poniedziałek, 7 marca 2022


Jedenasta doba rosyjskiej napaści na Ukrainę przyniosła dalszą eskalację walk. Strona ukraińska podkreśla przygotowania agresora do nowych ataków na Kijów, Charków, Czernihów i Mikołajów, pogłębianie przez Rosjan katastrofy humanitarnej na zajmowanych obszarach i wykorzystanie terytorium Białorusi do kolejnych uderzeń rakietowo-powietrznych. Siły Zbrojne Ukrainy mają odpierać armię rosyjską na wszystkich kierunkach, zadając jej wielkie straty na lądzie i w powietrzu. Minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow zapowiedział 7 marca przełomowe dostawy uzbrojenia z Zachodu, które określił mianem „niespodzianki”.

Siły rosyjskie i ukraińskie mają toczyć zaciekłe walki na północno-zachodnich obrzeżach Kijowa (w rejonie Hostomel–Bucza–Worzel–Irpień). Rosjanie wypełniają także pierścień okrążenia w rejonie fastowskim na południowy zachód od stolicy i próbują wyprzeć wojska ukraińskie w stronę Żytomierza (areną walk ponownie stał się odbity przez Ukraińców kilka dni wcześniej Makarów, zbombardowane zostały m.in. Żytomierz i Owrucz). Główne siły zgrupowania rosyjskiego na kierunku poleskim zbliżyły się do Kijowa i zajmują pozycje w odległości od 35 do 45 km od centrum miasta. Po ciężkich walkach trwa przegrupowanie wojsk w okolicach lewobrzeżnej części ukraińskiej stolicy, gdzie Rosjanie rozwinęli główne siły pomiędzy m. Baryszówka na wschodzie (70 km od centrum) a m. Wełyka Dymerka (40 km na północny wschód od centrum). Według źródeł amerykańskich pierwszorzutowe jednostki rosyjskie znajdują się 25 km od centrum Kijowa, a kolumna wojsk na północ od miasta ma długość 64 km. Dowództwo obrony stolicy informuje, że nadal możliwy jest wyjazd z miasta na południe, a także na wschód do Boryspola, którą to trasą mają kursować konwoje humanitarne.

Na kierunku siewierskim trwa oblężenie Czernihowa, przy czym agresor skupia się na ostrzeliwaniu i bombardowaniu obiektów w mieście. 6 marca doszło do starć w głębi rosyjskiego ugrupowania (w m. Nowa Basań 80 km na wschód od Kijowa i w m. Skrypali 100 km na zachód od Sum). Nadal bronią się Sumy (w ciągu ostatniej doby nie były atakowane) i Ochtyrka. Na kierunku słobodzkim Rosjanie ponownie otaczają Charków (mieli zostać zatrzymani w m. Ruśka Łozowa 20 km na północ od centrum Charkowa). Siłom ukraińskim nie udało się odzyskać kontroli nad położonym 40 km na wschód Czuhujewem. Działania wokół Charkowa agresor ma prowadzić w coraz większym stopniu siłami Rosgwardii. Na podcharkowskim Pawłowym Polu miał miejsce atak na rosyjski rekonesans, którego wykonawców w ukraińskich komunikatach po raz pierwszy przedstawiono jako partyzantów. Większość sił rosyjskich przesuwa się od strony Charkowa w kierunku zachodnim, głównie w stronę m. Dniepr, jednakże do wieczora 6 marca miały one jeszcze nie przekroczyć granic obwodu dniepropetrowskiego. Duże zgrupowanie wojsk agresora zaobserwowano na północ od Połtawy.

Na kierunku donieckim siły tzw. separatystów i jednostek Południowego Okręgu Wojskowego zbliżyły się, według informacji ukraińskiego Sztabu Generalnego, do granic administracyjnych obwodów ługańskiego i donieckiego, przy czym lokalnie nadal trwają walki. Agresor nie zajął głównych miast, w tym m.in. Kramatorska, Słowiańska, Wołnowachy. Na południu Donbasu głównym ośrodkiem oporu pozostaje Mariupol, z kolei na północy – Siewierodonieck. Główne siły działające dotychczas w obwodzie donieckim kierują się na Zaporoże (miasto jest fortyfikowane), do którego doszły już jednostki rosyjskie operujące na kierunku taurydzkim. Walki mają się toczyć w m. Bałabyne, 15 km na południe od centrum Zaporoża, jak również na linii Orichiw–Hulajpołe (55–85 km na południowy wschód). Siły rosyjskie opanowały poprzednią linię ukraińskiej obrony w obwodzie zaporoskim (zajęte zostały Wasylówka i Tokmak), a także – po zajęciu m. Połohy – zablokowały drogę z Mariupola do Zaporoża.

