Zróbmy mały eksperyment myślowy: wyobraźmy sobie, że jest rok 2013 lub 2014 i właśnie trwa gwałtowny rozwój generatywnej sztucznej inteligencji, ceny akcji Nvidii szybują pod niebosa, a inwestycje w półprzewodniki są na poziomie, z jakim nie mieliśmy do czynienia w nigdy wcześniej w historii. Głowy kapitalistów z Doliny Krzemowej są rozgrzane do białości tym, co się dzieje w świecie technologii informacyjnych. To oczywiście opis obecnego status quo. Zakładam, że w roku 2013 lub 2014 lwia część tych inwestycji trafiałby do Państwa Środka. Obecna zmiana technologiczna byłaby kolejną trampoliną dla gwałtownego rozwoju Chin.
(...)
Chiny na innowacjach przychodzących z Doliny Krzemowej rosły jak na drożdżach. Okres 2012-2016 to był złoty okres chińskiej technologii. Wówczas urządzenia od Huawei zalały świat, w salonach operatorów sieci telefony Huawei, stanowiły ogromną część oferty. Chińskie firmy mogły budować modele biznesowe analogiczne do tych amerykańskich: układy Kirin były projektowane w Chinach i “wypalane” w TSMC na Tajwanie. Urządzenia z chińskimi Kirinami mogły konkurować z produktami Samsunga i Apple. Laboratoria AI Alibaby, Tencetu i Baidu współpracowały z laboratoriami z zachodnich firm. Jack Ma - założyciel Alibaby - był celebrytą i brylował na konferencjach razem z tuzami z Doliny Krzemowej. Akcje Alibaby były gorącym towarem.
Potem wszystko zaczęło się komplikować. W roku 2015 Xi ogłasza program “Made in China 2025”, jest to w moim przekonaniu największa pomyłka strategiczna Chin, bo jasno dały do zrozumienia, że współpraca w domenie technologii z Zachodem jest dla nich tylko drabiną do zdobycia własnej niezależności i ta drabina później zostanie odrzucona.
W okolicach roku 2015 zarówno Amerykanie jak i Chińczycy coś sobie uświadomili. Wyobrażam sobie to tak: do gabinetów Xi oraz Obamy zaproszono informatyków, inżynierów i naukowców i zadano im pytanie:
Co waszym zdaniem jest obecnie niezbędne, aby być supermocarstwem?
Trzeba dysponować nowoczesną technologią - odpowiedzieli.
(...)
I tu wersja chińska i amerykańska rozgałęziają się: Chińczycy dochodzą do wniosku, że muszą się uniezależnić od Jankesów w produkcji podstawowych komponentów niezbędnych do prowadzenia obliczeń. Amerykanie jasno widzą, co może oznaczać program “Made in China 2025”. Uświadamiają sobie, że ich technologia jest obecna na każdym etapie produkcji CPU, SoC i GPU i że każdy laptop, komputer stacjonarny, serwer ma ich układy na pokładzie, również te w Chinach. Wyjątkiem zaczynają być Kiryny (układy SoC do urządzeń mobilnych) od Huawei. Stąd pierwsze uderzenie idzie w tego chińskiego czempiona, bo układy wypalał w TSMC, a w TSMC jest dużo technologii z USA. Jankesi mówią: układy od Intela, Qualcomm’a i Nvidii to nasze nowe lotniskowce, to nowa flota, od której wszyscy są zależni - Europejczycy, Chińczycy, Rosjanie, Japończycy itd. Zostawiamy furtkę dla naszych sojuszników Tajwanu, Korei, Japonii, Holandii itd., ale kontrola łańcuchów związanych z półprzewodnikami staje się dla nas priorytetem.
Później, w roku 2021, pojawia się raport o stanie AI, napisany pod przewodnictwem Ericka Schmidta i uwaga wszystkich zaczyna się skupiać już nie tyle na samych półprzewodnikach, co na półprzewodnikach i AI. Jeżeli nowoczesna technologia musi w sobie mieć komputer, to musi mieć też w sobie software. Dzisiaj maszyny zaczynają pisać software.
x.com/LeszBuk