poniedziałek, 31 lipca 2023


W sumie to można wykazać pewną prawidłowość dotyczącą picia w Rosji.

To znaczy?

Administracja pije mniej niż armia. A armia pije mniej niż flota. Miałem okazję to oglądać podczas pięciu lat służby w Petersburgu, miejscu stacjonowania rosyjskiej Floty Bałtyckiej. Bywałem na armijnych przyjęciach i miałem okazję to oglądać z bliska. Flota była zawsze znacznie bardziej pijana, mniej unikała alkoholu.

Tradycyjnie w dniu Świętego Mikołaja śniadanie wydawał rokrocznie metropolita petersburski - w parafii Świętego Mikołaja, dedykowanej dla garnizonu Floty Bałtyckiej. Na te przyjęcie przechodziły różne kategorie gości: dygnitarze świeccy, korpus dyplomatyczny, elita floty i garść wojskowych lądowych. Do tego duchowieństwo. I alkohol lał się od rana. Potrafi sobie pani to wyobrazić? W głowie stołu siedzi zacny, kulturalny i dobrze wychowany - siwy jak gołąbek - ówczesny metropolita i uczestniczy w zabawie, bo oszczędnie pije koniak Hennessy.

Zresztą to był przez lata najważniejszy zachodni napój dla rosyjskich elit. To była dla nich marka, która świadczyła o światowości, europejskości. I ten metropolita sączący go łyczkami, a cała elita pije i ryczy jak niedźwiedzie. Regularnie zacząłem bywać w Rosji w latach 70. A więc jak łatwo policzyć na palcach - mamy już piątą dekadę moich kontaktów z tym krajem. Pamiętam, jak piło się w latach 70. Pamiętam, jak się piło w latach 90. Im było w Rosji spokojniej, tym mniej się piło. Im więcej w elitach było obaw, niepokoju i niepewności, tym więcej. 

wp.pl

Premier Mateusz Morawiecki poinformował w sobotę, że ok. 100 najemników z grupy Wagnera "przesunęło się w kierunku Przesmyku Suwalskiego niedaleko Grodna na Białorusi".

- Będą pewnie przebrani za białoruską straż graniczną i będą pomagali nielegalnym imigrantom przedostać się na nasze terytorium, zdestabilizować Polskę, ale przypuszczalnie będą się też starali przeniknąć do nas, udając nielegalnych imigrantów, a to stwarza dodatkowe ryzyka - powiedział.

Słowa te odbiły się szerokim echem. Na swoim kanale na Telegramie zareagował na nie szef grupy najemników Jewgienij Prigożyn. "Premier Morawiecki bardzo się wystraszył ruchu wagnerowców w kierunku granic Polski, ale wyciągnął pochopne wnioski" - czytamy we wpisie na jego kanale.

wp.pl

Jakie wnioski możemy wyciągnąć odnośnie artylerii lufowej i rakietowej po ponad roku walk na Ukrainie? Poza tym, że nie ma czegoś takiego jak nieograniczone zapasy amunicji.

Dlaczego „poza tym" – to jeden z najważniejszych naszych wniosków! (śmiech). Faktycznie, tych wniosków jest już sporo. (...), takich jak zmiany sprzętowe, zmiany w taktyce artylerii, problemy związane z amunicją, wnioski z użycia dronów/BSL czy rozpoznania artyleryjskiego. Z pewnością nie wyczerpaliśmy tematu, a wojna się jeszcze nie skończyła...

Trudno wskazać te „najważniejsze", bo na wojnie nie wolno zaniedbywać niczego. To jest, jak słusznie podkreśla wielu obserwatorów – wojna na deficyty: niedocenienie jakiegoś obszaru otwiera szanse przeciwnikowi.

Zwróćmy jednak uwagę na kilka spraw w zakresie artylerii lufowej i rakietowej:

1) Nadchodzi koniec artylerii licznej („masowej"), ale przestarzałej. Rodzi się artyleria nowa – nieliczna, ale mobilna i rozśrodkowana, dalekonośna, z amunicją precyzyjną, strzelająca w punkt.

