wtorek, 24 stycznia 2023


Federalna Agencja Rezerw Państwowych (Rosrezerw) jest odpowiedzialna za zaopatrzenie armii i ludności w przypadku wojny lub klęski żywiołowej. W tym celu kupuje sól, mięso, ryby, zboże, paliwo, metal, opony, bawełnę i inne. Z technicznego punktu widzenia informacje o tym, jakie towary i w jakich ilościach przechowuje Rosrezerw, są zaliczane do tajemnic państwowych.

Agencja jest bardzo rentowna, ponieważ stale aktualizuje swoje magazyny: sprzedaje przeterminowane towary i kupuje świeże. Według dziennikarzy cena zakupu jest zwykle wyższa od rynkowej, a cena sprzedaży jest prawie o połowę niższa. Wszystkie transakcje odbywają się w formacie zamkniętej aukcji, w której udział możliwy jest tylko po uzyskaniu zgody Federalnej Służby Bezpieczeństwa i pisemnego zaproszenia od Rosrezerw.

Proekt dowiedział się, że dostęp do aukcji ma tylko wąskie grono biznesmenów z "klanów" bliskich prezydentowi: dzielą oni między siebie największe partie, negocjują cenę z kierownictwem agencji, a następnie, po osiągnięciu zysku na transakcji, przekazują produkty "mniejszym graczom". Według dyrektora generalnego Sojuz-P LLC Konstantyna Czajkowskiego, który kilkakrotnie próbował dostać się na aukcję, zaproszenia otrzymuje "tylko 15-16 organizacji", które "w rzeczywistości grabią całą Rosję".

W 2021 r., przed rozpoczęciem wojny w Ukrainie, wydatki na rezerwy wzrosły prawie dwukrotnie: ze 125,5 mld (ok. 7,8 mld zł) do 207,4 mld rubli (ok. 13 mld zł). To cena porównywalna z budżetem na rosyjską kulturę i propagandę razem wzięte.

Od 2009 r. szefem Rezerwy Federalnej jest Dmitrij Gogin, protegowany bliskiego przyjaciela Putina, miliardera Arkadija Rotenberga. Przed dołączeniem do agencji Gogin pracował dla niego w Rostoppromie. Do Rezerwy przyjęto także dwóch innych biznesmenów związanych z tą firmą — Andrieja Wołkowa i Michaiła Michajłowa: sprzedawali jej sól, konserwy mięsne i rybne oraz skupowali z jej magazynów zboże, bawełnę i te same konserwy.

W tym samym czasie służby podatkowe przyłapały na korupcji struktury powiązane z Michaiłem (SPC "Agromechanizacja", Yermak i inne). Kilka domów handlowych poprzez sieć firm (w tym wspomniane wyżej) kupowało mięso od Rezerwy Federalnej, przetwarzało je na konserwy w zakładach przetwórstwa mięsnego i sprzedawało jej ej z powrotem.

Zaangażowani w tę praktykę biznesmeni zarobili na niej co najmniej 250 mln rubli (ok. 15,7 mln zł), które wywieźli za granicę. Organy podatkowe obciążyły Yermak ponad różnymi podatkami i grzywnami, sięgającymi łącznie 100 mln rubli )ok. 6,2 mln zł), ale właściciele zlikwidowali firmę.

Wołkow jest związany z firmą Agrotorg Troitsk, której gulasz zajął we wrześniu pierwsze miejsce w konkursie ogłoszonym przez Rezerwę Federalną. Podejmując taką decyzję, jury nie zraził fakt wcześniejszych nieprawidłowości, jakich dopuściła się firma — rok wcześniej Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego cofnęła certyfikat na jej konserwy wołowe za zmieszanie w nich kurczaka, bez zamieszczania informacji na etykiecie.

Innym "klanem" wzbogaconym kosztem Rezerwy Federalnej, do której dotarli śledczy, jest rodzina Wasilija Szestakowa, szefa Międzynarodowej Federacji Sambo. Córka Szestakowa Julia Gorszenina posiada pakiet kontrolny w Domu Handlowym "Czerpanowski", wieloletnim partnerze Rosrezerwu: państwowa agencja od co najmniej 2012 r. kupuje jego produkty mięsne i sprzedaje mu węgiel.

Ponadto firmy Szestakowa handlują zbożem, metalami i oponami, a ich obroty sięgają miliardów rubli. Sam Wasilij Szestakow za czasów Putina był trzykrotnie wybierany do Dumy Państwowej, a jego syn Ilja Szestakow został wiceministrem rolnictwa i stoi na czele Federalnej Agencji Rybołówstwa.

Z Rosrezerwy korzysta również rodzina sekretarza Rady Bezpieczeństwa Nikołaja Patruszewa. Jak twierdzą śledczy, nadzorował on agencją, gdy był szefem FSB i początkowo był niezadowolony, że znalazła się ona pod kontrolą Rotenberga. Firma Agro-Line, związana z jego bratankiem Aleksiejem, dostarczała agencji mięso, zboże i olej. Gwarancji na państwowe kontrakty udzielał Rosyjski Bank Rolny, na którego czele stał najstarszy syn Patruszewa, Dmitrij.

