Zło, które się tu wydarzyło, rozwijało się powoli. 27 lutego do miasta weszły pierwsze oddziały rosyjskie. Chwilę później stały się one symbolem porównywalnym do wysłanego na chuj rosyjskiego okrętu wojennego przy Wyspie Wężowej. A wszystko za sprawą virala, nagranego przez brodatego mężczyznę przypominającego krasnoluda z Władcy Pierścieni. Człowiek, który przedstawia się jako w pięćdziesięciu procentach Ukrainiec, w dwudziestu pięciu procentach Polak i dwudziestu pięciu procentach Żyd, mówi:
„Cześć, Artur, cześć, szanowni polskie państwo. Choczu opowieść, jak my walczym. Państwo widzi, kurwa, szo my tutaj narobili. Rozjebane ruskie gówno. Tam dalej pokażycie blia. Tego gówna bliać cała droga jest. Różnego, kurwa. I to, kurwa, kobieta ukraińska nawodziła artyleriu na to gówno. My ich z początku tam rozjebali z przodu, a oni zaczali odchodzić do tyłu i ich tu wszystkich rozjebali. Smiert ich nastała. […] Tak szo walczym, państwo polskie. […] A w agóle, jak polska pohaworka jest? Pasłowica? Da? Jak, kurwa, po polsku będzie to? No nieważne. Szo bić ruskich to, kurwa, pryjemność, a nie praca. Pa etamu my zanimajemsia pryjemnostiu tutaj. Nam tutaj pryjemno. […] Tak szo walczym. Nie tilki za Ukrajinu. I za Polsku walczym, szoby to hówno rosyjskie więcej dalej nie szło do Ukrajiny i później do Polski”.
W tle widać spalone rosyjskie wozy bojowe i ciężarówki na ulicy Wokzalnej w Buczy, która przebiega z północy na południe, w kierunku Irpienia.
Rosjanie zostali skompromitowani. Do miasta udało im się wrócić dopiero na początku marca. Swoje pozycje ulokowali na ulicy Jabłunśkiej – prostopadłej do Wokzalnej i równoległej do rzeki Bucza. Gdy wjeżdżali do miasta drugi raz, mieli już listy proskrypcyjne. Było na nich także nazwisko mera Anatolija Fedoruka, najpewniej jednak zostało zapisane z błędem i w rosyjskiej transkrypcji – jako Fedorczuk. Przez niedbalstwo okupantów darowano mu drugie życie.
Podobnie jak w miejscowościach okupowanych na wschodzie Ukrainy, w Buczy wprowadzono od 16 godzinę policyjną i nakazano ludności nosić białe opaski na ramionach. Od 10 do 21 marca pozwalano jeszcze na ewakuowanie cywilów. Sami Rosjanie w Buczy ugrzęźli. Nie mogli z niej wyjść dalej niż na przedmieścia Irpienia, gdzie zadawano im poważne straty. Sfrustrowani, zaczęli mordować. Na oślep. O ile na początku udawali jeszcze, że szukają weteranów z Donbasu – czy szerzej: żołnierzy ukraińskich – o tyle w drugiej połowie marca urządzali już regularne polowania na ludzi.
Na początku kwietnia rozmawiałem z mieszkańcami Buczy o tym, co wydarzyło się przed wyjazdem Rosjan. Wielu nie odpowiadało szczerze. Jakby nie dowierzali, że Ukraina powróciła na stałe. Albo wypierali to, co się tu wydarzyło.
„Pierwsi Rosjanie w mieście nie interesowali się cywilami” – opowiadał pięćdziesięcioletni mężczyzna. Podejrzliwi byli jedynie wobec tych w wieku poborowym, których było niewielu. Strzelali w powietrze, gdy widzieli żuli rabujących sklepy. Nowi mścili się jednak za spaloną na Wokzalnej kolumnę zmechanizowaną. – „Strzelali do wszystkich. Mówili, że takie mają rozkazy. Sami rabowali sklepy, kradli alkohol. Ci pierwsi Rosjanie nie pili”.
W pierwszym rzucie w Buczy byli wojskowi z jednostek specjalnych i powietrznodesantowych. Część świadków relacjonowała, że przed wycofaniem się i nadejściem tych z Dalekiego Wschodu, z Kraju Chabarowskiego, ostrzegali, że sytuacja znacznie się pogorszy. „O ile na początku sklepy rabowali miejscowi żule, o tyle później alkohol kradli sami Rosjanie. Wojsko było agresywne. Nie było sensu wchodzić z nimi w jakiekolwiek dyskusje. Terroryzowali miasto. Rabowali” – opowiadał inny mieszkaniec Buczy, potwierdzający wcześniejsze doniesienia.
