Według prezydenta Donalda Trumpa Ukraina nie ma żadnych „kart”, podczas gdy Rosja ma ich wiele. Wiceprezydent J. D. Vance stwierdził, że wyższa rosyjska siła ognia i liczebność oznacza, że wojna może zakończyć się tylko zwycięstwem Rosji. Inni rzekomo realistyczni komentatorzy zgadzają się z tym, argumentując, że przewaga Rosji jest nie do pokonania.
Jako historycy wojskowości uważamy, że jest to błędna interpretacja nie tylko tego, co dzieje się na ziemi, ale także tego, jak rozwijają się wojny — a w szczególności różnicy między kampaniami wyniszczającymi a tymi opartymi na manewrach. Luftwaffe i niemieckie siły podwodne podczas II wojny światowej, aby podać tylko dwa przykłady, zostały pokonane nie jednym ciosem, ale technologicznie zaawansowanym, taktycznie i operacyjnie wyrafinowanym podejściem, które sprawiło, że te organizacje, mimo że były duże, nie były w stanie działać skutecznie. W tym samym duchu postępy armii niemieckiej wiosną 1918 r. ukryły podstawową słabość tej armii spowodowaną wyniszczeniem, która ostatecznie skazała armię cesarza i reżim, za który walczyła.
Już to przerabialiśmy. Przed wojną społeczność wywiadowcza, przywódcy polityczni i wielu studentów rosyjskiej armii doszło do wniosku, że Rosja z łatwością pokona Ukrainę militarnie — że Kijów upadnie w ciągu kilku dni, a sama Ukraina może zostać podbita w ciągu kilku tygodni. Powinniśmy rozważyć tę porażkę, oceniając pewność Vance'a i tych, którzy myślą podobnie do niego.
Wojny rzadko wygrywa się tak zdecydowanie, ponieważ wyczerpanie jest nie tylko warunkiem wojny, ale także wyborem strategicznym. Mniejsze mocarstwa mogą, poprzez inteligentne zastosowanie wyczerpania, osiągnąć swoje cele. Jest to szczególnie prawdziwe, jeśli, podobnie jak Ukraina, potrafią wykorzystać zmiany technologiczne i uzyskać jak najwięcej z zewnętrznego wsparcia i sojuszników. Wietnam został przewyższony przez Stany Zjednoczone, tak jak kolonie amerykańskie zostały przewyższone przez Imperium Brytyjskie. Siły irańskie przewyższały liczebnie siły Iraku podczas długiej i brutalnej wojny w latach 80. i mimo to przegrały.
(...)
Słabość Rosji jest szczególnie widoczna w armii. Jeden z raportów Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych oszacował, że w samym 2024 roku Rosjanie stracili 1400 czołgów podstawowych i ponad 3700 bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych. Jednocześnie rosyjska produkcja takich pojazdów, w tym jednostek odnowionych, wyniosła zaledwie 4300, co nie wystarczyło, aby zrekompensować straty. W desperacji Rosja zwróciła się ku renowacji swoich najstarszych i najmniej skutecznych pojazdów bojowych, z których wiele pochodzi z czasów radzieckich. Jedno z ostatnich badań przeprowadzonych przez Chatham House stwierdza, że rosyjski kompleks militarno-przemysłowy jest „źle przystosowany do radzenia sobie ze skutkami przedłużającej się wojny z Ukrainą lub do osiągnięcia zrównoważonej przyszłości pod względem produkcji, innowacji i rozwoju”.
To samo dotyczy rosyjskiej siły roboczej. Liczba żołnierzy, których Rosjanie byli w stanie utrzymać na froncie, wydawała się osiągać szczyt wiosną i latem 2024 r., przekraczając 650.000. Do końca roku spadła bliżej 600.000, pomimo nadzwyczajnych premii, jakie rosyjski rząd oferuje nowym rekrutom, wynoszących około dwa i pół razy więcej niż średnia roczna pensja Rosjan w 2023 r.
Liczba ofiar rosyjskich stale rośnie. Według brytyjskiego Ministerstwa Obrony w grudniu 2022 r. wynosiła około 500 dziennie; w grudniu 2023 r. nieco poniżej 1000; a w grudniu 2024 r. ponad 1500. Tylko w 2024 r. Rosja straciła prawie 430.000 zabitych i rannych, w porównaniu z nieco ponad 250.000 w 2023 r.
Północnokoreańskie posiłki przyciągnęły uwagę prasy, ale te wojska, liczące co najwyżej dziesiątki tysięcy, nie mogą zrekompensować podstawowych niedoborów rosyjskiej siły roboczej. Co więcej, wysokie wskaźniki ubytków, jakich doświadczyli Rosjanie — mniej więcej takie same jak liczba personelu mobilizowanego każdego roku — oznaczają, że rosyjskiej siły militarnej nie udało się odtworzyć. Jest to coraz bardziej prymitywna siła, słabo wyszkolona i kierowana, napędzana wyłącznie strachem.
