środa, 20 sierpnia 2025



W wywiadzie telewizyjnym z 19 sierpnia Ławrow stwierdził, że Kreml „nigdy nie mówił o potrzebie przejmowania jakichkolwiek terytoriów” od Ukrainy i że celem Rosji nie było zajęcie Krymu, Donbasu ani innych obszarów Ukrainy. Twierdzenie to wydaje się dziwaczne w kontekście wielokrotnych żądań Rosji, aby Ukraina i Zachód uznały aneksję przez Rosję terytorium Ukrainy, w tym terytorium, nad którym siły rosyjskie nie sprawują kontroli. Jednakże, dość trafnie odzwierciedla ono głębsze rosyjskie cele na Ukrainie. Ławrow powtórzył, że cele wojenne Rosji dotyczą „ochrony” ludności Ukrainy przed ukraińskim rządem, który Kreml błędnie przedstawia jako nielegalny i opresyjny. Opis Ławrowa dotyczący dążenia Kremla do „ochrony” Ukraińców przed ich własnym rządem odzwierciedla fakt, że Kreml dąży do usunięcia demokratycznie wybranego rządu ukraińskiego i zastąpienia go rządem prorosyjskim, który pozwoliłby Kremlowi kontrolować Ukrainę bez konieczności walki o fizyczną kontrolę nad terytorium lub jego aneksji. Ławrow w trakcie wywiadu wysunął żądania podważające suwerenność Ukrainy, w tym żądanie uchylenia przez Ukrainę przepisów dotyczących języka i religii, które są właściwym przedmiotem zainteresowania wyłącznie rządu suwerennego państwa. Ławrow stwierdził wprost, że „nie można mówić o żadnych długoterminowych porozumieniach [pokojowych]” z Ukrainą „bez poszanowania” bezpieczeństwa Rosji i praw osób rosyjskojęzycznych na Ukrainie, ponieważ „są to powody, które muszą zostać pilnie wyeliminowane w kontekście rozwiązania”. Ciągłe naleganie Kremla na kontrolowanie ukraińskich spraw wewnętrznych odzwierciedla argumenty prezydenta Rosji Władimira Putina zawarte w jego eseju z 2021 roku, w którym dowodził, że Ukraina nie powinna istnieć niezależnie od Rosji.

(...)

Oficer ukraińskiej brygady operującej w kierunku Kupiańska poinformował 19 sierpnia, że siły rosyjskie zaopatrują jednostki wysunięte działające w tym kierunku za pomocą zrzutów dronów oraz poszczególnych osób przewożących amunicję i prowiant. Oficer poinformował, że siły rosyjskie coraz częściej wykorzystują płaszcze termowizyjne chroniące przed dronami, aby unikać ukraińskich dronów podczas ataków, a rosyjska piechota zatrzymuje się okresowo w schronach i okopach, aby płaszcze mogły się schłodzić i uniknąć wykrycia przez drony.

(...)

Rzecznik ukraińskiej brygady operującej na kierunku Lyman poinformował, że siły rosyjskie skoncentrowały tam znaczną liczbę ludzi i stale prowadzą bardzo wyniszczające ataki małych grup piechoty, liczących od dwóch do czterech ludzi, wykorzystując dużą liczbę dronów typu Lancet, Molniya i Cube (lub „Kub”). Rzecznik stwierdził, że siły rosyjskie wykorzystują dużą liczbę ludzi do ataków i prób infiltracji ukraińskich linii obronnych, ale że ten personel to często słabo wyszkoleni, zmotywowani finansowo rekruci. Rzecznik przypisał zdolność sił rosyjskich do utrzymania pozycji wzdłuż linii frontu na kierunku Lyman przewadze liczebnej, a nie jakościowej w sile roboczej. Rzecznik zauważył również, że siły rosyjskie próbują koncentrować pojazdy opancerzone na ukrytych pozycjach, prawdopodobnie w ramach przygotowań do ponownych prób zmechanizowanego ataku na kierunku Lyman.

understandingwar.org


Siły ukraińskie częściowo ustabilizowały sytuację w rejonie wyłomu na północ od Pokrowska. Odzyskały kontrolę nad miejscowością Zołotyj Kołodiaź i obsadziły sąsiadujące z nią Wesełe i Hruźke, blokując w ten sposób dalsze przemieszczanie się wrogich pododdziałów na północ. Wzmocniły też obronę węzłowego Dobropola, wypierając z jego obrzeży rosyjskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. Większość terenów wyłomu na wschód od niego nie jest obecnie kontrolowana przez żadną ze stron, jednak większą swobodę przemieszczania przez nie mają wojska agresora.

