czwartek, 25 sierpnia 2022


Nie minęło kilka pierwszych dni inwazji, a armia rosyjska — druga najpotężniejsza armia na świecie, według Global Firepower — stanęła w obliczu braku nowoczesnej broni. Na wojnę trzeba było wysłać przestarzały sprzęt radziecki, co jest niebezpieczne zarówno dla ludności cywilnej, jak i dla samych żołnierzy.

Zbadaliśmy, jaka broń znajdowała się w armii rosyjskiej przed inwazją, a także przeanalizowaliśmy ponad 4 tys. jednostek zniszczonego rosyjskiego sprzętu. Dowiedzieliśmy się, dlaczego zamiast "bronią piątej generacji" armia rosyjska walczy w czołgach z lat 60. i uderza w centra handlowe pociskami przeciwokrętowymi.

W szóstym miesiącu wojny w Kubince pod Moskwą odbyło się Międzynarodowe Forum Armia-2022. Prezentowane na forum próbki krajowego sprzętu wojskowego, zdaniem prezydenta Putina, który odwiedził wystawę, "od lat, a może i dziesięcioleci wyprzedzają swoich zagranicznych odpowiedników, a pod względem cech taktyczno-technicznych znacznie je przewyższają".

W rzeczywistości prawie cała broń używana w prawdziwych operacjach bojowych została odziedziczona przez armię rosyjską po ZSRR. A konsekwencje tego odczuwają obie strony.

Masowy ostrzał artyleryjski z sowieckich systemów rakietowych wielokrotnego startu (MLRS) pozostawia po sobie miasta-widma – Mariupol, Irpień, Pisky w Doniecku – a niedoskonałe konstrukcje czołgów z lat 60. prowadzą po trafieniu pocisku do śmierci całej załogi.

Pod koniec kwietnia eksperci z brytyjskiego Królewskiego Instytutu Studiów nad Obronnością ogłosili, że Rosja wyczerpała swoje zapasy broni precyzyjnej. Ze względu na brak Kalibrów i Iskanderów — najnowocześniejszych pocisków manewrujących — strona rosyjska bombarduje sowiecką bronią. Przestarzały system nawigacji regularnie powoduje śmierć cywilów.

9 maja Rosja po raz pierwszy uderzyła na Ukrainę sowieckimi pociskami X-22. Podczas ostrzału Odessy kilka z nich uderzyło w centrum handlowe, powodując pożar o powierzchni 1 tys. m kw. Półtora miesiąca później X-22 ponownie uderzyły w centrum handlowe Amstor w Krzemieńczuku. Co najmniej 20 klientów i pracowników centrum handlowego zginęło, 56 zostało rannych. Rosyjski MON nie potwierdził ataku, twierdząc, że przyczyną pożaru była detonacja amunicji w pobliskim zakładzie.

Zadaniem pocisku X-22 z lat 60., było uderzanie w amerykańskie lotniskowce. Ostrzał w warunkach miejskich, według eksperta wojskowego Pawła Łuzina, znacznie komplikuje manewrowanie, którego błąd wynosi setki metrów. — X-22 to straszne śmieci. Ponadto nie można go przechwycić: jest to pocisk aerobalistyczny o dużej prędkości, którego przeznaczeniem są statki. Trafianie w centra handlowe taką rakietą to prawdziwy terror — mówi.

Celność rosyjskich rakiet, według anonimowego pracownika Departamentu Obrony USA, wynosi nieco poniżej 40 proc. Dwie do trzech rakiet na dziesięć w ogóle nie odpala, dwie kolejne mają problemy techniczne, następne dwie lub trzy nie trafiają w cel, nawet gdy dotrą do obiektu.

Oprócz bombardowań rakietowych ukraińskie miasta poddawane są codziennemu ostrzałowi artyleryjskiemu. W szczytowym momencie wojny, według Łuzina, wojska rosyjskie wystrzeliwały codziennie 60 tys. pocisków (dla porównania: w wojnach czeczeńskich dzienne zużycie pocisków nie przekraczało 30 tys.).

