W opisie operacji autorstwa korespondentów agencji TASS można przeczytać, że uczestnicy operacji czołgali się przez rurę przez ponad cztery doby. Pokonali odległość ponad piętnastu kilometrów. Odpoczywali co 50 metrów, brakowało powietrza. Gdy wyszli na tyły ukraińskich pozycji, Ukraińcy byli zdezorientowani – bo oto w ich pobliżu pojawili się ludzie w mundurach z ukraińskimi znakami rozpoznawczymi (użycie ukraińskich dystynkcji to była część operacji „dla zmylenia przeciwnika”).
Jednym słowem – chwała rosyjskiego oręża. Putin nagrodził wszystkich uczestników.
Jak pisze w materiale na portalu „Chołod” badacz „nowego rosyjskiego Z-patriotyzmu” Iwan Filippow, „histerię wokół [rzekomej] pobiedy pod Sudżą rozpętano, natomiast dowodów pobiedy – brak. Wojna na Ukrainie jest najlepiej udokumentowanym konfliktem w historii ludzkości. Niemal każdy znaczący jej epizod ktoś utrwalił na wideo (...), w mediach społecznościowych codziennie pojawia się mnóstwo relacji, natomiast relacji o rezultatach bojowych [operacji „Potok”] jakoś nie ma”.
Wyczyn o wątpliwej wartości bojowej i rujnującym wpływie na zdrowie uczestników kapłani kremlowskiej propagandy wzięli na sztandary. Nadworni wierszokleci, jak Ilja Szargorodski czy Ludmiła Ogurcowa, napisali górnolotne utwory o tym, jak dzielni wojowie bez jedzenia, bez wody, bez powietrza przebijali się rurą ku zwycięstwu, aby „bić nazistów”.
„Ta historia jest jak wyjęta z Biblii. W naszym kraju znalazło się kilkaset osób, które zstąpiły pod ziemię. Ci ludzie poszli w nieznane, dobrowolnie. Czegoś takiego nie było w historii ludzkości. (…) Niech Rosja dowie się, że żyją tu mężczyźni gotowi dla niej zejść do rury” – egzaltuje się Z-blogerka Marina Achmedowa. Wtóruje jej Natalia Oss, ongi dziennikarka gazety „Kommiersant”, obecnie jedna z najbardziej nakręconych zwolenniczek wojny. Jej zdaniem wyczyn „bohaterów z rury” obchodzić należy jako święto religijne: „Będziemy święcić chwałę bohaterów przez tysiące lat, jak święto Purim”.
Wyznawców judaizmu obchodzących święto Purim nie jest w Rosji zbyt wielu, więc religijny aspekt rury pospieszyła zapewnić Rosyjska Cerkiew Prawosławna.
Metropolita jekaterynburski Eugeniusz polecił wyłożyć pod Cerkwią na Krwi szesnastometrową rurę, fragment gazociągu Urengoj-Pomary-Użhorod (którym w czasach pokoju rosyjski gaz płynął do Europy). Taką, przez jaką rosyjscy żołnierze przedostali się pod Sudżę.
Cerkiew na Krwi została wzniesiona na początku XXI wieku w miejscu, gdzie bolszewicy zamordowali w 1918 r. cara Mikołaja II i członków jego rodziny. A teraz stała się ona miejscem nowego kultu – kultu rury.
Na uroczystym oddaniu obiektu do użytku byli obecni miejscowi hierarchowie z Eugeniuszem na czele: „Zwyciężymy, z nami Bóg!” – powtarzali.
tygodnikpowszechny.pl