2) Problem zużycia luf i amunicji zakończy wkrótce żywot ukraińskiej (a także stosowanej jeszcze w państwach NATO) poradzieckiej artylerii lufowej kalibru 122 i 152 mm. Natomiast z powodu braku amunicji tych kalibrów na światowych rynkach, nikt już nie kupi nic od Rosji, nawet ich najnowocześniejszych dział typu Malwa, Magnolia czy Koalicja.

3) Lepiej mieć mniej artylerii, ale na najwyższym światowym poziomie i z dużą ilością amunicji, aniżeli dużo systemów z minimalną ilością pocisków. Swoiste kuriozum stanowi pod tym względem przykład ukraińskich HIMARS-ów: dopóki jest ich mało, to tym trudniej je namierzyć i zniszczyć...

4) Wniosek dla państw NATO jest jeden: konieczne jest posiadanie maksymalnie 2-3 systemów artylerii samobieżnej i 1-2 systemów artylerii ciągnionej oraz jednolitej 155 mm amunicji do wszystkich tych systemów. Jakie ma to znaczenie na współczesnym polu walki dobitnie pokazuje konieczność remontu ukraińskich dział oraz brak kompatybilności niektórych rodzajów amunicji do nich.

5) Głównym zagrożeniem dla artylerii stają się rozpoznawcze BSL-e i drony-kamikaze przeciwnika. Wielką rolę w tej walce odgrywać więc będzie ochrona ugrupowania bojowego jednostek artylerii, w tym obrona przeciwlotnicza i przeciwdronowa. Jednocześnie zastosowanie dronów do rozpoznania pozwala artylerii na nieszablonowe podejście do wykonywania zadań ogniowych.

6) Traci na znaczeniu szybkostrzelność dział, albowiem zwiększa ona zużycie amunicji, natomiast zyskuje mobilność i celność.

7) Nowoczesna amunicja precyzyjna może przywrócić do służby nawet te środki ogniowe, które uważano dotąd za nieperspektywiczne (vide M109, FH-70, TRF-1 idt.), a nawet uczynić z nich bardzo dobre działa.

8) Jeśli nie stać nas na sprzęt drogi i wyrafinowany, to musi być nas stać na sprzęt tani i masowy. Takie są dzisiaj drony. Taka z pewnością, niech mi święta Barbara wybaczy – nie jest współczesna artyleria...

defence24.pl




Lekarz pracujący w Kemerowie, w regionie syberyjskim, głęboko dotkniętym powracającymi z wojny w Ukrainie rannymi, ujawnia, w jakim stanie trafiają do niego rosyjscy żołnierze. Większość jest po amputacjach, zmaga się z problemami z narkotykami i alkoholem. Mają poważne problemy psychiczne.

- Oczekuje się, że każdy z pracujących lekarzy będzie leczył od 200 do 250 takich osób każdego miesiąca - powiedział. Stwierdził, że lekarze odchodzą w związku z ogromną presją, która jest na nich wywierana. Dodał, że wielu nie popiera wojny.

- Urazy, zespół stresu pourazowego - to wszystko jest oczywiście problemem, którym trzeba się zająć, ale moim zdaniem głównym problemem są uzależnienia - podkreślił. - Mówiąc wprost, wielu z tych, którzy wrócili (z wojny), to albo alkoholicy, albo częściej narkomani - dodał.

Lekarz stwierdził, że uzależnienie powoduje głównie amfetamina. - To wszystko jest dużo bardziej skomplikowane pod względem perspektyw leczenia i późniejszej socjalizacji - uważa.

Lekarz ostrzegł, że "prawie co druga osoba", powracająca z krwawej wojny Putina, przyznaje się do używania środków psychostymulujących. Opowiedział o przypadku jednego z Rosjan, który walczył wśród wagnerowców. Stał się na tyle agresywny, że zaczął znęcać się nad żoną. Ta wniosła pozew o rozwód.

Inny lekarz opowiedział: "Wrócili z wojny. Nauczyli się zabijać. Ich psychika uległa zmianie, w tym przez narkotyki". - Co więcej, wielu z nich szło na wojnę nie po to, by walczyć, ale po to, by jak najszybciej wydostać się z aresztu śledczego lub kolonii karnej. Teraz, przepraszam za ostre słowa, to są zwierzęta - dodał.

wp.pl