środa, 30 października 2024



W ciągu dwóch i pół roku od rozpoczęcia w lutym 2022 r. pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę można było dostrzec ewolucję rosyjskiej taktyki. Moskwa dostosowywała się do zmieniającej się sytuacji na froncie i zewnętrznych okoliczności polityczno-gospodarczych. Można w tym procesie wyodrębnić kilka etapów.

1) Próba chirurgicznej operacji wojskowej przeciw Ukrainie (24 lutego – koniec marca 2022 r.)

Zarówno deklaracje, jak i działania najwyższych przedstawicieli państwa rosyjskiego i Sił Zbrojnych FR pozwalają na próbę rekonstrukcji pierwotnych założeń planu Moskwy. Wszystko wskazuje na to, że Kreml zaplanował szybką operację wojskową, która miała w krótkim czasie (od kilku dni do paru tygodni) doprowadzić do zajęcia Kijowa, całości Donbasu i  utworzenia lądowego połączenia na Krym, a w wariancie maksimum – do opanowania całej wschodniej części Ukrainy położonej na lewym brzegu Dniepru, a także południowej jej części – do granicy z Mołdawią. Demokratyczne władze ukraińskie z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim na czele miałyby zostać obalone, a ich najważniejsi członkowie zlikwidowani lub zmuszeni do ucieczki z kraju. Rząd w Kijowie zastąpiono by marionetkowym gabinetem złożonym z prorosyjskich kolaborantów. Działania te miałyby sparaliżować ewentualny opór ukraińskich sił zbrojnych i innych struktur siłowych oraz zastraszyć tamtejsze społeczeństwo. Tym samym Rosja przejęłaby kontrolę polityczną nad całą Ukrainą (niejasny jest ewentualny zasięg wojskowej okupacji kraju, być może nie objęłaby ona najbardziej na zachód wysuniętych obwodów), terrorem tłumiąc przejawy ewentualnego lokalnego oporu. Moskwa zapewne liczyła się z ograniczonymi sankcjami ze strony Zachodu, niemniej zakładała, że szok wywołany szybkością i skutecznością jej działań oraz załamanie się ukraińskiego oporu powstrzymają go przed próbą jakiejkolwiek ingerencji, co z czasem doprowadzi do faktycznej akceptacji przezeń nowego status quo. Aby odstraszyć państwa zachodnie od prób poważniejszego wsparcia Kijowa, Kreml wysłał sygnały świadczące o jego determinacji do użycia wszelkich środków dla swojej „obrony” (z bronią nuklearną włącznie). Jednocześnie Moskwa zgodziła się na negocjacje polityczne ze stroną ukraińską, usiłując wybadać, na ile wysoka jest jedność władz ukraińskich i czy uda się osiągnąć cele polityczne na drodze dyplomatycznej bez konieczności ponoszenia znaczących kosztów wojny.

2) Rosja w defensywie (koniec marca 2022 – sierpień 2023 r.) 

W tym okresie Rosja miała już świadomość fiaska planów swojej operacji wojskowej (jej sukcesami militarnymi były jedynie zajęcie znacznej większości obwodów chersońskiego i zaporoskiego, stworzenie szerokiego korytarza lądowego na Krym oraz odcięcie Ukrainy od Morza Azowskiego). Brak wystarczających sił po jej stronie doprowadził do wymuszonego ich wycofania z północnego odcinka frontu (obwodów kijowskiego, żytomierskiego, czernihowskiego i sumskiego). To – obok odkrycia rosyjskich masowych zbrodni wojennych – spowodowało przerwanie ukraińsko-rosyjskich rozmów politycznych. Rosjanie musieli stawić czoła coraz mocniejszym siłom ukraińskim (wspieranym rosnącą stopniowo pomocą wojskową i finansową Zachodu), których udana kontrofensywa w obwodzie charkowskim we wrześniu 2022 r. zmusiła ich do wycofania wojsk z tego regionu. Moskwa zdecydowała się wówczas na kilka ważnych kroków. Po pierwsze ogłosiła „częściową mobilizację” w celu zwiększenia liczebności jednostek na froncie. Po drugie dokonała formalnej aneksji czterech obwodów Ukrainy: donieckiego, ługańskiego, chersońskiego i zaporoskiego. Było to – nawet wobec tradycji rosyjskiej polityki imperialnej – posunięcie nietypowe, bowiem Moskwa nie kontrolowała części anektowanych terytoriów. Świadczyło to o desperacji po stronie Kremla, który posunął się do zademonstrowania swojej determinacji poprzez zasugerowanie użycia taktycznej broni jądrowej dla obrony „integralności terytorialnej Rosji”. Miało to odstraszyć Zachód, a zwłaszcza USA, przed dalszym wspieraniem militarnym strony ukraińskiej i – jak się wydaje – wpłynęło na opóźnienie części dostaw zachodniej pomocy wojskowej z obawy przed eskalacją konfliktu (ten ostatni argument nieustannie podnoszono w publicznej i niepublicznej debacie w państwach zachodnich, co podziałało samoodstraszająco). Osłabieniu morale strony ukraińskiej i wywołaniu kryzysu humanitarnego służyła także fala ataków powietrznych na obiekty krytyczne ukraińskiej infrastruktury energetycznej jesienią i zimą 2022 r. Wszystko to nie zapobiegło kolejnej rosyjskiej porażce na froncie. Siły FR, pod presją ukraińskiej kontrofensywy, zostały zmuszone w listopadzie 2022 r. do wycofania się z prawobrzeżnej Chersońszczyzny, w tym ze stolicy obwodu – Chersonia.

