sobota, 10 lutego 2024


Wieczorem 8 lutego prezydent Wołodymyr Zełenski wydał dekret zwalniający generała Wałerija Załużnego ze stanowiska naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU). Na jego miejsce mianował generała pułkownika Ołeksandra Syrskiego, dotychczas dowódcę Wojsk Lądowych oraz operacyjno-strategicznego zgrupowania wojsk Chortyca (zob. Aneks).

Zełenski nie podał bezpośredniej przyczyny odwołania generała Załużnego i wprost nie obarczył go odpowiedzialnością za porażki czy błędy w dowodzeniu. W wypowiedziach z ostatnich dni prezydent Ukrainy wspomniał jedynie, że armia potrzebuje nowego podejścia do wojny z Rosją oraz zmian, w tym personalnych, na najwyższych stanowiskach dowódczych. Odwołanie naczelnego dowódcy jest wyłączną prerogatywą prezydenta, sprawującego w świetle konstytucji funkcję zwierzchnika sił zbrojnych w czasie pokoju i wojny.

Komentarz
  • Decyzja Zełenskiego spotkała się z niezrozumieniem czy nawet krytyką ze strony znacznej części żołnierzy, wolontariuszy współpracujących z armią i opinii publicznej. Dominuje zarzut o brak wyczerpującego uzasadnienia tej decyzji, podjętej w celu odsunięcia niezależnego i obdarzonego ogromnym autorytetem społecznym generała, a potencjalnie także groźnego konkurenta politycznego. Załużny, będący dotąd symbolem walki armii i całego narodu z rosyjską agresją, cieszy się bardzo dużym zaufaniem społecznym – większym niż wszyscy politycy, łącznie z Zełenskim. Popularność dotychczasowego naczelnego dowódcy, w odróżnieniu od prezydenta, nie uległa erozji nawet po fiasku ofensywy latem 2023 r. Według sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii z końca ub.r. Załużnemu ufa 88% społeczeństwa, podczas gdy Zełenskiemu – 62%.
  • Dymisja Załużnego była spodziewana – doniesienia o takiej decyzji w ciągu ostatniego tygodnia zintensyfikowały się, zaś irytacja z powodu działań naczelnego dowódcy narastała w otoczeniu prezydenta od kilku miesięcy. Negatywnie przyjęto wywiad Załużnego dla „The Economist” z 1 listopada ub.r., w którym de facto przyznał fiasko ukraińskiej ofensywy. Niezadowolenie wywoływała także jego krytyka działań władz cywilnych odpowiedzialnych za organizację zaplecza walczącej armii, w tym zdystansowanie się od pierwszego projektu ustawy o mobilizacji z grudnia, a ostatnio również zarzuty przedstawione w artykule dla CNN 1 lutego o częściową monopolizację przemysłu obronnego i niedoskonałe ustawodawstwo, prowadzące do problemów z produkcją broni.
  • Prezydent Zełenski od ponad roku, tj. od udanych operacji zaczepnych w obwodach charkowskim i chersońskim jesienią 2022 r., systematycznie podkopywał pozycję naczelnego dowódcy, naruszając zasadę jedności dowodzenia i hierarchii w SZU. Dokonywał on tego przez kontaktowanie się z podkomendnymi Załużnego – z generałem Syrskim na czele – za jego plecami, wydając im bezpośrednio polecenia czy dokonując zmian personalnych bez uzgodnienia z naczelnym dowódcą (przykładem jest odwołanie dowódcy Sił Operacji Specjalnych generała Wiktora Chorenki w listopadzie). Działania prezydenta doprowadziły do pogorszenia jego relacji z Załużnym, który unikał otwartego konfliktu z ośrodkiem prezydenckim.
  • Efektem polityki Zełenskiego jest podział armii na konkurujące ze sobą frakcje, dysponujące dużym stopniem autonomii i bezpośrednimi związkami z Biurem Prezydenta. Za najważniejsze z nich uznawane były dotąd dwa największe zgrupowania operacyjno-strategiczne: Tauryda (obejmujące front od okolic Zaporoża do Awdijiwki włącznie) oraz Chortyca (od granicy pod Kupiańskiem do okolic Gorłówki). Pierwsze było dotąd podporządkowane bezpośrednio Załużnemu i dowodzone przez lojalnych wobec niego generałów; drugie, dowodzone przez generała Syrskiego, miało opinie bliższego bardziej prezydentowi niż naczelnemu dowódcy. Kwestią otwartą pozostaje, do jakiego stopnia Zełenski da Syrskiemu wolną rękę w kwestiach personalnych i pozwoli mu odbudować hierarchiczną strukturę dowodzenia, ograniczając się do sprawowania ogólnego nadzoru nad SZU i koordynacji całej polityki obronnej państwa (tj. zagadnień mobilizacji, zaopatrzenia armii, przemysłu zbrojeniowego, pozyskiwania pomocy z zagranicy, służb specjalnych itp.).
  • Dymisja Załużnego odbywa się w trudnym dla Ukrainy okresie wojny, gdy armia na całym froncie broni się przed przeważającymi siłami rosyjskimi i grozi jej utrata Awdijiwki, stanowiącej kluczową pozycję na froncie w Donbasie. SZU borykają się przy tym z ostrym kryzysem sprzętowym i amunicyjnym, a także z deficytem ludzi, przybierającym w niektórych oddziałach piechoty katastrofalne rozmiary. Moment na dymisję naczelnego dowódcy jest zły także z powodu napięć, jakie wywołuje nowy projekt ustawy o mobilizacji. Jednocześnie należy uznać za mało prawdopodobne, aby zmiany na najwyższych stanowiskach w armii wprowadziły chaos, który poderwie jej zdolności bojowe i przyczyni się do załamania na froncie.
  • Generał Syrski to jeden z najbardziej doświadczonych dowódców ukraińskich. Nie jest on postacią medialną, brakuje mu też – pomimo dowodzenia w zwycięskich operacjach zaczepnych w obwodzie charkowskim w 2022 r. – autorytetu i popularności w wojsku, jakimi cieszy się generał Załużny. W armii uznawany jest za dowódcę, który nie liczy się z życiem żołnierzy i gotów jest nim szafować dla realizacji postawionego zadania. Szczególnie krytykuje się go za chaotyczne dowodzenie oraz złe przygotowanie do obrony Sołedaru i Bachmutu na przełomie 2022 i 2023 r. Pozycja generała Syrskiego jako naczelnego dowódcy w dużym stopniu będzie zależała od tego, czy zdecyduje się on na pozbawienie funkcji generałów uważanych za ludzi Załużnego i jakimi współpracownikami się otoczy. Kluczowe będą zmiany na stanowiskach dowódców zgrupowań operacyjno-strategicznych i podległych im grup operacyjnych – należy się ich spodziewać w najbliższych dniach.

