Z jakimi problemami przychodzą do ciebie wojskowi?
Teraz są problemy z zaopatrzeniem, tak jak przed wojną. Na przykład zajmowałem się tym, że wojskowi otrzymują racje żywnościowe, których termin przydatności do spożycia minął.
Przychodzą do mnie także ranni, ludzie po wstrząsach mózgu. Leczono ich tylko trochę, podawano im płyny i kazano wracać do walki. Odmówili, poprosili, żeby ich najpierw opatrzono. Usłyszeli: "Nie, nie do końca to do was dociera. Ojczyzna jest zagrożona, idźcie i służcie". Pomagam im. Idziemy do sądu, żeby najpierw zapewnić im odpowiednią opiekę medyczną.
Uważam, że nie powinniśmy wysyłać żołnierzy, aby tam umierali (do Ukrainy — red.). To jest moja osobista opinia. Ale jako prawnik działam zgodnie z prawem i reprezentuję tych żołnierzy, którzy wykonali rozkazy i tam pojechali.
Zgłasza się do ciebie wielu żołnierzy?
O wiele więcej niż wcześniej. Niektórzy żołnierze są zwalniani za odmowę udziału w "specjalnej operacji wojskowej". Innym grozi się sprawami karnymi, co nie powinno być nawet w najmniejszym stopniu możliwe. Przełożeni straszą ich, wplatając w to zdradę i dezercję. Żołnierze są przerażeni, kiedy do mnie piszą i dzwonią. To są sprawy, które ich przerastają, a jest ich bardzo dużo.
Czy zgłaszają się do ciebie poborowi, którzy zostali wysłani do Ukrainy?
Można tak powiedzieć. Jako prawnik pojechałem do obwodu briańskiego. Matka poborowego bardzo się przestraszyła, że jej syn zostanie wysłany do Ukrainy. Tamtejsza jednostka znajduje się blisko granicy. Poszedłem do tego żołnierza do bazy razem z jego matką i rozmawiałem z jego dowódcą o tym, że jest dekret naczelnego dowódcy, który zabrania wysyłania poborowych do udziału w "operacji specjalnej" w Ukrainie. Wysłuchał mnie. Poborowy pozostał w stałej bazie jednostki.
Można więc wykonać coś zrobić i uwolnić pojedynczych żołnierzy z uścisku ojczyzny.
Czy przed wybuchem wojny z Ukrainą otrzymywaliście więcej zapytań od żołnierzy kontraktowych, którzy wyjechali walczyć np. do Syrii?
Nie było prawie żadnych zapytań o Syrię. Tam prawie nie są łamane prawa żołnierzy, dbają o nich i płacą im mniej więcej tyle samo, co teraz w Ukrainie.
Ile zarabiają ci żołnierze?
Ok. 5-10 tys. rubli (ok. 330-660 zł – red.) dziennie za udział w "specjalnej operacji wojskowej". To dodatek do ich oficjalnej pensji.
Powiedziałeś, że obecnie otrzymujesz najwięcej próśb od żołnierzy odmawiających wyjazdu. Ile ich jest?
W tej chwili prowadzę korespondencję i rozmowy telefoniczne z kilkudziesięcioma takimi osobami, bliżej 100. I najczęściej do każdego z nich dołącza się cała grupa innych żołnierzy, z którymi dzieli się informacjami po konsultacji ze mną. Ale szczegóły mogę podać dopiero wtedy, gdy sąd rozpatrzy ich sprawy o przywrócenie do służby.
Jakiego rodzaju żołnierze odmawiają wyjazdu do Ukrainę?
Nie mogę odpowiedzieć, ponieważ przebywam w Rosji i nie chcę "dyskredytować" Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.
Czy ktoś z wyższych rangą wojskowych zwrócił się do ciebie o pomoc, bo nie chce brać udziału w wojnie?
Tak, pomogłem kapitanowi kompanii rozpoznawczej, ale nie mogę zdradzić szczegółów.
Czy personel wojskowy może być ścigany za odmowę udziału w wojnie?
Cóż, w czasie pokoju ściganie karne za niepodporządkowanie się rozkazom jest raczej problematyczne. Nie mogę jednak powiedzieć, że wniesienie oskarżenia jest niemożliwe. Niewykonanie rozkazu jest przestępstwem tylko wtedy, gdy pociąga za sobą skutki materialne lub zakłóca przebieg misji bojowej. Mówi o tym art. 332 kodeksu karnego. Na przykład, jeśli żołnierz, który bronił koszar, porzucił broń i uciekł, a koszary spłonęły.
