wtorek, 28 maja 2024



W Jednej Rosji odbyły się prawybory („primaries”), w których wybierano kandydatów. Ponieważ zarówno sam Putin, jak i jego partia nie przegrywają głosowań w Rosji, wybranie na kandydata oznacza prawie stuprocentową pewność znalezienia się w organie, do którego się kandyduje.

Ale spośród 103 byłych żołnierzy (zarówno zawodowych, jak i ochotników), którzy na wezwanie Putina chcieli zacząć tworzyć „nową elitę”, aktyw putinowskiej partii dopuścił prawdopodobnie tylko jednego – w Tatarstanie. Do obsadzenia w jesiennych wyborach regionalnych będzie 591 mandatów.

Od początku obecnego roku rosyjski lider kilkakrotnie mówił o powstającej „nowej elicie” kraju, złożonej z ludzi „obmytych krwią”, czyli „weteranów Specjalnej Operacji Wojskowej” (jak uporczywie, trzeci rok rosyjska propaganda nazywa wojnę z Ukrainą). Zarówno oni, jak i ich rodziny posiadają już znaczne przywileje materialne, wynoszące ich ponad lokalne społeczności.

W lutym, w orędziu przed Zgromadzeniem Federalnym Putin mówił o ludziach, którzy byli na wojnie (nie tylko o żołnierzach, ale i pracownikach tyłów): „główne kadry solidnej przyszłości naszego kraju”. Jeszcze na początku inwazji wśród rosyjskich urzędników średniego i wyższego szczebla była moda na wyjazdy na wojnę (a dokładniej na jej zaplecze, jako członkowie okupacyjnych władz). Uważano, że będzie to sprzyjało szybkiemu awansowi („wyniesieniu przez windę kariery” – jak mówią w Rosji).

Ale obecnie nikomu to nie pomogło w oczach aktywistów putinowskiej partii w prawyborach. Najgorzej weterani wypadli w Moskwie, próbując zostać kandydatami do rady miejskiej. „W większości wypadków zajęli ostatnie albo przedostatnie miejsca, dostając sto razy mniej głosów niż zwycięzcy” – napisał niezależny portal Wiorstka, który dokonywał żmudnych podliczeń z obszaru całej Rosji.

Kogo wybierała partyjna nomenklatura najlepiej widać na przykładzie jednego z najbardziej znanych medialnie w Rosji weteranów. To Konstantin Ryżak, syn deputowanego parlamentu z formalnie opozycyjnej partii Sprawiedliwa Rosja (zawsze popierającej Putina) Nikołaja Ryżaka. Ojciec ponadto miał dodatkową wartość w oczach imperialnej publiczności - był generałem KGB.

Jednak prawybory wygrał też syn, ale piosenkarza Olega Gazmanowa, Rodion. Ojciec jest hołubiony przez rosyjską propagandę, śpiewa bowiem pod dyktando Kremla. Syn kagebisty dostał 34 głosy na „primaries”, a syn piosenkarza – 5186.

Nawet na okupowanych terenach Ukrainy (np. na Krymie czy w Sewastopolu) dawni separatyści donieccy (nie wszyscy później służyli w rosyjskiej armii przeciw Ukrainie, ale wszyscy mają status weteranów) ponieśli klęskę.

W całej Rosji putinowska partia ich odrzuciła, nie dopuszczając na pierwszy szczebel politycznej kariery jakim są mandaty w regionalnych parlamentach, czy radach dużych miast.

Już wcześniej obserwatorzy dziwili się, że przy okazji majowej rekonstrukcji rządu nawet jednej teki ministerialnej nie dostał weteran. – Putin nie mógł znaleźć spośród nich kogoś choćby na stanowisko ministra sportu? – dziwił się opozycyjny politolog, emigrant i były współpracownik Kremla Abbas Gałliamow.

Jego zdaniem jedynym powodem, dla którego obecnie pojawiła się ta setka kandydatów-weteranów była tylko „dodatkowa agitacja za wstępowaniem do wojska”. (...)