Aneks. Sylwetka Ołeksandra Syrskiego

Urodzony 26 lipca 1965 r. w Nowinkach w obwodzie włodzimierskim w Rosji. Jego rodzice są Rosjanami, a ojciec jest emerytem wojskowym. Służbę wojskową rozpoczął w 1986 r. Ukończył Moskiewską Wojskową Wyższą Szkołę Dowódczą. Od niepodległości Ukrainy w 1991 r. służy w armii ukraińskiej, a jego kariera objęła wszystkie etapy awansu – od dowódcy plutonu po zastępcę szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy. W 1996 r. ukończył z wyróżnieniem Akademię Sił Zbrojnych Ukrainy (kurs operacyjno-taktyczny), a w 2005 r. – Akademię Obrony Narodowej Ukrainy (kurs operacyjno-strategiczny).

Po wybuchu konfliktu zbrojnego na wschodniej Ukrainie wiosną 2014 r. Syrski pełnił różne funkcje w dowództwie operacji antyterrorystycznej w obwodach donieckim i ługańskim. Brał udział w dowodzeniu operacjami pod Debalcewem i kierował wycofaniem sił ukraińskich spod tego miasta zimą 2015 r. W 2016 r. stanął na czele Połączonego Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych Ukrainy, które koordynowało działania w Donbasie, a w 2017 r. został mianowany dowódcą „operacji antyterrorystycznej na wschodniej Ukrainie”. 5 sierpnia 2019 r. Zełenski mianował go Dowódcą Wojsk Lądowych.

Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji Syrski dowodził grupą sił obrony Kijowa. 5 kwietnia 2022 r. otrzymał tytuł Bohatera Ukrainy. We wrześniu tego roku skutecznie kierował kontrofensywą w obwodzie charkowskim.

osw.waw.pl


W nocy z 8 na 9 lutego czasu polskiego wyemitowano wywiad Tuckera Carlsona, amerykańskiego ultrakonserwatywnego komentatora politycznego i gorącego zwolennika Donalda Trumpa, z Władimirem Putinem. Rozmowę, podobnie jak samą wizytę Carlsona w Moskwie, szeroko nagłośniła rosyjska propaganda.

Putin tradycyjnie obwinił Stany Zjednoczone i NATO o wywołanie wojny na Ukrainie – stwierdził, że konflikt skończy się, gdy Zachód przestanie dostarczać broń, sankcje są nieskuteczne, a Rosja nigdy nie zostanie pokonana. Powtórzył swoje słowa o historycznej jedności Rosjan i Ukraińców oraz o tym, że idea ukraińskiej odrębności została sztucznie stworzona przez Polaków (zob. Aneks).

Komentarz
  • Wywiad nosi znamiona szeroko zakrojonej operacji propagandowej Rosji, która wiąże z nim cele wewnętrzne i zewnętrzne. W wymiarze wewnętrznym propaganda wykorzystała go do ukazania Putina jako lidera, którego zdanie jest słuchane i szanowane w świecie, i aby podsycić optymizm w społeczeństwie i elicie oraz stworzyć wrażenie, że Carlson to swoisty wysłannik przyszłego prezydenta USA. Wskutek zwycięstwa Trumpa w wyborach prezydenckich miałoby nastąpić nowe otwarcie w relacjach na linii Moskwa–Waszyngton, a dzięki presji nowej administracji na Kijów wojna zakończyłaby się na rosyjskich warunkach. Jednocześnie przekaz ten ma dotrzeć do tych środowisk na Zachodzie, wśród których narasta zmęczenie wojną i sceptycyzm co do sensu dalszego wspierania Ukrainy oraz utrzymuje się fałszywy symetryzm i zrozumienie dla racji Kremla.
  • Choć Putin nie wsparł bezpośrednio Trumpa – usiłował zachować dystans i łączył krytykę poprzednich administracji ze wspominaniem pozytywnych relacji personalnych z prezydentami (z nazwiska wymieniając jego i George’a Busha juniora) – to niektóre wątki wpisują się w jego hasła wyborcze. Putin kilkukrotnie wypowiedział się niechętnie na temat polityki USA w duchu antyelitystycznego populizmu. Według niego w Stanach Zjednoczonych nie rządzi prezydent, lecz jego otoczenie (rzekomo prezydentów dwukrotnie zniechęcano do zawarcia „korzystnych” porozumień z Rosją, w tym w sprawie budowy wspólnej tarczy antyrakietowej i członkostwa FR w NATO). Na pytanie, czy nowa administracja może naprawić relacje z Moskwą, odparł, że problem stanowi nie osoba lidera, lecz mentalność elity rządzącej USA. Ponadto kilkakrotnie powtórzył, że nie widzi sensu rozmów z Joem Bidenem na temat uregulowania konfliktu: to nie Rosja do niego doprowadziła, gdyż zawsze chciała pokoju. Za wybuch wojny i wspieranie ukraińskiej armii odpowiadają Stany Zjednoczone, a zatem to Waszyngton powinien wyjść z ofertą dla Moskwy.
  • W tym kontekście znamienny jest wywód Putina podający w wątpliwość sens wspierania Kijowa przez Waszyngton. Wpisuje się on w wyborczą retorykę Trumpa i postulaty zabarwione izolacjonizmem. Zaangażowanie USA w wojnę na Ukrainie jest im niepotrzebne, gdyż Amerykanie mają własne problemy: sytuację na granicy, migrację czy dług publiczny. Sankcje przeciwko Rosji osłabiają pozycję dolara jako światowej waluty i działanie to stoi w sprzeczności z interesem Stanów Zjednoczonych. Zgodne z nim byłoby raczej negocjowanie z Rosją, respektowanie jej interesów, szukanie rozwiązań.
  • Według Putina idea amerykańskiej hegemonii pogrąża kraj i USA powinny pogodzić się z nieuchronną ewolucją ładu światowego w kierunku niekorzystnym dla Zachodu. Pozycja Stanów Zjednoczonych będzie słabła, a u władzy potrzeba nowego pokolenia – ludzi nieobciążonych zimnowojennym myśleniem konfrontacyjnym, patrzących w przyszłość. To wyraźne nawiązanie do trumpowskiej idei wymiany elit w USA w imię rzekomego pragmatyzmu i skupienia się na problemach wewnętrznych.