Od początku 2023 r. Rosja ustabilizowała front i zaczęła koncentrować się coraz bardziej na próbach ofensywy w Donbasie (którego „obrona” była głównym politycznym pretekstem dla wojny, jakim posługiwał się Kreml) i rozbudowie linii obronnych na innych odcinkach frontu. Niewielkie postępy rosyjskie w obwodzie donieckim (zwłaszcza zajęcie Bachmutu w maju 2023 r.) zostały okupione bardzo dużymi stratami, poniesionymi jednak głównie przez rosyjskich więźniów wcielonych (w liczbie ok. 50 tys.) do oddziałów tzw. prywatnej firmy wojskowej Grupa Wagnera. Narastający publiczny konflikt jej lidera Jewgienija Prigożyna z kierownictwem Sił Zbrojnych FR osłabiał morale strony rosyjskiej. Kulminacją tego procesu był krótkotrwały „bunt Prigożyna” w czerwcu 2023 r. (zob. dalej), który nastąpił już po rozpoczęciu ukraińskiej kontrofensywy. Wówczas Moskwa ponownie zaczęła używać szerzej straszaka nuklearnego i m.in. ogłosiła decyzję o rozmieszczeniu taktycznej broni jądrowej na Białorusi. Sięgnęła także po broń ekonomiczną: w lipcu wycofała się z porozumienia dotyczącego (funkcjonującego od sierpnia 2022 r.) tzw. czarnomorskiego korytarza zbożowego umożliwiającego Ukrainie bezpieczny eksport produktów rolno-spożywczych. Strona ukraińska zdołała jednak w kolejnych miesiącach w dużym stopniu zneutralizować konsekwencje tego kroku poprzez rozwój alternatywnych szlaków eksportu wzdłuż wybrzeża czarnomorskiego, rzeką Dunaj i trasami lądowymi.

3) Rosja w ofensywie (od września 2023 r.)

Śmierć Prigożyna w katastrofie lotniczej (w końcu sierpnia 2023 r., najprawdopodobniej w wyniku sabotażu służb specjalnych FR) przywróciła poczucie stabilności w rosyjskich elitach. We wrześniu uwidoczniło się też fiasko kilkumiesięcznych prób ukraińskiej kontrofensywy na południu frontu i w Donbasie. Przyczyniły się do niego dobre przygotowanie i adaptacja sił rosyjskich, opóźnione i niewystarczające wsparcie wojskowe ze strony Zachodu oraz błędy popełnione przez stronę ukraińską. Narastały także oznaki zmęczenia przedłużającym się konfliktem w części państw zachodnich i słabnięcia woli wspierania Kijowa. Skutkowało to wzrostem pewności siebie po stronie rosyjskiej. Moskwa zaczęła wysyłać sygnały, że jest gotowa rozmawiać o zakończeniu konfliktu, lecz na podstawie przedstawionych wcześniej (wiosną 2022 r.) warunków de facto kapitulacji Ukrainy. Kreml liczył na to, że blokada amerykańskiego pakietu pomocy dla Kijowa (w dużej mierze umożliwiającego kluczowe dostawy broni i amunicji dla sił ukraińskich) doprowadzi do stopniowego załamania się (najpóźniej na przełomie 2024 i 2025 r.) ukraińskiej obrony. Zintensyfikował zatem ataki powietrzne na ukraińską infrastrukturę krytyczną (w tym energetyczną) i zwiększył presję wojskową w Donbasie.

