czwartek, 27 marca 2025



W opisie operacji autorstwa korespondentów agencji TASS można przeczytać, że uczestnicy operacji czołgali się przez rurę przez ponad cztery doby. Pokonali odległość ponad piętnastu kilometrów. Odpoczywali co 50 metrów, brakowało powietrza. Gdy wyszli na tyły ukraińskich pozycji, Ukraińcy byli zdezorientowani – bo oto w ich pobliżu pojawili się ludzie w mundurach z ukraińskimi znakami rozpoznawczymi (użycie ukraińskich dystynkcji to była część operacji „dla zmylenia przeciwnika”).

Jednym słowem – chwała rosyjskiego oręża. Putin nagrodził wszystkich uczestników.

Jak pisze w materiale na portalu „Chołod” badacz „nowego rosyjskiego Z-patriotyzmu” Iwan Filippow, „histerię wokół [rzekomej] pobiedy pod Sudżą rozpętano, natomiast dowodów pobiedy – brak. Wojna na Ukrainie jest najlepiej udokumentowanym konfliktem w historii ludzkości. Niemal każdy znaczący jej epizod ktoś utrwalił na wideo (...), w mediach społecznościowych codziennie pojawia się mnóstwo relacji, natomiast relacji o rezultatach bojowych [operacji „Potok”] jakoś nie ma”.

Wyczyn o wątpliwej wartości bojowej i rujnującym wpływie na zdrowie uczestników kapłani kremlowskiej propagandy wzięli na sztandary. Nadworni wierszokleci, jak Ilja Szargorodski czy Ludmiła Ogurcowa, napisali górnolotne utwory o tym, jak dzielni wojowie bez jedzenia, bez wody, bez powietrza przebijali się rurą ku zwycięstwu, aby „bić nazistów”.

„Ta historia jest jak wyjęta z Biblii. W naszym kraju znalazło się kilkaset osób, które zstąpiły pod ziemię. Ci ludzie poszli w nieznane, dobrowolnie. Czegoś takiego nie było w historii ludzkości. (…) Niech Rosja dowie się, że żyją tu mężczyźni gotowi dla niej zejść do rury” – egzaltuje się Z-blogerka Marina Achmedowa. Wtóruje jej Natalia Oss, ongi dziennikarka gazety „Kommiersant”, obecnie jedna z najbardziej nakręconych zwolenniczek wojny. Jej zdaniem wyczyn „bohaterów z rury” obchodzić należy jako święto religijne: „Będziemy święcić chwałę bohaterów przez tysiące lat, jak święto Purim”.

Wyznawców judaizmu obchodzących święto Purim nie jest w Rosji zbyt wielu, więc religijny aspekt rury pospieszyła zapewnić Rosyjska Cerkiew Prawosławna.

Metropolita jekaterynburski Eugeniusz polecił wyłożyć pod Cerkwią na Krwi szesnastometrową rurę, fragment gazociągu Urengoj-Pomary-Użhorod (którym w czasach pokoju rosyjski gaz płynął do Europy). Taką, przez jaką rosyjscy żołnierze przedostali się pod Sudżę.

Cerkiew na Krwi została wzniesiona na początku XXI wieku w miejscu, gdzie bolszewicy zamordowali w 1918 r. cara Mikołaja II i członków jego rodziny. A teraz stała się ona miejscem nowego kultu – kultu rury.

Na uroczystym oddaniu obiektu do użytku byli obecni miejscowi hierarchowie z Eugeniuszem na czele: „Zwyciężymy, z nami Bóg!” – powtarzali.

tygodnikpowszechny.pl


Zmiana w konstytucji jest wymierzona w populację rosyjską, a także białoruską. W liczącej 1,4 mln ludzi Estonii niemal co czwarty mieszkaniec to etniczny Rosjanin. 80 tys. z nich to legalni obywatele Federacji Rosyjskiej, którzy głosują w lokalnych wyborach na osoby sprzyjające Moskwie, podobnie jak liczący ok. 1-2 proc. estońskiej populacji Białorusini.

Bezpaństwowcy, którym także odebrano prawa wyborcze, to posiadacze tzw. szarych paszportów, czyli zamieszkujące Estonię osoby, które po rozpadzie Związku Radzieckiego odmówiły oddania paszportów ZSRR. Jest to licząca ok. 60 tys. ludzi populacja osób zwykle pochodzenia rosyjskiego, w znakomitej większości w wieku powyżej 65 lat. Łącznie ok. 140 tys. ludzi niebędących obywatelami Estonii, a w większości sprzyjających Kremlowi, mogło do tej pory głosować w wyborach lokalnych.

Największe problemy rosyjscy i białoruscy wyborcy sprawiali w Lasnamäe, dzielnicy estońskiej stolicy Tallina, w której mieli oni większość i z powodzeniem przepychali swoich kandydatów do Rady Miejskiej. Podobne kłopoty miały Rady Miejskie w położonym niedaleko stolicy mieście Maardu oraz wielu ośrodkach na wschodzie kraju. Członkowie Rad Miejskich mają z kolei wpływ na wybór prezydenta Estonii.

— Podjęto decyzję o odebraniu prawa głosowania w wyborach samorządowych obywatelom państw agresorów, czyli Rosji i Białorusi — powiedział Onetowi przewodniczący estońskiego parlamentu Lauri Hussar.

– Nadal mamy w Estonii ok. 80 tys. obywateli rosyjskich, a 70 tys. z nich było na listach wyborczych w wyborach samorządowych. Głosowało ok. 40 proc. z nich, co stanowiło ok. 30 tys. Zdecydowana większość parlamentu przyznała, że ​​Rosja wykorzystuje obywateli rosyjskich jako część swojej wojny hybrydowej. Musieliśmy więc zająć się tym problemem.

— Myślę, że wysłaliśmy bardzo jasny sygnał dla obywateli rosyjskich i osób niebędących obywatelami, aby ubiegali się o obywatelstwo estońskie, co jest normalnym sposobem działania w społeczeństwie demokratycznym — dodał Lauri Hussar.

onet.pl