Wojska inwazyjne miały przy tym wykorzystywać na polu walki bTG, które, jak wspomniałem wcześniej, nadawały się do szybkich działań manewrowych, ale traciły siły oraz impet już po kilku dniach marszu lub w wyniku zderzenia się ze zdecydowanym oporem prowadzonym przez zdeterminowanego przeciwnika. Dlatego dowództwo rosyjskie planowało poruszanie się kolumnami jak najszybciej i omijanie punktów oporu. W ciągu kolejnych dni, z naciskiem na cztery pierwsze doby inwazji (do D+3, gdzie D oznacza dzień agresji), czyli do 27 lutego, zakładano rozbicie wojsk ukraińskich na głównych kierunkach uderzenia i zdobycie albo otoczenie Kijowa. Stabilizacja i likwidacja odosobnionych miejsc koncentracji przeciwnika miała nastąpić do 11. dnia inwazji, czyli 6 marca (D+10). Wtedy też regularne jednostki liniowe SZ FR miały przejść do działań wspierających okupację. Do tego dnia Ukraina miała być pozbawiona przywództwa politycznego, a SZU i inne formacje mundurowe rozbite.
Prawdopodobnie nie przewidywano konieczności opracowania planów awaryjnych. Przyjmowano zapewne, że nie będą potrzebne. Rosjanie uważali, że Ukraina podejmie próbę mobilizacji rezerwistów, ale byli przekonani, że zdąży wystawić jedynie 40 tys. z nich. Zignorowano potencjał SZU i innych formacji mundurowych, a także OT, choć w tym ostatnim przypadku można jeszcze zrozumieć postawę najeźdźców z uwagi na to, że w lutym wciąż miała ona charakter kadrowy. Rosjanie przewidywali też, że dowództwo ukraińskie większość sprawnych bojowo jednostek SZU skieruje do Donbasu, gdzie zostaną związane walką, a nie wykorzysta ich na północy i południu Ukrainy.
Rosjanie zamierzali przy użyciu jednostek specjalnych i wojsk desantowych WDW szybko opanować strategiczne punkty zarówno przy granicach, jak i wewnątrz kraju. Kluczowym elementem były lotniska — celem było przejęcie ich w możliwie nienaruszonym stanie, aby szybko przerzucić tam śmigłowce i samoloty, usprawnić logistykę oraz transport wsparcia. Kontrola nad portami lotniczymi miała podtrzymać tempo ofensywy i przyspieszyć przejęcie kontroli nad terytorium Ukrainy. Przygotowaniom do lądowań miały towarzyszyć uderzenia rakietowe i bombardowania Sił Powietrznych FR. Co istotne, w założeniach nie przewidywano masowego niszczenia miast ani celowego dewastowania infrastruktury krytycznej — tę planowano raczej przejąć w stanie nienaruszonym (np. elektrownie jądrowe). Ostrzał miał być punktowy i (według planistów) "ściąć głowę" ukraińskiemu systemowi decyzyjnemu: celem były ośrodki dowodzenia i miejsca podejmowania decyzji politycznych. W razie ich skutecznego zneutralizowania miała w ukraińskich szeregach zapanować dezorganizacja, a także demoralizacja. Równocześnie ataki rakietowe miały unieszkodliwić ukraińską obronę przeciwlotniczą i lotnictwo, otwierając drogę siłom powietrznym FR i ułatwiając dostawy kolejnych oddziałów oraz zaopatrzenia drogą lotniczą.
W związku z przewidywanym charakterem inwazji SZ FR planowały przeprowadzić liczne "chirurgiczne" operacje przy użyciu specnazu i grup dywersyjnych. Przed rozpoczęciem uderzenia sporządzono listy osób do likwidacji, aresztowania lub izolacji od społeczeństwa. Obejmowały one polityków, rozpoznawalnych wojskowych (w tym medialnie znanych weteranów ATO/OPS), publicystów, dziennikarzy, obrońców praw człowieka, aktywistów antykorupcyjnych, duchownych oraz aktywnych działaczy lokalnych. Jak wspomniałem w rozdziale 1., istniało wysokie prawdopodobieństwo, że planowano zamach na prezydenta Zełenskiego wraz z jego rodziną, gdyby nie opuścił Kijowa zaraz po rozpoczęciu agresji.