W 2013 r. urzędnicy podatkowi odkryli, że Agro-Line przepuściła miliardy rubli przez firmy fasadowe, które następnie zostały częściowo wypłacone za pomocą kart bankowych. Po tym fakcie większość spółek domu handlowego została zlikwidowana. Dziennikarze uważają, że część tego biznesu została po prostu przeniesiona do firmy Strong LLC, której przychody w 2021 r. wyniosły 4,4 mld rubli (ok. 267 mln zł).

Ponadto wśród kontrahentów Agencji Federalnej są osoby ze świty Siergieja Czemiezowa, szefa Rostecu, oraz Artema Czajki, syna byłego prokuratora generalnego Rosji Jurija Czajki. Dziś wszystkie wspomniane "klany" nie konkurują już o dostęp do zasobów agencji, a wręcz przeciwnie — współpracują: odsprzedają sobie nawzajem produkty i biorą kredyty w tych samych bankach. Śledczy zauważają, że w każdym z rozpatrywanych przypadków pojawiają się przykłady uchylania się od płacenia podatków.

onet.pl/The Moscow Times

Wydatki na gwarancje socjalne dla żołnierzy stały się jednym z elementów rosyjskiej gospodarki. W obliczu planów zwiększenia liczebności armii zawodowej Moskwa nie szczędzi środków na rekompensaty i nagrody dla wojskowych, jednak takie rozwiązania na Kremlu nie są nowością.

- To element rozwijany przez lata, od czasów tzw. reformy Sierdiukowa. Tłumaczenie, że służba to element awansu społecznego, że daje możliwość zdobycia wykształcenia i pieniędzy - wskazuje w rozmowie z money.pl Anna Maria Dyner, analityczka ds. polityki bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Przypomnijmy, że Anatolij Sierdiukow, minister obrony Rosji w latach 2007-2012, przeprowadził reformę strukturalną rosyjskich sił zbrojnych po wojnie z Gruzją w 2008 r.

Pierwsze decyzje uwalniające dodatkowe pieniądze dla wojskowych Władimir Putin podjął wiosną ubiegłego roku. W maju podpisał ustawę podwyższającą płace żołnierzy służących poza granicami Rosji, z uwzględnieniem sytuacji na rynku walutowym. W marcu natomiast rosyjska prokuratura otrzymała zadanie ustalenia osób, które mają problemy ze spłatą długów wobec państwa. Oferowano im umorzenie zobowiązań w zamian za podpisanie umowy z armią.

Ile obecnie zarabia rosyjski żołnierz? Serwis v1.ru podaje, że w zależności od rangi wojskowego dzienne pensje wahają się w przedziale 773-1545 rubli, nie licząc diet. System wynagrodzeń przewiduje także dodatki za uczestnictwo w operacjach wojskowych (8 tys. rubli dziennie) oraz za zdobycie każdego kilometra terytorium przeciwnika (50 tys. rubli). Daje to miesięczną wypłatę w granicach 128-216 tys. rubli (czyli równowartość około 8-13 tys. zł).

Co ciekawe, jedną skuteczną akcją żołnierz może sobie zapewnić wypłatę nawet siedmiokrotnie wyższą. Wystarczy, że zniszczy lub zdobędzie wyrzutnię Himars, czyli kluczowy z rodzajów broni, które Stany Zjednoczone przekazały Ukrainie. Wówczas państwo przekaże mu nagrodę w wysokości - bagatela - miliona rubli. To nieco ponad 60 tys. zł przy obecnym kursie.

Wydatki na wynagrodzenia dla żołnierzy walczących w Ukrainie, w perspektywie całego budżetu Federacji Rosyjskiej, nie są aż tak znaczące. Oczywiście, mówimy o 300 tys. świeżo zmobilizowanych żołnierzy, z kolei przed wojną szacowano, że siły zbrojne kraju liczyły około 900 tys. wojskowych. Wspomniane wydatki obecnie dotyczyłyby więc "zaledwie" maksymalnie półtora miliona osób. To nie jest coś, czego budżet Rosji nie byłby w stanie udźwignąć - uważa Anna Maria Dyner.

Według szacunków "Forbesa" w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy Moskwa wydała na działania zbrojne na terenie Ukrainy 82 mld dolarów, co stanowi jedną czwartą jej rocznego budżetu. Wydatki Kremla wzrosły m.in. ze względu na większą liczbę osób wcielonych do wojska po ogłoszonej we wrześniu ubiegłego roku częściowej mobilizacji.

