Opisane powyżej problemy są jedynie objawami kilku chorób trapiących niemiecką gospodarkę od dobrych kilku, a czasami nawet kilkunastu lat. Pierwszą z nich jest absolutnie obłąkana polityka energetyczna, uzasadniana mocno wątpliwą ideologią klimatyczną. Niemcy umyślili sobie, że nowoczesna gospodarka przemysłowa i nastawiony na konsumpcję styl życia może być zasilany z wiatraków i solarów. Nastawiali od groma jednych i drugich, równocześnie zamykając relatywnie tanie elektrownie węglowe i przede wszystkim atomowe.
Absolutnym kuriozum było zwłaszcza wygaszenie elektrowni jądrowych, które zapewniają stabilne i tanie (tj. gdy już są zbudowane) dostawy energii elektrycznej dla przemysłu. Dodatkowo nie emitują przy tym ani grama dwutlenku węgla –gazu tak znienawidzonego przez klimatystów. Na dodatek, decyzję o wyłączeniu” atomówek” Niemcy podjęli już po wybuchu kryzysu energetycznego i wstrzymaniu dostaw gazu z Rosji. Było to szaleństwo godne tego, co niemieccy liderzy czynili zimą i wiosną 1945. Refleksja nad popełnionymi błędami znów przyszła stanowczo za późno.
Przez poprzednie kilkanaście lat nasi zachodni sąsiedzi utopili setki miliardów euro w nierentowne wiatraki, które dziś trzeba gdzieś zezłomować po dość krótkim okresie przydatności do użycia. Niemieckie gospodarstwa domowe płaciły za to zawyżonymi rachunkami za prąd, dotując branżę OZE. W efekcie Niemcy w 2022 roku wyprodukowali mniej energii elektrycznej niż 20 lat wcześniej, a udział (głównie rosyjskiego) gazu w miksie energetycznym wzrósł z 8,7% do 14,2%. Łączna produkcja z hojnie dotowanych solarów i turbin wiatrowych odpowiadała za 33% dostaw energii. Dla porównania, w roku 2000 elektrownie jądrowe dostarczyły blisko 30% wyprodukowanego prądu. Konkluzja: w imię realizacji celów ideologicznych Niemcy zastąpiły tanie i stabilne źródła energii źródłami drogimi i niestabilnymi, które w dodatku wymagały stabilizowania wzmożonym importem surowców energetycznych z Rosji. Acha, w 2022 roku prawie 32% niemieckiej energii elektrycznej została wyprodukowana z tak zwalczanego przez Brukselę węgla.
Finansowanie wiatrakozy wymagało olbrzymich subsydiów państwowych, na które zrzucał się niemiecki podatnik. Problem w tym, że rząd kanclerza Scholza robił to nie do końca legalnie. To znaczy, stosowały ten sam trik co ekipa Mateusza Morawieckiego – wyprowadzając pieniądze publiczne spoza budżetu państwa do pozabudżetowych funduszy.
bankier.pl