Przyjęcie w końcu kwietnia 2024 r. amerykańskiego pakietu pomocowego (ok. 61 mld dolarów) zmieniło sytuację, umożliwiając stronie ukraińskiej stopniowe wzmacnianie obrony. Rosja rozpoczęła z kolei lokalną ofensywę w obwodzie charkowskim, wiążąc tam część sił ukraińskich. Przyczyniło się to do zgody USA na wykorzystanie zachodnich systemów rakietowych do bombardowania rosyjskiego pogranicza (wcześniej Waszyngton dopuszczał takie ataki tylko na okupowane terytoria ukraińskie). Kluczowe państwa zachodnie (w tym USA) podpisały także z Kijowem długoterminowe umowy dwustronne o współpracy w obszarze bezpieczeństwa. W odpowiedzi Moskwa rozpoczęła operację polityczno-propagandową zmierzającą w dwóch kierunkach. Po pierwsze, zaczęła znów używać straszaka nuklearnego, grożąc eskalacją konfliktu do poziomu użycia taktycznej broni jądrowej. Po drugie, deklarowała gotowość zakończenia wojny, przedstawiając jej polityczne warunki (...). Kreml nie mógł już liczyć na szybkie pokonanie ukraińskiej obrony, ale najprawdopodobniej zakładał, że dynamika sytuacji politycznej w Europie (wzrost wpływów środowisk populistycznych i nacjonalistycznych, przychylnie nastawionych do Moskwy) i w USA (wzrost nastrojów izolacjonistycznych) doprowadzi – najpóźniej w 2025 r. – do wewnętrznych sporów i w konsekwencji załamania się względnej solidarności Zachodu w polityce wsparcia Ukrainy i presji na Rosję. Tym samym realniejsze stanie się osiągnięcie przez Moskwę strategicznych celów wobec Ukrainy (na pierwszym etapie) i wobec Zachodu (w dalszej kolejności). Kijów zareagował deklaracjami o gotowości do rozmów pokojowych i jednoczesną lokalną ofensywą swych regularnych sił zbrojnych na rosyjski obwód kurski w sierpniu 2024 r. Ta ostatnia poskutkowała zajęciem przez wojska ukraińskie przygranicznych terenów obwodu, co stanowiło problem polityczny i wizerunkowy dla Kremla. Nie zmieniało to jednak taktyki Rosji.

Marek Menkiszak - (Nadal można) wygrać wojnę z Rosją


Rosyjscy politycy i urzędnicy oraz państwowa propaganda – w ramach zintensyfikowanej od wiosny 2024 r. kampanii – usiłują przekonać zachodnią opinię publiczną do fałszywej tezy. Zawiera ona kilka elementów. Po pierwsze, Moskwa miała wysuwać rzekomo ograniczone żądania wobec Ukrainy. Po drugie, stronom zasadniczo udało się porozumieć i uzgodnić „kompromisowe” formuły. Po trzecie, do zgody nie doszło wskutek zachodniego sabotażu (jako główny „sprawca” przedstawiany jest ówczesny premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson).

W rzeczywistości już wtedy żądania Moskwy wobec Kijowa były daleko idące – ich przyjęcie doprowadziłoby do „legalizacji” naruszenia integralności terytorialnej Ukrainy, efektywnego jej rozbrojenia oraz pozbawienia swobody prowadzenia polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Stworzyłyby one także formalne narzędzia ingerencji Moskwy w politykę wewnętrzną państwa ukraińskiego. W żadnym momencie rozmów nie powstała wersja dokumentu akceptowana przez obie strony. Ukraińcy formułowali początkowo kontrpropozycje wobec niektórych rosyjskich żądań, ale w końcowej fazie przedstawili de facto alternatywny projekt, pomijający kluczowe postulaty Moskwy i skupiający się na zachodnich gwarancjach bezpieczeństwa dla Kijowa. Powodem wstrzymania rozmów ukraińsko-rosyjskich było z jednej strony fiasko kluczowej, pierwszej fazy rosyjskiej agresji, mającej prowadzić do zajęcia Kijowa (jedyną motywacją do wszczęcia rozmów przez stronę ukraińską było zapobieżenie likwidacji państwa ukraińskiego w obliczu znaczącej dysproporcji sił na korzyść Moskwy i znikomego wówczas wsparcia militarnego ze strony Zachodu). Z drugiej strony ważnym czynnikiem politycznym było odkrycie na początku kwietnia 2022 r. w podkijowskiej Buczy i Irpieniu masowych grobów ukraińskich cywilów zamordowanych przez rosyjskich agresorów. Radykalnie zwiększyło to nastroje antyrosyjskie w społeczeństwie ukraińskim i wzmocniło wolę oporu za wszelką cenę, czyniąc ewentualne ustępstwa wobec Moskwy politycznie nieakceptowalnymi. Z kolei udział przedstawicieli ONZ, państw zachodnich, Turcji i Białorusi w procesie negocjacyjnym był mocno ograniczony – sprowadzał się głównie do usług logistycznych i wsparcia redakcyjnego. Rozmowy nie osiągnęły nigdy etapu, na którym konieczne stałoby się podjęcie decyzji politycznych dotyczących zobowiązań Zachodu wobec stron (czy to gwarancji dla Ukrainy, czy ustępstw wobec Moskwy).