- Dość istotną kwestią jest heroizacja żołnierzy, porównywanie ich do bohaterów wielkiej wojny ojczyźnianej. Jej swoisty kult rozwijał się w Rosji szczególnie w ostatniej dekadzie. Jeśli chodzi o logiczne kwestie walki z "nazizmem w Ukrainie", ma ona propagandowe uzasadnienie: władze państwowe przekonują Rosjan, że to walka w imię wyższego dobra, które przyświecało także ich przodkom w latach 40. ubiegłego wieku - podkreśla Dyner.

Jak dodaje ekspertka, faktem jest, że dla mieszkających na prowincji biedniejszych obywateli służba w siłach zbrojnych może być kusząca. Poza wyższymi uposażeniami wiąże się ona m.in. z ulgami podatkowymi, umorzeniami kredytów czy emeryturami na specjalnych, korzystniejszych warunkach.

- Mobilizacja wojskowa w Rosji nie bez powodu najszybciej została zakończona w Moskwie i Petersburgu. Władze mogą obawiać się wystąpień w dużych miastach. Poza tym to właśnie tam, w bogatych ośrodkach, ludzie mają wiele alternatywnych możliwości zarabiania pieniędzy, a przynajmniej mieli do czasu wybuchu wojny - tłumaczy Dyner.

Putin nagrody dla żołnierzy nazywa "dodatkowymi środkami wsparcia społecznego". Tak było w przypadku listopadowego dekretu nakazującego wypłatę po 195 tys. rubli żołnierzom kontraktowym i zmobilizowanym. Kolejne gwarancje socjalne zatwierdzono na początku 2023 r. Najnowszy prezydencki dekret ustala wysokość wypłaty dla rodzin wojskowych, którzy zginęli podczas "operacji w Ukrainie" na poziomie 5 mln rubli (równowartość ponad 300 tys. zł). Z kolei 3 mln rubli (trochę ponad 180 tys. zł) będą otrzymywać żołnierze, którzy odnieśli obrażenia podczas walk.

To, co paradoksalnie jeszcze może kusić, to późniejsza oferta dla walczących w Ukrainie. Widzimy, jak dobrze powodzi się np. bojownikom tzw. grupy Wagnera i innych prywatnych firm wojskowych, tworzonych przez byłych żołnierzy. Pewne braterstwo broni może otworzyć wiele drzwi i to też będzie oddziaływało na społeczeństwo rosyjskie. Z tym będą jednak związane duże wyzwania dla władz rosyjskich, jak np. kwestia dostępu do broni, wzrost przestępczości - twierdzi Anna Maria Dyner.

Pytanie, czy władze Rosji w swoich propozycjach mogą posunąć się jeszcze dalej. Ekspertka PISM uważa, że nie można tego wykluczyć. - Myślę, że nowa oferta rządu skupi się wokół długofalowej pomocy finansowej dla rodzin ofiar i zabezpieczenia medycznego dla inwalidów wojennych. Szczególnie z tym drugim Rosja miała problem, co pokazała wojna w Czeczenii czy jeszcze wcześniej prowadzona za czasów ZSRR wojna w Afganistanie - zaznacza Dyner.

Negatywnym następstwem działań Kremla może być także wzrost korupcji czy większe przyzwolenie na przemoc. - Ktoś, kto był na wojnie, zabijał, inaczej będzie traktować aparat porządkowy państwa, normy obyczajowe i prawne. Konsekwencji może być wiele. Pytanie, czy odbiją się one na władzy i na ile skala niezadowolenia społeczeństwa przerodzi się w ewentualny bunt. W dłuższej perspektywie to niekoniecznie musi być dobry prognostyk dla rosyjskich władz - podsumowuje Dyner.

money.pl

Trwająca od końca września 2022 r. mobilizacja do Sił Zbrojnych FR 300 tys. rezerwistów ujawniła chaos w aparacie administracyjnym i zaniepokojenie wśród obywateli. Uświadomiła wielu Rosjanom, że ich kraj prowadzi realną wojnę, która wymaga od nich bezpośredniego zaangażowania. Decyzja władz przyniosła widoczną reakcję ludności w postaci fali emigracji młodych mężczyzn, której pełną skalę trudno oszacować.

Pogorszenie nastrojów było jednak efektem krótkotrwałym. Mobilizacja po raz kolejny zademonstrowała znaczący potencjał adaptacyjny i pasywność rosyjskiego społeczeństwa w obliczu działań rządzących. Jej negatywne skutki najbardziej odczuła gospodarka – wzrosły obciążenia budżetowe i zmniejszyła się liczba rąk do pracy w kraju, co będzie hamować rozwój gospodarczy zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Jak dotąd rosyjski biznes wykazuje jednak duże zdolności dostosowawcze do nowych warunków.

