wtorek, 27 lipca 2021


2049 rok ma być końcem produkcji energii z węgla w Polsce. Data ta nie wynika jednak z jasnej deklaracji rządu czy jednego planu transformacji, a tzw. umowy społecznej z górnikami. Zawarto w niej harmonogram zamykania kopalń i plan wsparcia dla pracowników sektora.

Dotyczy to jednak górnictwa węgla kamiennego, a prąd produkujemy także z węgla brunatnego. Dla tego sektora nie ma jednak ani umowy społecznej, ram decyzyjnych, ani definitywnej daty wygaszenia wszystkich kopalń. Daty pojawiły się dopiero przy okazji tworzenia Planów Sprawiedliwej Transformacji, niezbędnych do otrzymania środków z nowego unijnego funduszu m.in. dla regionów odchodzących od węgla.

To silne przyspieszenie transformacji tego sektora - oceniają eksperci - jednak rzeczywistość może przyspieszyć jeszcze bardziej. Według think tanku Forum Energii realny jest koniec węgla brunatnego w Polsce nie później niż za 11 lat, o czym pisano w ubiegłorocznym raporcie "Modernizacja europejskiego trójkąta węgla brunatnego" (dot. Polski, Czech i Niemiec). - Zaczęliśmy rozmawiać o stworzeniu raportu 2-3 lata temu i wtedy bardzo trudno było sobie wyobrazić tę dyskusję, którą mamy teraz. Te zmiany bardzo przyspieszyły. Wtedy nie było daty zamknięcia ZE PAK, nie było planu dot. Bełchatowa. Wiedzieliśmy, że nowe odkrywki mogą nie powstać, ale nie było takich decyzji - powiedziała dr Aleksandra Gawlikowska-Fyk, analityczka Forum Energii i jedna z autorek raportu.

- Węgiel brunatny to bardzo wysoko emisyjne paliwo. Odejście od niego w Polsce, a także w Czechach i Niemczech przekłada się na bardzo duże ograniczenie emisji CO2. Jeśli myślimy o dekarbonizacji całej gospodarki, to energetyka jest pierwsza do zmiany - podkreśliła. 

Ze względu na swoje właściwości węgiel brunatny jest dużo trudniejszy w transporcie od kamiennego. Dlatego ten drugi trafia do elektrowni oddalonych od kopalń, zaś elektrownie na węgiel brunatny są raczej położone bezpośrednio przy odkrywkach. W Polsce mamy trzy duże kompleksy: Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin w Wielkopolsce wschodniej, Elektrownia Bełchatów w woj. łódzkim oraz Elektrownia Turów przy styku granic Polski, Czech i Niemiec. 

ZE PAK ma najwcześniejszą datę końca produkcji energii z węgla. Prywatna spółka planuje zakończenie produkcji energii ze źródeł węglowych do 2030 r. i przechodzenie na odnawialne źródła energii. Fundacja WWF ocenia, że Wielkopolska wschodnia prezentuje się przez to "nadzwyczaj ambitnie" nie tylko w skali Polski, ale całej Unii Europejskiej. By wesprzeć pracowników branży i nie tylko, wykorzystane mają zostać środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.  

- Region Wielkopolski Wschodniej, gdzie działa Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin podjął bardzo odważne decyzje dot. transformacji. W zasadzie tylko jeden nowy blok węglowy będzie funkcjonował tam do 2030 roku. Nie zamierzają zagospodarowywać nowych odkrywek - wcześniej rozważano eksploatację odkrywki Ościsłowo. I mają jasny plan, co będzie dalej - oceniła Gawlikowska-Fyk.

Należąca do państwowej spółki PGE Elektrownia Bełchatów to największy pojedynczy emitent dwutlenku węgla w Europie. Wytwarza rocznie więcej CO2, niż są w stanie pochłonąć wszystkie lasy w Polsce. W ubiegłym tygodniu poznaliśmy planowaną datę zakończenia jej eksploatacji. Konkretne daty padły w Planie Sprawiedliwej Transformacji Województwa Łódzkiego. 

- Dzięki podobnemu procesowi, czyli przygotowaniu Planu Sprawiedliwej Transformacji, podobne deklaracje usłyszeliśmy ws. Bełchatowa. Tam też mamy daty zamykania kopalń: pole Bełchatów do 2026 roku i Szczerców do 2038 roku, zaś do 2036 roku - wygaszanie bloków elektrowni - wyjaśniła Gawlikowska-Fyk.

Wreszcie "najsłynniejsza" ostatnio elektrownia czyli Turów i jednocześnie ostatni kompleks na węgiel brunatny bez jasnej daty odejścia od węgla. Także należy ona do PGE. Jest jednak jedna data graniczna - rząd wydał w tym roku koncesję na wydobycie do 2044 roku. Zdaniem ekspertów to data zupełnie nierealna - nie tylko dlatego, że jest w sprzeczności z polityką klimatyczną, ale też przez to, że produkcja energii z węgla brunatnego dużo wcześniej stanie się skrajnie nieopłacalna. 