Od kwietnia 2024 r. strona rosyjska zaczęła publicznie sugerować, że możliwe byłoby trwałe uregulowanie konfliktu z Ukrainą na bazie powyższych warunków stambulskich, jednak po ich modyfikacji. Listę takich formalnych ogólnikowych żądań najpełniej przedstawił Władimir Putin w wystąpieniu z 14 czerwca 2024 r. Wysunął on wówczas dwa warunki wstrzymania działań wojennych:

• wycofanie sił ukraińskich do granic administracyjnych anektowanych przez Rosję obwodów (siły  rosyjskie kontrolują niemal całość obwodu ługańskiego, ale jedynie większą część obwodów  donieckiego, zaporoskiego i chersońskiego);
• zobowiązanie się Ukrainy do rezygnacji z członkostwa w NATO.

Według Putina uregulowanie konfliktu byłoby możliwe w toku rozmów i wymagałoby zgody Kijowa  (oraz Zachodu) na rosyjskie warunki, tj.:

• akceptację przez Ukrainę „nowych realiów terytorialnych” (czyli aneksji Krymu i czterech innych ukraińskich regionów);
• neutralny, pozablokowy i bezatomowy status państwa ukraińskiego;
• demilitaryzację (w oparciu o poziomy uzbrojenia dyskutowane w 2022 r. (...));
• „denazyfikację” (którą 4 czerwca Putin zdefiniował m.in. jako zakaz działalności organizacji wspierających ideologię (neo)nazistowską, w tym banderowską);
• zapewnienie praw i swobód ludności rosyjskojęzycznej;
• przyjęcie porozumień pokojowych w formie aktów prawnomiędzynarodowych;
• zniesienie wszystkich zachodnich sankcji przeciw Rosji.

Nie ma jednak wątpliwości, że gdyby doszło do rozmów na bazie powyższych żądań, to strona rosyjska powróciłaby do poszerzania listy szczegółowych warunków – do zakresu porównywalnego z tym, czego domagała się wiosną 2022 r. (...).

Spełnienie wyżej wymienionych roszczeń prowadziłoby w praktyce nie tylko do poważnego naruszenia integralności terytorialnej Ukrainy, lecz także do istotnego ograniczenia jej suwerenności. 

(...)

Obecne starcie rosyjsko-ukraińskie nie jest konfliktem lokalnym, lecz ważnym elementem dużo szerszej konfrontacji Rosji z Zachodem, która toczy się co najmniej od początku 2007 r., a jej charakter stopniowo się zaostrza (wyjąwszy krótkie interludium bardziej kooperatywnych relacji w latach 2009–2011). Ważną cezurę wyznacza powrót Putina na urząd prezydenta FR wiosną 2012 r., po którym (od 2013 r.) nastąpił szereg agresywnych działań Moskwy. Od tego czasu możemy mówić o prowadzonej przez putinowską Rosję wojnie z Zachodem. Objęła ona i nadal obejmuje m.in. wrogie kampanie propagandowe, cyberataki, akcje sabotażowe, w tym przeciwko infrastrukturze krytycznej, próby dywersji politycznej, działania korupcyjne, szantaż energetyczny czy wreszcie demonstracje i prowokacje zbrojne (...).

Faktyczna likwidacja Ukrainy jako niepodległego państwa po planowanym zwycięstwie Rosji w wyniku pełnoskalowej agresji w lutym 2022 r. miała stanowić jedynie punkt wyjścia do rozmów z USA i państwami NATO, ale już z pozycji siły. Podstawą tych pertraktacji byłyby przedstawione przez Moskwę w grudniu 2021 r. żądania w formie projektów porozumień o bezpieczeństwie (...). Kreml zapewne eskalowałby przy tym swoje roszczenia, co służyłoby realizacji celów strategicznych polityki putinowskiej w Europie. Należą do nich: (1) uznanie przez Zachód tzw. obszaru poradzieckiego (z czasowym wyłączeniem państw bałtyckich) za rosyjską strefę wpływów i zablokowanie przy tym możliwości przyszłej integracji państw Europy Wschodniej i Kaukazu Południowego ze strukturami europejskimi i euroatlantyckimi; (2) ustanowienie buforowej strefy bezpieczeństwa w Europie Środkowej (a także Północnej) poprzez narzucenie daleko idących ograniczeń dotyczących zbrojeń, aktywności wojskowej i rozmieszczania tam sił sojuszniczych; (3) zredukowanie do minimum amerykańskiej obecności w Europie, w tym zwłaszcza doprowadzenie do wycofania się sił USA (w pierwszej kolejności ich broni nuklearnej) oraz do demontażu powstającego zintegrowanego (amerykańsko-natowskiego) systemu obrony przeciwrakietowej na Starym Kontynencie.

(...)