Zgodnie z deklaracją ministra obrony Siergieja Szojgu do Sił Zbrojnych FR planowano powołać 300 tys. rezerwistów wybranych specjalności. Część dekretu Władimira Putina z 21 września ub.r. „O ogłoszeniu częściowej mobilizacji w Federacji Rosyjskiej” dotyczącą m.in. wielkości poboru utajniono, co wywołało spekulacje na temat możliwego zwiększenia liczby powołanych. Procesowi podlegali mężczyźni (miały z niego zostać zwolnione kobiety, dokument nie wprowadził jednak formalnych ograniczeń w tym zakresie) od 19. do 65. roku życia, choć wiele osób – w tym pracownicy sektora zbrojeniowego czy specjaliści IT – mogło ubiegać się o odroczenie ze względu na wykonywany zawód. Zmobilizowani i ich rodziny otrzymywali wysokie jak na rosyjskie warunki wynagrodzenie za służbę, a także liczne przywileje finansowe. Zapewniono im również znaczne zasiłki i odszkodowania w przypadku utraty zdrowia lub życia na wojnie (zob. Aneks).

28 października minister Szojgu poinformował Putina o zakończeniu mobilizacji 300 tys. rezerwistów, jednak miejscowi dziennikarze śledczy dowodzą, że faktyczna liczba wcielonych do wojska mogła wynieść nawet ok. 500 tys. Z przedstawionych danych wynikało, że trafiło tam m.in. 27 tys. przedsiębiorców i 1,3 tys. przedstawicieli organów władzy wykonawczej różnego szczebla. Średni wiek zmobilizowanego resort obrony oszacował na 35 lat. Wśród powołanych widoczna była nadreprezentacja przedstawicieli republik narodowych, np. Czeczenii, Dagestanu czy Buriacji. W dużej mierze wynikało to z sytuacji demograficznej i ekonomicznej tych regionów – od lat odnotowują one wysoki przyrost naturalny, a bieda sprawia, że służba wojskowa staje się dla mieszkańców szansą na poprawę poziomu życia.

Dalsze kompletowanie oddziałów miało się odbywać jedynie spośród ochotników. Jako że prezydent nie zdecydował się formalnie zakończyć mobilizacji, nasiliły się głosy, że proces został tylko wyhamowany i w pierwszych miesiącach 2023 r. nastąpi jej kolejna fala – zwłaszcza że rosyjskie sieci społecznościowe zawiadamiają o dalszym wcielaniu do wojska młodych mężczyzn. Minister Szojgu w grudniu poinformował ponadto o planach zwiększenia w 2023 r. liczebności armii o ok. 150 tys. osób, tj. do 1,15 mln (a w ciągu kolejnych lat – do 1,5 mln), w tym o wzroście liczby żołnierzy kontraktowych o 141 tys., tj. do 521 tys. Mogliby oni zostać zaangażowani w działania wojenne jeszcze w tym roku.

Decyzja o rozpoczęciu mobilizacji wywołała zaniepokojenie w rosyjskim społeczeństwie. Mężczyźni pragnący uniknąć wręczenia wezwania do służby wojskowej próbowali się ukrywać – przede wszystkim nie przebywali pod adresem zameldowania lub zwalniali się z pracy, jeśli istniało ryzyko, że zostaną zmobilizowani za pośrednictwem pracodawcy. Ludziom z dużych miast znacznie łatwiej było uchylić się przed poborem niż tym ze wsi, gdzie możliwości wyjazdu lub ukrycia się przed przedstawicielami administracji były ograniczone.

Decyzja o rozpoczęciu mobilizacji wywołała masową ucieczkę z Rosji osób pragnących uniknąć poboru. Według różnych szacunków od momentu jej ogłoszenia z kraju wyjechało od 300 tys. do nawet 700 tys. Rosjan[4], przy czym najwięcej osób opuściło kraj w pierwszych dniach od jej ogłoszenia – z obawy przed zamknięciem granic. Władze nie podają własnych danych na temat wyjazdów i w oficjalnych wypowiedziach bagatelizują skalę zjawiska (pytany o skalę emigracji rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow określił doniesienia o 700 tys. emigrantów mianem kaczki dziennikarskiej).

W pierwszych dniach mobilizacji w zasadzie na wszystkich przejściach granicznych (w tym na lotniskach) utworzyły się kolejki. Rosjanie w pierwszej kolejności usiłowali przedostać się do państw, do których mogą wjechać bez paszportów zagranicznych, wyłącznie na podstawie dowodu osobistego (tzw. paszportu wewnętrznego) – do Armenii, Kazachstanu, Kirgistanu i na Białoruś (traktowaną wyłącznie jako kraj tranzytowy). Popularnością cieszyły się również inne państwa poradzieckie niewymagające od mieszkańców FR wiz – Gruzja, Mołdawia, Uzbekistan, Tadżykistan, a także Turcja, która w obliczu zawieszenia bezpośrednich połączeń pomiędzy UE a Rosją na skutek sankcji stała się węzłem komunikacyjnym dla Rosjan podróżujących do Europy.