Jak zwróciła uwagę ekspertka Forum Energii, w przypadku Turowa, ważną datę wyznacza rynek mocy. - To mechanizm dodatkowego wsparcia jednostek wytwórczych energii w Polsce, żeby mogły funkcjonować na rynku i aby jednocześnie powstawały nowe moce wytwórcze. Elektrownie, w tym na węgiel brunatny mają określone terminy, do których zawarte są ich kontrakty na rynku mocy - wyjaśniła i dodała, że w Turowie najnowszy blok ma kontrakt do 2035 roku. Zatem od połowy lat 30. skończy się to wsparcie finansowe, do znacznie pogorszy sytuację finansową elektrowni. 

gazeta.pl

Chiny są krajem ogromnych kontrastów, co widać również w finansach. Z jednej strony mieszkańcy Państwa Środka należą do najbardziej oszczędnych na świecie - ze statystyk przytaczanych m.in. przez MFW i OECD wynika, że od niemal dwóch dekad przeciętny Wang wydaje tylko 2 z 3 zarobionych juanów. Z drugiej - dane Ludowego Banku Chin i Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) wskazują, że błyskawicznie rośnie zadłużenie zwykłych ludzi.

Jak podaje BIS, na koniec ubiegłego roku chińskie gospodarstwa domowe były zadłużone na 62,4 bln juanów. Oznacza to, że na jednego Chińczyka przypadały zobowiązania rzędu ponad 44 tys. juanów. Tymczasem średni roczny dochód rozporządzalny wynosił za Murem nieco ponad 32 tys. juanów. W efekcie relacja zadłużenia do dochodu zbliżyła się do 140 proc. - wynika z obliczeń Bankier.pl. To niemal dwa razy więcej niż w 2012 r. Z kolei w 2006 r. wskaźnik sięgał raptem 25 proc.

Gwałtowny wzrost dźwigni finansowej w ostatnich latach powoduje, że średnie obciążenie długiem jest już w Chinach wyższe niż choćby w USA czy Polsce. W obu tych krajach od kilku lat pozostaje względnie stabilne i wynosi ok. 100 proc. średniego rocznego dochodu rozporządzalnego.

(...)

Fakt, że zobowiązania Chińczyków rosną wyraźnie szybciej niż ich dochody, stanowi zagrożenie dla ich finansów osobistych, ale również dla stabilności finansów całego kraju. PKB Państwa Środka od lat pędzi naprzód, napędzany dłużnym paliwem pompowanym przez kontrolowane przez partię banki. W efekcie Chiny osiągnęły bezprecedensowy poziom zadłużenia jak na tak wczesne (wyznacznikiem jest wielkość PKB per capita mająca odzwierciedlać poziom życia ludności) stadium rozwoju. W przeszłości wiele krajów stosowało podobny model, a eksplozja kredytu zawsze kończyła się kryzysem lub wieloletnią stagnacją.

Jeszcze niedawno władze wspierały zadłużenie gospodarstw domowych. Chińczycy mieli relatywnie mało zobowiązań (w przeciwieństwie do potężnie zadłużonych firm), a Pekinowi zależało na zbalansowaniu wyraźnie przechylonej w stronę inwestycji i produkcji gospodarki, dlatego zabiegał o wzrost konsumpcji. A że politycy nie chcieli wprowadzić reform, które znacząco zwiększyłyby dochody zwykłych mieszkańców kosztem powiązanej z partią elity, to jedynym rozwiązaniem był dług.

Wolę Pekinu pomagał realizować prężny sektor fintechów, wolny od nadmiernych ingerencji urzędników. Kilkaset milionów Chińczyków uzyskało dostęp do pieniędzy na wyciągnięcie ręki - za pośrednictwem smartfona. Skalę popularności pożyczek internetowych ujawnił prospekt emisyjny Ant Group - spółki, która w zeszłym roku miała zostać największym debiutantem giełdowym świata, ale decyzję o wstrzymaniu IPO miał podjąć sam Xi Jinping. Ze sprawozdania spółki wynika, że w okresie 12 miesięcy od lipca 2019 r. do czerwca 2020 r. z dwóch platform pożyczkowych Ant: Huabei ("po prostu wydaj") i Jiebei ("po prostu pożycz") skorzystało 500 mln osób. Wartość zobowiązań zaciągniętych za pośrednictwem właściciela aplikacji Alipay sięgała wówczas ok. 1,7 bln juanów.