Strona rosyjska, zwłaszcza od jesieni 2023 r., nawiązywała do powyższych postulatów, sugerując przy tym, że w nowej rzeczywistości geopolitycznej (po rosyjskiej agresji na Ukrainę i zaostrzeniu konfliktu z Zachodem) musiałyby one zostać zrewidowane (czyli zaostrzone). Swoistą „ofertą” ze strony Kremla wobec części państw zachodnich (zwłaszcza w Europie) było ich dołączenie do przedstawionej w czerwcu 2024 r. przez Putina wizji nowej architektury bezpieczeństwa i rozwoju w Eurazji. Ta stanowiąca poszerzenie – lansowanej od roku 2015 przez Moskwę – idei Wielkiego Partnerstwa Eurazjatyckiego ogólnikowa koncepcja zakładała rozwój sieci współpracy gospodarczej (w tym finansowej, handlowej, technologicznej i transportowej) w Eurazji w powiązaniu z porozumieniami o zbiorowym bezpieczeństwie i wycofaniu sił „pozaregionalnych” (czytaj: amerykańskich) z tego obszaru. Warunkiem dołączenia państw europejskich do tego (w praktyce zdominowanego przez Chiny) nowego centrum globalnej integracji byłoby wedle Putina „uwolnienie się” przez nie od zależności wojskowej, politycznej, technologicznej, ideologicznej i informacyjnej od USA.

Marek Menkiszak - (Nadal można) wygrać wojnę z Rosją


Siergiej Miedwiediew, politolog, socjolog i dziennikarz, pracuje na Uniwersytecie Karola w Pradze; Rosja przypięła mu łatkę „agenta zagranicznego”. Od wielu lat jest współpracownikiem Radia Swoboda. Z uwagą przygląda się Rosji, analizuje, zadaje trudne pytania. Na swoim profilu na Facebooku zamieścił wzmiankę o spotkaniu ze swoim byłym studentem. Posłuchajcie: „Pamiętam go z dawnych lat, jeszcze jako licealista przychodził na moje wykłady do Muzeum im. Puszkina. Moskwianin, łebski gość, teraz kończy licencjat w Wyższej Szkole Ekonomii w Moskwie [z tą uczelnią Miedwiediew był w przeszłości związany przez wiele lat]. Spotkaliśmy się, wypytywałem go o to, jak jego koledzy studenci odnoszą się do wojny i tego wszystkiego, co się dzieje. Z jego odpowiedzi wywnioskowałem, że ten temat nie jest w ogóle obecny w rozmowach, to nie powód do refleksji. To znaczy oni nawet nazywają wojnę wojną, rozumieją, że na wojnie giną ludzie, ale uznają to za element rzeczywistości, jako jedną z zasad gry, coś, czego nie są w stanie zmienić. Dla niego to oczywiście nieszczęście, ale nie katastrofa. Wojna toczy się gdzieś tam, wojna jest dla tych, którzy generalnie żyją daleko, na marginesie: dla więźniów, dla mieszkańców biednych prowincjonalnych regionów. Ale nie dla takich jak on – młodych, zdolnych, odnoszących sukcesy. Aktywność tzw. patriotów na uczelni? Cały ten ruch Biały Kruk, zbiórki dla uczestników specjalnej operacji wojskowej […] czy tworzenie filii Wyższej Szkoły Ekonomii w Doniecku czy Ługańsku – tak, to jest, ale gdzieś obok. I on to nawet ocenia jako rzecz żenującą. Podobnie jak ogromne plakaty wzywające, by zgłaszać się na wojnę, podpisywać kontrakty, wiszące na stacjach metra. Ale nie ma ich znowu tak wiele, więcej jest reklam telefonii komórkowej.

Psychologicznym problemem wojna jest dla niektórych studentów wydziałów humanistycznych, ale nie dla tych, którzy studiują na wydziałach technicznych – dla programistów, matematyków. W szczególności dla ekonomistów to nie jest żaden problem. Dla nich to czas wielu możliwości. 21-letnich młodziaków przyjmują takie znane firmy jak Yandex […], na początek nowi pracownicy dostają na rękę ekwiwalent 3 tysięcy euro. Problemy? Jakie problemy? Moskwa żyje swoim burzliwym życiem, a życie płynie.

Z rodzicami mój student o wojnie nie rozmawia. Mama jest nauczycielką, ojciec biznesmenem. Codziennie oglądają telewizję, która ich formatuje i podpowiada słowa, których mają używać w opisie rzeczywistości. Ukraińców wszyscy żałują, ale wszyscy są też przekonani, że to sami Ukraińcy zbombardowali i zniszczyli Mariupol. Student sam doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się w kraju, w tym wie o represjach (to też nie jest problem, wszyscy wokół wiedzą, że po pierwszej „administratiwce” [zapewne chodzi o karę aresztu administracyjnego] trzeba raczej wyjechać za granicę), ale cóż – życie, młodość, perspektywy są ważniejsze.

Powiedział jeszcze, że jego optyka związana jest z tym, że gdy dorastał, Putin już był, był po prostu od zawsze, represje były normą, a Ukraina była wrogiem. Student nie znał z autopsji czasów, gdy były wybory, a prasa miała margines swobody, na ulicach odbywały się demonstracje. Dla niego to, co się dzieje teraz, to część normy, tyle że obecnie to ma silniejszy wyraz i wydźwięk. Ale to nadal nie jest coś, co burzy jego życie, co powoduje zapaść.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl


To byłaby piękna wizja, przyznajmy. Rosyjski dyktator pojmany w Mongolii i przekazany Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu w Hadze za zbrodnie na Ukrainie. Brzmi niczym jakiś cosplay, grupa rekonstrukcyjna średniowiecznej historii Imperium Mongolskiego uśmiercającego swych ruskich wasali, przybyłych w stepy, by oddać pokłon wielkiemu chanowi. No, pomarzyliśmy!