Na największy ośrodek emigracyjny wyrósł Kazachstan – zgodnie z danymi tamtejszego resortu pracy od 21 września, czyli od ogłoszenia częściowej mobilizacji, do kraju wjechało 837 tys. obywateli FR, a opuściło go 780 tys. Według szacunków z grudnia 2022 r. w Kazachstanie z różnych powodów przebywało wtedy 298 tys. Rosjan. Ich kolejnym celem stała się Gruzja (przyjęła ona ok. 100 tys. Rosjan). Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Gruzji informowało o bezprecedensowym wzroście przekroczeń granicy przez obywateli Rosji w dniach 21–30 września, czyli tuż po ogłoszeniu mobilizacji – w kraju znalazło się wówczas 68 887 obywateli FR. Liczebność „wojenną” diaspory rosyjskiej w Armenii ocenia się na kilkadziesiąt tysięcy, a w Azerbejdżanie – nawet na 8 tys. osób. Kompleksową ocenę sytuacji utrudnia fakt, że ruchy migracyjne Rosjan cechują się dużą płynnością, a ani Moskwa, ani kraje docelowe nie przygotowały jeszcze szczegółowych statystyk.

W niektórych punktach granicznych – np. na obleganym pieszym przejściu pomiędzy Rosją a Gruzją w miejscowości Wierchnij Łars – Ministerstwo Obrony FR ustawiło mobilne punkty werbunkowe, jak się wydaje, głównie po to, by wywrzeć emocjonalną presję na opuszczających kraj. Po kilku tygodniach trwania mobilizacji ruch na lotniskach i lądowych przejściach granicznych unormował się. Część z tych, którzy wyjechali, postanowiła wrócić, uważając, że ryzyko bycia zmobilizowanym minęło, bądź z uwagi na brak źródła utrzymania – zwłaszcza że władze starają się ograniczyć Rosjanom możliwość pracy online z zagranicy. Przypadki te dowodzą, że niektórzy „uciekinierzy” zdecydowali o wyjeździe spontanicznie, bez uprzedniego przygotowania się na stały pobyt w innym kraju. Warto także odnotować, że starania, by uniknąć mobilizacji nie świadczą o tym, że dana osoba sprzeciwia się inwazji. Część wyjeżdżających nie krytykuje Kremla i nie kwestionuje zasadności wojny, a jedynie nie jest gotowa osobiście wyruszyć na front.

Już 21 września w całej Rosji rozpoczęły się manifestacje przeciwko mobilizacji, jednak miały one niewielką skalę. Według OVD-Info pierwszego dnia zatrzymano ponad 1300 osób, a w kilku miastach policjanci wręczali zatrzymanym wezwania do komisji wojskowych bezpośrednio na posterunkach. Poza dużymi ośrodkami w przeszłości wykazującymi relatywnie wysoką aktywność protestacyjną wiece odbyły się także w mniej aktywnych pod tym względem regionach etnicznie nierosyjskich, m.in. w Machaczkale i Chasawiurcie w Dagestanie, Nalczyku (stolicy Kabardo-Bałkarii), Jakucku (stolicy Republiki Sacha – Jakucji) i Kyzyle (stolicy Tuwy). Znaczną część protestujących i zatrzymanych stanowiły kobiety, które gotowe były publicznie zabiegać o prawa swoich bliskich. Demonstrujących mężczyzn w wielu przypadkach od razu wcielano do wojska. Po kilku dniach manifestacje uliczne wygasły, co stanowiło pokłosie przede wszystkim bezprecedensowej brutalności służb porządkowych, a także represji i grożących uczestnikom kar.

W kolejnych tygodniach niezadowolenie społeczne objawiało się przede wszystkim w Internecie, gdzie przybierało kilka form. Głównie informowano o nadużyciach w procesie mobilizacji. Chodziło o wciąganie na listy wcielanych do wojska osób niespełniających kryteriów, np. studentów, czy o nietrzymanie się standardów poboru – niedostarczanie zmobilizowanym sprzętu i odzieży, złe warunki bytowe, nieodpowiednie traktowanie przez zwierzchnictwo, brak obiecanych wypłat oraz wysyłanie rekrutów bez szkolenia prosto na front. Krytykowano też samą mobilizację jako zbrodniczy lub szkodliwy dla państwa proceder. Do sieci trafiały apele matek i żon zmobilizowanych o powrót ich bliskich do domów, a także prośby żołnierzy o poprawę warunków służby. Kierowano je do władz regionalnych lub bezpośrednio do prezydenta Putina, który dla większości Rosjan zachował opinię ostatniej instancji w kwestii rozwiązywania problemów społecznych.

Do skrajnych aktów sprzeciwu wobec wojny i mobilizacji – podpaleń komisji wojskowych i budynków administracyjnych – dochodziło od rozpoczęcia inwazji. Do końca września w całym kraju odnotowano 50 takich zdarzeń, kilku sprawców zatrzymano. Szerokim echem odbiła się również historia młodego mężczyzny, który, chcąc uchronić brata przed poborem, w akcie desperacji postrzelił członka komisji wyborczej w Ust-Ilimsku (obwód irkucki).