Główne uderzenie rosyjskie na kierunku taurydzkim skierowane zostało na Mikołajów i dalej na północny zachód. Rosjanie kontynuowali ostrzał tego miasta z ciężkiej artylerii rakietowej (zniszczono zakłady Zoria-Maszprojekt, do niedawna głównego na obszarze posowieckim dostawcy dużych silników okrętowych), ponownie wkroczyli też do miasta od strony lotniska. Mieli także poszerzyć obszar działań na północ od Mikołajowa poprzez zajęcie m. Kaszpero-Mikołajówka (na zachód od głównego zgrupowania wojsk rosyjskich w m. Basztanka). Strona ukraińska po raz pierwszy poinformowała, że celem działań rosyjskich na północ od Wozniesieńska jest opanowanie Południowoukraińskiej Elektrowni Jądrowej w Jużnoukrajinśku. Ruch wojsk rosyjskich usprawniło naprawienie Antonowskiego Mostu Kolejowego na Dnieprze na wschód od Chersonia. W rejonie Odessy trwają walki z rosyjskimi grupami dywersyjno-rozpoznawczymi, jest on także bombardowany (m.in. m. Tuzla). Departament Obrony Stanów Zjednoczonych podał w wątpliwość, czy Rosjanie w ogóle zamierzają przeprowadzić tam morską operację desantową, o której przez kilka ostatnich dni informowała strona ukraińska.

6 marca Siły Powietrzne FR jednorazowym uderzeniem zniszczyły port lotniczy w Winnicy. Dokonał tego operujący najprawdopodobniej nad terytorium Rosji lub nad Morzem Czarnym ciężki bombowiec strategiczny Tu-160, wykorzystując 8 z 24 rakiet skrzydlatych. Tego samego dnia Rosjanie przeprowadzili także atak na lotnisko wojskowe w Starokonstantynowie w obwodzie chmielnickim.

Rosyjski resort obrony zapowiedział, że siły zbrojne będą kontynuować operację „demilitaryzacji” Ukrainy i nadal będą atakowane przedsiębiorstwa kompleksu wojskowo-przemysłowego. Ostrzegł ponadto, że ewentualne wykorzystanie lotnisk państw graniczących z Ukrainą do bazowania ukraińskiego lotnictwa wojskowego zostanie uznane za zaangażowanie tych krajów w konflikt zbrojny.

Ukraiński Sztab Generalny wydał kolejny komunikat o rosyjskich stratach. Od 24 lutego miały one wynieść: ponad 11 tys. żołnierzy (zabitych, rannych, wziętych do niewoli), 290 czołgów, 999 bojowych wozów opancerzonych, 117 systemów artyleryjskich, 50 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 23 systemy obrony przeciwlotniczej, 46 samolotów, 68 śmigłowców, 454 pojazdy samochodowe, 3 jednostki pływające i 7 dronów operacyjno-taktycznych.

Z kolei według danych rosyjskich od 24 lutego zniszczono 2396 obiektów ukraińskiej infrastruktury wojskowej, w tym 82 stanowiska dowodzenia i centra łączności, 119 systemów rakiet przeciwlotniczych S-300, Buk M-1 i Osa, 76 stacji radarowych, 827 czołgów i opancerzonych wozów bojowych, 84 systemy wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 304 działa polowe i moździerze, 603 pojazdy kołowe, a także 78 bezpilotowców. Strona rosyjska nie ujawnia strat własnych.

Na Ukrainę przybyli pierwsi brytyjscy ochotnicy gotowi do wstąpienia do służby w armii ukraińskiej. Minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba poinformował, że liczba wniosków składanych w ukraińskich ambasadach zbliża się do 20 tys., a potencjalni ochotnicy pochodzą z 52 państw.

Trzecia runda rozmów rosyjsko-ukraińskich ma się odbyć w godzinach popołudniowych 7 marca. Biuro Prezydenta Ukrainy poinformowało, że nakłada embargo na informacje o wyjściowych stanowiskach negocjacyjnych. W przypadku osiągnięcia porozumienia ustalenia zostaną ujawnione.

Do Polski wjechało już ponad milion uchodźców, a ich liczba codziennie skokowo rośnie. 6 marca granicę RP od strony Ukrainy przekroczyło 142,3 tys. osób. Pociągi ewakuacyjne wywożą mieszkańców obwodów południowych i wschodnich do Lwowa, zaś pociągi relacji międzynarodowych ze Lwowa i Kijowa – do Chełma, Przemyśla, Hrubieszowa i Warszawy. Uruchomiono także dodatkowe połączenia z Kramatorska i Odessy do Użhorodu na Zakarpaciu.

Strona rosyjska nadal nie dopuszcza do tworzenia korytarzy humanitarnych i coraz częściej morduje cywilów na zajętych terenach oraz ostrzeliwuje osiedla mieszkalne, m.in. w Mikołajowie, gdzie w wyniku ataków zniszczonych lub uszkodzonych zostało 211 ukraińskich szkół. Brakuje wody, żywności, energii elektrycznej, a szczególnie dramatyczna sytuacja panuje w Irpieniu i Buczy pod Kijowem oraz w Mariupolu. Mieszkańcy kryją się w piwnicach i schronach, jednak z uwagi na brak prądu nie ma z nimi kontaktu. Według resortu energetyki bez jego dostaw pozostaje ponad 646 tys. osób, bez gazu – ok. 130 tys., a liczba ta będzie rosnąć wskutek zniszczenia gazociągu Donieck–Mariupol. Natychmiastowej ewakuacji wymagają setki tysięcy mieszkańców. 7 marca Ministerstwo Obrony FR poinformowało, że – realizując prośbę prezydenta Francji wyrażoną w rozmowie z Putinem – o godzinie 10.00 otworzyło korytarze humanitarne: jeden z Kijowa do białoruskiego Homla, dwa z Mariupola do Zaporoża i Rostowa nad Donem, jeden z Charkowa do Biełgorodu oraz dwa z Sum do Biełgorodu i Połtawy.