(...)

Putin po wydaniu nakazu aresztowania przez MTK bywał już za granicą, między innymi w Chinach, nieuznających wszak MTK. Z kolei RPA, która miała go gościć, zrobiła unik, zamieniając tryb wizyty rosyjskiego przywódcy z realnej w wirtualną. Pod tym względem mongolska ekskursja Władimira Władimirowicza okazała się bezprecedensowa, bo rosyjski dyktator po raz pierwszy odwiedził państwo sygnatariusza MTK, do tego demokratyczne i prozachodnie, przynajmniej deklaratywnie.

No i go nie aresztowali.

Przeciwnie, rozłożyli przed nim czerwony dywan, czym po wschodniemu przykryli swoją porażkę dyplomatyczną.

Ale po kolei.

Patrząc na łąki w Karakorum, nie sposób uwierzyć, że była to kiedyś stolica świata, najważniejsze miasto na ziemi, serce Imperium Mongolskiego. Ze wszystkich kierunków sunęły do niego karawany z kupcami i poselstwa bijące czołami przed wielkim chanem. Po dawnej chwale dziś nie pozostał kamień na kamieniu (jeśli nie liczyć buddyjskiego klasztoru z recyklingu, wzniesionego z budulca po dawnej stolicy). Ukryte w łąkach fragmenty ruin odkopanych przez archeologów unaoczniają starą prawdę o nietrwałości potęg.

Wielkość Mongolii przeminęła ze stepowym wiatrem, z dawnego imperium pozostało wspomnienie, a znaczną część mongolskich ziem przejęli Chińczycy, burzyciele Karakorum. Pewnie utrzymaliby je w całości do dziś, gdyby na początku XX wieku północna połówka, tak zwana Mongolia Zewnętrzna, nie wyrwała się na niepodległość, korzystając ze sprzyjających okoliczności i rosyjskiego wsparcia.

Tak, Rosja dla Mongolii okazała się oswobodzicielką z obcego jarzma, niczym dla Serbii czy Bułgarii. I chociaż Mongołowie zapłacili wysoką cenę, będąc pod protektoratem Moskwy, to jednak uratowali państwowość. I to jest pierwszy powód, że Putina teraz nie aresztowali.

Drugim jest położenie geograficzne.

Nadwiślańscy geopolityczni influencerzy, miłośnicy tez o nieuniknioności i przekleństwie geografii, powinni z miejsca pokochać Mongolię. Ma ona najgorszą geografię polityczną na świecie. Graniczy tylko z dwoma sąsiadami, i to jakimi! – Rosją i Chinami. I nie posiada dostępu do morza. Jakby co, nie dopłynie tu amerykańska flota, nie dolecą samoloty, nie dotrą sojusznicze oddziały. Handel też idzie przez Rosję i Chiny, jest uzależniony od chińskich portów i rosyjskich kolei; podobnie energetyka i transport. Mongolia mapy nie oszuka, pozostaje wciśnięta między dwa ekspansywne mocarstwa. Musi z tym żyć. Jeśli więc ktoś zaczyna (i kończy) analizę polityki międzynarodowej na mapie, powinien natychmiast zająć się Mongolią. Słowem, geopolitycy do Ułan Bator!

Ale Mongołowie nie wpadli w defetyzm. Geografię zinterpretowali twórczo. Choć graniczą tylko z dwoma krajami, ogłosili politykę „trzeciego sąsiada” (po rosyjsku nazywając ją jeszcze z dyplomatyczną zwinnością, „trzecim partnerem”). No to co, że go nie ma? Trzeba stworzyć! By politycznie zrównoważyć rosyjsko-chińskie sąsiedztwo, na „trzeciego sąsiada” wyśniono sobie USA. I aby dopomóc marzeniom, przyjęto, dość naskórkowo, demokrację, co pomogło otrzymać granty i pożyczki z Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Rozwoju Azji. Jeszcze innym „trzecim” sąsiadem została Japonia, a następnie Korea Południowa, ważni inwestorzy i jeszcze ważniejsi darczyńcy. Listę „trzeciego”, czy raczej „trzecich” sąsiadów wydłużyć jeszcze można choćby o Australię, UE czy Kanadę, a także o mocnych azjatyckich średniaków, jak Kazachstan czy Wietnam.