W odpowiedzi na napięcie społeczne narastające wskutek chaotycznego i niezgodnego z przepisami sposobu prowadzenia mobilizacji wyjaśnianiem nieprawidłowości i poszukiwaniem winnych nadużyć zajęli się czołowi propagandyści z szefową agencji Rossija Siegodnia Margaritą Simonian na czele. W październiku i listopadzie temat pomocy zmobilizowanym stał się głównym wątkiem narracyjnym w krajowych mediach. Potwierdza to, że władze uznały, iż przebieg mobilizacji może generować niekorzystne nastroje społeczne. Jednocześnie nie podważano jednak konieczności jej przeprowadzenia.

Znaczna część mężczyzn podporządkowała się wytycznym Kremla i pokornie zgłosiła się do komisji wojskowych, co sprawiło, że plan poboru 300 tys. osób udało się zrealizować. O ich postawie decydowały przede wszystkim strach przed konsekwencjami odmowy udziału w przedsięwzięciu, nieznajomość prawa do odmowy oraz poczucie braku alternatywy (spowodowane np. koniecznością pozostania w kraju z powodu nieposiadania paszportu, środków finansowych czy doświadczeń podróżniczych). Do kluczowych czynników – zwłaszcza wśród biedniejszych grup społecznych – należą też atrakcyjne wynagrodzenie dla zmobilizowanych i gwarantowane przez władze różnego rodzaju ulgi dla ich rodzin. Powszechna bieda – obecnie ponad 15 mln Rosjan (10,3% ludności) żyje poniżej progu ubóstwa, a kolejne 15 mln na jego granicy (a utrata pracy czy narodziny kolejnego dziecka mogą ich przesunąć do najuboższej grupy) – sprawiła, że dla znacznej części obywateli udział w wojnie stał się szansą na poprawę poziomu życia ich rodzin, wyjście ze skrajnej nędzy i długów.

Po ogłoszeniu mobilizacji w cyklicznych badaniach opinii publicznej notowano znaczące pogorszenie nastrojów w społeczeństwie: we wrześniu tylko 7% respondentów określało swoje samopoczucie jako bardzo dobre, aż 32% wskazywało, że odczuwa rozdrażnienie i napięcie, a 15% czuło strach (w czerwcu wartości te wynosiły odpowiednio 15, 17, 4%). Trend ten nie trwał jednak długo, w listopadzie Rosjanie poczuli się lepiej – 12% twierdziło, że ma bardzo dobry nastrój, 22% odczuwało napięcie, a 8% – strach.

Mobilizacja i nowa fala migracji silnie uderzyły w gospodarkę, zwłaszcza że pociągnęły za sobą dalszą eskalację wojny na Ukrainie. Rosyjskie władze nie ujawniają informacji o kosztach prowadzonych działań, jednak z wrześniowych szacunków opartych na skąpych danych publikowanych przez resort finansów wynikało, że bieżące wojenne wydatki budżetowe (nieobejmujące m.in. uzbrojenia i amunicji pobieranej z magazynów) wynosiły 300–400 mln rubli (5–6,5 mln dolarów) dziennie. Mobilizacja znacznie zwiększyła nakłady na ten cel. Na samo uposażenie dla nowo wcielanych do wojska państwo musi dodatkowo wyasygnować minimum 60 mld rubli miesięcznie (przy założeniu, że powołano tylko 300 tys. osób). Do tego trzeba doliczyć środki związane z ich szkoleniem, wyżywieniem i odszkodowaniami w przypadku utraty życia lub zdrowia.

Po ogłoszeniu mobilizacji planowany deficyt budżetu na 2022 r. wzrósł do ponad 2% PKB (ponad 3 bln rubli), podczas gdy w połowie września prognozowano, że wyniesie niespełna 1% (1,3 bln rubli). Przedsięwzięcie zwiększyło także obciążenia budżetów regionalnych (minimum o 13 mld rubli) – musiały one dofinansować ten proces (zakupując brakujące umundurowanie, śpiwory, wyżywienie itp.) oraz zaoferować dodatkowe wypłaty, aby przeciwdziałać unikaniu przez mężczyzn wcielenia do wojska.

Wpływ mobilizacji na gospodarkę widoczny był w wielu branżach, lecz w licznych przypadkach miał charakter krótkotrwały. Przede wszystkim niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji przyczyniła się do ograniczenia wydatków przez społeczeństwo. Handel detaliczny, który latem zaczął się powoli odbudowywać, we wrześniu i październiku ponownie skurczył się o prawie 10% r/r, a w listopadzie był mniejszy już tylko o 8% r/r. Rosjanie rezygnowali głównie z towarów przemysłowych i niektórych usług. Spadki dało się zaobserwować szczególnie na rynku nieruchomości i samochodowym.