— Od początku wojny Rosja używa sowieckiej taktyki zaporowej, by zmusić przeciwną armię do wycofania się. Wróg traci grunt, bo nie ma już czego bronić, miasta zamieniają się w ruiny, fortyfikacje i schrony są niszczone do zera – komentuje Łuzin. – Wszystkie kraje porzuciły tę taktykę z powodu straszliwych konsekwencji II wojny światowej, ale Rosja nie wie, jak to zrobić w inny sposób. Nie ma innej technologii, nie ma precyzyjnej broni — dodaje.

Według raportu The Military Balance, przygotowanego przez Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych, do 2022 r. w siłach zbrojnych Federacji Rosyjskiej znajdowało się ponad 80 tys. sztuk sprzętu. W tym samym czasie wojsko przechowywało 65 proc. broni – sprzęt leży w magazynach i według ekspertów, z którymi rozmawialiśmy, często nie nadaje się do użytku.

— Armia rosyjska jest potężna tylko na papierze. Trwa wojna, ale BMP-2 i T-72 nie są wyciągane z magazynów. Czemu? Jedynym racjonalnym wytłumaczeniem jest to, że zostały one albo zdemontowane na części zamienne do innego sprzętu, albo rozkradzione — komentuje analityk CIT Kirył Michajłow.

87 proc. rosyjskiej broni, według powyższego raportu, to produkcja radziecka. Najbardziej archaicznym sprzętem w uzbrojeniu armii rosyjskiej jest artyleria. Większość haubic i wieloprowadnicowych systemów rakietowych została opracowana w latach 50. i 60. XX w. Według Pawła Łuzina są one "nieergonomiczne, niedokładne i gorsze od zachodnich odpowiedników".

— Jeśli wojsko ma dużą liczbę precyzyjnie naprowadzanej amunicji, może sobie pozwolić tylko na zniszczenie budynku, w którym znajduje się wróg, ale jeśli armia strzela z artylerii armatniej, to oczywiście zniszczenia będą ogromne — komentuje Leonid Nersijan, analityk wojskowy i badacz w centrum analitycznym APRI Armenia.

Według fragmentarycznych danych o utracie rosyjskiego sprzętu, które są agregowane przez wojskowy portal badawczy Oryx, 45 proc. niesprawnej rosyjskiej broni zostało wyprodukowane w ZSRR. Analitycy Oryx publikują zdjęcia uszkodzonego sprzętu, dzięki czemu dane można zweryfikować. Według analityka CIT Kiryła Michajłowa dane Oryx pokrywają się z 70 proc. rzeczywistych strat.

Oprócz przestarzałej artylerii Rosja walczy słabo zmodernizowanymi pojazdami opancerzonymi, które w czasie wojny poniosły znaczne straty. Przez pięć miesięcy bitew armia rosyjska mogła zużyć ponad 15 proc. zasobów nowoczesnych czołgów (takie szacunki można uzyskać porównując dane Oryx i raportu Military Balance).

Z 13,5 tys. czołgów jedynie 2,5 tys. zostało wyprodukowanych już po rozpadzie ZSRR. Jednak nawet tych czołgów, zdaniem ekspertów, nie można nazwać nowoczesnymi. — Nawet jeśli ulepszysz radziecki czołg, nadal będzie to czołg z lat 80. Wstawiasz nowy francuski celownik na podczerwień i system komunikacji, ale jakość niewiele się przez to poprawi. Nie ma nikogo i niczego, by stworzyć naprawdę nowoczesny czołg. Pozostaje tylko zmodernizować radzieckie modele — mówi Paweł Łuzin.

Wszystkie nowoczesne rosyjskie czołgi są zmodernizowane i produkowane na bazie powojennego T-72 /i T-64 - red./, którego konstrukcja ma wadę niebezpieczną dla załogi, tj. niezabezpieczoną górną półkulę. Oznacza to, że gdy pocisk trafia w czołg i przepala go do automatu ładującego, amunicja wybucha, wieża zostaje oderwana, a załoga ginie. — T-72 został zaprojektowany tak, by liczba członków załogi pozostawała na minimalnym poziomie, a sam czołg był mały, lekki i prymitywny — komentuje Łuzin.