Póki trzymał się postzimnowojenny porządek, polityka „trzeciego sąsiada” zdawała egzamin. Zachód rządził, Rosja pozostawała słaba, a Chiny skromne. W międzyczasie zamiana rubla transferowego na dolary w handlu międzynarodowym i urynkowienie cen uczyniły Mongolię wydobywczym eldorado, surowcowym rezerwuarem międzynarodowych korporacji, z australijską Rio Tinto na czele. Politycznie to się opłaciło nie tylko miejscowym skorumpowanym elitom, zarabiającym krocie na tej współczesnej odmianie kompradorstwa. W szerszym sensie było to też korzystne dla racji stanu: wiązało gospodarczo Zachód, by w razie czego zechciano tam umierać za Ułan Bator.

Niestety, z czasem sytuacja międzynarodowa zaczęła się pogarszać. Zachód stopniowo acz nieubłagalnie słabnie, rosyjska asertywność skończyła się inwazją na Ukrainę i globalną półizolacją, a Chiny zrobiły się zbyt silne, zbyt bogate i zbyt pewne siebie. Ich wzrost zachwiał równowagą strategiczną Mongolii, bo to Państwo Środka jest jedynym zagrożeniem dla niepodległości tego kraju (i przy okazji głównym partnerem handlowym). „Miał być trzeci sąsiad, a tymczasem dziś to pierwszy sąsiad zaczyna się stawać drugim”, mówił mi w czerwcu 2023 roku jeden z dyplomatów w Ułan Bator, nawiązujący do stopniowego zdominowania Rosji przez Chiny. Robiąca się powoli dodatkiem do Pekinu Moskwa to strategicznie fatalne wieści dla Mongołów. Podobnie jak wojna rosyjsko-ukraińska i jej konsekwencje.

Chwiejącą się pax americana przeciwnicy z lubością nazywają amerykańską hegemonią, na której korzystają głównie Stany Zjednoczone. Choć trudno z tym polemizować, to stworzony przez Amerykanów porządek międzynarodowy ma ważną zaletę: chroni (lojalne wobec niego) państwa małe i średnie. W Polsce doskonale to rozumiemy, a na obszarze postradzieckim Ukraina na własnej skórze przekonuje się, jak wyglądać może alternatywa wobec „porządku opartego na (amerykańskich) regułach”. Gdy nie ma najmocniejszego w piaskownicy wuja Sama, powraca darwinistyczna reguła klubu mocarstw, kliki silnych decydujących o losach świata. Średni i mali są tam niczym tubylcze ludy niewpuszczane do ekskluzywnych klubów „tylko dla białych” w czasach kolonialnych.

Dla Mongolii to fatalna perspektywa. Bo skoro można najechać Ukrainę, łamiąc podstawy Karty ONZ, to dlaczego pewnego dnia Pekin nie miałby doprowadzić do „zjednoczenia” Mongolii? Czyli przyłączenia niepodległej Mongolii (Zewnętrznej) do Mongolii Wewnętrznej, jej połówki historycznej, obecnie prowincji chińskiej. Jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku Deng Xiaoping przypomniał George’owi H. Bushowi o „teorii liścia klonowego”, zgodnie z którą Państwo Środka powinno na mapie przypominać zarysem obręb liścia klonu. Tak nie jest, bo po odłączeniu się Mongolii zrobiła się wyrwa.

To dlatego podważanie obecnego porządku międzynarodowego jest dla Mongolii niczym otwieranie puszki Pandory. A co gorsza, robi to jeszcze Rosja, sprzymierzona obecnie z Chinami.

„Gdy twój gwarant bezpieczeństwa najeżdża na sąsiada, wiedz, że masz problem”, mówił mi rok temu jeden z byłych mongolskich premierów, kreśląc mongolskie podejście do inwazji na Ukrainę. To połączenie niedowierzania, wyparcia, obojętności, niezrozumienia oraz rosnącego krytycyzmu hamowanego świadomością realiów i strachem o przyszłość kraju, wynikającym z globalnych konsekwencji wojny. Dla Mongolii starcie rosyjsko-ukraińskie jest fatalne, bo ustawia Rosję i Zachód na kolizyjnym kursie. A biorąc pod uwagę realia, Rosja jest dla Mongolii planem B, na wypadek, gdyby „trzeci sąsiad” jednak zawiódł i nie wystarczył. Tyle że Moskwa tak nachalnie podważająca obecny porządek międzynarodowy, na którym opiera swoje istnienie Mongolia, zaczyna się robić problematycznym protektorem. Casus MTK doskonale to pokazuje.