Prezydent Zełenski w kolejnej odezwie oświadczył, że nie będzie przebaczenia za niszczone budynki mieszkalne i strzały do bezbronnych cywilów. Zapowiedział ukaranie każdego, kto dopuszcza się zbrodni na Ukrainie („nie znajdziecie spokojnego miejsca na tym świecie oprócz mogiły”). Skrytykował też brak reakcji szefów państw zachodnich na zapowiedzi ostrzału ukraińskich przedsiębiorstw przemysłu obronnego.

Ukraina zawiesiła eksport mięsa, kaszy gryczanej, owsa, gryki, prosa, cukru i soli spożywczej – towarów potrzebnych w kraju w obliczu narastającego deficytu żywności, a jednocześnie niebędących kluczowymi pozycjami eksportowymi przynoszącymi dochody dewizowe. Pod znakiem zapytania stoi rozpoczęcie na części pól wiosennych zasiewów oraz zbiór zbóż ozimych.

osw.waw.pl

"List pochodzi z renomowanego źródła i jest o wiele dłuższy, niż chciałby go napisać fałszerz. Pokazałem list dwóm faktycznym (obecnym lub byłym) kontaktom z FSB i nie mieli wątpliwości, że napisał go kolega. Nie zgadzali się ze wszystkimi jego wnioskami, ale to już inna historia. To tekst, który warto przeczytać" — stwierdził na Twitterze Christo Grozew, dziennikarz śledczy zespołu Bellingcat, specjalizującego się w weryfikacji faktów i białym wywiadzie. Tekst został przetłumaczony na j. angielski.

"Nie potrafię powiedzieć, czym kierowali się ci na górze, podejmując decyzję o operacji, ale teraz metodycznie spuszczają na nas wszystkie psy. Jesteśmy besztani za analitykę" — pisze autor na wstępie, gdy narzeka na swoje przepracowanie.

W dalszej części listu zastrzega, że raporty FSB były dostosowywane do oczekiwań rządzących i prognozowały wojenną rzeczywistość z zastrzeżeniem przełożonych, że do takiego scenariusza nie dojdzie. Miały być pisane "w zwycięskim stylu, żeby nie było pytań". Teraz na ich podstawie są podejmowane decyzje.

"Dlatego mamy totalną ch**nię — nie chcę nawet dobierać innego słowa" — podsumowuje domniemany analityk.

W dalszej części listu wymienia drugi powód ataków na FSB: "Kadyrow szaleje", ponieważ duże zgrupowanie czeczeńskich wojsk zostało w pierwszych dniach wojny "rozerwane na strzępy". Tymczasem Ukraińcy wprowadzili w obieg informację, że trasa przejazdu kadyrowców wyciekła z FSB. "Nie mam takich informacji, pozostawiam 1-2 proc. dla ich wiarygodności (nie można ich też całkowicie wykluczyć)" — stwierdza autor.

"Blitzkrieg się nie powiódł" — pisze w rozwinięciu i zdradza, że idealny plan zakładał ujęcie Wołodymyra Zełenskiego w ciągu pierwszych 72 godzin konfliktu oraz zajęcie kluczowych budynków w Kijowie.

"Teoretycznie. Ale co dalej? Nawet w tym idealnym wariancie istniał nierozwiązywalny problem: z kim negocjować? Jeśli obalimy Zełenskiego, to z kim mamy podpisywać umowy? Jeśli z Zełenskim, to po jego obaleniu te papiery są nic niewarte" — uważa domniemany agent FSB. Dodaje, że osoby typowane wcześniej do przejęcia władzy odmówiły współpracy.

"Jeśli powiemy, że okupacja jest niemożliwa, to każdy z naszego nadania zostanie zabity w ciągu 10 minut, gdy będziemy wyjeżdżać. Okupować? Skąd weźmiemy tylu ludzi? Komendantury, żandarmeria wojskowa, kontrwywiad, ochrona — nawet przy minimalnym oporze miejscowej ludności potrzebujemy 500 tys. i więcej ludzi. Nie licząc systemu zaopatrzenia. A jest taka zasada, że przykrywając niską jakość zarządzania ilością, można tylko wszystko zepsuć. A to, powtarzam, byłoby w wariancie idealnym, który nie istnieje" — kontynuuje autor.

"Straty: nie wiem, ile ich jest. Nikt nie wie. Przez pierwsze dwa dni panowała jeszcze kontrola, teraz nikt nie wie, co się tam dzieje. Możesz stracić duże jednostki w komunikacji. Można je znaleźć lub mogą rozpuścić się w wyniku ataku. Nawet dowódcy mogą nie wiedzieć, ilu żołnierzy biega gdzieś w pobliżu, ilu zginęło, ilu jest w niewoli. Liczba zgonów jest zdecydowanie w tysiącach. Może 10 tysięcy, może 5, a może tylko 2. Nawet w centrali nie wiedzą na pewno" — czytamy w liście.