W celu powstrzymania wyjścia najeźdźców w przestrzeń operacyjną, co groziło oskrzydleniem Kramatorska od zachodu, ukraińskie dowództwo ściągnęło znaczne siły, w dużej mierze z innych odcinków frontu (według DeepState zaangażowano pododdziały z 10 brygad i pułków). Na wykorzystanie powodzenia nie byli gotowi najeźdźcy, którzy do przerwania linii obrony przeciwnika użyli relatywnie niewielkich sił. Dalszy postęp agresora utrudniła także sytuacja logistyczna – pod ukraińską kontrolą wciąż pozostaje lokalny węzeł komunikacyjny Szachowe, będący obecnie głównym celem wrogich ataków w omawianym rejonie.

Rosyjskie działania dywersyjno-rozpoznawcze sięgnęły wschodnich granic Konstantynówki. Zgodnie z niektórymi źródłami agresor zajął graniczące z nią Predteczyne na południowy zachód od Czasiw Jaru. Poczynił również kolejne postępy na południe od Konstantynówki, na południe i zachód od Pokrowska oraz na pograniczu obwodów donieckiego i dniepropetrowskiego. Pod nadzorem obrońców bezspornie pozostaje już tylko jedna przygraniczna miejscowość po stronie pierwszego z wymienionych obwodów – Komyszuwacha. Do nieznacznych zmian terenowych na korzyść najeźdźców doszło też na północny wschód od Siewierska, na północ od Łymanu i na północny zachód od Kupiańska.

(...)

Według informacji przekazanych 13 sierpnia przez ukraiński wywiad wojskowy (HUR) armia rosyjska utrzymuje wysokie ukompletowanie jednostek wojskowych, a 98% stanowisk oficerskich jest obsadzonych. Agresor rekrutuje ok. 30–35 tys. ludzi miesięcznie, co wystarcza na uzupełnianie strat. Około 25% nowych żołnierzy stanowią zwolnieni z zakładów karnych lub objęci postępowaniami karnymi. Do początku sierpnia 2025 r. najeźdźcy wcielili już ponad 290 tys. z planowanych 343 tys. osób. Jednocześnie HUR podaje, że w związku z rosnącym deficytem rosyjskiego budżetu federalnego i problemami finansowymi w regionach w wielu częściach kraju obniżono wypłaty dla nowych rekrutów. Przykładowo w Baszkirii wysokość „premii” spadła z 1,6 mln rubli (ok. 20 tys. dolarów) do 1 mln (ok. 12,5 tys. dolarów).

HUR podkreśla, że przemysł zbrojeniowy wroga kontynuuje intensywny rozwój wytwarzania bezzałogowych statków powietrznych, w tym dronów szturmowych typu Shahed, których do końca roku ma powstać 79 tys. W tym celu Rosja uruchomiła dodatkowe linie produkcyjne, m.in. w zakładach w Iżewsku i Jełabudze. Równolegle dąży do całkowitego uniezależnienia się od importu komponentów – płatowce, silniki i systemy nawigacyjne (z wyjątkiem mikroelektroniki) są już produkowane lokalnie. Zdaniem HUR samowystarczalność w tej dziedzinie stanowi poważne wyzwanie dla Ukrainy, która planuje mu przeciwdziałać poprzez uderzenia rakietowe i sabotaż.

osw.waw.pl


18 sierpnia prezydent Wołodymyr Zełenski przybył do Waszyngtonu z prezydentami Francji i Finlandii, premierami Wielkiej Brytanii i Włoch, kanclerzem RFN oraz przewodniczącą Komisji Europejskiej i sekretarzem generalnym NATO. Celem wizyty było przedyskutowanie z prezydentem Donaldem Trumpem warunków zakończenia wojny z Rosją. Rozmowy trwały ponad cztery godziny. Obejmowały część bilateralną (Trump–Zełenski), a następnie konsultacje w szerszym gronie z liderami europejskimi. Amerykański przywódca zadeklarował gotowość USA do udziału w gwarancjach bezpieczeństwa dla Kijowa, jednak potem zakomunikował w mediach społecznościowych, że Stany Zjednoczone będą „koordynować” takie gwarancje z państwami europejskimi, które byłyby za nie odpowiedzialne – według niego miał się na to zgodzić Władimir Putin. Wykluczył zarazem możliwość uzyskania przez Ukrainę członkostwa w NATO.

