkie szanse na przetrwanie ludności cywilnej".

gazeta.pl


Wtargnięcie rosyjskich myśliwców w estońską przestrzeń powietrzną stwarza wrażenie, że Rosja albo chce eskalować konflikt i wciągnąć w niego kolejne kraje, albo nie ma pełnej kontroli nad samolotami i dronami - oświadczył ambasador USA przy ONZ Michael Waltz podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa.

- To wydarzenie, będące następstwem wtargnięcia rosyjskich dronów do polskiej przestrzeni powietrznej, stwarza wrażenie, że Rosja albo chce eskalować konflikt i wciągnąć w niego kolejne kraje, albo nie ma pełnej kontroli nad tymi, którzy obsługują jej myśliwce i drony - powiedział nowy przedstawiciel Stanów Zjednoczonych w swoim pierwszym wystąpieniu w ONZ.

- Każdy z tych scenariuszy jest bardzo niepokojący, biorąc pod uwagę, że Rosja jest mocarstwem nuklearnym o globalnym zasięgu. Ponownie wzywam Rosję, jako stałego członka tej Rady, do utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa, do poszanowania suwerenności swoich sąsiadów i zaprzestania naruszania ich przestrzeni powietrznej - dodał.

Waltz zapowiedział, że USA będą broniły terytorium NATO oraz wezwał Moskwę do zakończenia wojny w Ukrainie.

PAP


Mam nadzieję, że prezydent Nawrocki przekona prezydenta Trumpa, jak pilna jest sprawa rosyjskich wtargnięć w przestrzeń powietrzną - powiedział wicepremier Radosław Sikorski w poniedziałek przed posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa ONZ na temat piątkowego wtargnięcia rosyjskich myśliwców w przestrzeń powietrzną Estonii.

Sikorski odpowiedział w ten sposób na pytanie amerykańskiej dziennikarki o to, czy jest zaniepokojony reakcją Stanów Zjednoczonych w sprawie rosyjskich wtargnięć w przestrzeń powietrzną NATO.

- Nasz prezydent Nawrocki ma specjalne relacje z prezydentem Trumpem. Będzie tutaj dziś i jutro i mamy nadzieję, że przekona go, jak pilna jest to sprawa - powiedział szef MSZ.

W rozmowie z mediami przed posiedzeniem Rady, Sikorski zapowiedział, że podczas swojego wystąpienia wyrazi solidarność z "Estonią, Rumunią i wszystkimi tymi krajami, które są ofiarami rosyjskiej wojny hybrydowej, której częścią są naruszania granicy na morzu i w powietrzu".

Odpowiadając na pytanie o wypowiedź premiera Donalda Tuska o możliwości zestrzeliwania rosyjskich obiektów w polskiej przestrzeni powietrznej i o to, czy była konsultowana z sojusznikami, Sikorski odparł: 

- Wojsko Polskie ma konstytucyjny obowiązek bronić granic ojczyzny. Nikt go z tego nie zwolni.

Sikorski przekonywał też, że organizowanie posiedzeń Rady Bezpieczeństwa w takich przypadkach ma sens.

- To jest agora świata. Tutaj wszyscy słyszą, co się mówi. Więc musimy wyjaśnić, dlaczego wzmagamy zbrojenia, dlaczego wzmacniamy flankę wschodnią NATO. Właśnie dlatego, że Rosja prowadzi agresywną wojnę podboju w Ukrainie i narusza prawo międzynarodowe, łamiąc międzynarodowe granice na morzu i w powietrzu - zaznaczył.

PAP


Charlie Kirk został zamordowany przez "zradykalizowanego potwora za to, że mówił prawdę" - powiedział prezydent USA Donald Trump podczas niedzielnych uroczystości upamiętniających zabitego aktywistę w Glendale, w Arizonie. Trump nazwał go "męczennikiem za wolność" i zapowiedział, że odznaczy go Prezydenckim Medalem Wolności.

- Niecałe dwa tygodnie temu, nasz kraj został pozbawiony (...) giganta swojego pokolenia (...) Charles James Kirk został okrutnie zamordowany przez zradykalizowanego, zimnokrwistego potwora za to, że mówił prawdę, która kryła się w jego sercu - powiedział Trump.

- Tego strasznego dnia, 10 września 2025 roku, nasz największy ewangelista amerykańskiej wolności stał się nieśmiertelny. Teraz jest męczennikiem amerykańskiej wolności - dodał. Prezydent USA nazwał Kirka bohaterem, który przeszedł do historii. Zapowiedział też, przyznanie mu pośmiertnie Prezydenckiego Medalu Wolności, najwyższego cywilnego odznaczenie w kraju. Trump pierwotnie mówił, że odznaczenie przekaże podczas niedzielnej uroczystości w Arizonie, lecz ostatecznie stanie się to w Waszyngtonie.