Od lat 90. Rosja stara się wyeliminować usterkę i opracować nowy czołg – Armatę. Po raz pierwszy został on zaprezentowany na paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa w 2015 r., ale zamówienia Ministerstwa Obrony wciąż ograniczają się do partii eksperymentalnych. Armata nie uczestniczy w wojnie z Ukrainą.

Oprócz braku precyzyjnej broni, analitycy dostrzegają inne problemy armii rosyjskiej:
  • Słabe wyszkolenie personelu od dowódców po oficerów i zwykłych żołnierzy. Tak więc dla pilotów liczba wylatanych godzin w ciągu roku jest dwa razy gorsza od wskaźnika dla krajów NATO, a walka z obroną powietrzną nie została opracowana — wskazuje Nersijan
  • Interakcja między różnymi rodzajami wojsk. Na przykład, ze względu na słabą koordynację piechoty i czołgów, siły rosyjskie nie radzą sobie z żołnierzami ukraińskimi uzbrojonymi w nowoczesną broń przeciwpancerną dostarczaną przez państwa zachodnie
  • Trudność w zbieraniu informacji. W armii rosyjskiej prawie nie ma nowoczesnych dronów z laserowymi oznaczeniami. Brakuje nawet przestarzałych Orlanów – gdy ich nie ma, Rosjanie wykorzystują do naprowadzania cywilne drony, na które pieniądze zbierają wolontariusze. Satelity też są kiepskie — dają obraz w niskiej rozdzielczości, jak wskazuje Kirył Michajłow. Wszystko to zmniejsza skuteczność rosyjskiej artylerii
  • Sprzęt piechoty. Zestawy wyposażenia Ratnik wydawane rosyjskim żołnierzom zawierają mundury, sprzęt ochronny, komunikacyjny i inwigilacyjny, ale z tym ostatnim są problemy. Zamiast bezpiecznej łączności rosyjscy żołnierze używają cywilnych krótkofalówek i telefonów komórkowych. Rosyjskie wojsko również nie ma celowników optycznych i gogli noktowizyjnych — mówi Rob Lee, starszy adiunkt w Instytucie Studiów nad Polityką Zagraniczną. — Armia rosyjska przypomina armię amerykańską, która najechała Irak w 2003 r., wtedy tylko jeden żołnierz na oddział miał celownik — mówi analityk.
Według różnych szacunków Rosja wydaje każdego dnia na wojnę w Ukrainie od 200 mln do 20 mld dol. Według szacunków ukraińskiego Forbesa sama utrata krążownika Moskwa kosztowała Rosję 750 mln dol.

Jedną z głównych pozycji w wydatkach wojskowych są pociski precyzyjne. Według oświadczenia Wołodymyra Zełenskiego do połowy lipca Rosja wystrzeliła 3 tys. pocisków na ukraińskie miasta, z czego 190, według Sił Zbrojnych Ukrainy, to pociski samosterujące. Wystrzelenie tylko jednego pocisku Kalibr kosztowało Rosję około 750-900 tys. dol., a nowocześniejszy Ch-101 kosztował kilka razy więcej.

Według szacunków ukraińskiego wywiadu armia rosyjska zużyła już 55-60 proc. broni precyzyjnej, którą posiadała przed rozpoczęciem inwazji na pełną skalę. — Jeżeli przez pierwszy miesiąc Rosja wystrzeliwała codziennie dziesiątki pocisków, to teraz trafiają one pojedynczo raz w tygodniu — komentuje Paweł Łuzin. — W Ukrainie codziennie jest alarm przeciwlotniczy, ale cele znajdują się tylko w zasięgu artylerii armat i rakiet. Wszystkie pociski manewrujące, które Rosja wyprodukowała w ciągu ostatnich 15 lat, zostały zużyte, a tempo odzysku nie przekracza 225 jednostek rocznie — dodaje.