(...)

Sukcesem Kijowa jest koncentracja rozmów na przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa. Choć najważniejsze będą konkretne zapisy – które w ocenie Zełenskiego zostaną sformułowane w ciągu 7–10 dni na bazie ustaleń tzw. koalicji chętnych w koordynacji z USA – to dla Ukrainy stanowiłyby one dobry start do rozpoczęcia rozmów pokojowych. Według Kijowa gwarancje te składają się z dwóch części: utrzymania silnej armii poprzez inwestycje w produkcję uzbrojenia na Ukrainie i jego zakupy w USA (finansowane przez Europę) oraz politycznych zobowiązań pomocy państw zachodnich, maksymalnie zbliżonych do art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Zełenski ujawnił, że Kijów i europejscy partnerzy zaproponowali Trumpowi m.in. zakup amerykańskiego uzbrojenia o wartości 90 mld dolarów (w tym m.in. samoloty i systemy obrony powietrznej) oraz nabycie przez USA ukraińskich dronów i ich uczestnictwo we wspólnej produkcji.

Wbrew obawom Kijowa kwestie ewentualnych ustępstw terytorialnych na rzecz Rosji nie zdominowały publicznej części rozmów. Trump nie poruszył tego tematu w Gabinecie Owalnym, niemniej Zełenski przekazał, że dyskutowano o nim za zamkniętymi drzwiami. W obliczu wcześniejszych nacisków USA na takie ustępstwa kluczowe dla Ukrainy stało się oddalenie tych żądań jako niemożliwych do przyjęcia z powodu ograniczeń konstytucyjnych i braku zgody społeczeństwa. Według Kijowa kwestie terytorialne zostaną podjęte na przygotowywanym szczycie z Putinem. W okolicznościach nieskrywanej dotąd niechęci Kremla do takiego spotkania, a zarazem otwartości na nie Zełenskiego (bez warunków wstępnych) zapowiedź jego organizacji wytwarza presję na lidera Rosji. Słowa Uszakowa należy jednak interpretować jako zawoalowaną formę odmowy, przynajmniej tymczasową. Moskwa uzależnia spotkanie Putina z prezydentem Ukrainy od uprzedniego wymuszenia na niej zgody na fundamentalne rosyjskie warunki.

osw.waw.pl


- Ja to głównie boję się o mamę, bo po oglądaniu telewizji wchodzi na sociale. Jest wtedy zdenerwowana i prowadzi tam walkę z PiS i Konfą. Boi się, że znowu będą rządzić i "zniszczą Polskę". Żeby chociaż została z tym strachem w swojej bańce, ale ona idzie do prawaków i komentuje ich posty. Wiadomo, jak to się kończy... Starsi chcą nas chronić przed hejtem w necie, a sami nie ogarniają, jak on działa - opisuje 17-letnia Dagmara, licealistka z Krakowa.

Wspomina, jak jej matka się popłakała, gdy w sieci została nazwana przez swoich dawnych znajomych "lewacką tępą dzidą, która chce zapraszać gwałcicieli do Polski". - To był jakiś piętrowy trigger. Najpierw mamę podpalił Sławomir Mentzen, który w mediach pojechał po migrantach. Mama zapostowała na Facebooku, że boi się takich „brunatnych Polaków", co wkurzyło obrońców Konfy. Pisali, że oni czują strach z powodu takich "dzid". Teraz każdy się kogoś boi i go złomuje w necie - ocenia licealistka.

- W sumie dopiero niedawno to załapałem - wtrąca Darek, również uczeń ogólniaka w Krakowie. - Zdziwiło mnie, że gdy dorośli jadą ze sobą do spodu w tematach politycznych, to wcale się nie trollują, tylko robią to na serio. To już nie są czasy mojego dziadka, który tylko darł się do telewizora. Teraz dorośli strasznie podpalają się polityką, a potem idą gasić się do innych w sieci. Tylko że tamci też zieją ogniem jak smoki i zaraz wszyscy są zjarani - dodaje 16-latek.