Aneks: główne wątki wywiadu

Putin powtórzył swoje znane tezy na temat historycznych praw Rosji do Ukrainy i przyczyn toczącej się wojny (w tym ukraińskiego „nazizmu”), tradycyjnie obciążając winą za jej wybuch NATO i USA. Zachód jakoby złamał daną Moskwie obietnicę nierozszerzania NATO, na Ukrainie zaczęły pojawiać się bazy wojskowe Sojuszu i dwukrotnie – w latach 2004 i 2014 – dokonano tam zamachów stanu, których celem było sztuczne zerwanie więzi z FR z inspiracji CIA. Zachód zawsze chciał osłabić i rozbić Rosję, a Stany Zjednoczone miały plan kontrolowania obszaru poradzieckiego, aby wykorzystać go w przyszłej walce z Chinami. Waszyngton popierał separatystów i terrorystów na Kaukazie Północnym oraz łamał prawo międzynarodowe, aby sztucznie powstrzymać proces słabnięcia swojej potęgi na rzecz nowych graczy.

Putin stwierdził: „przestańcie dostarczać broń, to skończy się wojna” oraz że jeśli pojawi się wola polityczna, to NATO znajdzie sposób, żeby rozpocząć negocjacje z Rosją („Sojusz już ich chce, tylko nie wie, jak do tego doprowadzić”). Ta nigdy nie zostanie pokonana na polu walki i Zachód zaczyna sobie to uświadamiać. Uznał, że Ukraina będzie musiała się z nią w końcu porozumieć, a przyjazne stosunki między społeczeństwami zostaną przywrócone, bo jedność obu narodów wciąż trwa.

Rosja nie zaryzykuje globalnej wojny czy konfliktu nuklearnego („to absolutnie wykluczone”). Narrację mówiącą, że USA muszą wspierać wysiłek wojenny Ukrainy, aby nie być zmuszone do wysyłania tam żołnierzy, nazwał „prowokacją”. Jeśli do tego kraju trafiłyby regularne oddziały, to świat stanąłby na krawędzi bardzo poważnego konfliktu globalnego.

Putin skrytykował zachodnie sankcje, w tym embargo na import gazu (to element tradycyjnej już presji na Rosję, która szkodzi interesom gospodarczym Europy, głównie Niemiec).

Oznajmił też, że Rosja chce porozumienia z Ukrainą opartego na zapisach projektu umowy między nimi ze Stambułu z wiosny 2022 r. Wówczas – według niego – ówczesny premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson powstrzymał prezydenta Wołodymyra Zełenskiego przed podpisaniem dokumentu. Również USA i Polska „chciały walczyć z Rosją do jej końca”.