W planie inwazji niezwykle ważną rolę powierzono prorosyjskiej agenturze, za którą odpowiadały FSB i GRU. Kreml był przekonany, że pomoże ona odnieść podobny sukces, jak w 2014 r. na Krymie. Prorosyjscy politycy i urzędnicy, szczególnie ci znajdujący się w kręgach władzy, mieli paraliżować proces decyzyjny lub sabotować wykonywanie ważnych rozporządzeń. Nie mniej istotne miało być zniechęcanie do stawiania oporu agresorom. Agentura miała również wskazywać cele i przekazywać informacje bezpośrednio siłom inwazyjnym. Rosyjska Cerkiew Prawosławna na Ukrainie (tzw. Patriarchat Moskiewski) również pomagała w stworzeniu siatki agenturalnej, a dodatkowo aktywnie propagowała tezy Kremla. Jednym z narzędzi służących osłabianiu Ukrainy od wewnątrz była korupcja. Prorosyjscy politycy, urzędnicy i przedstawiciele resortów siłowych mieli też pomóc w ustanowieniu struktur okupacyjnych, a tym samym także legitymizacji podboju Ukrainy przez Rosję. Ważną rolę w tym planie miał pełnić szczególnie Wiktor Medwedczuk, którego darzył zaufaniem Putin.
Na każdym z frontów Rosjanie mieli do pokonania inne bariery naturalne i infrastrukturalne, lecz szczególnie wymagający okazał się właśnie północny teatr działań wojennych. To przecież tam teren przecinały liczne rzeki, którym często towarzyszyły rozległe bagna i grząskie doliny, zwłaszcza wzdłuż granicy z Białorusią. Właśnie podmokły teren, szczególnie w czasie odwilży, stanowił wyzwanie trudniejsze niż większość napotkanych cieków — gdyż zmuszał Rosjan do skanalizowania ataków oraz transportu zaopatrzenia. Obszar ten był również gęsto zalesiony, co sprzyjało zasadzkom i utrudniało przemieszczanie się ciężkiego sprzętu. Mimo to rosyjskie dowództwo w swoich planach niemal całkowicie zlekceważyło te uwarunkowania terenowe, przyjmując, że ofensywa na Kijów z północy — prowadzona po obu stronach Dniepru, a częściowo także od wschodu — przebiegnie szybko i bez większych przeszkód. Możliwe, że pewność siebie podnosiła nie tylko przewaga liczebna i sprzętowa SZ FR, które miały złamać opór lub zniechęcić do jego stawiania, ale również posiadanie dużej liczby mostów pontonowych, które przygotowano właśnie z myślą o ukraińskich działaniach opóźniających, takich jak wysadzanie przepraw.
Zastanawia wybór terminu inwazji. Dlaczego Rosjanie zdecydowali się zaatakować w czasie, gdy zima się kończyła i nadchodziła odwilż? Warunki pogodowe utrudniały działania lotnictwa i prowadzenie rozpoznania, a wilgoć zmieniła pola w bagna, co zmusiło wojska pancerne do skanalizowania marszu po drogach utwardzonych. Wcześniej Rosjanie przeprowadzali inwazje głównie w okresie wiosennym i letnim, gdy było sucho, a noce były krótsze. Przykładem była Gruzja w 2008 r. i zaangażowanie w walki w Donbasie w 2014 r. Tymczasem w dokumentach zdobytych na żołnierzach WDW pod Kijowem widniała wzmianka o wydaniu map i rozkazów 20 lutego, co pozwalało wywnioskować, że pierwotnym terminem inwazji miał być 22 lutego. Rzecz w tym, że zgodnie z sowiecko-rosyjską tradycją takie dokumenty były wydawane jednostkom biorącym udział w operacjach wojskowych właśnie na dwie doby przed ich rozpoczęciem. Oznacza to, że Rosjanie z jednej strony przesunęli najazd o kolejne dwie doby, z drugiej byli gotowi zaryzykować przeprowadzenie inwazji w gorszych warunkach.
/W roku 2021 przeprowadzono atak ekonomiczny na kraje UE, na polu polityki energetycznej - "zakręcono kurek z rsyjskim gazem", w celu wywołania szoku cenowego na Zachodzie, wykorzystując inflację wywołaną popandemicznym ożywieniem - red./
(...)