Ale jak zakwalifikować taką "szkodę" na ziemi ukraińskiej? To jest bardzo trudne. Na przykład "szkoda" może oznaczać zakłócenie misji bojowej, spowodowanie ofiar wśród naszych żołnierzy lub nieosiągnięcie celów strategicznych. Jednak do tej pory nie wszczęto ani jednego postępowania karnego i chyba wiem, dlaczego tak się stało.
Dlaczego?
Ponieważ wszystko to znajdzie swój finał w mediach. Jeśli w związku z niepowodzeniem pewnych misji toczą się sprawy karne, to znaczy, że coś w wojsku nie poszło zgodnie z planem.
Zgodnie z normami prawa karnego, jeśli przeciwko żołnierzowi zostanie wszczęta sprawa karna, musi on otrzymać kopię decyzji o wszczęciu postępowania. Musi ona zawierać szczegółowe informacje o "znacznej szkodzie", jaką jego działania wyrządziły interesom służby. Wszyscy wiedzieliby, że konkretna misja bojowa została przerwana. Gdyby sprawa została upubliczniona, podważyłoby to autorytet dowództwa. Żołnierz mógłby być wypytywany przez dziennikarzy i miałby wiele bardzo interesujących informacji, którymi mógłby się z nimi podzielić.
W takim przypadku, jeśli dojdzie do sprawy karnej, wzrośnie wewnętrzny opór wśród szeregowych żołnierzy. Dlatego też państwo nie podejmuje jeszcze takich kroków. Ale mówię wszystkim jasno, że teoretycznie jest to możliwe.
Wielu rosyjskich żołnierzy, którzy dostali się do niewoli, mówiło, że 24 lutego powiedziano im, że są wysyłani na ćwiczenia, ale potem kazano im wziąć udział w "operacji wojskowej". Czy to prawda? Czy takie osoby się z tobą kontaktowały?
Tak, oczywiście. W tej chwili przygotowuję w ich imieniu sprawę. Powiedziano im, że to tylko ćwiczenia, a okazało się, że to "specjalna operacja wojskowa". Wśród nich są osoby, które odmówiły wyjazdu do Ukrainy, i te, które pojechały, spędziły tam trochę czasu i wyjechały.
Jak wyjaśniają, dlaczego nie chcą tam wracać?
Nie mogę odpowiedzieć, bo w ten sposób mógłbym "skompromitować" Siły Zbrojne, a moje słowa mogłyby stworzyć wrażenie, że walczymy tam jak idioci. Nie chcę nic takiego powiedzieć.
Czym innym jest wygrywać, czym innym jest umierać. Bardzo wielu żołnierzy odmówiło po rozpoczęciu "operacji specjalnej", gdy zaczęli ginąć ich towarzysze. Jednak odmawiającym groziły sprawy karne – były krzyki, tupanie nogami, składano pisma do prokuratury wojskowej.
Co dzieje się z tymi, którzy odmówili?
Większość z nich zostaje zwolniona. Niektórzy są wysyłani na urlop, ponieważ zgodnie z prawem przed zwolnieniem żołnierz musi otrzymać cały należny mu urlop, a dopiero potem może zostać zwolniony z jednostki. Tak więc wielu z tych, którzy zostali zwolnieni, nadal przebywa na urlopie.
Nie wszystkich się zwalnia. W niektórych przypadkach liczba osób, które odmawiają, jest tak duża, że nie będzie komu służyć, jeśli zwolni się ich wszystkich. Zwalniają więc dla przykładu tylko kilku ludzi, którzy odmawiają.
Mam też osoby, które nie zostały zwolnione po odmowie. Jedna z nich służyła w FSB jako kierowca w kontrwywiadzie wojskowym. Została przywrócona do pracy. Straszono ją, krzyczano na nią, ale nic więcej się nie stało. Nadal jeździ dla FSB.
Napisałeś, że niektórzy z tych, którzy zostali zwolnieni, dostają w aktach służbowych pieczątkę "skłonność do zdrady, oszustwa i kłamstwa".