Sygnalista stwierdza, że duże straty wśród ludności cywilnej będą rosły w postępie geometrycznym, a opór będzie tylko wzrastał.

"Już próbowali wejść do miast z piechotą — z dwudziestu grup desantowych tylko jedna odniosła warunkowy sukces. Przypomnijcie sobie szturm na Mosul — przecież to jest reguła, tak było we wszystkich krajach, nic nowego" — uważa domniemany analityk. Dalej przypomina oblężenia miast podczas wojen w Jugosławii, na czele z Sarajewem.

Jego zdaniem warunkowy termin zakończenia konfliktu to czerwiec, ale już w przyszłym tygodniu może nastąpić punkt zwrotny po jednej ze stron. "Po prostu dlatego, że sytuacja nie może być tak napięta. Tu nie ma analityki — nie da się obliczyć chaosu, tutaj nikt nie może nic powiedzieć na pewno. Działania są podejmowane intuicyjnie, a nawet pod wpływem emocji" — podkreśla.

Sygnalista stwierdza ostatecznie, że rosyjskie władze nie mogą liczyć na zwycięstwo w tej wojnie. "W 100 proc. powtórzyli początek ubiegłego wieku, kiedy postanowili dokopać słabej Japonii i odnieść szybkie zwycięstwo, a potem okazało się, że armia ma kłopoty. Potem wojna trwała do gorzkiego końca, potem zaczęli brać bolszewików na »reedukację« do armii — przecież to były wyrzutki, nieinteresujące nikogo z mas. I wtedy bolszewicy, którzy tak naprawdę nie byli nikomu znani, podchwycili hasła antywojenne i zaczęło się" — pisze autor, odnosząc się do rewolucji bolszewickiej.

"To, czego boimy się najbardziej: na górze działają zgodnie z zasadą zastępowania starych problemów nowymi" — wyznaje, przypominając serie konfliktów o Krym, Donbas, a następnie Syrię.

"Teraz dopiero okaże się, czy jakiś pie***ony doradca przekona górę do rozpoczęcia konfliktu z Europą, żądając zmniejszenia sankcji. Albo redukcji, albo wojny" — czytamy w dalszej części listu. Autor nie wyklucza "lokalnego uderzenia jądrowego" w celu zastraszenia. W tym celu Rosja może sfabrykować dowody na potajemne tworzenie broni jądrowej przez Ukrainę. Jednocześnie uważa, że Władimir Putin nie naciśnie "czerwonego guzika, aby zniszczyć cały świat", a decyzja w tej sprawie nie zapadnie jednoosobowo.

Domniemany analityk w zakończeniu stwierdza, że sytuacja Rosji przypomina pozycję III Rzeszy w latach 1943-1944. Zaznacza przy tym, że dla Rosjan to pozycja wyjściowa.

"Jesteśmy już w trybie totalnej mobilizacji. Ale nie można długo pozostawać w takim reżimie, a my nie mamy pewności co do terminu [zakończenia wojny — red.] i na razie będzie tylko gorzej. Od mobilizacji kierownictwo zawsze schodzi na manowce. Proszę sobie wyobrazić: można przebiec sto metrów w gazie, ale źle jest biec w maratonie i szarpać się z całych sił. W kwestii ukraińskiej pospieszyliśmy się, jakbyśmy biegli na sto metrów i wpasowali się w maraton przełajowy".

onet.pl

W 2016 r. Władimir Putin wziął udział w uroczystości wręczenia nagród Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. Na scenie przeprowadził krótką rozmowę z laureatem, 9-letnim Mirosławem. Prezydent Rosji objął chłopca i spytał o to, gdzie kończą się granice Rosji. Zmieszany chłopiec odpowiedział, że "granice Rosji kończą się na Cieśninie Beringa z USA". Władimir Putin uśmiechnął się, przystawił mikrofon do ust i odpowiedział: "Nie. Granice Rosji nigdzie się nie kończą".

Od lat analitycy zastanawiają się, jaki tak naprawdę cel ma Władimir Putin. — To był rozpad historycznej Rosji nazywanej Związkiem Radzieckim [...] Staliśmy się zupełnie innym krajem. To, co zostało zbudowane w ciągu ponad 1000 lat, zostało w dużej mierze utracone — mówił Putin w filmie "Rosja. Nowa historia" zaprezentowanym w grudniu na antenie państwowej telewizji informacyjnej RIA.

I choć jego imperialistyczne zapędy są nieprzewidywalne, to Putin nie może liczyć na wsparcie przywódców krajów powstałych po rozpadzie ZSRR. Właściwie na placu boju został mu tylko dyktator z Białorusi, Aleksander Łukaszenko, ale i w jego przypadku pojawiają się sprzeczne głosy. Białoruska agencja prasowa Bełta poinformowała 1 marca 2022 r., że "Mińsk nie przyłączy się do rosyjskiej operacji w Ukrainie". Jednocześnie portal Nexta donosi, że dyktator zwołał swoją rozszerzoną radę bezpieczeństwa, na której zakomunikował, że urządzenia obrony powietrznej na Białorusi zostały postawione w stan gotowości, aby "zapobiec atakom od tyłu na rosyjskie wojska".

