wtorek, 5 września 2023


Ukraińskie wojska przełamały już pierwszą linię obrony Rosjan pod Zaporożem. Przed sobą mają kilka kolejnych linii umocnionych rosyjskich pozycji obronnych i betonowych przeszkód, nazywanych "zębami smoka". Stanowią one część rosyjskiej obrony w okupowanej zachodniej części obwodu zaporoskiego - poinformował w najnowszej analizie amerykański Instytut Badań nad Wojną (ISW).

Druga linia obrony wojsk rosyjskich obejmuje sieć podziemnych tuneli - powiedział przedstawiciel sił ukraińskich na południu kraju Ołeksandr Sztupun.

Druga linia obrony najeźdźców jest również potężna, ponieważ wojska rosyjskie okopywały się w tym miejscu od ponad roku

Według żołnierzy Sił Obronnych Ukrainy, wojsko rosyjskie na wschodzie szturmuje pozycje ukraińskie, nie zmieniając swojej taktyki. Najtrudniejsza sytuacja jest pod Kupiańskiem w obwodzie charkowskim, gdzie Rosjanie rzucili swoje oddziały rezerwowe. Według wojskowych armia rosyjska na tym odcinku wygrywa liczebnością żołnierzy. – Rosjanie rzucają tu ludzi, jak mięso armatnie. Jest ich coraz więcej – mówi żołnierz ukraiński w rozmowie z ukraińskimi dziennikarzami z "Ukrainian Witness". 

W ich najnowym reportażu, który został opublikowany w ramach projektu "Ukraiński Świadek", pojawia się historia ukraińskiej piechoty, walczącej pod Kupiańskiem. Na tym kierunku Rosjanie atakują ukraińskie pozycje, zmuszając Ukraińców do obrony. – Pod Kupiańskiem jest piekło. Kiedy brakuje im ludzi, rzucają tu rosyjskich więźniów – mówi żołnierz dziennikarzom.

Ukraińscy żołnierze zwracają uwagę na to, że na wschodnim odcinku frontu Rosjanie są bardzo dobrze wyposażeni. – Mają wszystko. Są "po zęby" wyposażeni. Często 300 żołnierzy rosyjskich robi szturm na jedną ukraińską pozycję – mówi żołnierz o pseudonimie Rak. Ci żołnierze znają się na taktyce niemal doskonale, są bardzo wykształceni pod względem wojskowym – dodaje.

Próby szturmu się nie kończą. Przedzierają się w małych grupach. Ciągle próbują się do nas przedostać, ale odpowiednio wcześnie ich wykrywamy. Podchodzą z trzech stron.

Żołnierz o mieniu Władysław mówi, że ukraiński wywiad najpierw wykrywa wroga, a potem dochodzi do walk. 

– Wygląda na to, że Rosjanie mają zamiar pocieszyć swój naród. To już nie jest tajemnica, że Rosjanie chcą ponownie zająć Kupiańsk, ale my nie pozwolimy im tego zrobić".

Żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy mówią, że zazwyczaj okupanci podwożą wojskowych samochodami i pieszo przemieszczają się na pozycje ukraińskie.

ukrayina.pl

- Rosja jest finansowo zaangażowana w ten konflikt w ograniczonym stopniu. Tak jakby starano się ograniczać jego koszt ekonomiczny i wpływ na społeczeństwo. Wydaje się toczony nie jak wojna na pełną skalę, która wymagałaby znacznie większych nakładów, ale jako ograniczona operacja militarna - pisze brytyjski profesor Julian Cooper, specjalista od rosyjskich finansów, zwłaszcza w zakresie wydatków na bezpieczeństwo. Swoje wnioski zawarł w raporcie opublikowanym przez SIPRI, czyli Sztokholmski Instytutu Badań nad Pokojem, (...).

Cooper podkreśla, że rozumie, iż Kreml używa określenia "specjalna operacja wojskowa" na wojnę w Ukrainie z powodów głównie politycznych. Jednak jego zdaniem biorąc pod uwagę to, że w jej planowaniu kluczową rolę odegrały służby specjalne, oraz to, jak ograniczone są sumy na nią wydawane, to faktycznie dla władz Rosji może to być coś innego niż pełnoprawna wojna. Zaznacza też, że analiza rosyjskich finansów państwowych stała się bardzo trudna na przestrzeni ostatniego roku. Utajniono większość szczegółowych danych, czym uniemożliwiono relatywnie łatwe ustalenie poziomu wydatków na siły zbrojne i aparat bezpieczeństwa wewnętrznego. Nie są też już publikowane szczegółowe dane dotyczące realizacji budżetu.

