czwartek, 9 kwietnia 2026



Wewnętrzne nakłady na badania i rozwój w Rosji wynoszą 0,97 proc. PKB, co plasuje ją poniżej Malezji (1,01 proc. PKB), Egiptu (1,03 proc. PKB) oraz Litwy (1,05 proc. PKB).

(...)

W porównaniu z Izraelem, który zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem finansowania badań i rozwoju (6,35 proc. PKB), Rosja pozostaje w tyle ponad sześciokrotnie.

W stosunku do Korei Południowej (4,96 proc. PKB) różnica jest pięciokrotna, wobec Tajwanu (3,97 proc. PKB) — czterokrotna, a względem takich krajów jak Szwecja, Stany Zjednoczone, Japonia, Belgia, Austria, Szwajcaria, Niemcy, Finlandia i Dania — od trzech do trzech i pół raza, co wynika z danych statystycznych.

W ujęciu nominalnym wydatki na badania i rozwój w rosyjskiej gospodarce wyniosły w 2024 r. 1 bln 944 mld rubli (ok. 85 mld 500 mln zł). Z tej kwoty ok. 36 proc., czyli 716 mld rubli (ok. 31 mld 500 mln zł), pochodziło z budżetu federalnego.

Wydatki państwa na naukę cywilną stanowią obecnie 0,36 proc. PKB — to najniższy poziom od co najmniej 15 lat. Dla porównania: w 2010 r. budżet federalny przeznaczał na badania naukowe 0,51 proc. PKB, a do 2013 r. wskaźnik ten wzrósł do 0,58 proc. PKB. W przedwojennym 2021 r. nakłady budżetowe na naukę spadły do 0,47 proc. PKB, natomiast po inwazji na Ukrainę zmniejszyły się o jedną czwartą.

Efekt jest taki, że według stanu na 2025 r. żaden z czołowych rosyjskich uniwersytetów nie znajduje się w pierwszej setce światowego rankingu uczelni pod względem dorobku naukowego, sporządzanego przez Uniwersytet w Lejdzie (Holandia). Najlepszy wynik — 227. miejsce — osiągnął Moskiewski Uniwersytet Państwowy im. Łomonosowa, który spadł o 29 pozycji w porównaniu z rokiem 2021.

Łączna liczba publikacji rosyjskich naukowców w czasopismach indeksowanych w bazie Scopus spadła do najniższego poziomu od 2017 r. W 2024 r. opublikowali oni 100 tys. artykułów, przeglądów i raportów — o 9 tys. (8 proc.) mniej niż rok wcześniej oraz o 31 tys. (24 proc.) mniej niż w przedwojennym 2021 r.

Udział Rosji w światowej liczbie publikacji w ciągu czterech lat niemal się o połowę zmniejszył — z 7,81 proc. do 4,01 proc. w naukach fizycznych, z 4,86 proc. do 2,01 proc. w matematyce, z 4 proc. do 2,9 proc. w innych obszarach nauk ścisłych oraz z 3,42 proc. do 1,49 proc. w elektronice, elektrotechnice i IT — wyliczyli eksperci Wyższej Szkoły Ekonomicznej.

Liczba wynalazków powstających w Rosji po rozpoczęciu wojny zmniejszyła się o 25 proc. i cofnęła do najniższych poziomów od początku lat 2000. W 2024 r. w Federacji Rosyjskiej przyznano 21 tys. 608 patentów — o prawie 2 tys. mniej niż rok wcześniej oraz o 7 tys. mniej niż w 2020 r., czyli przed wojną.

Pod względem liczby publikacji z zakresu matematyki i fizyki — dziedzin, w których rosyjscy naukowcy tradycyjnie zajmowali czołowe pozycje — Rosja spadła odpowiednio na 7. i 8. miejsce. Udział kraju w globalnej liczbie publikacji w tych obszarach również niemal się o połowę zmniejszył: z 7,81 proc. do 4,01 proc. w fizyce oraz z 4,86 proc. do 2,01 proc. w matematyce.

onet.pl\The Moscow Times


W latach 2021-2023 Rosja z premedytacją korzystała z budowanej od dekad asymetrycznej zależności. Pomógł jej zbieg okoliczności, który nawet bez jej działań osłabiał Europę. Po pandemicznym spowolnieniu popyt na energię odbił, ale natura zaczęła grać na przekór, gdyż warunki pogodowe powodowały mniejszą podaż energii z farm wiatrowych i hydroelektrowni. W takich warunkach wzrosło znaczenie gazu, przy czym Europa miała ograniczone pole manewru. Nadzieje na gaz skroplony okazały się płonne, bo dostawcy zaczęli wybierać bardziej lukratywne rynki azjatyckie. Doszło do dodatkowych zakłóceń podaży na skutek awarii albo planowanych prac remontowych w Norwegii, Wielkiej Brytanii i Australii. Nadciągnęła rynkowa „idealna burza” – wiele niekorzystnych zjawisk uderzyło naraz, podbijając europejskie ceny gazu do poziomów wcześniej niespotykanych. 

Co w taki warunkach robi normalny dostawca gazu? Zwiększa dostawy, aby więcej zarobić, ale jednocześnie z umiarem, aby nie zniechęcić długofalowo do gazu. Norwegia właśnie tak reagowała, sygnalizując gotowość do maksymalizacji eksportu. Tymczasem Gazprom zaczął grać politycznie. Najpierw przestał zapełniać posiadane w Europie, głównie w Niemczech, podziemne magazyny gazu. Realizował kontrakty w minimalnym zakresie i ignorował europejskich klientów, chcących nabywać więcej po wyższej cenie, aby się uchronić przed kryzysem. Alarm zaczęła podnosić zwykle powściągliwa Międzynarodowa Agencja Energetyczna, sugerując, że Rosja miała możliwości zwiększenia podaży, aby złagodzić kryzys, ale z nich nie skorzystała. 

Kreml reagował klasycznie, czyli przerzucał odpowiedzialność. Przedstawiciele Gazpromu winili za kryzys wszystko i wszystkich, tylko nie siebie, a tymczasem Putin gromadził wojska i szykował się do napaści na Ukrainę, jednocześnie dążąc do sprowokowania napięć w UE. Szantaż w czystej postaci i bez białych rękawiczek. 

Całe szczęście, że Kreml się przeliczył, ale nie był daleko od powodzenia. Koszty ratowania sytuacji społeczno-gospodarczej poprzez różnego rodzaju subsydia rządowe, programy wsparcia i zdobywanie innych dostawców sięgnęły w Unii Europejskiej około 600 mld euro w latach 2021-2023. Konia z rzędem temu, kto znajdzie tę kwotę w kontraktach z Gazpromem, nawet zapisaną drobnym druczkiem. W ten sposób upada naiwny argument zwolenników powrotu do „pragmatyzmu”. Nie liczy się cena gazu na wejściu, ale koszt na wyjściu – koszt zależności, kryzysu, społecznej paniki i zamieszania politycznego. 

centrumeuropy.pl