Dostałem masę hejtu za te pieczątki. Oskarżano mnie o rozpowszechnianie fałszywych informacji, były stwierdzenia, że to się pojawiło najpierw na ukraińskich kanałach w Telegramie. Nie, to się pojawiło u mnie. Przyszedł do mnie żołnierz, który skarżył się na tę pieczątkę.
Ludzie często przychodzą w tej sprawie?
Nie, jest to prawdopodobnie osobista inicjatywa kilku dowódców. Niedawno pokazano mi legitymację służbową z adnotacją, że żołnierz odmówił udziału w "specjalnej operacji wojskowej" i dlatego zostaje zwolniony za "niewypełnienie warunków kontraktu". To jest to samo, tylko ujęte w łagodniejszy sposób. Dokonuje się tego rodzaju adnotacji w aktach służby lub na legitymacji służbowej, aby zrujnować tym żołnierzom życie. Ta notatka nie jest oparta na niczym, jest niezgodna z prawem i można wnioskować o jej unieważnienie. Będę nad tym pracował.
W jaki sposób może ona zrujnować życie żołnierzom?
Wpłynie to na możliwości zatrudnienia żołnierza w przyszłości, gdy będzie on chciał na przykład wstąpić do innej jednostki wojskowej, policji, Federalnej Służby Więziennej lub innego organu ścigania. Jedynym środkiem nacisku, jaki mają dowódcy, jest krzyk i straszenie sprawami karnymi, ale w rzeczywistości mogą ich tylko zwolnić.
Wielu z nich chce zostać zwolnionych, ale ich dowódcy muszą jakoś na to zareagować, więc nie zostaje im nic innego, jak tylko krzyczeć, grozić i pisać te notatki.
Czy zwracają się do ciebie krewni zabitych lub rannych żołnierzy? Na przykład z prośbą o pomoc w uzyskaniu odszkodowania?
Tak, jak już mówiłem, zdarzają się ranni i wstrząśnięci żołnierze, którzy uważają, że pomoc medyczna, jaką otrzymali, jest niewystarczająca. Jest prośba od żony żołnierza z poważnymi urazami mózgu, który nie może uzyskać odszkodowania.
A krewni zabitych?
Nie.
Czy z twoich obserwacji wynika, że rośnie liczba żołnierzy kontraktowych, czy też ich liczba spada, biorąc pod uwagę zwolnienia?
Wiele biur rekrutacyjnych poszukuje obecnie żołnierzy na kontrakty krótkoterminowe. Nie mogę mówić o odpływie, ale liczba osób odchodzących ze służby jest, jak sądzę, bardzo wysoka.
Większość z tych, którzy jadą do Ukrainy po raz pierwszy... chce "zdenazyfikować", "zdemilitaryzować" i "wyzwolić" – a wielu z nich jest nawet gotowych zabijać. Tylko że nie wszyscy z nich są gotowi umrzeć.
Kiedy żołnierze zdają sobie sprawę, że tak naprawdę w każdej chwili mogą zostać zabici, dla wielu z nich jest to myśl otrzeźwiająca. Zaczynają ponownie rozważać swój udział. Ukraińcy wiedzą, za co umierają, stąd bierze się ich nieustraszoność. Kiedy nasi dziadkowie walczyli, wiedzieli, za co umierają. Ale nie wszyscy nasi żołnierze rozumieją, dlaczego ich śmierć miałaby być konieczna.
Co mówią o wojnie ludzie, którzy się z tobą kontaktują? Na przykład po tym, jak zostali ranni lub zwolnieni?
Niektórzy nadal są przekonani, że walczą z nazizmem. Nie mogę powiedzieć, że wszyscy, którzy służyli w tej wojnie, uważają, że to wszystko poszło na marne. Są ludzie, którzy chcą tam wrócić – chcą tylko dostać jakieś wypłaty i są gotowi dalej brać w niej udział. Ale stanowią oni mniejszość.
Pozostali twierdzą, że miejscowi nie byli zadowoleni z ich obecności. Mówią też, że nie mają do czynienia z pojedynczymi grupami "nazistów", jak im mówiono, ale z regularnymi, pełnoprawnymi siłami zbrojnymi. Rozumieją, że to nie jest tak, jak im mówiono, że to nie są "naziści", ale naród, który broni swojego państwa.
onet.pl