Niekorzystne trendy widać było zwłaszcza w sektorze bankowym. Od końca września do końca października 2022 r. wojskowi (w tym świeżo zmobilizowani) lub członkowie ich rodzin złożyli do banków ponad 100 tys. wniosków o odroczenie spłaty kredytów na łączną kwotę ponad 45 mld rubli. Suma ta nie powinna być jednak dużym obciążeniem dla sektora (dla porównania łączna wartość zadłużenia osób fizycznych we wrześniu wyniosła pond 26,5 bln rubli). Organizacje finansowe mogą się bowiem spodziewać, że zobowiązania te zostaną spłacone z wysokich zarobków uzyskanych przez kredytobiorców za udział w wojnie. Ponadto wzmożona migracja i dalsza redukcja zaufania do instytucji państwowych spowodowały, że osoby fizyczne coraz częściej wycofują wkłady z rosyjskich banków (głównie walutowych). We wrześniu zmniejszyły się one o ponad 7 mld dolarów (tj. ok. 10%) – to największy odpływ od marca 2022 r.

Mobilizacja nasiliła korupcję, a zwłaszcza jej najbardziej powszechną formę – łapówkarstwo. Skalę tego procederu i straty dla gospodarki bardzo trudno ocenić. Za gwarantowane odroczenie służby wojskowej młodzi mężczyźni i ich rodziny byli gotowi zapłacić nawet 1 mln rubli (ok. 16 tys. dolarów). Pieniądze pozwalają przede wszystkim uniknąć wcielenia do armii, ale także mogą poprawić warunki służby (np. uzyskać niezbędne wyposażenie).

Na mobilizacji szczególnie ucierpiał rynek pracy, przy czym negatywne skutki skurczenia się siły roboczej widać będzie przede wszystkim w ujęciu długoterminowym. Zgodnie z danymi Rosstatu w Rosji mieszkało w 2021 r. ok. 20 mln mężczyzn w wieku od 20 do 39 lat (90% z nich pracowało). O ile do wojska powołano głównie słabo wykształconych mieszkańców małych miast i wsi, zwłaszcza wykonujących pracę fizyczną, o tyle migracja wywołana mobilizacją dotyczyła najbardziej kreatywnych i najlepiej wykształconych młodych ludzi z dużych ośrodków (co najmniej 300 tys. osób). W efekcie rynek pracy mógł utracić ok. 2–4% tej najbardziej produktywnej grupy społecznej. To poważny cios dla gospodarki, jeśli weźmiemy pod uwagę niskie bezrobocie, utrzymujące się już od 2021 r. W październiku 2022 r. zatrudnienia nie miało zaledwie 3,9% (ok. 2,9 mln) osób zdolnych do pracy – najmniej od rozpadu ZSRR – podczas gdy rok wcześniej odsetek ten wynosił 4,3%. Z przeprowadzonych badań wynika, że mobilizacja najmocniej uderzyła w mały biznes – na utratę pracowników skarżyło się ok. 29% małych przedsiębiorstw (do 100 osób) oraz 11% mikrofirm (do 15 zatrudnionych).

W efekcie skurczenie się rynku pracy stało się dużym wyzwaniem dla adaptującej się do nowych warunków gospodarki. W związku z sankcjami i problemami z dostępem do zachodnich technologii produkcja w Rosji staje się coraz bardziej pracochłonna i mniej zaawansowana technologicznie. Rośnie zatem zapotrzebowanie na pracowników fizycznych. Już obecnie brakuje rąk do pracy w budownictwie, a także w wielu innych branżach zatrudniających wykwalifikowane „niebieskie kołnierzyki” (np. spawaczy czy operatorów maszyn). Dodatkowo na skutek migracji państwo doświadcza niedoborów specjalistów, głównie z dziedziny IT. Ponadto migranci, wyjeżdżając, zabrali ze sobą oszczędności, co odbiło się zarówno na sektorze bankowym, jak i handlu detalicznym w ich ojczyźnie. Skalę utraconego potencjału można ocenić przez analizę sytuacji sąsiadów Rosji, którzy przyjmują przybyszów z tego kraju. Dla przykładu PKB Gruzji w 2022 r. może wzrosnąć o ok. 10%, tj. prawie dwukrotnie więcej, niż prognozowano na początku ub.r.

Choć mobilizacja po raz pierwszy uświadomiła wielu Rosjanom, że ich kraj prowadzi pełnowymiarową wojnę, która wymaga od nich zaangażowania, to nie doprowadziła do masowych, długotrwałych protestów ani do podważenia legitymacji władz, zaś pogorszenie nastrojów społecznych trwało krótko. Obywatele podporządkowywali się decyzji Kremla, adaptowali do nowej sytuacji i próbowali wyciągnąć z niej ewentualne korzyści albo koncentrowali się na uniknięciu wcielenia do wojska przez łapówkę, ukrycie się lub emigrację. Podejmowane działania miały przede wszystkim charakter indywidualny. Reakcje na mobilizację potwierdzają, że Rosjanom brakuje odruchów solidarnościowych i zaufania nie tylko wobec państwa, lecz także wobec współobywateli. Na podstawie dostępnych informacji trudno spodziewać się masowych demonstracji lub aktów buntu, nawet w przypadku kolejnych fal mobilizacji.