Pomimo tego Cooper był w stanie oszacować ogólne poziomy wydatków. Oparł się na takich dokumentach jak projekty wieloletnich ustaw budżetowych, uproszczone informatory budżetowe dla obywateli, szczątkowe dane okazyjnie publikowane przez władze i prace rosyjskich analityków finansowych. Brytyjczyk zaznacza przy tym, że efekt jego analiz to wartości przybliżone, ale wystarczające do oceny na poziomie ogólnym. Nie jest ona pozytywna dla tych, którzy mieli nadzieję, że koszty wysiłku wojennego połączone z efektem sankcji, złamią kręgosłup finansowy Rosji i przymuszą Władimira Putina do ustępstw.

Gdy Rosjanie planowali swój budżet w 2021 roku na lata 2022-24, robili to w sposób, który w żaden sposób nie uwzględniał możliwości wybuchu wojny. Trwała koncentracja wojsk na granicy z Ukrainą, szybko rosło napięcie, ale w rosyjskim Ministerstwie Finansów i na Kremlu oficjalnie wszystko szło utartym torem. I jeszcze wiele danych było jawnych. Wydatki na obronę narodową w roku 2022 ustalono na poziomie 3,5 biliona rubli. Po dodaniu wydatków z innych części budżetu, które faktycznie także idą na siły zbrojne, było to 4,9 biliona, czyli około 3,5 procent PKB (Produkt Krajowy Brutto). Jeśli porównać to z krajami NATO, to dość wysoki wskaźnik, ale nie nadzwyczajny. Kraje Sojuszu w 2022 roku wydawały średnio około 2,5 procent PKB, przy czym Amerykanie podobnie jak Rosja, około 3,5 procent.

Po wybuchu wojny realne wydatki na obronę narodową szybko zaczęły rosnąć, co można było śledzić dzięki ciągle publikowanym danym. Do listopada, kiedy szczegóły utajniono, z początkowej oficjalnej kwoty 3,5 biliona rubli (15 procent budżetu) zrobiło się 4,7 biliona (17 procent budżetu). Oficjalnych danych za cały rok 2022 nie ma. Jest jednak wartość przybliżona, którą można wysnuć z pracy analityków Instytutu na rzecz Polityki Finansowej im. Gaidara, którzy już w tym roku ujawnili, że wydatki na obronę narodową w 2022 roku były o 38 procent wyższe niż planowano. Oznacza to kwotę około 5,1 biliona rubli (16 procent budżetu, który był ostatecznie wyższy, niż zakładano w 2021 roku). Do tej kwoty należałoby dodać tradycyjne kwoty idące na wojsko, które są ukryte w innych pozycjach budżetu, jednak ze względu na tajność stało się to niemożliwe w sposób precyzyjny. Jednak jeśli założyć tradycyjne zwiększenie w ten sposób wydatków na obronność o około 1/4, nadal jest to około 21 procent budżetu państwa i 4,4 procent PKB. Czyli kwoty niebędące niczym szokującym. Podobnie wyglądał poziom wydatków USA podczas największego zaangażowania w Afganistanie i Iraku w latach 2008-2012.

Prace nad budżetem na rok 2023 były prowadzone właściwie tak samo jak w latach wcześniejszych. Bez jakiegoś szczególnego uwzględnienia wojny i sankcji. Szczegóły są tajne. Podano jedynie ogólnikowo, że wzrost wydatków na obronność miał wynieść 6 procent rok do roku, a w latach 2024 i 25 miał być to już spadek. Jednocześnie planowano wyraźny wzrost wydatków na bezpieczeństwo wewnętrzne i porządek publiczny, co zdaniem Coopera można uznać za wskazówkę, iż w Moskwie późnym latem 2022 roku zakładano, iż militarna faza konfliktu w Ukrainie zakończy się w ciągu roku. Zakładano też między innymi znaczne wzrosty wydatków na opiekę socjalną.