Oto, jak kraje powstałe po rozpadzie ZSRR reagują na rosyjską agresję.

Armenia znajduje się w potrzasku między Moskwą a Brukselą. Od lat bowiem, jak donoszą eksperci z think thanku "Institute for war and peace reporting" (IWPR), polityka zagraniczna tamtejszego rządu, polega na balansowaniu między społeczno-gospodarczymi związkami z Unią Europejską a kwestiami wojskowymi i bezpieczeństwa energetycznego, które wiążą Armenię z Kremlem. Armenia jest członkiem Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej i Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, w ramach której współpracuje z Rosją. Deutsche Welle podaje, że zaopatrzenie energetyczne Armenii, w 80 proc. zależne jest od Kremla. Równocześnie jednak kraj próbuje zbliżyć się do Europy Zachodniej. Jest członkiem Rady Europy, sygnatariuszem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, a w 2017 r. podpisał umowę o partnerstwie z UE. 46-letni Nikol Paszinian, który został premierem po tym, jak był przywódcą antyrządowych protestów w Armenii w 2018 r., jest powściągliwy i unika jasnych deklaracji w sprawie rosyjskiej agresji. Dziennikarze z "Hetq" niezależnego, ormiańskiego portalu piszą, że Pasziniana "niepokoją" sankcje nakładane na Rosję w związku z wojną w Ukrainie. "Oczywiste jest, że sankcje będą miały bezpośredni wpływ na klimat gospodarczy w przestrzeni euroazjatyckiej" — miał powiedzieć Paszynian, dodając, że jego otoczenie "musi podjąć kroki", aby zminimalizować negatywny wpływ na gospodarkę Armenii. "Nie ma jednolitego stanowiska w tej sprawie i nie sądzę, że powinniśmy zdecydowanie reagować na procesy, na które nie mamy wpływu" — powiedział IWPR członek zespołu politycznego Nikola Paszyniana, prosząc jednak o anonimowość.

Ilham Alijew prezydent Azerbejdżanu, spotkał się z Władimirem Putinem dzień po tym, jak prezydent Rosji uznał niepodległość republik w Donbasie. Prezydenci podpisali wówczas deklarację o współpracy w postaci udzielania wzajemnej pomocy wojskowej czy zaopatrzenia w broń. Z doniesień prasowych wynika, że przywódcy nie rozmawiali na temat sytuacji w Ukrainie. Alijew jednak nie poparł agresji Rosji na Ukrainę. Prezydent Wołodymir Zełenski twierdzi, że pozostaje w stałym kontakcie z Alijewem. Azerbejdżan wysłał także do Ukrainy pomoc humanitarną w postaci leków. W ubiegłym tygodniu Alijew zapowiedział, że jest gotów zorganizować negocjacje między Rosją a Ukrainą. Zełenski przekazał w wystąpieniu do mediów, że rozmawiał zarówno z Alijewem, jak i występującym z podobną inicjatywą Recepem Erdoganem, prezydentem Turcji. Zełenski w rozmowie telefonicznej z Alijewem miał powiedzieć, że w Ukrainie brakuje ropy oraz produktów naftowych. W odpowiedzi prezydent Azerbejdżanu miał zapewnić Zełenskiego, że jego kraj pomoże Ukrainie w tej kwestii.

(...)

Premier Gruzji Irakli Garibaszwili potępił zbrojny atak Rosji na Ukrainę. Jednocześnie jednak władze w Tbilisi nie zdecydowały się na poparcie sankcji przeciw Rosji. Tłumaczyli się interesem narodowym. Takie stanowisko nie spodobało się jednak opinii publicznej. W gruzińskich miastach odbyły się protesty, a tysiące ludzi na ulicach domagało się dymisji premiera. W ich efekcie Garibaszwili zmienił zdanie. Gruzja planuje przeznaczyć milion lari (320 tys. dolarów) na leki i środki medyczne dla Ukrainy.

Kazachstan, jeden z najbliższych sojuszników Rosji i jej południowy sąsiad, odrzuca prośbę o włączenie swoich wojsk do ofensywy w Ukrainie — przekazali dyplomaci z Nur-Sułtanu. Od lat ten kraj pozostaje w bliskich relacjach z Kremlem, czego przykładem była reakcja Moskwy na niedawne protesty, do których doszło w Kazachstanie. Aby wesprzeć tamtejszego prezydenta Kasyma-Żomarta Tokajewa, Putin wysłał rosyjskie oddziały i spadochroniarzy. Kazachstan jest ważnym partnerem dla Rosji. W kraju znajdują się duże złoża ropy naftowej i gazu ziemnego. Większość rurociągów należy do rosyjskiego koncernu Gazprom. Kazachstan tymczasem nie zamierza angażować się w wojnę w Ukrainie. Ponadto, była republika radziecka oświadczyła, że nie uznaje utworzonych przez Rosję republik w Donbasie, których prezydent Rosji Władimir Putin użył jako pretekstu do inwazji na Ukrainę.

