poniedziałek, 16 sierpnia 2021


Łukaszenko oświadczył w piątek, że nakazał całkowite zamknięcie granicy, ponieważ z terytorium Ukrainy przemycana jest broń. Z kolei owe „uśpione komórki terrorystyczne” to, według Łukaszenki, tzw. „oddziały samoobrony”. W ich działanie, według Łukaszenki, miały być zaangażowane Niemcy, Ukraina, USA, Polska i Litwa.

- Ich (komórek - red.) cel to siłowa zmiana władzy w dzień X. Oni sami na razie nie wiedzą, kiedy nastąpi ten dzień X. Trzeba do niego doprowadzić nasze społeczeństwo – powiedział polityk.

Oświadczył on także, że minionej nocy doszło do próby zabójstwa dziennikarza telewizji państwowej Ryhora Azaronka. Sprawcy zamierzali wywieźć go do lasu w bagażniku i „obciąć mu język”.

Rano w piątek Łukaszenko oświadczył, że na Białorusi zakończono „wielką operację antyterrorystyczną” i zapowiedział, że wyrazi pretensje nie „jakiemuś tam ministrowi Heiko Maasowi, lecz samej kanclerz i kierownictwu Niemiec”.

Mówiąc o wykrytych przez służby specjalne planach i działaniach „terrorystów”, Łukaszenko nie szczędził szczegółów. Wskazał m.in., że „rezerwą zbrojną” miał być chat w Telegramie o nazwie Oddziały Samoobrony Białorusi, którego „właścicielem” jest obywatel Niemiec D. Hoffman, a koordynatorką obywatelka Rosji – niejaka Dudnikowa.

Ich zamiarem, jak przekonywał Łukaszenko, było „zniszczenie dużej ilości sprzętu do wycinki lasu” w gospodarstwach leśnych, a także podpalenie kolumny samochodów, a następnie opublikowanie nagrań w internecie. Odpowiedzialna za to kobieta została zatrzymana przez oddziały specjalne Alfa – uściślił Łukaszenko.

Białoruski lider przekonywał, że ludzie, którzy chcieli wywieźć do lasu telewizyjnego dziennikarza Ryhora Azaronka, zamierzali mu „dać nożyczki, by sam obciął sobie język”. - Jeśli nie, to (miał to zrobić ten), kogo wynajęli za 10 tys. dol. – mówił Łukaszenko. Ujawnił on jeszcze jedną planowaną operację – rzekomo terroryści, kierowani przez niejakiego Sosnowskiego, zamierzali wysadzić znajdującą się w Wilejce rosyjską bazę łącznościową. Planowali przy tym wykorzystać skrytkę w obwodzie homelskim, dokąd broń i inne sprzęty zostały przemycone właśnie z Ukrainy.

W czasie swojego wystąpienia z okazji obchodzonego 3 lipca Dnia Niepodległości Łukaszenko ponownie porównał dzisiejsze działania Zachodu do nazistowskich Niemiec.

onet.pl

Wojciech Kaczmarczyk to szef Narodowego Instytutu Wolności (NIW). Pod tą dumną nazwą kryje się instytucja, przez którą rząd pompuje pieniądze do organizacji pozarządowych, związanych politycznie, światopoglądowo lub personalnie z PiS. Przykładem jest Fundacja Wolność i Demokracja, której założycielem jest szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. W ciągu dwóch lat fundacja uzyskała prawie 900 tys. zł dofinansowania z NIW.

Pieniądze dostały też organizacje od lat popierające otwarcie PiS, takie jak Klub Ronina, Reduta Dobrego Imienia czy Ruch Kontroli Wyborów. Organizacje, w których działa wiceszef Ordo Iuris Tymoteusz Zych, dostały ok. 2 mln zł. Kilkaset tysięcy poszło do organizatorów Marszu Niepodległości.

Zanim pod skrzydłami ministra kultury Piotra Glińskiego jesienią 2017 r. powstał NIW, Kaczmarczyk kierował Departamentem Społeczeństwa Obywatelskiego w Kancelarii Premiera, który także dzieli publiczne pieniądze między organizacje pozarządowe.

Tak się składa, że za kadencji Kaczmarczyka w Kancelarii Premiera życzliwie przy wypłacie traktowane były fundacje i stowarzyszenia prowadzone przez Pawła B. To przedsiębiorca z Białegostoku, twórca kilku organizacji pozarządowych. Według ustaleń Onetu, Paweł B. to znajomy Wojciecha Kaczmarczyka.

Latem 2017 r. Kancelaria Premiera przeprowadziła dwa konkursy finansowane z unijnych środków przeznaczonych na usprawnienie procesu stanowienia prawa. Dofinansowanie dostały podmioty, w których władzach zasiadał Paweł B. — Stowarzyszenie Europartner oraz Fundacja Biznes i Prawo. W sumie chodzi o blisko 5 mln zł w kilku postępowaniach.

