- W tym roku B'tselem opublikowało raport pod tytułem "Nasze ludobójstwo", w którym jak pierwsza izraelska organizacja określacie w ten sposób to, co dzieje się w Strefie Gazy.
Od dekad dokumentujemy naruszenia praw człowieka. A w ciągu ostatnich dwóch lat pracujemy dniami i nocami, by zbierać dane i świadectwa oraz śledzić działania zbrojne Izraela w Gazie i na Zachodnim Brzegu. To wszystko skłania się na całościowy obraz - i jest nim to, że Izrael systematycznie i celowo atakuje ludność cywilną Gazy.
- Rząd powtarza, że celem cały czas jest Hamas, a nie niewinni cywile
Tyle że w praktyce uważają, że w Gazie nie ma niewinnych cywilów. I rządzący mówią o pozbyciu się mieszkańców ze Strefy Gazy, zniszczeniu zabudowań i zasiedleniu tego obszaru. A kiedy spojrzymy nie tylko na słowa, ale też na działania, to widzimy, że niszczą całą infrastrukturę, dom po domu, ulica po ulicy, żeby nie było do czego wrócić. Doprowadzają do klęski głodu wśród mieszkańców, atakując w ten sposób całą populację.
Zgodnie z prawem międzynarodowym ludobójstwo nie oznacza tylko sytuacji, w której dąży się do zabicia każdego członka danej grupy. To także działania, które mają uniemożliwić tej grupie funkcjonowanie i przetrwanie. I dokładnie to robi Izrael w Gazie.
- Jak wasz raport został przyjęty w Izraelu?
Izraelski rząd często reaguje na jakąkolwiek krytykę twierdząc, że stoi za nią antysemityzm. W naszym przypadku było inaczej - wybrali negowanie i ignorowanie. W izraelskich mediach głównego nurtu praktycznie nie wspominano o naszym raporcie. Chociaż miałem ogrom wywiadów z zagranicznymi mediami, które informowały na temat raportu, to w samym Izraelu wiele osób nawet o tym nie słyszało.
Reżim, który dopuszcza się ludobójstwa, musi jednocześnie kontrolować własne społeczeństwo - to, co ono wie, a czego nie wie, co mu się pokazuje, a czego nie. I coraz bardziej zaczynają używać narzędzi znanych z dyktatur, by manipulować społeczeństwem.
- Przez ostatnie dwa lata uwaga zagranicznych mediów skupiała się na Strefie Gazy, ale B'tselem monitoruje też sytuację Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu. Co zmieniło się tam w tym czasie?
Trzeba zacząć od tego, że izraelska okupacja tam nie jest niczym nowym. Trwa już ponad 50 lat. Władze Izraela w tym czasie zacieśniały swoją kontrolę, powstawały nowe osiedla żydowskie na terenach okupowanych, zagrabianych było coraz więcej ziem palestyńskich mieszkańców.
To, co jest nowe w ostatnich kilku latach, to ekstremiści w rządzie, którzy nawet nie udają, że dbają o prawo międzynarodowe. Oni zobaczyli, że świat nie powstrzymał Izraela przed popełnieniem ludobójstwa w Gazie, więc dostrzegli w tym szansę na postęp czystki etnicznej na Zachodnim Brzegu. Ostatecznym celem ma być jego aneksja.
- Co oznacza to dla żyjących tam milionów Palestyńczyków?
Coraz częściej schemat: wkraczanie władz, czasem przy wsparciu armii, do palestyńskich obozów uchodźców, przymusowe wysiedlenia tysięcy mieszkańców, przejmowanie terenu, burzenie domów. W ostatnich latach odnotowujemy coraz więcej aresztowań, blokad dróg, zamykania wjazdu do palestyńskich miejscowości. Wojsko może mieć całkowitą kontrolę nad przemieszczaniem się ludzi, raz otwierając, raz zamykając punkty kontrolne, co ma ogromny wpływ na życie codzienne.
Na terenach okupowanych powstaje więcej i więcej nielegalnych osiedli izraelskich oraz przyczółków, a wraz z tym rośnie przemoc osadników wobec Palestyńczyków. Ich brutalność narasta, a do ataków osadników na palestyńskich mieszkańców dochodzi każdego dnia.
- Jak wyglądają te ataki?
Osadnicy fizycznie atakują Palestyńczyków, podpalają domy, samochody czy pola uprawne. Armia, która odpowiada za bezpieczeństwo na terenach okupowanych, albo stoi z boku i nie robi nic, by ich powstrzymać, albo sama w tym uczestniczy. Cel jest jeden: przymusowe wysiedlanie społeczności, spychając je do miast i miasteczek, aby jak najwięcej ziemi pozostało dla Izraelczyków.
- Jak działają przyczółki osadników, o których wspomniałeś?
Przyczółkiem osadników (tzw. outpost) może być nawet jeden barak albo małe gospodarstwo, umiejscowione najczęściej na wzgórzu. Ich tworzenie na terenach okupowanych jest nielegalne nawet według izraelskiego prawa. Ale Izrael i tak je wspiera: zapewnia podłączenie do prądu i wody, wysyła żołnierzy do ich ochrony. Osadnicy mogą liczyć na pomoc finansową czy inne wsparcie, np. specjalne samochody.
Kiedy już powstanie taki przyczółek, osadnicy przejmują kontrolę nad obszarem wokół - po prostu uniemożliwiają Palestyńczykom dostęp do tych terenów, nawet jeśli to ich gaje oliwne czy pola. Stosują przemoc, groźby, prowokują, wzywają armię, żeby aresztowała Palestyńczyków. Już wiele razy nagrano zdarzenia, gdy osadnicy atakowali, nawet strzelali do Palestyńczyków - i nic, żadnych konsekwencji. To skuteczny sposób na przejmowanie ziemi - Palestyńczycy zaczynają się bać tam wracać, bo wiedzą, że nikt ich nie ochroni. Od 7 października 2023 roku doszło do przymusowego wysiedlenia 41 społeczności. Dziesiątki innych codziennie padają ofiarą ataków.
- We wrześniu kilka krajów oficjalnie uznało państwowość Palestyny. Czy to w jakikolwiek sposób zmienia sytuację na miejscu?
To samo w sobie oczywiście nic nie zmieniło. Powiedziałbym wręcz, że efekt był odwrotny, bo osadnicy i rząd uznają, że trzeba działać jeszcze szybciej. Dlatego, dopóki kraje nie przejdą od samego oficjalnego uznania państwa palestyńskiego do realnych działań wywierających presję na Izrael, nic to nie pomoże.
gazeta.pl