Przekonanie o nieuchronności zmiany wzmacniała publiczna nieobecność najwyższego przywódcy oraz doniesienia, że Izraelczycy na niego polują. Informacje o uderzeniu na jego teherański bunkier rodziły wątpliwości, czy najważniejsza osoba w kraju ciągle żyje. Biorąc pod uwagę wspomniane straty w generalicji, całkiem rozsądne wydawało się przynajmniej nie wykluczać, że może również i on zginął.
Najwyższy przywódca nie zginął, a jego nieobecność w krytycznych momentach zdaje się być świadoma. Wynikało to nie tylko z próby zadbania o jego bezpieczeństwo, co w sytuacji padających jak muchy kolejnych irańskich generałów stawało się sprawą szczególnie trudną, ale również stanowiło efekt pragmatycznych kalkulacji. Tak przynajmniej uważa Alex Vatanka, znany ekspert do spraw Iranu, który współpracuje z waszyngtońskim Instytutem Bliskiego Wschodu (Middle East Institute, MEI). Jego zdaniem milczenie Chameneiego było zgodne z irańską doktryną „strategicznej niepewności”. Nieobecność miała „chronić przywództwo ideologiczne przed oskarżeniami o wycofanie się, jednocześnie dając umiarkowanym pole do manewru.
Iran już wcześniej stosował podobną strategię. Przypomnijmy zawieszenie broni z Irakiem w 1988 r., kiedy to Islamska Republika po latach kosztownego oporu ostatecznie zaakceptowała rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 598. Wówczas również kierownictwo pozwoliło bardziej pragmatycznym postaciom, takim jak Ali Akbar Rafsandżani, przejąć inicjatywę w „przekazie”.
(...)
Okazuje się, że rację miał ten, kto jako pierwszy powiedział, że „Izrael jest lepszy w sprincie, podczas gdy Iran biegnie w maratonie”. Jak trafnie zauważył Vali Nasr z Johns Hopkins School of Advanced International Studies: „Przywódcom Iranu wojny nie są obce. Wielu najwyższych rangą przedstawicieli kraju, w tym prezydent, minister spraw zagranicznych i kluczowi dowódcy wojskowi, to weterani długiej wojny Iranu z Irakiem w latach 80. – wyniszczającego konfliktu, który kosztował Iran miliardy dolarów i setki tysięcy istnień ludzkich. Za rządów ajatollaha Chameneiego, który był prezydentem w latach 1981-1988, a od 1989 roku jest najwyższym przywódcą Iranu, lekcje tej brutalnej wojny stały się podstawą światopoglądu reżimu – oraz jego polityki bezpieczeństwa narodowego”.
(...)
Ostatecznie Iran zyskał całkiem mocną kartę przetargową w negocjacjach z Amerykanami. Przed atakiem Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej miała system monitorowania magazynu wzbogaconego uranu w kompleksie w Isfahanie. Teraz nie jest on aktywny – albo został zniszczony, albo wyłączony. Nie wiadomo, gdzie podziało się około 400 kilogramów uranu wzbogaconego do 60%. Jeśli Iran wzbogaci go do poziomu 90% to będzie miał dość materiału, by wyposażyć 10 ładunków jądrowych. Amerykański wiceprezydent JD Vance już zapowiedział, że „zaginiony uran” stanie się jednym z głównych tematem rozmów ze stroną irańską.
(...)
Po czwarte, przy całych swych słabościach Iran udowodnił, ze Izrael wcale nie jest niezwyciężony. Chociaż Izrael polował na irańskie wyrzutnie rakiet, to Iran był zdolny razić cele na terytorium „syjonistycznego reżimu”. Wraz z upływem dni widać było, ze irańska fala rakietowa słabnie, ale to samo można powiedzieć o izraelskiej obronie. Izrael drastycznie zmniejszył swoje zapasy rakiet przechwytujących, a ich odbudowanie będzie wymagało czasu i pieniędzy. Według Ynet News wojna Izraela z Iranem kosztowała to pierwsze państwo około 725 milionów dolarów dziennie, i to wyłącznie na działania wojskowe.
defence24.pl