sobota, 17 grudnia 2016
Wiele lat temu Stalin zebrał u siebie pisarzy, których uważał za wybitnych i rozkazał im prosić, o co tylko zechcą. Prosili o mieszkania, samochody, dacze, etaty dla sekretarek. A Siergiej Michałkow, młody poeta, potomek carskich jeszcze dworzan, wydobył z kieszeni czerwony tomik autobiografii Gospodarza, zapewniając, że o niczym tak nie marzy, jak o autografie autora w książeczce. Dostał podpis, a potem i mieszkanie, i auto, i daczę i sekretarkę, i tak dalej.
Słowem wszystko zgodnie z wieczną regułą: „Pięć minut bezwstydu i urządzony na całe życie”.
Jednego rytuał spotkań władzy z narodem choćby reprezentowanym przez twórców czy uczonych nie przewiduje – sporów, polemik z gospodarzem. Putin w ogóle nigdy w żadnych publicznych debatach nie uczestniczy. No, może z wyjątkiem konferencji prasowych, jeśli przyplącze się na którąś z nich jakiś uparty, oczywiście zagraniczny, dziennikarz. Wtedy gospodarz Kremla wychodzi z siebie. Tak było choćby wtedy, kiedy Francuza natarczywie wypytującego go o Czeczenię zaprosił do Moskwy na obrzezanie i to takie, że „po nim już nic nie wyrośnie”.
wyborcza.pl
- Mechanizm jest stary jak świat. I pan, i ja przez długie lata byliśmy w obozie zwycięzców. Zwycięska rewolucja – w tym przypadku liberalna, która w Polsce zaczęła się w 1989 roku – miała ogromny zasięg i odniosła wielki sukces. A potem liberałowie się rozleniwili i krok po kroku zaprzedawali ideały, które mieli na sztandarach. „No tak, tak – mówili – spójność społeczna jest ważna, stabilne miejsca pracy też są ważne, ale przecież mamy globalizację, nic nie da się zrobić”. To może przynajmniej zapewnijmy dzieciom dentystę w szkole? „No można, oczywiście, ale to za dużo kosztuje”. I tak dalej.
Dentystę?
– Dobry przykład. Bo rozumiem, że na obniżanie wieku emerytalnego nas nie stać. Ale na dentystę w szkole? W kraju, który się rozwija 25 proc. w ciągu dekady? Nie jak Grecja, która się zwinęła w tym samym czasie o 25 proc. Im bardziej liberałowie wychwalają sukcesy wzrostu PKB, tym bardziej widać, że mogli, że było z czego, a nie zrobili.
Mówili, że prawa człowieka to świętość. Ale jak doszło do ujawnienia sprawy więzień CIA w Polsce, to napadali na Adama Bodnara z Fundacji Helsińskiej, bo wzywał do rachunku sumienia. Liberalny establishment się obrażał – najpierw na Bodnara, potem na Europejski Trybunał Praw Człowieka – bo nas o te więzienia pytali. „Oczywiście, jesteśmy przeciwko torturom, ale nie bądźmy naiwni, to są terroryści”.
Liberalizm to jest pakiet, który działa tylko w całości. Nie można sobie wybierać, zgadzać się na sprzeczne z liberalizmem nierówności społeczne, tak jak nie można się zgadzać na hasła rasistowskie i tortury. Kiedy zaczęliśmy sobie ułatwiać życie i wybierać to, co było akurat wygodne, stanęliśmy na równi pochyłej. Zamazała się różnica między obozem, który wierzy w zdobycze humanizmu, a barbarzyńcami. Ta granica jest dziś dla wielu wyborców nieczytelna. Ogłaszanie, że może robiliśmy złe rzeczy, ale tamci są jeszcze gorsi, już nie ma znaczenia.
Tamci nie są gorsi?
– Są. Tylko co z tego? Nie mamy na razie wiarygodności, żeby do tego przekonać. Nie spotkałem jeszcze polityka, który by powiedział: „mea culpa”. Do końca się mobilizują, dokręcają śrubę i mówią: „Jesteśmy jedyną alternatywą, przecież nie pójdziecie za tymi oszołomami”. „Przecież nie możecie wierzyć, że 500 złotych was wybawi”. „Przecież Trump wam nie zwróci miejsc pracy”. A ludzie głupi nie są. Wcale nie wierzą w obietnice tamtych. Mają po prostu dosyć banałów i wykrętów, które słyszeli od iluś lat.
Ci „jeszcze gorsi” złapali wiatr w żagle i będą teraz wygrywać. I mają też ileś lat, żeby się zdyskredytować. A w międzyczasie będzie bigos. W Ameryce i w większości krajów europejskich.
wyborcza.pl
„Nie lubię już chodzić do kina” - dwudziestoletni Mir Bhat, student delijskiego uniwersytetu, robi smutną minę. Jak każdy młody człowiek w Indiach szaleje za kinem i wraz z kolegami podśpiewuje bollywoodzkie hity. „Teraz ludzie patrzą, czy wstajesz do hymnu przed seansem. Tylko szukają pretekstu, żeby zacząć bójkę” - nie może opanować złości.
Od 30 listopada Mir nie ma już wyboru. Sąd Najwyższy nakazał granie hymnu w kinach w całym kraju przed seansami, a widzowie muszą wstać i oddać honor fladze wyświetlanej na ekranie; znacznie wcześniej takie przepisy wprowadziły niektóre stany Indii.
W grudniu 2015 r. w miejscowości Kurla w stanie Maharasztra, gdzie granie hymnu przed seansem wprowadzono już w 2003 roku, muzułmańska rodzina, która nie wstała w kinie, została zaatakowana przez innych widzów i wyrzucona z sali. W październiku br. w kinie Inox w Panadźi w stanie Goa podczas wieczornego seansu jeden z widzów uderzył Salila Chaturvediego za obrazę hymnu. Chaturvedi, który cierpi na niedowład kończyn i używa wózka, mówił potem, że wielu ludzi na tym seansie było pijanych i śpiewanie hymnu w takiej atmosferze jest niewłaściwe.
gazetaprawna.pl
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)