— Nikt nie wie, co stanie się najpierw, czy wyczerpie się amunicja, czy lufy się zużyją, ale prędzej czy później armia napotka te problemy — komentuje Michajłow. — Rosja nie jest w stanie odrobić strat. W 2021 r. fabryki wysłały 300 czołgów, podczas gdy Oryx naliczył już 964 zniszczone czołgi w ciągu sześciu miesięcy wojny. Okazuje się, że w ciągu roku Rosja produkuje cztery razy mniej czołgów, niż zużyła w ciągu sześciu miesięcy.

Główne straty armii rosyjskiej to początek inwazji i druga faza wojny — ofensywa we wschodniej Ukrainie. Marzec, według Sił Zbrojnych Ukrainy, to 25 proc. całego straconego sprzętu — wtedy wojsko ukraińskie niszczyło średnio sto sztuk broni wroga dziennie.

Do sierpnia rosyjska ofensywa wyhamowała – skala strat spadła trzykrotnie. W ciągu ostatniego miesiąca wojsko nie posunęło się nawet na 10 km w głąb Ukrainy, a eksperci nie wykluczają wyczerpania armii i zamrożenia konfliktu jako możliwego scenariusza działań wojennych.

Królewski Instytut Studiów Obronnych Wielkiej Brytanii badał 27 typów nowoczesnej rosyjskiej broni przechwyconej przez armię ukraińską. Eksperci znaleźli w nich ponad 450 rodzajów importowanych części wyprodukowanych w Stanach Zjednoczonych, Europie i Azji Wschodniej.

Jednocześnie rosyjskie MON regularnie zapowiada ambitne projekty: roboty wojskowe, broń laserowa, pociski hipersoniczne. Opracowanie nowoczesnej technologii zajmuje dekady, ale broń piątej generacji nie nadaje się do udziału w prawdziwych konfliktach zbrojnych.

— Nie ma ani jednego rodzaju broni, który jest w 100 proc. wyprodukowany w Rosji. W fabrykach produkowane są nawet silniki czołgowe, które podczas modernizacji w 2011 r. zostały wyposażone w zagraniczny sprzęt. Jeszcze dwa lata i nie będzie można produkować silników — nie ma importowanych komponentów — wyjaśnia Łuzin. — Do 2030 r. z kompleksu wojskowo-przemysłowego nie zostanie nic — tylko pojedyncze przedsiębiorstwa, które będą nadal nitować to, co jeszcze mogą nitować.

onet.pl/Nowa Gazieta

 


Według dziennika, który oparł swój tekst na rozmowach z ponad setką rozmówców na Ukrainie i w USA, kluczowymi decyzjami okazało się m.in. rozproszenie ukraińskich sił, w tym obrony powietrznej, samolotów oraz artylerii i wycofanie ich z największych baz.

— Kierownictwo państwa mówiło, że nie będzie wojny, ale wojsko wiedziało — powiedział mer Kijowa Witalij Kliczko. Jego zdaniem jedną z najważniejszych decyzji było rozmieszczenie jednostek artylerii, w tym armat Pion, pod Kijowem oraz ustanowienie dwóch kordonów sił broniących stolicy — jednego wewnątrz miasta, drugiego na przedmieściach — przez dowodzącego obroną Kijowa gen. Ołeksandra Syrskiego.

Jak pisze dziennik, przygotowań dokonano wbrew sceptycyzmowi ukraińskich władz na temat nadciągającej inwazji, a także w tajemnicy przed zachodnimi partnerami. Wysoki rangą oficjel USA powiedział gazecie, że USA wiedziały znacznie więcej na temat rosyjskich planów niż planów obronnych Ukrainy, co przyczyniło się do pesymistycznych ocen na temat szans Kijowa.

Jak przyznał dziennikowi minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow, był on jednym z tych, którzy nie wierzyli w widmo inwazji na pełną skalę. Dodał też, że dwa dni przed ofensywą jego białoruski odpowiednik Wiktor Chrenin dał mu "słowo oficera", że rosyjskie wojska nie zaatakują Ukrainy z terytorium Białorusi. Dwa dni później Chrenin miał ponownie rozmawiać z Reznikowem, tym razem przekazując mu propozycję ze strony rosyjskiego ministra Siergieja Szojgu, by złożył kapitulację.