Międzynarodowy Trybunał Karny to część obecnego porządku międzynarodowego. Kwestionowanie autorytetu MTK to z kolei podważanie tegoż porządku, szczególnie niebezpieczne dla małych i średnich państw (duzi sobie poradzą). Przekładając to na Mongolię, niearesztowanie Putina naraża Ułan Bator na krytycyzm i potępienie (Ukraina już to nazwała „ciężkim ciosem” dla systemu prawa karnego) oraz dystansuje Mongolię od zachodnich „trzecich sąsiadów”. Ale alternatywa, ewentualne aresztowanie, byłoby jednak samobójstwem politycznym, atakiem na gwaranta bezpieczeństwa. Wyboru więc nie było. Gdy Putin zechciał przyjechać do Ułan Bator, nie tylko nie można go było aresztować, lecz nawet mu odmówić.

kulturaliberalna.pl


Rosyjska gospodarka wykazuje pewne oznaki, że podejmowanie ryzyka związanego z innowacjami i przedsiębiorczością spada. Według rankingu Światowej Organizacji Własności Intelektualnej z 2024 r. innowacje w Rosji nie nadążają za poziomem rozwoju kraju. Liczba zgłoszeń patentowych w Rosji spadła o 13 proc. w 2022 r., a liczba zgłoszeń patentowych od zagranicznych wnioskodawców spadła o 30 proc. według danych Rosyjskiego Urzędu Patentowego.

Rosja utworzyła zaledwie 240 tys. 458 nowych spółek z ograniczoną odpowiedzialnością w 2022 r., czyli ok. połowy liczby nowych firm zarejestrowanych w 2015 r., wynika z bazy danych Banku Światowego dotyczącej przedsiębiorczości.

Prywatne inwestycje w Rosji również spadły. Transakcje fuzji i przejęć oraz rundy finansowania wspierane przez kapitał private equity i venture capital w Rosji spadły o ok. 39 proc. w latach 2022-2023, a według danych S&P Global w ubiegłym roku w kraju odnotowano zaledwie 1 mld 400 mln dol. obrotów tego typu. Wartość transakcji fuzji i przejęć jako całości również spadła o 71 proc. do 6 mld 410 mln dol. z 22 mld 480 mln dol. w poprzednim roku.

W pierwszej połowie 2024 r. zyski przedsiębiorstw w Rosji również spadły o ok. 6 proc. Tymczasem zyski z działalności zawodowej, naukowej i technicznej w Rosji spadły o ok. 19 proc. w pierwszej połowie tego roku w porównaniu z tym samym okresem rok temu.

Portes powiedział, że na wyniki te częściowo wpływa bardziej restrykcyjne środowisko w Rosji, a także inne wyzwania stojące przed Moskwą, takie jak wysoka inflacja i ucieczka niektórych najbardziej wykształconych pracowników.

— Konsekwencje długoterminowe, konsekwencje średnioterminowe, pustoszą gospodarkę — powiedział. — To bardzo smutne, ale tak właśnie jest — dodał.

businessinsider.com.pl


Spadki cen ropy i gazu oraz rabaty, jakie kraj Putina musi dawać nabywcom, spowodowały, że ich eksport towarów spadł w lipcu br. do 33,7 mld dol. z 37,1 mld dol. rok wcześniej w analogicznym miesiącu i z 35,4 mld dol. w czerwcu br. — wynika z danych Trading Economics. W całym ub.r. ich eksport towarów wyniósł 424,5 mld dol. w porównaniu do 592,1 mld dol. rok wcześniej — podaje Bank Centralny Rosji. Razem z eksportem usług daje to łącznie 465,7 mld dol. przy 640,9 mld dol. rok wcześniej. To poważny zawał rosyjskiej gospodarki będący efektem agresywnych zapędów kraju i sankcji tym wywołanych.

Jak w tym samym czasie wyglądały podobne liczby dla Polski? Rosja ma przecież potencjał ludzki czterokrotnie wyższy niż Polska, nie mamy ropy ani gazu na eksport, więc Rosja powinna mieć przygniatającą przewagę. Nic z tych rzeczy. Przy tych wszystkich różnicach i tak ich przebijamy.

Mamy już w kraju rozbudowany potencjał produkcyjny, który wysyła za granicę towary przetworzone, a nie surowce. Eksport towarów z Polski wyniósł w ub.r. 362 mld dol., a razem z eksportem usług daje to 471 mld dol. — wynika z danych NBP. To o ponad 5 mld dol. więcej niż Rosja.

(...)

Inwestorzy pchali się do Państwa Środka przez lata drzwiami i oknami mimo trudnych warunków stawianych przez komunistyczną partię, niepewności regulacyjnych, braku zachodnich standardów ochrony własności, wciskania inspektorów politycznych do firm. Przyciągała ich wielkość rynku i setki miliony tanich pracowników. Chiny jednak straciły w ubiegłym roku wiele blasku. Tak wynika z danych Banku Światowego.

O ile jeszcze w 2022 r. w Chinach bezpośrednich inwestycji zagranicznych było za 190,2 mld dol., a w Polsce za 36,9 mld dol., to w 2023 r. Chiny przyciągnęły już tylko 42,7 mld dol. podczas gdy Polska 31,6 mld dol. Różnica z ponad 150 mld dol. skurczyła się do nieco ponad 10 mld dol. Dla kapitału międzynarodowego nagle Polska zrównała się z Chinami.

onet.pl