Podczas swojego przemówienia, prezydent stwierdził, że jedną z ostatnich rzeczy, którą powiedział mu Kirk, który dorastał na przedmieściach Chicago, było "proszę, ocal Chicago".

- I to zrobimy - zapowiedział Trump sugerując wysłanie żołnierzy do miasta. Zapowiedział również, że w poniedziałek wyda jedno z najważniejszych ogłoszeń swojej prezydentury wskazujące na przyczyny autyzmu.

Trump stwierdził, że Kirk powstrzymywał się od nienawiści wobec swoich przeciwników, ale przyznał, że w tym nie zgadzał się z aktywistą.

- Ja nienawidzę moich przeciwników i nie chcę dla nich tego, co najlepsze (...) Nie mogę nic na to poradzić - powiedział. Zapowiedział przy tym, że za przemoc polityczną odpowiada głównie lewica, a jego resort sprawiedliwości dowie się, kto stoi za "płatnymi agitatorami", którzy organizują lewicowe manifestacje.

Prezydent ponownie stwierdził, że jego przeciwnicy "oszukiwali jak psy" fałszując wybory w 2020 r., ale dzięki Kirkowi "odwinęło się im".

Na stadion State Farm Stadium, gdzie na co dzień gra drużyna futbolu amerykańskiego Arizona Cardinals, przybyło 40 tys. widzów, zaś ci, którzy nie zmieścili się w środku zadaszonego obiektu, zostali przekierowani do dodatkowych stref do oglądania uroczystości na telebimach.

Podczas wielogodzinnej ceremonii dorobek i życie 31-letniego działacza wspominało kilkunastu mówców, w tym najważniejsze osoby w państwie: kilku członków gabinetu z sekretarzem stanu Marco Rubio, szefem Pentagonu Petem Hegsethem i wiceprezydentem J.D. Vancem na czele. Przed Trumpem wystąpiła zaś wdowa po Kirku Erika, która przejęła po nim stery założonej przez niego organizacji Turning Point USA. Żona aktywisty publicznie przebaczyła mordercy męża, powołując się na przykład Chrystusa.

- Przebaczam mu, bo to jest to, co robił Chrystus, to jest to, co zrobiłby Charlie. Odpowiedzią na nienawiść nie jest nienawiść (...) to miłość - powiedziała łamanym głosem kobieta. Zapowiedziała, że pod jej wodzą organizacja założona przez Kirka zintensyfikuje swoją pracę stukrotnie. Syn prezydenta Donald jr. stwierdził z kolei, że zabójstwo Kirka uczyniło go nieśmiertelnym i jego miejsce zajmie "milion kolejnych Charlie Kirków". Wiceprezydent J.D. Vance przyznał, że dzięki śmierci swojego przyjaciela częściej ma odwagę mówić publicznie o swojej wierze i że w ciągu 10 dni od jego śmierci "mówił więcej o Jezusie Chrystusie niż w całym swoim życiu publicznym".

Na stadionie obecny był również miliarder Elon Musk, który nie wygłosił przemówienia, lecz pod koniec uroczystości usiadł obok Trumpa, spotykając się z nim po raz pierwszy od wybuchu sporu między nimi w czerwcu.

Mówcy podkreślali efekty, jaki prowadzona przez Kirka organizacja Turning Point USA dała w mobilizacji młodych konserwatystów oraz w wyborczym zwycięstwie Donalda Trumpa, jego wiarę oraz walkę z kulturową dominacją lewicy w dyskursie publicznym.

Wielu interpretowało zabójstwo i postać Kirka w kategoriach religijnych, nazywając go prorokiem i porównując jego śmierć do ofiary Jezusa Chrystusa. Skrajnie prawicowy influencer Jack Posobiec stwierdził, że "Charlie przywiódł nas do ziemi obiecanej" (zwycięstwa prawicy w wyborach - PAP), inny prawicowy komentator Benny Johnson - jeden z tych, którzy w ub.r. przyjmowali rosyjskie pieniądze za promowanie rosyjskich narracji - wzywał obecne władze do zemsty, powołując się na list św. Pawła do Rzymian.

- Co apostoł Paweł mówi w Liście do Rzymian o pobożnym przywództwie? Mówi, że władcy używają miecza dla ochrony dobrych ludzi i postrachu złych. Módlmy się, aby nasi władcy, prawowicie ustanowieni i obdarzeni władzą przez naszego Boga, używali miecza dla straszenia złych ludzi w naszym narodzie, ku pamięci Charliego - wzywał komentator.