Według relacji dowódcy PSG gen. Dejneki, inwazja rozpoczęła się o godzinie 3.40, ostrzałem i atakiem na jeden z punktów granicznych w obwodzie ługańskim. Kilka minut później zaczęły do niego docierać doniesienia z innych odcinków granicy z Rosją. O godzinie 4.00 Dejneko powiadomił ministra Monastyrskiego o natarciu rosyjskim na trzech odcinkach granicy. Jednym z nich był rejon położony przy Czarnobylu. O godzinie 5.17 dowódca PSG wysłał do Zełenskiego sms-a z informacją o sytuacji.
Około godziny 4.00 Rosja rozpoczęła uderzenie rakietowe na Kijów oraz kluczowe obiekty rozmieszczone wokół ukraińskiej stolicy. Głównym celem pierwszej fali ataku były nieruchome obiekty wojskowe: bazy lotnicze, stanowiska dowodzenia, koszary, zidentyfikowane pozycje obrony przeciwlotniczej, systemy radarowe oraz magazyny amunicji i zaopatrzenia. Do bombardowania wykorzystano setki pocisków balistycznych i manewrujących. Po godzinie 6.00 jedna z rakiet typu "Kalibr" ominęła samo miasto i uderzyła na terenie koszar 4. Brygady Szybkiego Reagowania GNU, znajdujących się przy lotnisku Antonowa w Hostomelu — miejscu, które w kolejnych godzinach i dniach stało się areną intensywnych walk i rozpoznawalnym symbolem początku rosyjskiej agresji. Pocisk spadł jednak nie na zabudowania, lecz na pusty plac apelowy. Inna rakieta tego samego typu trafiła natomiast w pobliski blok mieszkalny, powodując zniszczenia w zabudowie cywilnej.
W tym samym czasie z lotniska Bokow w rejonie Mozyrza na Białorusi poderwano w powietrze 34 śmigłowce transportujące żołnierzy wojsk powietrznodesantowych, głównie z 31. Brygady Desantowo-Szturmowej oraz 45. Brygady Specnazu. Grupa licząca ok. 200-300 żołnierzy miała za zadanie zdobyć lotnisko Antonowa wraz z jego najbliższym otoczeniem. Osłonę powietrzną zapewniało jej 10 śmigłowców uderzeniowych Ka-52, wspieranych przez kilka maszyn Mi-24 i Mi-28. Desant wyposażono w elementy szybkiej identyfikacji opisane w poprzednim rozdziale.
Lotnisko Antonowa szykowano do obrony. Zdjęcia satelitarne wskazują, że wokół niego przygotowano nieliczne polowe stanowiska ogniowe. Tam właśnie znajdowały się pozycje żołnierzy wyposażonych w ręczne wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych "Igła-1". Razem z działkiem ZSU-23-2 była to jedyna obrona przeciwlotnicza na wyposażeniu gwardzistów z GNU. Ukraińcy mieli ponad 4 godziny na przygotowanie się na przybycie najeźdźców.
Tuż po rozpoczęciu rosyjskiego ostrzału rakietowego dowódca kompanii 4. Brygady Szybkiego Reagowania, mjr Witalij Rudenko, zdołał szybko zmobilizować swoich ludzi, ok. 200 żołnierzy (połowa z nich była poborowymi o niewielkim doświadczeniu), i ruszył z nimi w kierunku Lotniska Antonowa. Nie mógł jednak liczyć na resztę brygady, gdyż niemal wszystkie jej elementy znajdowały się w Donbasie w strefie ATO/OSP. Gwardziści dysponowali głównie bronią strzelecką, postsowieckimi granatnikami przeciwpancernymi oraz wspomnianymi wyżej "Igłami-1" i dwulufowym działkiem przeciwlotniczym kalibru 23 mm. Na terenie koszar mieli też niewielką liczbę pojazdów opancerzonych, ale nieznany jest stan większości z nich, w tym nielicznych czołgów T-64. Podejrzewam, że większość sprawnego sprzętu została zabrana do strefy walk w Donbasie. Podzieleni na kilka mniejszych pododdziałów, zajęli kluczowe pozycje wokół obiektu, przygotowując się do odparcia desantu. Około cztery godziny po pierwszych uderzeniach rakietowych do Hostomela dotarły także elementy 1. Prezydenckiej Brygady Operacyjnego Przeznaczenia im. hetmana Petra Doroszenki GNU oraz wyspecjalizowana jednostka antyterrorystyczna "Omega". Dzięki nim liczebność ukraińskich obrońców wzrosła do ponad 300 żołnierzy.