— Jestem gotowy, by przyjąć kapitulację strony rosyjskiej — miał odpowiedzieć Reznikow.

Mimo podjętych działań, niektóre z kluczowych punktów obrony były słabo przygotowane na rosyjski atak. Było tak w przypadku lotniska w Hostomlu pod Kijowem, choć jeszcze w styczniu dyrektor CIA Bill Burns miał ostrzec prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, że Hostomel będzie jednym z pierwszych i kluczowych celów Rosjan. W rezultacie lotniska bronił niewielki oddział złożony głównie z żołnierzy poborowych, a Rosjanie zdołali mimo strat zająć przyczółek. Późniejszy kontratak i zniszczenie pasów startowych uniemożliwiło jednak Rosjanom sprowadzenie większych sił oraz przebicie się z lotniska do Kijowa.

Według gazety jedną z kluczowych bitew, która powstrzymała wejście Rosjan do stolicy, rozegrała się we wsi Moszczun tuż przy granicy miasta, gdzie Ukraińcy odpierali zmasowane ataki wojsk rosyjskich przez kilka dni. Ważna okazała się też decyzja o zalaniu terenów nad rzeką Irpień. Operacji wysadzenia systemu tam i śluz za rosyjskimi liniami mieli dokonać ukraińscy komandosi.

— Woda zalała Rosjan, a później znaleźliśmy miejsce, gdzie żołnierze rosyjskiej piechoty morskiej musieli zdjąć swoje kamizelki kuloodporne i pływać, by przeżyć — powiedział gen. Syrski.

Z artykułu wynika, że dużą rolę w obronie Kijowa i Czernihowa odegrali też ochotnicy i wojska obrony terytorialnej, którzy w dużej liczbie stanęli do walki z najeźdźcami. W wielu przypadkach decyzje i rozkazy wydawali dowódcy niższej rangi, bo Rosjanie skutecznie zagłuszali i zakłócali systemy komunikacji.

Do powstrzymania Rosjan przyczyniła się też ukraińska taktyka spychania kolumn rosyjskich pojazdów na wąskie drogi, gdzie były one łatwym celem dla ukraińskich oddziałów.

— Tym podejściem szło około 30 grup bojowych. Jedna ukraińska brygada powstrzymała je wszystkie. Nie wiem, kto był jej dowódcą, ale całkowicie ją zatrzymał — powiedział przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów armii USA, generał Mark Milley, opisując sytuację pod Czernihowem.

Gazeta opisuje też w nieznanych dotąd szczegółach sytuację prezydenta Zełenskiego i jego otoczenia. Według "WP", od początku otoczenie Zełenskiego, a także część zachodnich partnerów przekonywała go do opuszczenia Kijowa. Część doradców Zełenskiego początkowo nie wierzyła też — w ślad za zachodnimi przewidywaniami — że ukraińskie siły będą w stanie utrzymać stolicę. Szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow miał powiedzieć Zełenskiemu, że wszyscy partnerzy Ukrainy dawali jej "prawie zero szans" na powodzenie.

— Nie otrzymamy wiele pomocy w pierwszych dniach, bo oni będą obserwować, jak będziemy w stanie bronić kraju. Może nie chcą, żeby duża ilość broni wpadła w ręce Rosjan — miał powiedzieć Daniłow.

Mimo pesymistycznych prognoz, Zełenski miał opierać się sugestiom o ewakuacji z Kijowa, uważając, że spowoduje to zapaść państwa.

— Nie chcę umrzeć, tak jak wszyscy. Ale wiem na pewno, że jeśli o tym będę myśleć, to już jestem martwy — powiedział przywódca.

Zełenski miał jednocześnie zadeklarować w rozmowach z zachodnimi przywódcami, że jest gotowy ustąpić ze stanowiska, jeśli powstrzyma to przelew krwi. Ukraiński prezydent miał podejrzewać, że część jego rozmówców liczyła na szybki koniec wojny i kapitulację Kijowa.

onet.pl/PAP