31-letni Kirk został postrzelony 10 września na oczach tłumów, w trakcie debaty na uniwersytecie Utah Valley. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. 

PAP


Przywódca Rosji Władimir Putin poinformował w poniedziałek, że jest gotowy wyrazić zgodę na przedłużenie o rok obowiązywania traktatu w sprawie środków zmierzających do dalszej redukcji i ograniczenia zbrojeń strategicznych, jeśli prezydent USA Donald Trump zrobi to samo - przekazała agencja Reutera.

Traktat o redukcji zbrojeń strategicznych, popularnie nazywany w skrócie Nowy START, to umowa dwustronna zawarta pomiędzy Federacją Rosyjską a USA, która ma na celu redukcję i ograniczenia zbrojeń strategicznych - głowic nuklearnych i środków ich przenoszenia. Składa się z 16 artykułów i zobowiązuje oba państwa do ograniczenia liczby swoich głowic nuklearnych, rozmieszczonych na środkach przenoszenia, do 1550 sztuk. Również liczba środków przenoszenia miała zostać ograniczona - do 800.

Nazwa traktatu Nowy START nawiązuje do wcześniejszego traktatu START I, zawartego w 1991 r. przez USA i ZSRR, który obowiązywał w latach 1994-2009 (między USA i Rosją). Proponowane później traktaty START II i START III nigdy nie weszły w życie. Nowy START zastąpił wygasły START I i układ SORT, który przestał obowiązywać w dniu wejścia w życie porozumienia Nowy START.

Umowa została podpisana w 2010 r., a weszła w życie rok później. Nowy START wygasłby w 2021 r., jednak strony zgodziły się na pięcioletnie przedłużenie. Po tym przedłużeniu traktat obowiązuje do 5 lutego 2026 r.

Putin powiadomił o chęci przedłużenia Nowego START-u o rok - pod warunkiem, że Trump uczyni to samo - podczas poniedziałkowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. - Rosja jest gotowa nadal przestrzegać centralnych limitów liczbowych, wynikających z traktatu Nowy START, przez rok po 5 lutego 2026 r. - powiedział rosyjski przywódca.

Jak zaznaczył Reuters, przywódca Rosji podkreślił, że jest gotowy na ten ruch w "interesie globalnego nierozprzestrzeniania broni jądrowej" oraz "aby pomóc w ożywieniu dialogu z Waszyngtonem na temat następcy tego traktatu". - Uważamy, że ten środek będzie wykonalny tylko wtedy, gdy Stany Zjednoczone podejmą podobne działania i nie podejmą kroków, które podważają lub naruszają istniejącą równowagę (pod względem) zdolności odstraszania - podkreślił Putin. 

PAP


Dziesiątki tysięcy ludzi przyszło w niedzielę na stadion w Glendale pod Phoenix w Arizonie, by uczestniczyć w ceremoniach upamiętniających zamordowanego prawicowego aktywistę Charliego Kirka. Przemówienie wygłoszą m.in. prezydent i wiceprezydent USA.

Na stadion State Farm Stadium, gdzie na co dzień gra drużyna futbolu amerykańskiego Arizona Cardinals, przybyło 40 tys. widzów, zaś ci, którzy nie zmieścili się w środku zadaszonego obiektu, zostali przekierowani do dodatkowych stref do oglądania uroczystości na telebimach.

Jeszcze przed głównym punktem uroczystości na stadionie występowali chrześcijańascy muzycy. Podczas ceremonii głos zabiorą m.in. żona Kirka - Erika, która przejęła po mężu kierowanie jego organizacją Turning Point USA, a także szereg najważniejszych osób w państwie, na czele z prezydentem Donaldem Trumem, wiceprezydentem J.D. Vancem, czy sekretarzem stanu Marco Rubio.

Pierwszy na scenie przemówił pastor Rob McCoy, który był duchowym przewodnikiem Kirka.

- Charlie nigdy się nie bał, bo wiedział, że jego życie jest bezpieczne w rękach Boga - powiedział.

31-letni Kirk został postrzelony 10 września na oczach tłumów, w trakcie przemówienia na uniwersytecie Utah Valley. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. 