Około 9.30 rosyjska grupa śmigłowców przekroczyła granicę białorusko-ukraińską, przelatując nad rozległym Zbiornikiem Kijowskim na Dnieprze. Formacja przez blisko godzinę poruszała się bardzo nisko nad lustrem wody, kierując się na południe, po czym skręciła na zachód w rejonie kijowskiej elektrowni wodnej. Właśnie tam doszło do pierwszych strat po stronie agresora — Ukraińcy zestrzelili najpierw śmigłowiec Mi-35M, który spadł na ląd, a chwilę później trafili Mi-24, który runął do wody. W obawie przed kolejnymi trafieniami rosyjscy piloci zaczęli intensywnie odpalać flary, mające odciągnąć od maszyn pociski wystrzeliwane z przenośnych wyrzutni przeciwlotniczych.
Około godziny 10.30 rosyjska formacja śmigłowców znalazła się w rejonie Hostomela i podzieliła się na dwie grupy: maszyny uderzeniowe Ka-52, Mi-24 i Mi-28 miały oczyścić teren Lotniska Antonowa z ukraińskiej obrony, natomiast śmigłowce transportowe Mi-8 otrzymały rozkaz wysadzenia desantu zarówno w południowej części lotniska, jak i w pobliżu koszar Gwardii Narodowej.
Już na początku starcia ukraiński gwardzista ps. "Fara" trafił "Igłą-1" śmigłowiec Ka-52, który ciężko uszkodzony wylądował awaryjnie na pobliskim polu. Jak twierdził później w udzielonym wywiadzie — uczynił to bez skrępowania, gdyż rozpoznał sylwetkę maszyny i wiedział, że w przeciwieństwie do Mi-8 albo Mi-24, wojska ukraińskie nie mają na swoim wyposażeniu takich śmigłowców. W krótkim czasie trafione zostały kolejne dwa Ka-52 (jeden z nich rozbił się na pasie startowym) oraz jeden Mi-28.
Około godziny 11.00 rozpoczął się właściwy atak. Śmigłowce szturmowe intensywnie ostrzeliwały pasy startowe, koszary, warsztaty oraz miejsca, z których Ukraińcy prowadzili ogień, a nad lotniskiem uniósł się gęsty, czarny dym. Dość szybko obrońcom zaczęło brakować amunicji, co zmusiło ich do wycofania się do koszar. Dzięki temu Rosjanie, teraz już bez większych przeszkód, przeprowadzili desant w zachodniej części lotniska przy pasie startowym oraz na północ od bazy 4. Brygady Gwardii Narodowej. Najeźdźcy dość szybko przejęli pod swoją kontrolę większość terenu Lotniska Antonowa.
Thorkill, opierając się na analizie wybranych materiałów audiowizualnych, kwestionuje ukraińskie informacje o zniszczeniu dwóch śmigłowców Mi-8, a także rozbiciu jednej z grup rosyjskiego desantu. Powyższe stwierdzenie stoi jednak w sprzeczności choćby z treścią skrytykowanego przez niego artykułu Andrija Charuka. Ukraiński badacz poddał zresztą krytyce słowa rzecznika prasowego 4. Brygady GNU Charytina Starskiego, który błędnie zidentyfikował część rosyjskich wraków, ale również dowiódł, że po bitwie na lotnisku znaleziono wrak jednego Mi-8AMTSz o identyfikacji RF-9128510. Z kolei zebrane przez Liama Collinsa, Michaela Kofmana i Johna Spencera z "War on the Rocks" relacje ukraińskich żołnierzy wskazują na trafienie tylko jednego Mi-8.
Zarzuty Thorkilla są więc niezrozumiałe, zwłaszcza że nie wskazuje on źródła, które poddaje krytyce. Z drugiej strony tezy, które sam stawia, są co najmniej dyskusyjne. Jego zdaniem "atak wszystkich trzech wskazanych wyżej rosyjskich grup bojowych na opisane wyżej kolejne cele operacji przebiegał bez żadnych komplikacji i praktycznie bez większego oporu ze strony wojsk ukraińskich".
Marek Kozubel - Kijów-Czernihów-Sumy 2022: Klęska rosyjskiego Blitzkriegu