Na początku kwietnia, tuż po wyzwoleniu, na nagraniu wrzuconym do sieci o systemowych rabunkach mówił ten sam brodaty mężczyzna od „rozjebanego ruskiego gówna”.
„Cześć, szanowni polskie państwo. Przedwczoraj wyszli Ruski z miasta Bucza. A u mojego komandira mieszkanie w mnogapiętrowce, dziewięciopiętrowka. Kożne mieszkanie jest otwarte. Złamali drzwi i każde mieszkanie jest obrabowane. U mojego komandira też zabrali wszystkie rzeczy. Drogie i niedrogie. Nawet telewizju nie mogli zabrać, to zepsuli. Karabinem ją pobili. Takije marudjory. […] Oni nic nie robili, tylki grabili mieszkanie. […] Nie wiem, dlaczego ta Rosja w ogóle istnieje? […] Ile ona tych reparacji zapłaci Ukrainie, nawet nie wiem”.
Na początku kwietnia powoli zaczęto w pełni zdawać sobie sprawę ze skali zbrodni. Rabunki okazały się nieważne. Jeden z mieszkańców Buczy mówił mi, że naliczono dwadzieścia sześć punktów, w których albo znajdowano ciała, albo odkrywano masowe groby. To wszystko w mieście, które od początku XX wieku było podkijowskim letniskiem, kojarzonym z zapachem drzew iglastych, daczami, baniami i szaszłykami.
(...)
Rosjanie w Buczy więzili i torturowali. Dokonywali pozorowanych egzekucji i zabijali naprawdę. Wiele ofiar znaleziono na ulicy z reklamówkami w rękach – ci ludzie po prostu wychodzili, żeby zdobyć coś do jedzenia. Część ciał palono, aby zatrzeć ślady. Okazało się, że jednak nieprofesjonalnie. Wszystko udało się ustalić.
Amatorskie było pozostawienie w kwaterze wojskowej w Buczy sprzętu elektronicznego, a w nim plików komputerowych, które pozwoliły zidentyfikować sprawców. Na podstawie tych danych Dmytro Repliańczuk z redakcji Slidtsvo.info odnalazł w mediach społecznościowych profile żołnierzy, w tym oficerów, którzy działali w mieście.
Według ukraińskiej prokuratury Rosjanie podczas okupacji Buczy zamordowali czterysta sześćdziesiąt osób. W zbiorowych grobach znaleziono dwieście osiemdziesiąt ciał. Część z nich miała ślady tortur, wielu ofiarom związano z tyłu ręce. ONZ podawała odmienne dane. W opublikowanym 22 kwietnia 2022 roku dokumencie czytamy, że Rosjanie dokonali pięćdziesięciu egzekucji. Organizacja zaznaczyła jednak, że sprawa wymaga dalszego badania.
(...)
Analogiem Buczy na wschodzie Ukrainy okazało się Izium, które wyzwolono na początku września. Naprawdę trzeba było mieć wiele złej woli, żeby w tym rosyjskojęzycznym mieście dostrzec banderowców i faszystów. Podczas gdy Bucza jest zamożnym, zadbanym przedmieściem stolicy, Izium to niedofinansowane zadupie. Do wojny miasto słynęło głównie z położonego niedaleko, na wapiennych skałach, monastyru męskiego w Swiatohirśku. Od września 2022 roku jest znane z odkrytych w nim czterystu pięćdziesięciu grobów, w których pochowano ofiary rosyjskiej okupacji, i z co najmniej dziesięciu katowni. A także z tego, że przewodzące w tym czasie Unii Europejskiej Czechy wezwały do powołania międzynarodowego trybunału do zbadania i osądzenia zbrodni takich jak te dokonane w Buczy i Iziumie.
(...)
Podobnie jak w Buczy, wiele ekshumowanych ciał miało zawiązane z tyłu ręce. Na innych odnajdowano ślady tortur. Prokuratura ukraińska i policja informowały, że byli to albo wojskowi, albo ochotnicy broniący miasta, albo też cywile – ofiary ostrzałów artyleryjskich i bombardowań. I również tak jak w przypadku Buczy, Rosjanie oświadczyli, że całe to zamieszanie jest ustawką Ukraińców, a oni nie mają z tym nic wspólnego.
Zbigniew Parafianowicz - Śniadanie pachnie trupem