Władimir Putin nie może liczyć także na wsparcie ze strony władz Kirgistanu. Tamtejszy prezydent Sadyr Dżaparow miał w minionym tygodniu rozmawiać z rosyjskim przywódcą, ale po spotkaniu doszło do dyplomatycznego zgrzytu. O ile komunikat prasowy strony rosyjskiej sugerował, że Kirgistan popiera inwazję w Ukrainie, o tyle rzecznik Dżaparowa podsumował lakonicznie, że prezydenci jedynie rozmawiali o "aktualnej sytuacji". Krajom Azji Środkowej wojna nie jest na rękę przede wszystkim z gospodarczego punktu widzenia. Parviz Mullojanov ze szwedzkiego Uniwersytetu w Uppsali, powiedział w rozmowie z Radiem Wolna Europa, że osłabienie rosyjskiego rubla odbije się także rykoszetem na walucie m.in. Kirgistanu. "Jednym z pierwszych środków ekonomicznych w Kirgistanie, które zostałyby dotknięte sankcjami wobec Moskwy, są wielomilionowe przekazy pieniężne od około miliona kirgiskich pracowników migrujących w Rosji" — donosi Radio Wolna Europa.

Mołdawia ma w konstytucję wpisaną zasadę neutralności i programowo nie zamierza angażować się w konflikty zbrojne. "Ten kraj nie dysponuje ani ciężkim sprzętem wojskowym, ani nowoczesnymi samolotami bojowymi" — pisze "Deutsche Welle". Jednak ciągle pozostaje w zagrożeniu. Separatystyczna Naddniestrzańska Republika Mołdawska to jeden wielki arsenał rosyjskiej broni. Tuż po wkroczeniu wojsk rosyjskich na Ukrainę, Mołdawia ogłosiła stan wyjątkowy. Otworzyła się jednocześnie na przyjęcie uchodźców. Dwa dni temu mołdawska prezydent Maia Sandu odwiedziła przejście graniczne, gdzie gromadzą się migranci. Powiedziała wówczas: "Jesteśmy z mieszkańcami Ukrainy, a ich świadectwa przypominają nam o znaczeniu pokoju i przywrócenia bezpieczeństwa w naszym regionie. Mołdawia jest neutralnym, pokojowym krajem, a naszym wezwaniem do wszystkich jest przywrócenie pokoju".

Rządy Tadżykistanu i Turkmenistanu zachowują daleko posuniętą wstrzemięźliwość i starają się nie zabierać głosu w sprawie rosyjskiej agresji. Jak donosi eurasianet.org mający swoją siedzibę w Stanach Zjednoczonych portal analizujący politykę krajów środkowoazjatyckich, do tej pory przywódcy Tadżykistanu całkowicie unikali poruszania tego tematu. Chociaż tamtejsza, kontrolowana przez rząd agencja informacyjna opublikowała apel sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa do Rosji o powstrzymanie się od przedsięwzięcia wojskowego. Po chwili jednak tadżycka wersja artykułu miała zostać wycofana ze strony agencji.

Eurasianet.org pisze również, że Turkmenistan prawie nigdy nie komentuje spraw zewnętrznych, a jego autorytarny rząd zdecydowanie zniechęca opinię publiczną do publicznego wypowiadania się o czymkolwiek.

Szawkat Mirzijojew, prezydent Uzbekistanu spotkał się z Władimirem Putinem 25 lutego 2022 r. Tu, podobnie jak w przypadku rozmów z prezydentem Kirgistanu Dżaparowem doszło do dyplomatycznego zgrzytu. Kreml przekonywał w komunikacie prasowym, że Mirzijojew "wyraził zrozumienie dla działań podejmowanych przez stronę rosyjską". Z kolei oświadczenie otoczenia uzbeckiego prezydenta brzmiało lakonicznie. Zdaniem strony uzbeckiej, Putin i Mirzijojew mieli jedynie "wymienić poglądy na temat spraw międzynarodowych i regionalnych, w tym na temat obecnej sytuacji wokół Ukrainy". "Z roku na rok obserwujemy wzrost krytycznych postaw wobec Kremla, nie tylko wśród Uzbeków, ale także wśród etnicznych Rosjan zamieszkujących ten kraj" — powiedział Kamoliddin Rabbimow, uzbecki politolog w rozmowie z portalem eurasianet.org.