- Jasno widać, że sama w sobie ta publika nie ma żadnej wartości dla systemu sprawowania władzy. A system się zamknął: wszyscy są już na swoich miejscach (i nie wpuszczają nowych - red.). Gdyby Putin naprawdę wierzył w to wszystko, co sam mówił o „nowej elicie”, to przecież - gdy formował nowy gabinet ministrów - wprowadziłby tam jakiegoś weterana – dodał Gałliamow.

rp.pl


Rosyjscy analitycy są oszołomieni. Eksperci wojskowi z grupy "Starszije Eddy" (611 tys. subskrybentów na Telegramie) piszą, że Ukraińcom udało się "uderzyć w naszą rakietową stację wczesnego ostrzegania za pomocą wolno latających lekkich dronów typu samolotowego, nagrać wyniki uderzenia na zdjęciach i filmach wideo oraz opublikować wszystko w internecie".

Jednocześnie podkreślają, że "od roku" wojskowi alarmują, że armia rosyjska potrzebuje środków przeciwdziałania takim samolotom bezzałogowym.

Z kolei członkowie grupy "Rybar" (1,2 mln subskrybentów na Telegramie) są rozsierdzeni. Piszą, że drugi atak był "logiczną konsekwencją braku odpowiedniej reakcji na pierwszy atak". Rosyjska "bezczynność" miała ogromny "wpływ na wydarzenia", ponieważ "zachęciła" ukraińską armię do działań.

Rosjanie ostrzegają: "Jeśli nie będzie reakcji, użycie zachodniej broni rakietowej przez ukraińskie jednostki przeciwko starym rosyjskim terytoriom (tj. rosyjskim terytoriom nuklearnym – red.), w tym obiektom strategicznym, jest tylko kwestią czasu".

onet.pl


Według ustaleń SBU zatrzymany jest obywatelem kraju Azji Południowej, a na początku 2000 roku przybył do Ukrainy. Po zwiększeniu ataku Rosji na Ukrainę mężczyzna organizował nielegalny transport ludzi do krajów europejskich.

"Materiały SBU pomogły w ekstradycji do Polski biznesmena, który swoimi przestępczymi działaniami zaostrzył kryzys na granicy UE i Białorusi" - czytamy w komunikacie ukraińskich służb. Mężczyzna miał organizować masowy przemyt ludzi m.in. z Nepalu, Bangladeszu czy Pakistanu do Unii Europejskiej.

Według ustaleń SBU w zeszłym roku dzięki współpracy polskich i ukraińskich służb udało się zatrzymać część migrantów, którzy trafili do UE. W Chmielnickim zatrzymano z kolei organizatora całego przedsięwzięcia. Podczas przeszukania miejsca jego zamieszkania znaleziono sprzęt komunikacyjny, komputerowy oraz protokoły z dowodami prowadzonej działalności.

W mieszkaniu znaleziono również pieniądze, które prawdopodobnie pochodziły z przestępstwa. "Sprawca został poddany ekstradycji do Rzeczypospolitej Polskiej, gdzie znajdował się na międzynarodowej liście osób poszukiwanych. Tam cudzoziemiec będzie ścigany za przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu europejskiemu" - podała SBU. Operacja została przeprowadzona pod nadzorem Prokuratury Generalnej, wraz z Prokuraturą Okręgową w Kijowie i Chmielnickim.

"'Szlak uchodźców' przebiegał przez terytorium Rosji i Białorusi, a następnie do Rzeczypospolitej Polskiej, omijając ustanowione punkty kontrolne. Do jego obsługi mężczyzna stworzył międzynarodową grupę przestępczą, w skład której wchodziło kilkadziesiąt osób z różnych krajów" - przekazała SBU.

Jak wynika z ustaleń ukraińskich służb, mężczyzna miał wydawać instrukcje, dotyczące tras transportu migrantów oraz ich czasowego pobytu. Do komunikacji używano popularnych komunikatorów. "Przestępcy próbowali 'rozproszyć' do stu nielegalnych imigrantów w różnych krajach europejskich, którzy zostali podzieleni na oddzielne grupy. Każda grupa miała swój własny cel i przywódcę" - podała SBU.

gazeta.pl