piątek, 19 lutego 2021


- Redditowy tłum skierował swoje zainteresowanie na większego wieloryba, usiłując wywołać wyciśnięcie krótkich pozycji na rynku srebra. To jest ich chwila będąca odpowiednikiem Moby Dicka – powiedział Kyle Rodda, analityk IG Markets cytowany przez Reutersa.

Redditowym inwestorom chodzi o to, aby poprzez wzmożony popyt na srebro podbić jego notowania i zmusić posiadaczy krótkich pozycji do ich zamknięcia - czyli wymuszone odkupienie wystawionych kontraktów. Jeśli by do tego doszło, to fala wymuszonych zleceń kupna mogłaby wynieść ceny srebra na niewidziane wcześniej poziomy. Tak samo, jak to w ostatnich dniach miało miejsce w przypadku akcji firmy GameStop.

Jest to jednak bardzo ryzykowna gra. Tego typu sztuczne podbitki co do zasady przypominają schemat piramidy finansowej. Notowania rosną tylko tak długo, jak długo znajdują się chętni do takiej gry. Gdy ich zabraknie, inwestorzy „ubrani” na górce ponoszą dotkliwe straty. Cała zabawa polega jednak na tym, że nikt nie wie i nie jest w stanie przewidzieć, na jakim poziomie cenowym pojawi się szczyt. Dodatkowym ryzykiem są potencjalne działania nadzoru finansowego, giełd i brokerów, którzy mogą zmienić zasady gry i zakazać inwestorom tego typu spekulacji.

- Większość zapasów fizycznego srebra została wyprzedana. Obecnie widzimy, że premie – czyli nadwyżka ponad cenę spot, jaką trzeba zapłacić, aby wejść w posiadania fizycznego metalu – szybuje w niebo. Większość towaru na naszej stronie kosztuje przynajmniej 30% ponad spot i nie możemy dostać niczego taniej od naszych hurtowników – powiedział w wywiadzie dla Bloomberg TV Tyler Wall, szef SD Bullion.

(...)

Efekty „srebrnego szaleństwa” dostrzegalne są także na polskim rynku. Na warszawskiej giełdzie akcje KGHM-u podrożały o ponad 3%, po niespełna dwóch godzinach poniedziałkowego handlu osiągając cenę 194,50 zł. Lubiński kombinat jest jednym z największych producentów srebra na świecie.

bankier.pl

W publikacji (jej polski tytuł to „Jak zrozumieć świat”) zwraca uwagę rozdział ósmy  – „Nie traktuj jako pewnik źródeł statystyk”. Autor ilustruje go cytatem słynnego szwedzkiego statystyka Hansa Ronslinga. Zapytano go, skąd bierze fakty, które podaje. Odpowiedział: ”Ze statystyk Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Narodów Zjednoczonych, nic kontrowersyjnego. Te fakty nie podlegają dyskusji. Ja mam rację, a wy się mylicie”.

Jednak, jak twierdzi autor książki, sprawa nie zawsze jest tak oczywista. Bowiem niekoniecznie dane brane z – na pierwszy rzut oka renomowanych urzędów statystycznych – są tak wiarygodne, jak sugerował Ronsling. Harford nawiązuje do historii Andreasa Georgiou, greckiego statystyka, który w 2010 r., po dwóch dekadach pracy w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, powrócił do rodzinnego kraju, by stanąć na czele ELSTAT-u, greckiego nowego urzędu statystycznego. Dlaczego nowego?

Otóż kiedy w 2002 r. ekonomistka Paola Subacchi odwiedziła ówczesną siedzibę greckiego urzędu statystycznego nie mogła się nadziwić temu, jak on wygląda. Znajdował się na przedmieściach Aten w budynku z lat 50. XX w., schowany między zwykłymi sklepami. Subacchi musiała się sporo namęczyć, by znaleźć wejście do niego. Kiedy wreszcie jej się to udało, weszła po schodach do zakurzonego pokoju, w którym pracowało kilka osób. Ekonomistka nie zauważyła żadnego komputera.

W tej sytuacji nie dziwi, że w owym czasie przedstawiciele europejskiego biura statystycznego Eurostat otwarcie narzekali na jakość danych, jakie otrzymywali od swoich greckich kolegów. Było to o tyle istotne, że Grecja jako kraj strefy euro miała obowiązek respektować limit deficytu budżetowego w wysokości 3 proc. PKB. Było to trudne dla greckich polityków. Dlatego, zamiast obciąć wydatki, zaczęto tak manipulować przy kategoryzacji wydatków, by nie wliczać ich do deficytu. W 2009 r., w świetle konsekwencji globalnego kryzysu finansowego zaczęto wątpić, czy Grecja będzie w stanie spłacić swoje zobowiązania.

Należało przede wszystkim ustalić, ile tych zobowiązań jest. Stąd misja greckiego statystyka Andreasa Georgiou. Jeszcze zanim ją rozpoczął, greckie ministerstwo finansów ogłosiło prognozę, że deficyt będzie wynosił 3,7 proc. PKB. Tymczasem z wyliczeń Georgiou wynikało, że będzie to 15,4 proc. PKB. Jednak najciekawsze jest to, co zaczęło się dziać po ujawnieniu skali zadłużenia greckiego państwa przez analityka.

Najpierw grecki prokurator ds. przestępstw ekonomicznych oskarżył Georgiou o celowe zawyżanie greckiego deficytu i szkodzenie greckiej gospodarce. Do tego doszły kolejne zarzuty, m.in. taki, że nowy szef urzędu statystycznego nie pozwolił zarządowi ELSTAT-u głosować nad definicją tegoż deficytu. Gdyby Georgiou został uznany winnym, groziło mu dożywotnie więzienie. Co prawda, greckie sądy niższej instancji sześć razy nie uznały winy statystyka, ale grecki sąd najwyższy podtrzymywał zarzuty.

Ostatecznie Georgiou w 2018 r. otrzymał dwa lata więzienia w zawieszeniu. I nie pomogło, że 80 renomowanych statystyków z całego świata podpisało się pod listem w jego obronie.

obserwatorfinansowy.pl