Fundacja Biznes i Prawo złożyła wniosek o pieniądze w konkursie na podnoszenie kompetencji prawnych przedstawicieli organizacji pozarządowych „w zakresie niezbędnym do udziału w procesie stanowienia prawa”. Twierdziła, że do końca listopada 2020 r. przeszkoli przedstawicieli organizacji pozarządowych w województwach lubelskim, podlaskim oraz warmińsko-mazurskim.

Wniosek fundacji Pawła B. został oceniony negatywnie przez dwóch oceniających go ekspertów, którzy stwierdzili, że projekt nie spełnia minimalnych wymagań, aby otrzymać dofinansowanie.

W wyniku odwołania fundacji, jej projekt został ponownie skierowany do oceny. Ostatecznie ocena projektu Fundacji Biznes i Prawo została zmieniona przez Kaczmarczyka na pozytywną, co umożliwiło fundacji jego znajomego udział w konkursie.

W ramach konkursu projekt Fundacji Biznes i Prawo znowu został oceniony nisko w porównaniu z innymi projektami, więc dyr. Kaczmarczyk polecił uruchomić dodatkowe pieniądze, których regulamin konkursu wcześniej nie przewidywał. Jednym słowem: dosypane pieniądze zostały przeznaczone na dofinansowanie najgorzej ocenionych projektów.

Po dodatkowym zastrzyku finansowym projekt fundacji Pawła B. dostał blisko 2 mln zł.

Stowarzyszenie Europartner — inna organizacja Pawła B. — wystąpiła z kolei o pieniądze na trzy projekty dotyczące „szkoleń eksperckich dla przedstawicieli NGOs” czy też „monitorowania prawa”, warte w sumie niemal 3 mln zł.

Mechanizm był podobny. Gdy eksperci nisko ocenili jeden z wniosków Europartnera — wartości blisko 1,3 mln zł — stowarzyszenie się odwołało. Po odwołaniu komisja prowadzona przez departament Kaczmarczyka uznała, że eksperci się mylą i wniosek stowarzyszenia Pawła B. dostał dodatkowe punkty. Jednocześnie departament Kaczmarczyka zwiększył pulę pieniędzy w tym postępowaniu.

(...)

W tej opowieści znajomy rozdającego publiczne pieniądze dyrektora występuje jednak bez nazwiska, jedynie z inicjałem. Dzieje się tak dlatego, że w stosunku do wszystkich wniosków składanych przez podmioty podległe Pawłowi B. — to w sumie ponad 30 projektów — prowadzone jest śledztwo CBA i prokuratury. W piśmie do Kancelarii Premiera z listopada 2020 r. prokuratura pisze wprost, że podejrzewa, iż dofinansowanie zostało wyłudzone na podstawie nierzetelnych i poświadczających nieprawdę dokumentów.

„Jak wynikało z analizy rozmów zarejestrowanych w trakcie kontroli operacyjnej Paweł B. [w piśmie jest pełne nazwisko] oraz osoby z nim współpracujące, polecali swoim pracownikom i współpracownikom tworzenie fałszywych i poświadczających nieprawdę dokumentów w celu rozliczenia dofinansowania uzyskanego na realizację poszczególnych projektów. Ponadto, w przedmiotowej sprawie przesłuchano w charakterze świadka byłego pracownika (…) który w swoich zeznaniach wskazał na nieprawidłowości w pozyskiwaniu dofinansowań i ich rozliczaniu” — pisze prokuratura do Kancelarii Premiera, żądając wydania wszystkich dokumentów dotyczących dotacji dla organizacji Pawła B.

(...)

W listopadzie 2020 r. Paweł B. słyszy pierwsze zarzuty dotyczące przekrętów. Prokuratura opisuje to szczegółowo w piśmie do Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej na początku stycznia br. Chodzi o zarzuty popełnienia trzech przestępstw — doprowadzenia Kancelarii Premiera oraz Ministerstwa Rodziny „do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości”, czyli o oszustwo. W sumie chodzi o ok. 3,7 mln zł, które rząd wyłożył na trzy projekty organizacji Pawła B., w których wykazywane miały być koszty, które „w rzeczywistości nie zostały poniesione”, zaś do rozliczeń przedkładane były „poświadczające nieprawdę dokumenty”.

Chodzi m.in. o fikcyjne wydatki na wynajem sal oraz fikcyjne zatrudnienie doradców zawodowych i psychologa, podczas gdy w rzeczywistości warsztaty nie były realizowane, zaś podpisy uczestników zostały sfałszowane, w dodatku wskazani w dokumentach trenerzy nie posiadali odpowiednich kompetencji. — Śledztwo pozostaje w toku, Paweł B. występuje w tym postępowaniu w charakterze podejrzanego — potwierdza prok. Łukasz Janyst z prowadzącej sprawę Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.

onet.pl