Przerwa w amerykańskiej pomocy w zeszłym roku zaszkodziła Ukrainie. Teraz jednak zapasy większości rodzajów broni wydają się być w lepszym stanie. Produkcja Ukrainy osiągnęła imponujący poziom w niektórych ważnych kategoriach, w szczególności, ale nie wyłącznie, bezzałogowych statków powietrznych. W 2024 r. ukraińskie wojsko otrzymało ponad 1,2 miliona różnych ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych — dwa rzędy wielkości więcej niż Ukraina posiadała, nie mówiąc już o wyprodukowaniu, na początku wojny. Ukraińskie wskaźniki produkcji nadal rosną; w tym roku zamierza wyprodukować 4 miliony dronów.
Bezzałogowe statki powietrzne są kluczowe, ponieważ zastąpiły artylerię jako najskuteczniejszy system na polu bitwy. Według szacunków bezzałogowe statki powietrzne powodują obecnie 70 procent strat Rosji. Silny przemysł obronny Ukrainy wprowadza innowacje szybciej i skuteczniej niż Rosja i jej sojusznicy.
Wojny na wyniszczenie toczą się na wielu frontach. Na przykład prawdą jest, że Rosja zwiększyła ataki na ukraiński przemysł i cele cywilne, a także infrastrukturę energetyczną. Ukraińska obrona powietrzna okazała się jednak niezwykle skuteczna w neutralizowaniu większości tych ataków, dlatego liczba ofiar wśród cywilów na Ukrainie maleje. Ukraina ponadto również przeszła do ofensywy. Wyprodukowała około 6000 ciężkich bezzałogowych statków powietrznych o większym zasięgu, których użyła do ataków w głąb Rosji, zmniejszając rosyjską produkcję ropy naftowej. Co godne uwagi, Ukraina wydaje się dorównywać tempu, w jakim Rosja produkuje własnego podobnego drona, Shaheda, który jest budowany na licencji Iranu.
Pomimo niechęci Amerykanów do udzielania dalszej pomocy, europejscy przyjaciele Ukrainy mogą znacząco wpłynąć na sytuację, nawet jeśli nie mogą po prostu zastąpić tego, co dostarczają Stany Zjednoczone. Na przykład nie produkują zaawansowanego systemu przeciwrakietowego Patriot, chociaż mają inne skuteczne bronie obrony powietrznej. Jednak Europa może pomóc Ukrainie w dalszym rozwijaniu produkcji bezzałogowych statków powietrznych; Europejczycy mają na przykład zdolność do produkcji silników do bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu w znacznie szybszym tempie.
A niektóre europejskie systemy, które jeszcze nie zostały dostarczone — takie jak niemiecki pocisk manewrujący Taurus — mogłyby zwiększyć przewagę Ukrainy. Niemcy jak dotąd odmówiły Ukrainie Taurusa, znacznie skuteczniejszego systemu o większym zasięgu i większym ładunku niż francusko-brytyjskie pociski Storm Shadow/Scalp. Nowy kanclerz Niemiec, Friedrich Merz, powiedział już, że wyśle pociski Taurus na Ukrainę, jeśli Rosjanie nie ustąpią. Dzięki tym systemom Ukraina mogłaby zwiększyć znaczne szkody, jakie już wyrządziła w Rosji.
Kampanie wyniszczające zależą od bazy przemysłowej. Sama Unia Europejska ma PKB około 10 razy większe od PKB Rosji, a jeśli do tego obliczenia dodasz Wielką Brytanię i Norwegię, nierównowaga na korzyść Ukrainy staje się jeszcze większa. Tak jak jest, Europa i Stany Zjednoczone dostarczyły Ukrainie mniej więcej równe ilości jej zasobów wojskowych (po 30 procent), podczas gdy Ukraina wyprodukowała 40 procent sama.
Stany Zjednoczone dostarczyły nie tylko materiały wojskowe — dostarczyły również informacje wywiadowcze i dostęp do usług internetowych Starlink. Nic z tego nie da się szybko nadrobić, choć, powtórzę, nie należy niedoceniać głębi zasobów technologicznych i wywiadowczych dostępnych w Europie i życzliwych krajach azjatyckich, gdyby się zmobilizowały. Stany Zjednoczone do tej pory ograniczały swoją pomoc, ale sama Ukraina i jej europejscy sojusznicy wypełniają luki.
Ukraina nie jest na skraju upadku, a to Rosja, a nie Ukraina, przegrywa wojnę na wyniszczenie, co sprawia, że decyzje administracji Trumpa są szczególnie krótkowzroczne i tragiczne. Ukraina ma wiele kart, nawet jeśli Trump i Vance ich nie widzą. Gdyby przywódcy Ameryki zdołali wywrzeć na Rosję presję porównywalną z tą, którą wywierają na Ukrainę, mogliby pomóc Ukrainie osiągnąć coś o wiele bardziej przypominającego zwycięstwo.
theatlantic.com