onet.pl

Wracając do porównania relacji rosyjsko-irańskich i rosyjsko-tureckich to obciążenia historyczne nie są najważniejszą cechą różniące te stosunki. Kluczowe znaczenie ma bowiem to, że Turcja jest importerem energii opartej na ropie i gazie, a zarówno Rosja jak i Iran są jej eksporterami. To czyni oba te kraje naturalnymi konkurentami i jednocześnie beneficjentami eliminacji któregoś z nich z rynku. W 2011 r. Iran eksportował 2,5 mln baryłek dziennie, a w 2015 r., czyli tuż przed podpisaniem JCPOA było to już tylko 1 mln baryłek dziennie, po czym w 2017 r. znów osiągnęło to wartość ponad 2 mln baryłek, by po wycofaniu się USA z JCPOA i ponownym nałożeniu sankcji spaść do 400 tys. baryłek dziennie w 2020 r. Warto pamiętać, że podpisanie JCPOA nastąpiło niedługo po pierwszym kryzysie w relacjach Rosji z Zachodem, spowodowanym aneksją Krymu i w konsekwencji nałożeniem na Rosję sankcji. W tym czasie Rosja groziła krokami odwetowymi, a Iran dawał do zrozumienia, że chętnie zastąpi Rosję jako dostawca ropy, a nawet gazu. Na przykład w kwietniu 2018 r. irański tankowiec wpłynął do Naftoportu w Gdańsku i dostarczył do Polski  130 tys. ton ropy. Iran był też bardzo mocno zainteresowany eksportem swojego gazu do Europy.

Warto przy tym zauważyć, że Iran ma drugie co do wielkości rezerwy gazu, ustępując tylko Rosji. Pod względem produkcji gazu Iran jest na 3 miejscu, ustępując również USA. Niemniej zdecydowana większość gazu irańskiego trafia obecnie na rynek wewnętrzny i pod względem eksportu plasuje się dopiero na 24 miejscu ze sprzedażą 16 razy mniejszą niż rosyjska. Tymczasem ocenia się, że Iran mógłby pokryć 20 % gazowej konsumpcji Europy. Obecnie z Iranu do Turcji biegnie gazociąg Tebriz-Ankara, zbudowany w 2001 r. o przepustowości 14 mld m3. W pierwszej dekadzie XXI w. pojawił się natomiast projekt budowy Gazociągu Pars, który pompowałby gaz do Europy i miał mieć przepustowość do 40 mld m3. Tymczasem Rosja w 2003 r. wybudowała gazociąg Blue Stream do Turcji o przepustowości 16 mld m3, a w 2020 r. Turk Stream o przepustowości 31 mld m3. Ten drugi dostarcza obecnie gaz całym Bałkanom, a od niedawna również Węgrom. Wcześniej gaz do tych krajów płynął przez Ukrainę. Niemniej projekt Gazociągu Pars jest wciąż aktualny. Iran jest też konkurentem Rosji jeśli chodzi o dostawy gazu i ropy do Chin i Rosja w znacznym stopniu przejęła rolę Iranu jako dostawcy na tym kierunku po rozpoczęciu przez Trumpa polityki „maksymalnej presji" wobec Iranu.

Ekipa prezydenta Hasana Rowhaniego, w tym w szczególności szef dyplomacji Dżawad Zarif, wykazywała duża otwartość na rozwój relacji z Europą (w tym m.in. Polską), głównie gospodarczych ale również politycznych.  Działania Donalda Trumpa to zmieniły i Iran zaczął się coraz bardziej reorientować na wschód, choć bardziej na Chiny niż Rosję, czyli na konsumenta energii, a nie jego producenta. Warto bowiem pamiętać, że fundamentalną dyrektywą polityki zagranicznej wyznaczoną przez Chomeiniego po rewolucji 1979 r. była zasada „ani Wschód ani Zachód". Umacnianie się opcji tzw. pryncypialistów, głoszących konieczność całkowitej reorientacji na Wschód nastąpiło dopiero po wycofaniu się Trumpa z JCPOA w maju 2018 r. W rezultacie, by ratować swoją gospodarkę, Iran podpisał w marcu 2021 r. 25-letnią umowę o współpracy z Chinami, przewidującą gigantyczne inwestycje chińskie w Iranie i dostawy irańskiej ropy do Chin po zaniżonej (duży rabat) cenie. Paradoksalnie jednak część inwestycyjną blokują sankcje, więc Chiny również są zainteresowane ich zniesieniem.

Tymczasem Rosja była oczywistą beneficjentką izolacji Iranu i nałożenia na ten kraj sankcji. Oficjalnie jednak sprzeciwiała się im, gdyż inaczej niemożliwe byłoby pogłębianie współpracy z Iranem, w tym zwiększanie wymiany handlowej oraz wzajemnego wsparcia na arenie międzynarodowej. Efektem polityki „maksymalnej presji" było to, że zorientowani na współpracę ze Wschodem pryncypialiści przejęli w lutym 2020 r. kontrolę nad parlamentem, a w czerwcu 2021 r. prezydentem został Ebrahim Raisi. W styczniu 2022 pojechał on do Moskwy z zamiarem podpisania 20-letniej umowy o współpracy z Rosją, obejmującej m.in. zakupy zaawansowanego sprzętu militarnego, w tym m.in. samolotów SU-35. Umowa ta porównywana była do tej, która wcześniej została podpisanej z Chinami. Ostatecznie jednak do zawarcia jej nie doszło.