W bulwersującej Amerykanów kwestii Evana Gershkovicha, amerykańskiego dziennikarza więzionego w Rosji pod zarzutem szpiegostwa, Putin – reagując na apel Carsona o jego uwolnienie – stwierdził, że aby do niego doszło, konieczne jest porozumienie pomiędzy służbami specjalnymi obu państw. Zasugerował wyraźnie, że Moskwa oczekuje wymiany Gershkovicha za Wadima Krasikowa, skazanego przez niemiecki sąd w 2021 r. na dożywotnie pozbawienie wolności za zabójstwo czeczeńskiego aktywisty Zelimchana Changoszwilego.

Pojawiły się też wątki polskie:
  • Putin powtórzył oskarżenia pod adresem Polaków o historyczny ucisk Ukraińców i ich polonizację, a także współpracę Polski z Hitlerem i jej współodpowiedzialność za wybuch II wojny światowej. Zaznaczył, że idea Ukraińców jako odrębnej nacji pojawiła się w Polsce.
  • Zaprzeczył, jakoby Rosja zamierzała napaść na Polskę (tak zostało sformułowane pytanie). Podkreślił przy tym, że nie ma żadnego interesu w napadaniu „na kogokolwiek”, a NATO celowo demonizuje Rosję i straszy zachodnie społeczeństwa „wyimaginowanym” zagrożeniem z jej strony, aby ją osłabić i skłonić podatników do inwestowania w zbrojenia. Jedyny scenariusz, w którym FR może zagrozić Polsce, to „jeśli Polska zaatakuje Rosję”.
  • Polscy najemnicy na Ukrainie to według Putina największa liczebnie siła tego typu. Na kolejnych miejscach plasują się najemnicy amerykańscy i gruzińscy.
  • Polska odcięła przesył rosyjskiego gazu do RFN gazociągiem jamalskim, a przecież Niemcy „karmią” ją, bo są największym płatnikiem do funduszy europejskich.
osw.waw.pl


Obecny kryzys demograficzny ma źródła w czasach Mao Zedonga. Po klęsce głodu z lat 1959–1961 w dekadzie 1962–1971 doszło do eksplozji demograficznej – urodziło się 277,9 mln dzieci (dla porównania w latach 2021–2030 będzie ich co najmniej o dwie trzecie mniej). W odpowiedzi rządzący wprowadzili w 1970 r. pierwsze obostrzenia w zakresie posiadania potomstwa – „politykę dwojga dzieci w rodzinie”. Po ich wdrożeniu władze lokalne wciąż raportowały jednak duży, choć malejący przyrost. Zadecydowało to nie tylko o zaostrzaniu w latach osiemdziesiątych polityki rodzinnej i ograniczeniu możliwości posiadania dzieci do jednego w miastach i dwojga na wsi (i to tylko pod warunkiem że pierwsza urodziła się dziewczynka), lecz także o stosowaniu drakońskich środków implementacji tych regulacji, m.in. przymusowych sterylizacji i aborcji, nawet w zaawansowanej ciąży.

„Polityka jednego dziecka w rodzinie” od samego początku budziła poważne kontrowersje wśród demografów, którzy przestrzegali przed katastrofalnymi konsekwencjami jej wprowadzenia. Przywódcy Komunistycznej Partii Chin (KPCh) ignorowali ostrzeżenia tego środowiska o długofalowych skutkach nowych regulacji i byli przede wszystkim zainteresowani szybkim ograniczeniem przyrostu naturalnego. Na ich ocenę sytuacji wpływał też fakt, że władze lokalne rożnych szczebli zawyżały liczbę urodzeń. Wynikało to z metody przeliczania dotacji z budżetu centralnego – istotną rolę odgrywała w niej wielkość populacji. Po wprowadzeniu obostrzeń pojawiła się także pokusa, aby w jednym roku zaraportować wyższą liczbę urodzeń, a w następnym podać niższą i wykazać się w ten sposób „sukcesem” w redukowaniu przyrostu.

