Xi Jinping zaostrzył cenzurę. Konta w mediach społecznościowych są coraz ściślej kontrolowane. Urzędnicy obawiają się szczerej debaty z osobami z zewnątrz. Naukowcy czują, że są obserwowani, a ludzie biznesu wypowiadają slogany partii komunistycznej.
Dane dotyczące bezrobocia wśród młodzieży, które jest ogromnym problemem, zostały "poprawione i zoptymalizowane" — i obniżone. Statystyki dotyczące bilansu płatniczego stały się tak niejasne, że nawet amerykański Departament Skarbu jest zaskoczony.
19 sierpnia br. giełdy przestały publikować codzienne dane dotyczące malejących napływów inwestycji zagranicznych. Wraz ze słabnącymi wskaźnikami gospodarczymi sektorowi prywatnemu coraz trudniej jest podejmować dobre decyzje. Urzędnikom prawdopodobnie również.
(...)
Gdy Chiny stawały się coraz bardziej otwarte pod koniec lat 90. i na początku tego wieku, przywódcy Państwa Środka mieli nadzieję na utrzymanie kontroli przy jednoczesnym uniknięciu błędów Związku Radzieckiego. Przez wiele lat pozwalali na swobodniejszy przepływ informacji w biznesie, gospodarce i nauce. Pomyślmy teraz o chińskich firmach, ujawniających informacje inwestorom w Nowym Jorku lub naukowcach, którzy dzielili się nowymi badaniami z naukowcami za granicą.
Wydawało się, że technologia oferuje bardziej "chirurgiczny" sposób cenzurowania opinii masowej. Internet był intensywnie kontrolowany, ale nie został zakazany.
Najwyższe kierownictwo Chin również podwoiło wysiłki, aby wiedzieć, co się dzieje. Przez dziesięciolecia prowadzili system znany jako "neican". To wewnętrzne raporty o ograniczonym nakładzie, przygotowane przez dziennikarzy i urzędników dla wysokich przedstawicieli Komunistycznej Partii Chin. Na przykład podczas protestów na placu Tiananmen przywódcy otrzymywali ciągłe aktualizacje sytuacji.
Utopijni i technokratyczni lojaliści partii uważali, że duże zbiory danych i sztuczna inteligencja mogą ulepszyć ten system, tworząc zaawansowane technologicznie rozwiązanie dla najwyższego przywódcy, który pozwoliłby na rodzaj oświeconego centralnego planowania — coś, co nie udało się Sowietom.
(...)
Dokumenty dotyczące polityki pieniężnej i raporty roczne chińskich megabanków odwołują się teraz do myśli Xi Jinpinga. Śmiertelnie nudni zagraniczni konsultanci do spraw zarządzania są traktowani jak szpiedzy. Dzieje się tak pomimo faktu, że coraz bardziej wyrafinowana gospodarka Chin wymaga bardziej płynnego i złożonego procesu decyzyjnego.
(...)
Inne skutki pustki informacyjnej stanowią jeszcze większe zagrożenie. Gdy sygnały cenowe słabną, alokacja kapitału staje się coraz trudniejsza. Dzieje się to w delikatnym momencie. W miarę kurczenia się siły roboczej Chiny muszą w większym stopniu polegać na zwiększaniu produktywności. Chodzi o dobre wykorzystanie zasobów.
Kraj musi odejść od tanich kredytów i budownictwa na rzecz innowacyjnych gałęzi przemysłu i zaopatrywania konsumentów. Właśnie dlatego wydatki kapitałowe są przeznaczane na pojazdy elektryczne, półprzewodniki i inne.
Jeśli jednak inwestycje opierają się na błędnych obliczeniach dotyczących popytu i podaży, szanse na udaną transformację są niskie.
Wielbiciele Chin mogą odpowiedzieć, że kluczowi decydenci w tym kraju nadal dysponują dobrymi informacjami, dzięki którym mogą kierować gospodarką. Ale nikt tak naprawdę nie wie, jakie dane i raporty widzi Xi. Co więcej, można założyć, że przepływ prywatnych informacji staje się coraz bardziej zniekształcony i podlega mniejszej kontroli. Nikt oficjalnie nie chce się podpisać pod tezą, według której kluczowa polityka Xi zawodzi.
onet.pl/The Economist