Oczywiście izolacja Iranu powodowała, że Rosja w tej relacji występowała w roli strony silniejszej. Miało to również wpływ na powrót Rosji do gry na Bliskim Wschodzie poprzez interwencję w Syrii. Teoretycznie było to w interesie Iranu, który wspierał Assada. Tyle, że Rosja bardzo szybko zaczęła wypychać wpływy Iranu z Syrii, w czym znów pomógł jej Trump zabijając głównego architekta tamtejszej polityki irańskiej gen. Kassema Sulejmaniego. Rosja po prostu chciała by Assad był całkowicie jej podporządkowany, a nie dzielił lojalność między Teheran i Moskwę. Oczywiście obie strony, tj. Iran i Rosja, udawały, że żadnego konfliktu interesów nie ma i to nawet wtedy, gdy stało się oczywiste, że izraelskie naloty na pozycje irańskie w Syrii odbywają się za zgodą Rosji. Rosja udawała, że nie ma z tym nic wspólnego, a Iran udawał, że go w ogóle nie ma w Syrii.

Tymczasem o pogłębiających się relacjach izraelsko-rosyjskich świadczy fakt, że Benjamin Netanjahu był, obok Recepa Tayyipa Erdogana, najczęściej przyjeżdżającym do Putina i dzwoniącym do niego przywódcą. Zwykle następowało to przed kolejnymi atakami Izraela w Syrii. Rosja utrzymywała tez bardzo bliskie stosunki z innymi kluczowymi rywalami Iranu, tj. w szczególności z Arabią Saudyjską. Obejmowały one m.in. porozumienia w sprawie wydobycia i cen ropy w ramach formatu OPEC+. Co więcej, w sierpniu 2021 r. Rosja podpisała z Arabią Saudyjską umowę o współpracy militarnej. Warto dodać, że po wybuchu wojny na Ukrainie Arabia Saudyjska odrzuciła naciski USA by zwiększyć sprzedaż w celu zastopowania wzrostu cen ropy i zapowiedziała kontynuację uzgodnień w ramach OPEC+, czyli z udziałem Rosji. Zwiększyło to zatem konieczność pilnego reaktywowania JCPOA w celu otwarcia rynku dla ropy irańskiej. To zaś stanowi zagrożenie dla interesów zarówno Rosji jak i Izraela.

Po agresji rosyjskiej na Ukrainę Iran odegrał swoją rolę rytualnie obciążając odpowiedzialnością za wybuch wojny USA oraz NATO. Jednakże jednocześnie Iran nie poparł bynajmniej Rosji i nie opowiedział się przeciwko Ukrainie. Nie dołączył też do nielicznych krajów (w tym m.in. Syrii), które w Zgromadzeniu Ogólnym głosowały przeciw rezolucji potępiającej rosyjską agresję. Tymczasem toczące się we Wiedniu negocjacje w sprawie reaktywacji JCPOA weszły w ostatnią fazę i w piątek pojawiły się przecieki, że umowa zostanie podpisana w ciągu kilku dni. Trudno przy tym oprzeć się wrażeniu, że wojna w Ukrainie i sankcje nałożone na Rosję, przyczyniły się do większej elastyczności strony amerykańskiej, zainteresowanej wejściem irańskiej ropy na rynek. Paradoksalnie jednak obecnie reaktywowanie JCPOA jest nie na rękę Rosji i to do tego stopnia, że zagroziła zablokowaniem go jeśli nie otrzyma gwarancji, iż nałożone na nią sankcję nie wpłyną na współpracę rosyjsko-irańską. Iran prawdopodobnie zrezygnuje lub przynajmniej ograniczy swoje plany handlowe z Rosją ze względu na możliwe negatywne konsekwencje z tym związane. Nie ma też powodu rzucać Rosji koła ratunkowego skoro Rosja nie rzuciła bynajmniej takiego koła Iranowi, a jedynie udawała, że to robi. Iran bardzo potrzebuje szybkiej poprawy swojej sytuacji gospodarczej, m.in. ze względu na katastrofalne tempo utraty resztek poparcia społecznego przez władze i z całą pewnością wykorzysta szansę, jaką mu da reaktywacja JCPOA bez względu na to czy będzie to robił kosztem Rosji czy nie.

Najnowsze stanowisko Rosji w sprawie JCPOA jest jednak bezprecedensowo szczere. Jeśli Rosja rzeczywiście będzie blokować reaktywację JCPOA to i tak to nastąpi, ale wpłynie to bardzo mocno na relacje irańsko-rosyjskie. Warto przy tym dodać, że nie wszyscy w Iranie zachowali wobec wojny w Ukrainie taką ostentacyjną neutralność ze wskazywaniem Zachodu jako winnego. Na przykład b. prezydent Iranu Mahmud Ahmedineżad na Twitterze wyraził podziw dla Ukraińców i stwierdził, że ich obrona ujawniła „szatańskie spiski wrogów ludzkości", a Putina wezwał do zakończenia „szatańskiej wojny". Natomiast wpływowy reformatorski dziennik E'temad opublikował na pierwszej stronie wywiad z ambasadorem Polski na temat tej wojny. Warto przy tym pamiętać, że znaczna część irańskiej opinii publicznej w ogóle nie kupuje narracji antyzachodniej i nie ma najmniejszego powodu darzyć Rosję sympatią. Irańczycy generalnie, a irańska inteligencja w szczególności, dobrze znają historię relacji między obydwoma krajami.

defence24.pl