Trzy pojazdy należące do konwoju humanitarnego zorganizowanego przez World Central Kitchen zostały w poniedziałek zbombardowane przez Izraelskie Siły Obronne, mimo że były wyraźnie oznakowane i poruszały się po ustalonej wcześniej z władzami Izraela "bezpiecznej" trasie. W wyniku nalotu zginęło siedmiu przedstawicieli World Central Kitchen - trzech Brytyjczyków, Australijczyk, Palestyńczyk, Amerykanin (posiadający również kanadyjski paszport) oraz obywatel Polski - Damian Soból. Konwój został zaatakowany trzykrotnie w odstępie paru minut na odległości jednego kilometra. Organizacja podjęła decyzję o czasowym wstrzymaniu swoich działań humanitarnych w Strefie Gazy.
Śmierć przedstawicieli World Central Kitchen obiła się ogromnym echem w krajach sojuszniczych Izraela. Jednocześnie poniedziałkowy atak na konwój blednie wobec skali zbrodni przeciw ludzkości dokonywanych przez wojska izraelskie w Strefie Gazy.
(...)
Jak donosi izraelski dziennik Haaretz, armia izraelska stworzyła wewnętrzne dokumenty, które wytyczyły w Strefie Gazy "strefy śmierci". Żołnierze IDF (Israel Defence Forces - Siły Obrony Izraela) mieli dostać rozkazy, żeby strzelać do wszystkich osób znajdujących się w ich granicach (które oczywiście nie są znane nikomu poza wojskiem Izraela). Informatorzy Haaretzu - służący w siłach zbrojnych Izraela - twierdzą, że dużą część spośród "9 tysięcy bojowników Hamasu" zabitych oficjalnie przez IDF stanowili cywile, którzy po prostu nieświadomie znaleźli się w "strefach śmierci".
(...)
Sam Biden ignoruje wezwania dotyczące powiązania dalszego wsparcia finansowego dla Izraela z doprowadzeniem przez rząd Netanjahu do zawieszenia broni. Jest też przeciwny użyciu innych instrumentów nacisku (jak np. sankcji albo wspomnianych ograniczeń w zakresie eksportu amerykańskiej broni do Izraela). Wręcz przeciwnie - w ostatnich dniach Biały Dom autoryzował przekazanie wojskom izraelskim kolejnych paru tysięcy bomb MK84 (wybuch jednej pozostawia w ziemi krater o głębokości 11 metrów) oraz jest w końcowej fazie podpisywania umowy z Izraelem dotyczącej sprzedaży 50 myśliwców F-15.
Zdaniem Białego Domu takie kroki doprowadziłyby do całkowitego załamania relacji z Izraelem i sprawiłoby, że Stany Zjednoczone nie byłyby w stanie skutecznie wywierać presji na Izrael w sprawie chronienia ludności cywilnej w Strefie Gazy.
Próby wyjaśnienia podejścia Białego Domu podjął Aaron David Miller, były urzędnik Departamentu Stanu, który brał udział w negocjacjach pokojowych między Izraelem a Palestyną w czasie prezydentury Billa Clintona.
W rozmowie na łamach New Yorkera Miller przekonuje, że bez presji ze strony administracji Bidena, Izrael nie dopuszczałby do Strefy Gazy jakiejkolwiek pomocy humanitarnej. Zdaniem Millera wynika to z tego, że zarówno izraelska klasa polityczna jak i ogromna większość społeczeństwa jest kompletnie obojętna na los mieszkańców Strefy Gazy i okrucieństwo izraelskiego wojska. Dotyczy to nie tylko Netanjahu, ale także wszystkich polityków, którzy mogliby go zastąpić na stanowisku premiera.
gazeta.pl