Możliwość zaciągnięcia błyskawicznej pożyczki sprzyja impulsywnym zakupom internetowym - wystarczy wszak kilka kliknięć, by kurier już wiózł do domu wymarzoną torebkę. Młodzi ludzie zaczęli masowo prowadzić konsumpcyjny styl życia znany z USA, porzucając tradycyjną dla ubogich Chińczyków oszczędność. Teraz, jak ich rówieśnicy z Zachodu (a może nawet częściej), sięgają po elektroniczne gadżety, drogie kosmetyki i markowe ubrania czy chadzają do modnych restauracji. A jeszcze niedawno wielu z nich nie mogłoby liczyć na bankowy kredyt czy kartę kredytową.

(...)

Między innymi dlatego władze przykręciły regulacyjną śrubę, zobowiązując internetowe platformy, dotychczas będące tylko (i aż) pośrednikiem między klientem a instytucją finansową, by od przyszłego roku zapewniały kapitał na 30 proc. pożyczek udzielanych wraz z bankami. Taki krok zapewne przekona je do bardziej wnikliwej oceny ryzyka. Skończył się również czas wolnej amerykanki w sektorze - rynek zalała fala nowych przepisów, m.in. antymonopolowych. W marcu Caixin donosił, że Pekin zakazał mikropożyczkodawcom udzielania nowych pożyczek konsumenckich online studentom. Powodem miały być "obawy o nadmierną konsumpcję i zły wpływ społeczny". Z kolei w mediach pojawiło się w ostatnich miesiącach więcej krytyki życia na kredyt wraz z historiami ludzi, którzy wpadli w finansowe tarapaty z powodu nadmiernych wydatków. 

bankier.pl

Jednak te osobne konferencje prasowe ujawniły również głęboką przepaść dzielącą obie strony i jak bardzo każda z nich ma powody, by narzekać na drugą.

Putin powtórzył swoje fałszywe twierdzenie, że USA podżegały do rewolucji i puczu na Ukrainie w 2014 r. I upierał się, że wszystkie problemy w relacjach USA–Rosja to wina Waszyngtonu. Oskarżył też uwięzionego opozycjonistę Aleksieja Nawalnego, nazywając go "ten człowiek" i ani razu nie wymieniając jego nazwiska, o to, że jest przestępcą, który wybrał aresztowanie, wracając do Rosji po leczeniu w Niemczech, spowodowanym zamachem na jego życie. Uwięzienie Nawalnego zostało powszechnie potępione jako polityczna zemsta i naruszenie zasad państwa prawa.

Putin zaprosił jednak dziennikarzy z innych krajów do zadawania pytań, w tym reporterów CNN, BBC i Bloomberga. Biden natomiast przyjmował pytania tylko od przedstawicieli mediów amerykańskich.

Stwierdzenie Bidena, że Stany Zjednoczone nigdy nie mieszają się do wyborów, wywołało parsknięcia śmiechu, biorąc pod uwagę liczne dowody historyczne, że USA ingerowały w rozmaite wybory, w tym w Ameryce Łacińskiej i na Bliskim Wschodzie.

Dla amerykańskich sojuszników, jednakże, było kilka mocnych sygnałów solidarności.

– Zrobiłem to, po co przyjechałem: po pierwsze zidentyfikować obszary praktycznej pracy, którą nasze dwa kraje mogą wykonać, aby przyspieszyć nasze wspólne interesy, a także przynieść korzyści światu – powiedział Biden. – Dwa: zakomunikować bezpośrednio, że Stany Zjednoczone będą reagować na działania, które szkodzą naszym żywotnym interesom lub interesom naszych sojuszników.

Putin wydawał się dość zadowolony, ale w pewnym momencie wpadł w filozoficzny nastrój i, parafrazując Tołstoja, powiedział: – W życiu nie ma szczęścia, są tylko jego przebłyski. Pielęgnuj je.

Biden był nieco większym optymistą. – Teraz mamy jasną podstawę do tego, jak zamierzamy postępować z Rosją i w relacjach USA–Rosja – powiedział.

W USA część Republikanów szybko zarzuciła Bidenowi, że nie był wystarczająco twardy, zwłaszcza w kwestii szkodliwych działań Rosji, i że nie podjął bardziej zdecydowanych kroków, np. w celu powstrzymania projektu gazociągu Nord Stream 2.

Ale Samuel Charap, politolog w RAND Corporation, powiedział, że jest szansa, by Biden i Putin mogli zbudować nowe relacje i że oczekiwanie jakiejkolwiek skruchy, nie mówiąc już o przeprosinach, ze strony Rosji jest nierealistyczne.

– Zignorujcie te zaprzeczenia, przecież on nigdy nie przyzna się do swoich grzechów i nie będzie szukał przebaczenia, a tym bardziej przed kamerami – powiedział Charap. – Pytanie brzmi, czy ciche negocjacje mogą przynieść stopniowe zmiany. To się dopiero okaże, ale nie zaszkodzi spróbować. Żadne z głównych mocarstw nigdy tak naprawdę nie przyznaje się do złego zachowania, ale czasami zobowiązują się do nie robienia pewnych rzeczy. I czasami te zobowiązania działają.

onet.pl