Mobilizacja oraz wojna pogłębią negatywne trendy demograficzne – niosą one ze sobą spadek liczebności populacji, którego efekty staną się jednak widoczne dopiero w dłuższej perspektywie. Prognozowanie utrudnia brak rzetelnych danych. Rosja traci poległych na froncie (ich liczbę zataja Kreml) oraz emigrantów uciekających przed mobilizacją i wojną (statystyki ich nie uwzględniają). Konflikt zbrojny wpłynie też na spadek liczby urodzeń – młodzi mężczyźni, którzy opuszczają domy, tracą bowiem (przynajmniej czasowo) szansę na spłodzenie potomstwa. Dodatkowo stan wojny i niepewność gospodarcza skutkują wzrostem niepokojów społecznych oraz motywują rodziny do odkładania decyzji o prokreacji, co również odbije się na wskaźnikach demograficznych.

Do ważniejszych barier rozwoju gospodarczego Rosji w ujęciu długofalowym dołączą niedobór i pogarszająca się jakość kapitału ludzkiego. Już obecnie deficyt kadr to istotny czynnik ograniczający wzrost produkcji. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w najbliższych latach na rynek pracy wkroczą roczniki z niżu demograficznego, to stanie się jasne, że sytuacja będzie się jedynie pogarszać. Zgodnie z prognozami opracowywanymi jeszcze przed pandemią liczba zatrudnionych w grupie wiekowej 20–40 lat może się w 2030 r. zmniejszyć o jedną czwartą w porównaniu z rokiem 2020 (COVID-19 i wojna uczyniły te przewidywania jeszcze czarniejszymi). Kolosalnie wpłynie to na wytwórczość, konkurencyjność i aktywność gospodarczą kraju. Te niekorzystne trendy obserwowane na rynku pracy są dla Rosji szczególnie niebezpieczne w realiach postępującej prymitywizacji i rosnącej pracochłonności produkcji.

Przedłużanie się wojny – a także związany z nią wydłużający się czas przebywania poza granicami państwa dobrze wykształconej części społeczeństwa – stwarza ryzyko, że osoby, które wyjechały, zdołają się zaadaptować w nowym środowisku, a przez to ich skłonność do powrotu zmaleje. W kontekście problemów w systemie edukacji i szkolnictwa wyższego, coraz wyraźniej izolowanego od współpracy z zagranicą, jeszcze bardziej obniży to jakość kapitału ludzkiego i zmniejszy zasób specjalistów, co dodatkowo ograniczy potencjał rozwoju państwa.

Mobilizacja i wojna przyniosą ze sobą także szereg negatywnych zjawisk społecznych dotyczących żołnierzy, w tym wzrost częstotliwości zachowań przemocowych (zwłaszcza wobec bliskich), zwiększenie skłonności do popadania w uzależnienia, a także liczby występujących schorzeń psychicznych, m.in. zespołu stresu pourazowego i depresji. W wielu rodzinach nasilają się również zjawiska samotnego macierzyństwa i syndromu nieobecnego ojca. Na skutek intensywnego werbunku ochotników, a następnie mobilizacji w etnicznie nierosyjskich regionach kraju – jak Buriacja, Jakucja czy Tuwa – lokalne społeczności, a czasem całe wsie, nie mogą normalnie funkcjonować z powodu braku niezbędnej siły roboczej.

Minimalne miesięczne wynagrodzenie zmobilizowanego ustalono na 195 tys. rubli (ok. 3 tys. dolarów), a ostateczne zależy ono od stopnia wojskowego, stanowiska i dodatkowych bonusów. Dla porównania średnia płaca w Rosji we wrześniu 2022 r. wynosiła ok. 60 tys. rubli. Osoby wcielone do wojska lub członkowie ich rodzin mogli też otrzymać dodatkowe wsparcie (finansowe lub rzeczowe)[19] od władz regionalnych. Ponadto przysługiwały im liczne przywileje – np. dopłaty do czynszów, zwolnienia z podatku majątkowego czy odroczenie spłaty kredytów.

Zwolnieni ze służby w związku z obrażeniami poniesionymi na polu walki mogą liczyć na wypłaty i ubezpieczenia do 5 mln rubli (tj. ok. 70 tys. dolarów, z czego 60% pochodzi bezpośrednio z budżetu państwa), zaś rodziny poległych – do 12,5 mln rubli (tj. ponad 180 tys. dolarów, w 40% pokrywane z budżetu). Odrębną kwestię stanowi wywiązywanie się państwa ze swoich zobowiązań – np. rodzina zmarłego może otrzymać odszkodowanie jedynie wtedy, kiedy odnajdzie się jego ciało (wielu żołnierzy uznaje się za zaginionych).

osw.waw.pl