Prawdopodobnie dopiero w pierwszej dekadzie XXI wieku władze centralne uzyskały realny obraz populacji ChRL. Sytuację na przełomie wieków zmieniła stopniowa digitalizacja baz danych rejestru gospodarstw domowych (Hukou) i związanego z nim systemu meldunkowego. Konieczne zmiany w polityce rodzinnej napotkały jednak opór aparatu partyjno-państwowego. Duża władza, którą uzyskał on nad ludnością w ramach „polityki jednego dziecka”, prowadziła do patologii i nadużyć. Ponadto lokalne struktury powstałej w 1981 r. Narodowej Komisji Planowania Rodziny (od 2003 r. Narodowa Komisja Ludności i Planowania Rodziny) stały się ważnym graczem w polityce wewnętrznej KPCh, wspierającym szereg frakcji w jej strukturach regionalnych i centralnych.

Dopiero po dojściu do władzy Xi Jinpinga opór lokalnego aparatu został złamany, a komisja – rozwiązana w 2013 r. Jej funkcje przejęło nowe ciało – Narodowa Komisja Zdrowia i Planowania Rodziny. W 2015 r. w odpowiedzi na kryzys demograficzny dopuszczono posiadanie dwójki dzieci. Sześć lat później doszło do dalszego złagodzenia restrykcji – małżeństwom pozwolono na trójkę potomstwa. Liberalizacja polityki rodzinnej poskutkowała tylko niewielkim wzrostem urodzeń w latach 2016–2017, a negatywny trend powrócił w następnym okresie (...).

Malejącą dzietność w ChRL wynika z kilku czynników natury zarówno ekonomicznej, jak i kulturowej. Koszt wychowania dziecka wynosi tutaj prawie siedmiokrotność (6,9) PKB per capita i jest znacznie wyższy niż w Stanach Zjednoczonych (4,11) czy Japonii (4,26). Do tego dochodzi niski poziom zabezpieczeń społecznych i opieki zdrowotnej dla ubezpieczonych w powszechnym systemie. Nakłada to na pracujących obowiązek wspierania starzejących się ojca i matki. Przykładowo małżeństwo dwojga jedynaków musi wspierać czwórkę rodziców oraz zaoszczędzić część dochodów na wypadek choroby. W konsekwencji często nie ma środków na wychowanie więcej niż jednego dziecka. Dodatkowo macierzyństwo utrudnia karierę zawodową i na niełatwym chińskim rynku pracy nierzadko powoduje utratę posady. Prawo pracy chroni kobiety w ciąży i matki małych dzieci, ale w realiach ChRL jest to zabezpieczenie niewystarczające. Wysokie bezrobocie wśród młodych i problemy ze znalezieniem zajęcia odpowiadającego aspiracjom czy potrzebom, a także wysokie ceny mieszkań sprawiają, że wielu ludzi rozpoczynających dorosłe życie odkłada decyzję o założeniu rodziny.

W Chinach doszło również do zmian kulturowych, analogicznych do tych w innych państwach Azji Wschodniej, jak Japonia i Korea Południowa, czy na Zachodzie. Rodziny pragną dać swoim dzieciom szanse na lepszy start życiowy. Ponadto motywuje je świadomość, że braki systemu zabezpieczenia społecznego powodują, iż ich własny poziom życia na starość będzie w dużym stopniu zależał od sukcesu zawodowego potomka. Stąd skupienie się na jednym lub – rzadziej – dwójce dzieci, aby zapewnić im najlepsze wykształcenie. Z jednej strony skutkuje to zaspokajaniem wszystkich kaprysów dziecka (zjawisko tzw. małych cesarzy), a z drugiej – wywieraniem presji na młodych ludzi, aby znaleźli dobrze płatną pracę.

Równocześnie tradycyjny patriarchalny model relacji małżeńskich stawia mężczyzn w uprzywilejowanej pozycji. W rezultacie rośnie liczba Chinek niechętnych perspektywie zamążpójścia i posiadania dzieci. Wielu młodych ludzi obojga płci odrzuca też konsumpcyjny styl życia, wybiera gorzej płatne zajęcia dające więcej czasu na samorealizację oraz rezygnuje w ogóle z małżeństwa i potomstwa. Niektórzy obserwatorzy mówią nawet, że przy braku innych możliwości wyrażenia niezadowolenia z sytuacji społeczno-politycznej postępowanie takie staje się formą buntu.

osw.waw.pl