czwartek, 9 kwietnia 2026



W latach 2021-2023 Rosja z premedytacją korzystała z budowanej od dekad asymetrycznej zależności. Pomógł jej zbieg okoliczności, który nawet bez jej działań osłabiał Europę. Po pandemicznym spowolnieniu popyt na energię odbił, ale natura zaczęła grać na przekór, gdyż warunki pogodowe powodowały mniejszą podaż energii z farm wiatrowych i hydroelektrowni. W takich warunkach wzrosło znaczenie gazu, przy czym Europa miała ograniczone pole manewru. Nadzieje na gaz skroplony okazały się płonne, bo dostawcy zaczęli wybierać bardziej lukratywne rynki azjatyckie. Doszło do dodatkowych zakłóceń podaży na skutek awarii albo planowanych prac remontowych w Norwegii, Wielkiej Brytanii i Australii. Nadciągnęła rynkowa „idealna burza” – wiele niekorzystnych zjawisk uderzyło naraz, podbijając europejskie ceny gazu do poziomów wcześniej niespotykanych. 

Co w taki warunkach robi normalny dostawca gazu? Zwiększa dostawy, aby więcej zarobić, ale jednocześnie z umiarem, aby nie zniechęcić długofalowo do gazu. Norwegia właśnie tak reagowała, sygnalizując gotowość do maksymalizacji eksportu. Tymczasem Gazprom zaczął grać politycznie. Najpierw przestał zapełniać posiadane w Europie, głównie w Niemczech, podziemne magazyny gazu. Realizował kontrakty w minimalnym zakresie i ignorował europejskich klientów, chcących nabywać więcej po wyższej cenie, aby się uchronić przed kryzysem. Alarm zaczęła podnosić zwykle powściągliwa Międzynarodowa Agencja Energetyczna, sugerując, że Rosja miała możliwości zwiększenia podaży, aby złagodzić kryzys, ale z nich nie skorzystała. 

Kreml reagował klasycznie, czyli przerzucał odpowiedzialność. Przedstawiciele Gazpromu winili za kryzys wszystko i wszystkich, tylko nie siebie, a tymczasem Putin gromadził wojska i szykował się do napaści na Ukrainę, jednocześnie dążąc do sprowokowania napięć w UE. Szantaż w czystej postaci i bez białych rękawiczek. 

Całe szczęście, że Kreml się przeliczył, ale nie był daleko od powodzenia. Koszty ratowania sytuacji społeczno-gospodarczej poprzez różnego rodzaju subsydia rządowe, programy wsparcia i zdobywanie innych dostawców sięgnęły w Unii Europejskiej około 600 mld euro w latach 2021-2023. Konia z rzędem temu, kto znajdzie tę kwotę w kontraktach z Gazpromem, nawet zapisaną drobnym druczkiem. W ten sposób upada naiwny argument zwolenników powrotu do „pragmatyzmu”. Nie liczy się cena gazu na wejściu, ale koszt na wyjściu – koszt zależności, kryzysu, społecznej paniki i zamieszania politycznego. 

centrumeuropy.pl