Zanim projekt budżetu na rok 2023 stał się prawem, doszło do ukraińskiej ofensywy w obwodach charkowskim i chersońskim, w Rosji przeprowadzono mobilizację, a perspektywa szybkiego końca wojny stała się oczywistym pobożnym życzeniem. Doszło więc do istotnych zmian w trakcie prac nad jego uchwaleniem w Dumie. Szczegóły były jednak, po raz kolejny, tajne. Z pomocą przyszło Ministerstwo Finansów, które tradycyjnie na koniec roku opublikowało uproszczony "Budżet dla Obywateli", który przedstawia podstawowe dane na temat planów finansów państwa i skupia się na kwestiach społecznych. Jak zaznacza Cooper, nie sposób się z niego dowiedzieć, że Rosja prowadzi jakąś wojnę, choć jest wspomnienie o trudnej sytuacji spowodowanej sankcjami. Dokument pozwalał jednak stwierdzić, że pierwotny projekt budżetu został istotnie zmieniony przed jego podpisaniem przez Putina.

Wydatki na obronę narodową utrzymano na prawie tym samym poziomie wynoszącym 5 bilionów rubli. Zmniejszono za to o 1/4 wydatki na bezpieczeństwo wewnętrzne, a powstałą w ten sposób nadwyżkę przeznaczono najwyraźniej w większości na cele socjalne i dofinansowanie regionów. Bazując na swoim doświadczeniu, dotychczasowych praktykach Rosjan i szczątkowych danych, Cooper szacuje, że ogólne wydatki na wojsko zaplanowano na rok 2023 na poziomie 6,6 biliona rubli. To około 23 procent budżetu federalnego i 4,4 planowanego PKB. Czyli poziom bardzo podobny do tego z 2022 roku i niebędący niczym radykalnym. Owszem, dość wysokie wskaźniki w porównaniu do większości państw rozwiniętych, ale dalej w rejonie tego, co można się spodziewać po kraju prowadzącym ograniczoną wojnę interwencyjną, a nie wojnę totalną.

Cooper zaznacza, że faktyczne koszty konfliktu są dla Rosji na pewno wyższe. Trzeba by bowiem uwzględnić koszta ludzkie, takie jak efekt zabrania z rynku pracy setek tysięcy zmobilizowanych mężczyzn i ich podstawowego wyekwipowania oraz przeszkolenia, co jest finansowane głównie z budżetów regionów, a nie Ministerstwa Obrony. Do tego różne koszty związane z funkcjonowaniem aparatu bezpieczeństwa na terenach okupowanych, wydatki na minimalne świadczenia socjalne dla osób na nich mieszkających i wiele innych. Duże pieniędzy pochłania też budowa fortyfikacji w rejonach przygranicznych (te bezpośrednio na froncie buduje sobie najczęściej wojsko, te dalej na zapleczu muszą już finansować regiony). - Ogólna kwota tych wydatków najpewniej nigdy nie będzie znana, jednak mówimy o skromnych kwotach w porównaniu do finansowania Ministerstwa Obrony z budżetu federalnego - stwierdza analityk.

- Choć przemysł zbrojeniowy został zmobilizowany w celu zwiększeniu produkcji, nie można powiedzieć, że cała rosyjska gospodarka została przestawiona na stopę wojenną. Rząd stara się ograniczyć wpływ wojny na państwo i codzienne życie obywateli. Wydatki na cele militarne wzniosły, ale nie w sposób dramatyczny - pisze Brytyjczyk. Jego podstawowy wniosek jest taki, że nic nie wskazuje na to, aby same koszty wojny miały potencjał do złamania kręgosłupa finansowego Rosji. - Używanie określenia "specjalna operacja wojskowa" może być zrozumiałe z punktu widzenia rosyjskiej polityki finansowej. To jest operacja prowadzona kosztem, który gospodarka Rosji może udźwignąć, niezależnie od ciężkich sankcji. Co więcej, perspektywa doprowadzenia do końca wojny tylko poprzez sankcje wydaje się bardzo odległa - pisze Cooper.

Wnioski analityka wpisują się w domniemaną długofalową strategię Kremla, czyli po prostu zamęczyć Ukrainę i zmęczyć Zachód. Najlepiej doczekać się powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu w 2025 roku, co może oznaczać koniec aktualnego wsparcia USA dla Ukraińców. Jest to jednak oparte na założeniu, że rosyjskie wojsko przy obecnym poziomie nakładów zdoła utrzymać kontrolę nad terenami okupowanymi i wykrwawi przeciwnika w wojnie na wyniszczenie. Nie jest to jednak takie pewne.

gazeta.pl