- Dlatego nie oglądam telewizji. Wystarczy, że parę razy kliknąłem w polityczne kanały na YouTube i mam dość. Usłyszałem, że jacyś kolesie wyzywają się od "zdrajców Polski" i straszą się "zdradą stanu". Wyglądało to jak jakieś play off boomerów - wzdycha 17-letni Miłosz.

(...)

"Minęła 19. To jest program 'Dzisiaj'. Zapraszam na prawdziwie polskie wiadomości" - tak 11 sierpnia Danuta Holecka wita widzów Telewizji Republika, po czym zapowiada materiał o "Demokracji walczącej Waldemara Żurka".

- Chyba nie jestem na to gotowy - wpada w popłoch 17-letni Miłosz, dla którego takie programy są "play offami boomerów". Łapie jednak duży haust powietrza i pozwala mi włączyć ciąg dalszy "Dzisiaj".

Licealista słucha, jak w Republice straszą, że za kadencji nowego ministra sprawiedliwości może przestać obowiązywać prawo, a wtedy zostanie tylko "czysta, żywa, tępa siła". "Demokrację walczącą" Tuska i Żurka eksperci Republiki nazywają "totalitaryzmem" i ostrzegają, że władza może sięgnąć po "rozwiązania siłowe". Przywołują opinię Piotra Schaba - byłego rzecznika dyscyplinarnego sędziów, który był oskarżany o ich masowe represje za rządów PiS - że "demokraci walczący" byli również w hitlerowskich Niemczech. Według niego przywiązani do konstytucji Polacy mogą pokazać Żurkowi, że "również mają pięści".

 Dobra, połowy nie zrozumiałem, ale chyba i tak już wiem, o co chodzi mojej babci. Bardzo ją lubię, ale czasami nie da się z nią dogadać. Głównie wieczorami, gdy wciągnie sobie kreskę Republiki. Wtedy babcia jest jak Dario z serialu "Ślepnąć od świateł". Nie chciałbyś, żeby w takim momencie zaprosiła cię na "herbatkę z cukrem, bez cytrynki". Musi się wyładować, mocno przeorać Tuska i każdego, kto go popiera. Dlatego mama, która jest z uniwersum PO, ucieka jak najdalej. Dobrze, że babcia nie ogarnia, co jest w internecie, bo by go spaliła. Ale tak ogólnie to spokojna i fajna kobieta - podkreśla Miłosz.

- Rozumiesz, dlaczego czasem się tak podpala? - dopytuję.

- No jeśli tak nastraszą ją w Republice, to nie dziwię się, że z babci wychodzi Dario. Polityka to za mocny drag. W dodatku ciężko go nie brać, bo politycy zawsze znajdą coś, czym można ludzi postraszyć. Ja tak mam trochę z tematem migrantów. Nie boję się ich, tylko straszenia nimi. To później kończy się ich biciem na ulicach. Ale nigdy nie gadam o tym z obcymi w necie, bo to nie ma sensu. Czasem rozmawiam z kolegami, zazwyczaj spokojnie. A jeśli już zaczyna rozkręcać się inba, to odpuszczam. Nic od takiej kłótni nie zależy - uważa mój rozmówca.

tokfm.pl


Analizując poniedziałkowe spotkanie w Waszyngtonie, Eggert mówi: — Europejscy sojusznicy pokazali wczoraj, że ich wspólnym interesem jest powstrzymanie Rosji. Na razie pokazali w słowach, nie czynach. A Trump? On szuka chwały. Liczy, że uda mu się przekonać Putina do zakończenia tej wojny.

Pytam, jakiego scenariusza najbardziej obawia się teraz Putin. — Wiesz, myślę, że teraz Putin niczego się nie boi. On naprawdę wierzy, że rosyjska ekonomia wytrzyma nawet dodatkowe sankcje. Że Chiny nie zostawią go samego, że mu pomogą — pada odpowiedź.

— Putin zacząłby się bać, gdyby zachodni sojusznicy zdecydowali się naprawdę uzbroić Ukrainę. Gdyby znieśli wszystkie ograniczenia na ukraińskie uderzenia w głąb Rosji — dopowiada analityk.

(...)

— Putin wierzy, że Trump nie chce przyłożyć się do żadnej większej akcji przeciwko Rosji. Putin, tak jak wielu innych, doszedł do wniosku, że ta amerykańska administracja chce "usunąć się ze świata" — mówi, nawiązując do polityki Trumpa, która postrzegana jest często jako izolacjonistyczna.

