Francja zdecydowała się na ograniczenie smartfonów, smartwatchów czy tabletów na terenie szkół podstawowych i średnich już w 2018 r. Złamanie zakazu grozi konfiskatą sprzętu do końca dnia, nakazem pozostania w szkole dłużej lub dodatkowymi pracami domowymi. W przypadku nagminnego łamania zakazu uczeń może zostać nawet relegowany. Mimo tak ostrych ograniczeń zakaz nie wywołał kontrowersji ze względu na drastyczne przypadki rówieśniczej cyberprzemocy. Obecnie Francuzi sprawdzają nowy sposób na ograniczenie elektroniki w szkole. Testuje się tam pause numérique – rozwiązanie, które zakłada oddanie urządzeń na czas pobytu w szkole przez niemal 50 tys. uczniów. Celem jest nie tylko cisza na lekcji, ale też budowanie uważności i zdrowych relacji rówieśniczych.
O krok dalej poszła Belgia – tam w ponad 370 placówkach (region Walonii i Brukseli) uczniowie oddają telefony do depozytów lub zamykanych szafek już od przedszkola.
W grudniu 2022 r. włoskie ministerstwo oświaty wprowadziło zakaz używania telefonów komórkowych podczas zajęć lekcyjnych w szkołach podstawowych. Po trzech latach we Włoszech wprowadzany jest taki sam zakaz dotyczący szkół średnich.
Rząd Portugalii zatwierdził na początku lipca tego roku zakaz korzystania przez uczniów ze smartfonów w szkołach podstawowych oraz gimnazjach. "Dekret rządu został podyktowany dobrymi wynikami uczniów szkół, w których w ostatnich latach obowiązywał zakaz korzystania z telefonów komórkowych", tłumaczył premier Luís Montenegro. Restrykcje zaczną obowiązywać z początkiem nowego roku szkolnego, czyli w połowie września.
W kolejnych państwach smartfon w szkole staje się synonimem rozproszenia. Ograniczanie używania tego typu urządzeń jest zaś sposobem na odbudowę uwagi i relacji oraz polepszenie jakości nauki. W Wielkiej Brytanii i Norwegii, które jako jedne z pierwszych zdecydowały się na bardziej rygorystyczne traktowanie telefonów w szkołach, widać wyraźną poprawę wyników egzaminów. Największy skok odnotowano wśród uczniów, którzy wcześniej mieli najsłabsze wyniki.
Spektakularne są jednak dopiero dane dotyczące zdrowia psychicznego i bezpieczeństwa. W norweskich szkołach po wprowadzeniu zakazu liczba wizyt uczniów u psychologów i psychiatrów zmalała o 60 proc. Znacząco poprawiły się również statystyki dotyczące przemocy rówieśniczej – odnotowano 43-procentowy spadek. Eksperci wiążą to bezpośrednio z ograniczeniem dostępu do narzędzia cyberprzemocy, jakim w tym wypadku jest smartfon. Drugie ważne osiągnięcie to większe zaangażowanie uczniów w życie szkolnej społeczności.
W Danii czy w Niemczech ograniczenia wprowadzane są lokalnie. Obserwuje się jednak takie same zmiany. Uczniowie są nie tylko bardziej skoncentrowani na lekcjach, ale też zaczęli inaczej spędzać przerwy. Częściej rozmawiają, bawią się, integrują, wracają do gier analogowych, a nawet czytają. Zmniejsza się napięcie, w jego miejsce pojawia się poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa.
(...)
W Polsce nie ma centralnego zakazu korzystania ze smartfonów w szkołach. I chociaż MEN coraz częściej wypowiada się w sprawie ich wyeliminowania w klasach I-III, to nawet kiedy wspomina o opracowywanej przez siebie ustawie, nie dzieli się konkretami. Przedstawicielki MEN jeszcze w kwietniu br. w wypowiedziach medialnych zasłaniały się stwierdzeniem, że wprowadzanie zakazu powinno leżeć w gestii szkolnych społeczności. Słowem, ciężar decyzji spada na dyrekcje, które mają zapisywać zakazy w statutach placówek, o ile rodzice im pozwolą.
(...)
W 2017 r. naukowcy Adrian F. Ward, Kristen Duke, Ayelet Gneezy i Maarten W. Bos przeprowadzili serię eksperymentów, których wyniki przedstawili w publikacji "Brain Drain: The Mere Presence of One’s Own Smartphone Reduces Available Cognitive Capacity" (Drenaż mózgów: Sama obecność smartfona zmniejsza dostępną pojemność poznawczą). Badacze sprawdzali, jaki wpływ na skupienie ludzi ma obecność ich smartfona w pomieszczeniu.
Eksperyment odbywał się w trzech wersjach. Telefon albo leżał na biurku, albo znajdował się w kieszeni/plecaku, albo lądował w innym pomieszczeniu. W każdym z trzech opisanych przypadków komórka była wyłączona. Następnie za pomocą testów badano zakres uważności i tzw. inteligencję płynną. Osoby ze smartfonem na biurku miały najgorsze wyniki. Niewiele lepsze osiągnęli ci, którzy schowali go do kieszeni. Dopiero nieobecność telefonu znacznie poprawiła skupienie badanych.
Naukowcy podsumowują, że smartfon samą swoją obecnością zakłóca możliwości poznawcze – w psychiatrii mówi się o zaburzeniu myślenia. Im większa zależność od smartfona, tym silniejsze zaburzenie. Samo wyłączenie urządzenia lub położenie go ekranem do dołu niczego nie zmienia. Trzeba je wynieść do innego pomieszczenia. W kontekście szkolnych rozważań można założyć, że jedynym sposobem na to, by dzieci były skupione, jest zostawienie telefonów w depozycie przed wejściem do szkoły.
Należy przypomnieć, że aplikacje w smartfonach są zaprojektowane tak, aby powodować uzależniający behawioralnie wyrzut dopaminy. Instant scrolling, czyli bezmyślne przewijanie kolejnych treści na TikToku, Instagramie czy Facebooku, można przyrównać do brania działki przez narkomana. Mówił o tym otwarcie Sean Parker, były członek rady nadzorczej Facebooka: "Wykorzystaliśmy słaby punkt ludzkiej psychiki, dajemy ci działeczkę dopaminy".
Wszystko w nowych technologiach i mediach społecznościowych jest zbudowane tak, aby cały czas pobudzać układ nagrody w mózgu. Wydzielająca się przy tym dopamina, hormon przyjemności, sprawia, że chcemy w kółko sięgać do jej źródła.
Badania przedstawione w "Social Science Computer Review" wskazują, że większa liczba godzin spędzona przed ekranem wiąże się z gorszym samopoczuciem osób w wieku 2-17 lat. Wielokrotnie wskazywano też (m.in. naukowcy z Boston University czy Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne), że media takie jak TikTok, Snapchat, a szczególnie Instagram zwiększają ryzyko zaburzeń dysmorficznych, które najczęściej objawiają się jako ciągłe poczucie, że wygląda się nieestetycznie. Najczęściej dotyka to nastoletnie dziewczęta, ale odnosi się do każdego użytkownika.
onet.pl\Tygodnik Przegląd