2049 rok ma być końcem produkcji energii z węgla w Polsce. Data ta nie wynika jednak z jasnej deklaracji rządu czy jednego planu transformacji, a tzw. umowy społecznej z górnikami. Zawarto w niej harmonogram zamykania kopalń i plan wsparcia dla pracowników sektora.
Dotyczy to jednak górnictwa węgla kamiennego, a prąd produkujemy także z węgla brunatnego. Dla tego sektora nie ma jednak ani umowy społecznej, ram decyzyjnych, ani definitywnej daty wygaszenia wszystkich kopalń. Daty pojawiły się dopiero przy okazji tworzenia Planów Sprawiedliwej Transformacji, niezbędnych do otrzymania środków z nowego unijnego funduszu m.in. dla regionów odchodzących od węgla.
To silne przyspieszenie transformacji tego sektora - oceniają eksperci - jednak rzeczywistość może przyspieszyć jeszcze bardziej. Według think tanku Forum Energii realny jest koniec węgla brunatnego w Polsce nie później niż za 11 lat, o czym pisano w ubiegłorocznym raporcie "Modernizacja europejskiego trójkąta węgla brunatnego" (dot. Polski, Czech i Niemiec). - Zaczęliśmy rozmawiać o stworzeniu raportu 2-3 lata temu i wtedy bardzo trudno było sobie wyobrazić tę dyskusję, którą mamy teraz. Te zmiany bardzo przyspieszyły. Wtedy nie było daty zamknięcia ZE PAK, nie było planu dot. Bełchatowa. Wiedzieliśmy, że nowe odkrywki mogą nie powstać, ale nie było takich decyzji - powiedziała dr Aleksandra Gawlikowska-Fyk, analityczka Forum Energii i jedna z autorek raportu.
- Węgiel brunatny to bardzo wysoko emisyjne paliwo. Odejście od niego w Polsce, a także w Czechach i Niemczech przekłada się na bardzo duże ograniczenie emisji CO2. Jeśli myślimy o dekarbonizacji całej gospodarki, to energetyka jest pierwsza do zmiany - podkreśliła.
Ze względu na swoje właściwości węgiel brunatny jest dużo trudniejszy w transporcie od kamiennego. Dlatego ten drugi trafia do elektrowni oddalonych od kopalń, zaś elektrownie na węgiel brunatny są raczej położone bezpośrednio przy odkrywkach. W Polsce mamy trzy duże kompleksy: Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin w Wielkopolsce wschodniej, Elektrownia Bełchatów w woj. łódzkim oraz Elektrownia Turów przy styku granic Polski, Czech i Niemiec.
ZE PAK ma najwcześniejszą datę końca produkcji energii z węgla. Prywatna spółka planuje zakończenie produkcji energii ze źródeł węglowych do 2030 r. i przechodzenie na odnawialne źródła energii. Fundacja WWF ocenia, że Wielkopolska wschodnia prezentuje się przez to "nadzwyczaj ambitnie" nie tylko w skali Polski, ale całej Unii Europejskiej. By wesprzeć pracowników branży i nie tylko, wykorzystane mają zostać środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.
- Region Wielkopolski Wschodniej, gdzie działa Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin podjął bardzo odważne decyzje dot. transformacji. W zasadzie tylko jeden nowy blok węglowy będzie funkcjonował tam do 2030 roku. Nie zamierzają zagospodarowywać nowych odkrywek - wcześniej rozważano eksploatację odkrywki Ościsłowo. I mają jasny plan, co będzie dalej - oceniła Gawlikowska-Fyk.
Należąca do państwowej spółki PGE Elektrownia Bełchatów to największy pojedynczy emitent dwutlenku węgla w Europie. Wytwarza rocznie więcej CO2, niż są w stanie pochłonąć wszystkie lasy w Polsce. W ubiegłym tygodniu poznaliśmy planowaną datę zakończenia jej eksploatacji. Konkretne daty padły w Planie Sprawiedliwej Transformacji Województwa Łódzkiego.
- Dzięki podobnemu procesowi, czyli przygotowaniu Planu Sprawiedliwej Transformacji, podobne deklaracje usłyszeliśmy ws. Bełchatowa. Tam też mamy daty zamykania kopalń: pole Bełchatów do 2026 roku i Szczerców do 2038 roku, zaś do 2036 roku - wygaszanie bloków elektrowni - wyjaśniła Gawlikowska-Fyk.
Wreszcie "najsłynniejsza" ostatnio elektrownia czyli Turów i jednocześnie ostatni kompleks na węgiel brunatny bez jasnej daty odejścia od węgla. Także należy ona do PGE. Jest jednak jedna data graniczna - rząd wydał w tym roku koncesję na wydobycie do 2044 roku. Zdaniem ekspertów to data zupełnie nierealna - nie tylko dlatego, że jest w sprzeczności z polityką klimatyczną, ale też przez to, że produkcja energii z węgla brunatnego dużo wcześniej stanie się skrajnie nieopłacalna.
Jak zwróciła uwagę ekspertka Forum Energii, w przypadku Turowa, ważną datę wyznacza rynek mocy. - To mechanizm dodatkowego wsparcia jednostek wytwórczych energii w Polsce, żeby mogły funkcjonować na rynku i aby jednocześnie powstawały nowe moce wytwórcze. Elektrownie, w tym na węgiel brunatny mają określone terminy, do których zawarte są ich kontrakty na rynku mocy - wyjaśniła i dodała, że w Turowie najnowszy blok ma kontrakt do 2035 roku. Zatem od połowy lat 30. skończy się to wsparcie finansowe, do znacznie pogorszy sytuację finansową elektrowni.
gazeta.pl