PAP


ISW wielokrotnie obserwowało przypadki, gdy Putin zlecał rosyjskiej armii cele znacznie wykraczające poza jej możliwości i nie jest jasne, czy Putin otrzymuje niedokładne informacje na temat rosyjskich zdolności wojskowych, czy też Putin decyduje się zignorować ograniczenia Rosji i kontynuować miażdżące ofensywy w celu dalszego rozwoju narracji o zdolności Rosji do prowadzenia wojny w nieskończoność, bez względu na koszty. ISW w dalszym ciągu ocenia, że zwycięstwo militarne Rosji na Ukrainie nie jest jednak nieuniknione i że Ukraina, Stany Zjednoczone i państwa europejskie zachowują kontrolę nad wynikiem wojny na Ukrainie.

(...)

Zełenski ogłosił 19 września, że Ukraina rozpocznie finansowanie deficytu finansowania swojej bazy przemysłu obronnego (DIB) częściowo poprzez zarządzany eksport niektórych ukraińskich rodzajów broni. Zełenski stwierdził, że ukraiński DIB produkuje nadwyżki niektórych nowoczesnych systemów uzbrojenia, takich jak drony morskie i broń przeciwpancerna, oraz że Ukraina zamierza eksportować te nadwyżki w celu sfinansowania produkcji dodatkowych dronów dla sił ukraińskich. Zełenski zauważył, że zaopatrywanie sił ukraińskich walczących z inwazją Rosji i uzupełnianie krajowych zapasów broni pozostaje głównymi priorytetami ukraińskiego DIB. Zełenski oświadczył, że do 4 października Ukraina zaprezentuje trzy platformy eksportowe: platformę interakcji eksportowych i gospodarczych ze Stanami Zjednoczonymi, drugą platformę eksportu i interakcji z europejskimi partnerami Ukrainy oraz trzecią platformę dla innych międzynarodowych partnerów Ukrainy.

Rosyjscy dowódcy w dalszym ciągu nakazują siłom rosyjskim wykonywanie egzekucji na ukraińskiej ludności cywilnej i popełnianie aktów perfidii w ramach utrzymującego się trendu systematyzowania przez rosyjskich dowódców umyślnych zbrodni wojennych wśród jednostek rosyjskich. Rosyjscy żołnierze z rosyjskiego 122. Pułku Strzelców Zmotoryzowanych (68. Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych, 6. Armia Połączonej Armii [CAA], Leningradzki Okręg Wojskowy [LMD]) oświadczyli 17 września, że ich dowódca nakazał im ubierać się w cywilne ubrania (akt perfidii) i rozstrzelać każdego mężczyznę w wieku wojskowym poniżej 45 roku życia, którego siły rosyjskie napotkały w Kupiańsku. ISW zaobserwowało geolokalizację materiału filmowego przedstawiającego siły rosyjskie w kierunku Lymanu ubrane po cywilnemu 16 września, a także inne doniesienia o siłach rosyjskich dopuszczających się aktów perfidii.

(...)

Niepotwierdzone twierdzenia: Rosyjski milbloger twierdził, że siły rosyjskie zajęły stację kolejową Kupiańsk-Piwdennyj (centralny Kupiańsk) i posunęły się w pobliżu Kindraszywki (na północ od Kupiańska) i Stepowej Nowoseliwki (na południowy wschód od Kupiańska). Inny milbloger twierdził, że siły rosyjskie wkroczyły do Mikroraionu Juwilejnyj (południowo-zachodni Kupiańsk) i zagroziły autostradzie miejskiej P-07 Kupiańsk-Charków.

(...)

Niepotwierdzone twierdzenia: Rosyjskie źródło twierdziło, że siły rosyjskie ruszyły na zachodnie obrzeża Siwierska. Źródło rosyjskie podało, że siły rosyjskie posuwają się naprzód w Serebryance (na północ od Siwierska), w Wierchnokamiańskim (na wschód od Siwierska) i od Pereiznego w kierunku Zwanówki (na południe od Siwierska).

understandingwar.org


Wypychane mogą być również komórki rakowe. U myszy wykazano, że komórki posiadające określone mutacje wypierają sąsiednie komórki niosące mutacje, o których wiadomo, że zwiększają ryzyko zachorowania na raka, a także małe guzy liczące mniej niż 100 komórek.

Ta rywalizacja o zasoby może trwać latami. Mimo że mutacje powodujące raka często pojawiają się we wczesnym okresie życia, próbki krwi pobrane od ludzi wraz z wiekiem wykazały, że liczba komórek z tymi mutacjami — w tym tych, które rozwijają się w raka — faluje i słabnie z czasem. Wzmacnianie komórek z korzystnymi mutacjami może być zatem sposobem na zapobieganie nowotworom.