Eggert poświęca też kilka zdań rosyjskiemu społeczeństwu. Analityk szacuje, że w Rosji większość ludzi (60-70 proc.) nie za bardzo interesuje się sytuacją w Ukrainie. — Rosjanie zaczną poświęcać prawdziwą uwagę na to, co dzieje się w Ukrainie, tylko gdy ich sytuacja ekonomiczna w zdecydowany sposób się pogorszy. Albo jeżeli Rosja poniesie jakieś druzgocące porażki w Ukrainie. Na ten moment nie jesteśmy blisko do żadnej z tych sytuacji — mówi.

— Na Zachodzie ludzie muszą przestać się łudzić, że Rosjanie nie wiedzą, co się dzieje w Ukrainie. Że wystarczy do nich tylko dotrzeć z informacjami i powiedzieć im prawdę. Jeśli spojrzysz na rosyjską telewizję, na kanały Telegramu, to jest oczywiste, że Rosja uczestniczy w pełnoskalowej wojnie. A Rosjanie nie protestują. Spora część z nich udaje, że nic się nie dzieje — zauważa.

onet.pl


Ale Tusk nigdy nie zamierzał ratować Europy, bo nie może nawet uratować Polski. Jego kampania w 2023 r. opierała się na przywróceniu praworządności —, przywróceniu niezależności sądów i odblokowaniu sparaliżowanego Trybunału Konstytucyjnego. Odwrócenie czasu, jakby rewolucja populistyczna nigdy nie miała miejsca, było mrzonką. W polityce podróże w czasie nie działają. Tusk mógł wygrać wybory, ale najwyraźniej nie zauważył, że polskie społeczeństwo zmieniło się ogromnie. Prawo i Sprawiedliwość głęboko przebudowały ramy instytucjonalne państwa, odsuwając je od liberalno-demokratycznego projektu na aparat skupiony wokół silnej władzy wykonawczej, z wypełnionymi sądami, parlamentem zredukowanym do pieczątki, a nadawca państwowy zamieniony w bezwstydnego rzecznika rząd.

Skoncentrowany na uregulowaniu rachunków za pomocą Prawa i Sprawiedliwości, rząd zapomniał rządzić. Propozycje projektów ustaw dotyczące kluczowych kwestii —, od związków partnerskich osób tej samej płci po przepisy dotyczące aborcji, od reformy mieszkalnictwa po uwolnienie przedsiębiorstw państwowych od osób mianowanych na stanowiska polityczne — nigdy nie zostały przedstawione. Polakom obiecano nowy początek. Zamiast tego dostali staromodną politykę demokratyczną; kłótnie koalicji, drobne skandale, sprzeczki między przywódcami partii i, co najważniejsze, nieefektywność. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość wygodnie zasiadały w swoich ławach parlamentarnych, przypominając wszystkim, że być może nie grali według liberalnych zasad, ale faktycznie załatwili sprawę.

Teraz rząd zostanie wplątany w paraliżującą sprzeczkę z nowo wybranym debiutantem politycznym Nawrockim na co najmniej dwa lata, aż do następnych wyborów parlamentarnych. Tymczasem Tusk, z niskimi ocenami akceptacji, ma niewiele opcji. Młodzi wyborcy, którzy wynieśli go do władzy w 2023 roku, zwrócili się przeciwko niemu. Organizacje społeczeństwa obywatelskiego są równie rozczarowane, ponieważ liberalne reformy nie doszły do skutku. Klasa średnia, tradycyjny rezerwuar wsparcia Tuska, kurczy się, duszona rosnącymi kosztami życia, drogimi mieszkaniami, automatyzacją i zablokowaną mobilnością społeczną.

Podobnie jak inni politycy głównego nurtu, Tusk oferuje spektakl, który nie sprawdza się już na dzisiejszej scenie. Jedyna innowacja, którą udało mu się wyprodukować —, czasami zabiegająca o względy skrajnej prawicy —, tylko złości jego bazę, tak jak ma to miejsce w przypadku Sir Keira Starmera, Ursuli von der Leyen i innych europejskich centrystów. Demokracja, ze swoim bałaganem, opóźnieniami w czasie i powolnymi obradami, nie zadowala już wyborców przyzwyczajonych do siły populistycznej, która przedkłada wyniki nad wszystko inne.

ft.com