Jednym ze sposobów na wzmocnienie takich komórek może być uczenie się od ich przeciwników. Powszechna mutacja powodująca raka występuje w PIK3CA, genie znanym z regulacji wzrostu i przeżycia komórek, który — zmutowany — może powodować przerost tkanek. Phil Jones, badacz z Wellcome Sanger Institute w Wielkiej Brytanii, i jego grupa odkryli, że komórki z mutacjami PIK3CA powodującymi raka przechodzą zmiany metaboliczne, które pomagają im konkurować z komórkami niezmutowanymi.

W badaniach z udziałem myszy, których wyniki zostały opublikowane w sierpniu 2024 r. w Nature Genetics, dr Jones i jego zespół odkryli, że powszechny lek na cukrzycę o nazwie metformina wprowadził tę samą zmianę metaboliczną w niezmutowanych komórkach przełyku.

Wyrównując "wyścig zbrojeń" między niezdrowymi i zdrowymi komórkami, metformina była w stanie zatrzymać wzrost komórek z mutacjami PIK3CA. I odwrotnie, gdy myszy były karmione dietą wysokotłuszczową, kłopotliwe komórki się rozwijały. Były one również liczniejsze u osób z otyłością, co sugeruje, że interwencje ukierunkowane na ten stan mogą zapobiegać rakowi przełyku.

(...)

Wiadomo, że zagrożenia środowiskowe, takie jak zanieczyszczenie powietrza w miastach, uszkadzają komórki i są powiązane z częstszym występowaniem raka.

Wiele substancji chemicznych — w tym niektóre powszechne zanieczyszczenia wody pitnej i składniki kosmetyków — również uważa się za rakotwórcze. Jednak sposób, w jaki te czynniki rakotwórcze odgrywają swoją szkodliwą rolę, został w pełni zrozumiany dopiero niedawno.

W badaniu opublikowanym w 2020 r. Allan Balmain z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco i jego koledzy donieśli, że tylko trzy z 20 substancji chemicznych znanych lub podejrzewanych o działanie rakotwórcze na ludzi faktycznie wywoływały mutacje u myszy; większość z nich wydawała się raczej wpływać na wzrost guza w inny sposób. To, jak mówi dr Balmain, sugeruje, że 80-90 proc. czynników rakotwórczych, na które narażeni są ludzie, może nie wywoływać mutacji.

Z kolei te niemutagenne czynniki rakotwórcze wydają się raczej działać na układ odpornościowy organizmu. Częsta ekspozycja może prowadzić do przewlekłego stanu zapalnego, który z kolei zachęca komórki rakowe do rozwoju w pełnowymiarowe guzy.

Zapalenie jest sposobem, w jaki organizm leczy: wysyłając komórki odpornościowe do miejsca urazu, organizm może usuwać czynniki drażniące, zwalczać infekcje i wywoływać wzrost tkanki. Ale gdy jest stosowany przeciwko trwałym czynnikom drażniącym — takim jak cząsteczki zanieczyszczeń powietrza w płucach — stan zapalny może sam uszkodzić tkankę i prowadzić do powstawania nowotworów. W tym sensie nowotwory porównuje się do ran, które nigdy się nie goją.

Badanie opublikowane w "Nature" w 2023 r., przeprowadzone przez grupę badawczą kierowaną przez Charlesa Swantona z Francis Crick Institute w Londynie, znalazło mocne dowody na to, że zanieczyszczenie powietrza w miastach powoduje raka płuc u osób niepalących. U myszy zanieczyszczenie powietrza doprowadziło do stanu zapalnego w płucach, co z kolei spowodowało, że otaczające komórki z mutacją charakterystyczną dla takich nowotworów rosły i tworzyły guzy.

Naukowcy oszacowali, że życie przez zaledwie trzy lata w miejscu, w którym występuje duże zanieczyszczenie powietrza (np. w pobliżu ruchliwych dróg w mieście takim jak Londyn) może wystarczyć, aby takie komórki weszły w fazę wzrostu guza. Wykazano również, że przewlekły stan zapalny przyspiesza rozprzestrzenianie się komórek ze szkodliwymi mutacjami w odpowiedzi na refluks żołądkowy, ultrafioletowe promieniowanie słoneczne i uporczywe zakażenie jelit niektórymi bakteriami, mówi Marnix Jansen z University College London.

Odkrycie, że przewlekły stan zapalny może stanowić bodziec do rozwoju nowotworów, zmusza lekarzy do ponownego przemyślenia podejścia do zapobiegania tym chorobom. Coraz częściej naukowcy uważają, że najlepszym sposobem na powstrzymanie nowotworów może być celowanie w układ odpornościowy zamiast w same mutacje nowotworowe.

onet.pl\The Economist